Jako, że mam swój Opinion i tam powinien dyskutować z innymi artykułami to dziś nie spełnię tej zasady i wykorzystam Prawdę, jako nośnik mojego prywatnego zdania. Na początek taka moja biografia, żeby nie było, że kto to ja jestem aby pisać o swoim prywatnym zdaniu.... Otóż widziałem już wiele i czytałem jeszcze więcej dlatego pozwolę sobie na dyskusję z autorem "O marazmie" będzie to polemika jednak jedynie przez nawiązanie to tematu tamtego wywodu i do jego tytułu, nie zamierzam cytować nic.
Aktywność to coś czego pożąda każde państwo wirtualne, czy to małe, czy to duże, czy to normalne czy takie z odchyłami.... My mamy tą swoją aktywność i to jest prawda. Ona jest falowa, raz większa raz mniejsza, jednak zazwyczaj większa niż ta pożądana przez innych. Trafią się dni po 20, (kiedyś było chyba najmniej 8) postów, ale zdarzają się też po 200. Ogółem każdy problem napędza aktywność.... Mikronacja doskonała byłaby zła, bo co by robili jej mieszkańcy? - to jedno pytanie pokazuje jak wygląda mikronacje i jakie procesy tam zachodzą. Ogółem każdy z nas dąży do budowania doskonałej mikronacji, ale każdy z nas wie też, że ile by nie pracował zawsze będzie coś do roboty, coś nowego, ale będzie...
A więc dodatkowe problemy z władzą mają być dla nas błogosławieństwem? Szczerze? Uważam to za złą tezę. Ale jeszcze pozwolę sobie napisać jeden akapit o rodzajach aktywności. Bo jest aktywność zbudowana na jakiś problemach i tematach, a jest też aktywność w kilku dziedzinach, to jest tak zwany potencjał mikronacji. Czym więcej i dłużej tej drugiej aktywności tym lepiej dla mikronacji, bo w końcu wtedy rozwija się cały kraj bez ponoszenia strat w postaci jednostek budujących ogół....
Wracając do tych problemów z władzą. To te problemy buduję aktywność pozorną, która zmniejsza się i opada ciągle, aż do następnego kryzysu, a każdy kryzys zabiera nam ludzi. Ale rodzi się pytanie, czy bez takich kryzysów osobowych mikronacja mogłaby być aktywna? Mogłaby jeśli byłaby zbudowana na problemach społecznych, państwowych, a nie osobowych. Gdybyśmy potrafili przegadać 20 stron o kulturze byłoby świetnie, to właśnie by była dobra aktywność, bo ona by skutkowała dalszą dobrą aktywnością w przyszłości i napływem albo przynajmniej zatrzymaniem ludzi w RSiT. Gdyby natomiast godzić się na tezę, że kryzy władzy świetnie pobudzają prawdziwą i dobrą aktywność to trzeba by być chyba nieodpowiedzialnym.
Władza działająca aktywnie potrafi zbudować dobrą, ciągłą aktywność. Natomiast władza nie działająca może zbudować aktywność jedynie w temacie o swoim nieróbstwie i będzie to aktywność pozorowana, bo tylko chwilowa. Nieróbstwo władzy opóźnia rozwój RSiT i w istocie ją zabija. Bo przy powolnej pracy władz (nie chodzi mi tu tylko o rząd) problemy, które można rozwiązać normalnie w ciągu 7 dni trwają całe miesiące. Człowiek, który przez miesiąc widzi tematy o tym samym nudzi się i odchodzi - takie są skutki tych kryzysów. Natomiast władza aktywna tworząc ciekawe tematy budują faktycznie RSiT.
Na poparcie tezy, zastanówcie się, czy lepiej by było dla RSiT gdyby to na początku RSiT Konstytuanta nie działała i jej członkowie zniknęli by jak Onufry, albo gdyby za moich rządów gdyby się stało coś takiego? Nie, na pewno nie. To właśnie trwanie przez 4,5 miesiąca aktywnych władz zapewniło, że potem przez 6-8 (tyle albo więcej...) miesięcy możemy pieprzyć dalej i zakładać nowe tematy o tym jak ktoś nie wykonuje swoich obowiązków. Może więc weźmiemy się do budowy dobrej aktywności?!



