
Gdy wyszedłem na miasto to czułem się z jednej strony nieswojo, z drugiej byłem troszkę pod wrażeniem tego co w tak krótkim czasie udało się zbudować na dawnej pustyni. Na początku pospacerowałem troszkę po centrum tego uroczego miasta. Nie wiem czemu, ale o dwunastej w południe ulice były prawie puste. Natomiast co do architektury to nawet w centrum jest całkowicie modernistyczna:

Pełno takich budynków i gmachów stało w koło mnie. Z powodów oczywistych czułem się trochę nieswojo, w końcu chociaż mam prawie 2 metry wzrostu to 10 piętrowe, czy tylko 5-piętrowe budynki w koło to jednak dla mnie coś co mnie przewyższa. Później udałem się w podróż do odległych dzielnic miasta. Wyobraźcie sobie, że tutaj właściwie są same blokowiska:
Szczerze mówiąc niezbyt interesowała mnie architektura modernistyczna na taką skalę, dlatego popytałem przechodniów o jakieś ślady dawnego obozu wojskowego, na którego przecież fundamentach wzniesiono te miasto! Wyobraźcie sobie, że z racji górskiego ukształtowania terenu Jednostki Szybkiego Reagowania drążyły w skałach tunele aby szybko przetransportować się w odpowiednie miejsce Trizondalu. Spójrzcie na te tunele:

Wieczorem postanowiłem spróbować regionalnych przysmaków w jednej z tzw. Bergknajpe (dla turystów Mount Restaurant), czyli kameralna knajpka ulokowana poza centrum miasta. To zadziwiająca, że tutaj właściwie je się całkowity miks tego co w Dalmencji, Trizopolis i Zalitawii (część A-W). Na przykład gdy w Dalmencji jemy obiad tradycyjnie o 15, natomiast na południu Trizondalu Herbata Zongyjska pita jest 14 minut potem (średnio), a w Czerwonej Górze idąc za Zalitawią pije się kawę i je obiad równocześnie zaczynając od 15:00, bo wtedy zegar miejski wybija godzinę. Oczywiście w Bergknajpe dostanę posiłek kiedy chcę... Zobaczcie sobie Bergknajpe:

Po pysznej kolacji (chleb namaczany w winie i podpiekany na maśle) udałem się do hotelu, spakowałem rzeczy. Czas wyruszać w dalszą podróż do Villania City. Oczywiście w górach, gdzie nigdy nie wiadomo kiedy spadnie śnieg lepiej podróżować kolejami, stąd wsiadłem w Trizondalską Kolej Górską:

Na koniec dodałem Wam jedno ze zdjęć, które można kupić na dworcu. Na szczęście te parowozy już nie jeżdżą (podróż zajęła by mi miliona lat...) ale ten most na fotografii podobno jest nadal używany. Dalsza relacja z podróży już niedługo!
