Skoro to gazeta w ktrej kazdy moze cos napisac, to chcialabym się podzielic z was pewną prawdą ktorej nauczyly mnie mikronacje.. Dla was pewnie oczywistą ale dla mnie do całkiem niedawna, dziwną, niezrozumiałą... A mianowicie uczuciami wiążącymi w jakiś sposób nas wszystkich...
Kiedy zaczynalam zabawę z mikronacjami byłam zbuntowaną piętnastolatką... Wlasciwie to trochę neokidem szukającym zabawy w kazdym słowie, w kazdym czynie ktory prezentowałam w tym wirtualnym swiatku.... Wydawało mi się ze jesli stworzę sobie drugą osobowosc i będę sie zachowywała z góry inaczej to będzie to tutaj normalne, ba popularne i wy będziecie tez kreowac tutaj kogos kim nie jestescie. Postanowilam ze będę ludzi traktowac z przymruzeniem oka (no moze procz kilku ktore udalo mi się poznac na początku podrózy). Resztę traktowałam dosyc specyficznie, a tu tworząc sobie w myslach telenowelę w ktorej bralam udzial, a tu skacząc do nosa gdy ktos mnie zirytował. O ile uwazalam ze uczucia ktore zywię do tej wąskiej grupy są prawdziwe, i wiedzialam ze nie mogę jej skrzywdzic to tą drugą, szerszą grupę wirtualnych znajomych uznalam... Za taką ktora tylko insynuuje te swoje wirtualne uczucia względem mnie. To co do mnie pisali traktowałam po prostu jako grę słów, nic więcej. To było bardzo durne z mojej strony, na samym początku wyelminowałam dobrą opinię o sobie psując tym samym wiele reacji ktore mogly się poglębic w cos owocnego, gdybym nie zachowywała się w taki bezczelny, zimny, olewatorski sposob to moze dzzisiaj nie bylabym Ivetta ktora wlasciwie ma tylko matkę, brata a kims innym? Nie chodzi o to ze jestem jakas zla, nei chodzi o to ze zyje mi się w v-swiecie zle (bo zyje mi się nad wyraz swietnie), ale moze gdybym w przeszlosci czynila inaczej byłabym teraz inna? Lepsza? Kiedy troszkę doszło do mnie ze robię zle... Postanowilam troszkę zmienic taktykę i otworzyc siębardziej na rodzinę na rodzinę (n przyjaciol otwarta bylam od początku), a dla reszty byc jesli nie mila to przynajniej w miarę tolerowac... I to był bląd bo kiedy wczesniej byłam zimna i nie ufna, to tutaj stalam się zbyt otwarta, co przerodziło się w mały, sarmancki skandal... A ja naprawdę tego kogos lubilam, moze przez głupią chwilkę, jeden głupi moment w swoim zyciu.. Zachwycilam się tym kims. Wiedzialam ze to nie jest osoba godna zaufania, ale przeciez ja sama się za taką nie uwazam. I przyznam ze dalam się poniesc przez krociutki okres czasu głębszym uczuciom... To wtedy najprawdopodobniej - co pewnie jest dla wielu nieprawdopodobne - odkryłam że to wszystko co piszą ludzie w v-swiecie, a raczej to co czują to w większosci przypadkow jest prawdą... To cale doswiadczenie nauczyło mnie ze uczucia w internecie istnieja w co kiedys, naprawdę nie wierzyłam. Wiem ze jest tutaj strasznie namieszne w tym tekscie ale pisze to tak na zywca i nawet tego nei czytam bo wzielo mnie tak strasznie na przemyslenia co byl bylo gdybym czegos tam nie zrobila w swoim v-zyciu....
Jednak internet czegos uczy ;p




