Dzień 2 - chłodne przyjęcie
Około 6 nad ranem mój samolot zaczął kołować na lotnisku w Nowej Menii - stolicy Królestwa Surmeńskiegom, zastanawiałem się wówczas jak mnie powitają gospodarze tego nieznanego mi państwa. Miałem nadzieję, że tak jak kiedyś w Austro-Węgrzech stanie przede mną sam władca, niestety zawiodłem się. Schodzą po czarnych schodach z samolutu, na końcu lotniska stało trzech funkcjonariuszy Jednostek Szybkiego Reagowania ubranych w wyjściowe stroje, a jeden z nich trzymał flagę narodową Księstwa Trizondalu. Obok nich stał ładnie ubrany, w czarny garnitur, poważnie wyglądający minister spraw zagranicznych Królestwa Surmeńskiego. Gdy szedłem w stronę Jiorga Mensena (MSZ Surmenii) zamiast przypominać sobie podstawy surmeńskiego ja żałowałem, że nie wziąłem tego cholernego parasola. Lało strasznie. No cóż, moja głupota znowu się ujawniła - pomyślałem, gdy stałem już przed Mensanem i zastanawiałem się co on mówił. A mówił twardą i czystą jednak starą juz i rzadko używaną surmeńszczyzną. Po przetłumaczeniu w mojej głowie tak wyglądała rozmowa:
- Witam pana panie ambasadorze, niezwykle mokro, tfu miło pana gościć w naszym Królestwie
- Również serdecznie witam pana, panie ministrze. Nie byłem przygotowany na taką pogodę, ale myślę iż dam radę coś kupić co mnie ochroni- odpowiedziałem po surmeńsku.
- Ależ spokojne myślała, to było krótko - odpowiedział po trizondalsku, to miało pewnie brzmieć: "spokojnie, to tylko chwilowe" niestety mu się nie udało.
- Może zaczniemy mówić w ogólnie przyjętym języku wszystkich narodów? - zaproponowałem.
- Dobrze cieszę się. Zapraszam do samochodu, pokażę panu ambasadę i pana mieszkanie.
Pojechaliśmy na ulicę im. Trzech Synów - niestety ale nikt nie potrafił mi wytłumaczyć skąd taka dziwna nazwa. Moja ambasada miała numer 1, po jej drugiej stronie był ogromny plac, Plac Surmeński, na którym ciągle było gwarno i tłoczno,całą dobę. Budynek był bardzo stary i neogotycki, nie brakowało tam jednak romańskich łuków. Wszystko było wzniesione z kamienia. Nad drzwiami widniał ogromny napis,którego nie można było zapomnieć: "Πραωο νασζyμ życηεμ, α σπραωηεδληωοść cελεμ " czyli "Prawo naszym życiem, a sprawiedliwość celem". Jak się dowiedziałem później od Mensena dawniej mieścił się tutaj Trybunał Rewolucycjny, a budynek ten powstał specjalnie w tym celu. Na Placu Surmeńskim wykonywano zaś wiele egzekucji. Mury faktycznie były bardzo grube i solidne, a wszystko białe. Pokazano mi lochy na dole, były przerażajace. Wszędzie było ciemno, a gdy latarnia oświetliła jakaś część to na ścianach widziałem brunatne plamy, jakby z krwi. Dodatkowo dowiedziałem się, że w budynku też jest miejsce pochówku przywódców dawnej surmeńskiej rewolucji, ich zwłoki to już kości które leżą na ogromnych płytach z napisem "Hańba zdrajcą surmeńskim". Przeraziło mni to bardzo. Mensen niestety szybko musiał mnie opóścić przydzielono mi do pomocy jedyną osobę w ambasadzie, która nie była narodowości trizondalskiej, a sclavińskiej przy czym jej ojciec był obywatel Al Rajn nazywała się Hilesza al-Ewile. Była bardzo miłą osobą, dodatkowo umiała bardzo dobrze mówić po trizondalsku co mnie zaskoczyło. Okazało się, że studiowała długo w Rotterze.
Gdy już zwiedziłem moje przyszłe miejsce pracy Hilesza pokazała mi moje mieszkanie. Znajdowało się ono po drugiej stronie ulicy w pięknej, okazałej, zabytkowej kamienicy na 2 piętrze. Dodatkowo moim sąsiadem był ambasador Rzeczpospolitej Sclavinii - Lucjan Wilk oraz ambasador Królestwa Nowalu - Fryderk Le Wyk. Byli to bardzo mili ludzie, mi przychylni. Oprowadzili mnie po mieście. Miasto było faktycznie bardzo urokliwe, tak jak opisywała to moja ciocia w listach. Było w Nowej Menii bardzo dużo geometrycznych placów, skwerów, zabytkowych kamienic i parków. Niestety ostatnimi czasy, jak opowiadał mi Fryderyk Monderyjczycy - największa surmeńska mniejszość narodowa dokonywali krwawych mordów na Surmeńczykach, dlatego poradzono mi abym nie pokazywał się w ich dzielnicy. Wieczorem do mojego 3-pokojowego mieszkania z kuchnią i łazienką przyszedł Komisarz Honorowej Gwardii Jednostek Szybkiego Reagowania, wyjaśnił mi iż obecnie posiadamy na składzie tylko 3 gwardzistów, a reszta wyjechała już do Trizondalu, oni też mieli to zrobić wkrótce po moim przybyciu. Wszystko ze względu na wydany wówczas rozkaz Księcia Trizondalu o ewakuacji Honorowych Gwardii JSR z terenów uznanych za zagrożone konfliktem zbrojnym.
Gdy Komisarz udał do swojego mieszkania, ja zrobiłem sobie smakowitą kolację, umyłem się i położyłem spać. Niestety nie było mi tej nocy dane usnąć w spokoju. Nagle pod domem usłyszałem jakieś krzyki po monderysjku, na szczęscie język ten umiałem bardzo dobrze, brzmiało to mniej więcej tak "Śmierć wszystkim obcym! Nowa Menia jest monderysjka!". Próbowałem usnąć jednak to nie pomagało, nagle ktoś wrzucił mi przez okno cegłę, na której był list pisany łamaną surmeńszczyzną "zgiń wschodni psie razem z innymi w ogniu sprawiedliwości" - gdzieś tak brzmiał jego sens. Uznałem, że nie ma sensu dzwonić po surmeńskie służby teraz, a uczynięto rano, pomyślałem - "pierwszy dzień i już prosić o pomoc Surmeńczyków? wyśmieją mnie!". Udało mi się usnąć, krzyki ustały.


