Dzisiaj z RSiT odszedł jeden z jej mieszkańców, który mógł być w przyszłości jednym z naszych obywateli (może jeszcze będzie?). Właściwie to nic szczególnego biorąc pod uwagę, że w RSiT co chwilę ktoś się wita, a potem znika.... Tylko należy sobie zadać pytanie, czy to co jest powszechne zawsze jest normalne i poprawne? W tym przypadku niestety nie. Chciałoby się powiedzieć, że w temacie nowych mieszkańców i ich zatrzymywania u nas organy państwa są jak durszlak, niestety nawet tego nie można powiedzieć... Prawda jest taka, że w RSiT nie działa żaden, ale to żaden system zatrzymywania nowych mieszkańców. Ci co się u nas ostali to tylko przypadek i szczęście...
A mentor? Takie pytanie na pewno zrodziło się w Waszej głowie, a ja Wam powiem: lipa, a nie mentor. Ten pomysł nie wypalił, ba w ogóle nie został wykorzystany, mimo, że IN działa (to ona zgłasza kandydatów na Mentora). Mówi się, że nawet gdyby kogoś na mentora powołać to i tak lipa, bo on tylko doradza.... Nie jest to do końca prawda. Mentor tworzy jeszcze poradniki wizualne (ładnie brzmi, prawda? szkoda, że to teoria...) oraz może wynająć mieszkania socjalne (Syriusz kaput). A więc de facto mentor może jedynie doradzać. Dla kogoś nowego w v-świecie, w RSiT i samo doradzanie jest dobre, jednak moim zdaniem lepiej byłoby gdyby Mentor nie czekał, jak ktoś zagubiony znajdzie jego personalia i numer kontaktowy, lepiej gdyby obowiązkiem mentora było rozesłać do każdego nowego ofertę pomocy (mail jest podawany w rejestracji, a dużo osób podaje inna komunikatory i czyta początkowo też pw).
Niestety na razie to tylko teoria. Z resztą sam mentor cudów nie zrobi. Bo czy jeden człowiek jest w stanie pomóc każdemu i odpowiedzieć na każde pytanie? W temacie RSiT może tak, ale problem rodzi się w temacie znalezienia zajęcia dla nowego mieszkańca. Obecnie miejsca pracy w Rzeczpospolitej są "uwolnione" tzn. wszystkie miejsca poza członkami rządu, prezydentem, członkami IN (i innymi, które zastrzegłaby ustawa) nie wymagają posiadania jakiegokolwiek obywatelstwa. Problem jest tylko jeden, jakie to mamy te miejsca pracy? No właśnie aparat państwowy nie spełnia jednego ze swoich głównych obowiązków - nie gwarantuje pracy dla każdego, a ostatnio nawet zaniechano wypłacania (od 2 mc!) pensji.
Wracając jednak do tych miejsc pracy. Zastanówmy się co może zrobić nowy mieszkaniec:
1. Może być BURMISTRZEM, ale niedługo te stanowiska zostaną zredukowane (nie wszystkie), z resztą nikomu nie życzyłbym takiej pracy, bo wiem doskonale, że to najgorsza robota pod słońcem i nowego tylko zniechęci.
2. Może być KRONIKARZEM lub DZIENNIKARZEM, ale żaden z kronikarzy w historii jeszcze nic nie zrobił.... a dziennikarze? No cóż na razie większość wybrało prywatną drogę w realizacji swojego talentu w tym zawodzie.
No i to byłoby na tyle. Tak na prawdę państwo nic więcej nie jest w stanie zagwarantować, poza tymi 3 zawodami. Pojawia się problem, gdy ktoś nowy nie chce być ani kronikarzem, ani dziennikarzem, ani burmistrzem (a wszystkie te zawody są raczej dla starych mieszkańców). Oczywiście mógłby się jeszcze zatrudnić w mieście, ale miasta leżą...
To jak rozwiązać problem? Właściwie należałoby powziąć wszelakie kroki do wspierania osób, które są w stanie stworzyć miejsca pracy dla nowych mieszkańców. Jak to zrobić? Prawem? Nie, przede wszystkim trzeba mieć DOBRY pomysł, potem ludzi, a na koniec prawo. Dodatkowo uważam, że instytucję mentora można by nieco rozszerzyć i np. wspólnie wybrać kilku ludzi, którzy już potem, po pierwszym kontakcie (tj. rozmowie mentora z nowym) odważą się pokierować nową osobę w odpowiedniej dziedzinie, np sportu, gospodarki, dziennikarstwa. A więc gdyby ktoś nowy dostał wiadomość ws. gościnności RSiT i pomocy z jej strony (co do Pana Fischera, to ja go wyłapałem na LD i napisałem emaila, starczyło), a później został skontaktowany ze znawcą tego co go interesuje i wprowadzony w konkretny temat dogłębnie, a jeszcze dodatkowo dostał pracę, którą by sam wybrał (tego już Panu Fischerowi nie mogliśmy zapewnić...) wówczas 98% nowych by tutaj zostawało.



