Ostatnio przeprowadziłem z JKM Danielem Łukaszem krótką rozmowę, która zeszła na temat lokalnego patriotyzmu. W prawdzie było to chyba 3 dni temu to dziś naszły mnie pewne głębsze przemyślenia. Należy się bowiem zastanowić jak to z tym naszym v-patriotyzmem jest. Jak to jest z tą naszą pozycją w Sarmacji naszymi oczami, oczami innych Sarmatów oraz oczami innych narodów. Oczywiście jesteśmy krajem korony Księstwa Sarmacji co nas zobowiązuje do pewnych postaw, a zwłaszcza nasze władze. Dlatego ten artykuł piszę z mojego prywatnego domku w Rotterze jako Marcel Hans, a nie jako Prezydent. Wszelkie odniesienia tego tekstu do poczynań moich jako Prezydenta bądź Rządu będą niepożądane i wprost mówiąc niepotrzebne.
Trizondalczycy i Sclavińczycy już od około 2 lat (?) są mieszkańcami Sarmacji. Wcześniej pod szyldem Rzeczpospolitej Sclavinii i Księstwa Trizondalu, dziś jako mieszkańcy Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu bądź Rzeczpospolitej Trizondalu i Sclavinii (warto nie zapominać o dwóch zapisach tej samej nazwy). Mówię Sclavińczycy i Trizondalczycy, ale są tutaj też Pięciopolanie, w prawdzie w małej grupie ale są i o nich nigdy nie zapominam! No cóż mówię (powtórzenie jest tutaj specjalnie zastosowane) Sclavińczycy i Trizondalczycy, zobowiązany jednak jestem mówić także Sarmaci jako synonim tych dwóch poprzednich nazw. Czy jednak Sarmata to synonim słów Trizondalczyk, Sclavińczyk? Czy na pewno tak jest? Tego oczekuje od nas Grodzisk i inni, ale czy na pewno tak jest?
Z punktu widzenia innych narodów to nie ma Sclavińczyków, Trizondalczyków, Pięciopolan są tylko Sarmaci! Tak nas widzą inni. Nie ma Rzeczpospolitej Trizondalu i Sclavinii jest tylko Księstwo Sarmacji! Oni widzą nas jako samorząd Księstwa Sarmacji. Po prostu dla nich jesteśmy jak mieszkańcy Śląska dla Francuzów - Polakami mieszkającymi w Polsce, w jednym z jej województw i niczym się Ślązacy od np Górali nie różnią, Polak to Polak. Jednak nie do końca tak jest. Nie będę wnikał w problemy świata realnego, bo nie po to tutaj piszę. Otóż dla takiego mieszkańca Austro-Węgier jesteśmy Sarmatami, mieszkającymi w Sarmacji, bo o Rzeczpospolitej Naszej on zapewne nie słyszał. On uważa, że jesteśmy tacy sami jak z Grodziska, zwłaszcza jeśli będzie patrzył na swój dualistyczny (dawniej) kraj. Niewątpliwie takie postrzeganie ma swoje plus: obrona mniejszego przez większego, korzystanie z dorobku większego. Jednak są też minusy: niesłyszalność naszego głosu dla innych, niska pozycja w v-świecie. Nie chcę żeby ktoś mnie źle zrozumiał! Absolutnie nie piszę tutaj aby krytykować bądź gloryfikować unię z Sarmacją! Po prostu mając te prawa, które mamy gdybyśmy się wzięli za nasz wizerunek to moglibyśmy wiele wywalczyć, ale to zależy od nas nie od prawa!
Teraz należy się zastanowić jak postrzegają nas Sarmaci i czemu. Otóż dla Sarmatów wszyscy jesteśmy Sarmatami i mówienie, że jest inaczej jest natychmiast piętnowanie. Konstytucja Księstwa Sarmacji daje wolność słowa jednak Sarmaci ogólnie jako naród i jako władza stawiają duży nacisk na integracje. Ktoś kto nie uważa się Sarmatom i przyznaje się do tego w Sarmacji jest wyeliminowany z życia społecznego. Oczywiście nie zawsze. Zwłaszcza, że mało kto tak robi. W śród Sarmatów nie ma ani zrozumienia ani szacunku dla Rzeczpospolitej jako elementu Księstwa Sarmacji o czym świadczą artykuły "Fuck-a". No cóż... Jednak nie zawsze tak było. Pamiętam doskonale jak Sclavińczycy bardzo długo byli uważani za osobny naród, przy czym na początku gdy było ich bardzo dużo ciągle byli obrażani. Dopiero z czasem, gdy mówili "jesteśmy Sarmatami" ta fala zmniejszyła się. Z Trizondalczykami było podobnie. Większość Sarmacji nie dopuszcza możliwości aby w ich państwie żyły inne v-narody. A może właśnie pewna odrębność zwyczajów byłaby czymś ciekawym i dobrym? Może.
"Kim jestem?" tytułowe pytanie pewnego filmu dokumentalnego z telewizji i tutaj znajduje odniesienie. Może każdy z nas powinien postawić sobie pytanie kim jest? Ja czuję się Sarmatą, ale także Trizondalczykiem. Już chyba nie potrafiłbym tego rozdzielić. W świecie realnym przecież każdy ma tylko jedną narodowość i to w dodatku przekazaną przez rodziców, u nas jeśli przyjąć by tą zasadę, to narodowość zależeć miałaby od miejsca urodzenia. W takim razie ja powinienem być Tyreńczykiem. Jednak tak to nie działa. Natomiast należy zadać sobie kolejne pytanie, czy narodowości w naszym przypadku można łączyć? Czy może powinniśmy się opowiedzieć za jedną z nich wprost? Wracając jeszcze do podziału na Trizondalczyków, Sclavińczyków i Pięciopolan to mam wrażenie, że on zanika. Może powinniśmy już zapomnieć o tym co było?



