Świat Niepewny - odc.9

Prawda

Świat Niepewny - odc.9

Postby Marcel Hans » 28 Jul 2009 20:53

Dzień kolejny – wielka defensywa

„Wstawać psie!” – takie okrzyki obudziły mnie nad ranem.Do drzwi ciągle ktoś walił Nagle rozległa się salwa z karabinów maszynowych w powietrze. Spojrzałem na zegarek, było koło 8 rano. Zbiegłem na parter i otworzyłem drzwi.
-Słucham, o co chodzi?! – zapytałem poirytowany i lekko przestraszony.
-Oficer Fryderyk Chetch (czyt. Hecz) – przedstawił się krzykliwie młody człowiek, ok. 35 lat – w imieniu Króla Monderii przejmuje Wietrzną Górę i przekształcam ją w Obóz Przesiedleńczy oraz w Twierdzę Sił Zbrojnych, w związku z wielkim odwrotem Monderyjskim.
-A co z więźniami? Ma jeszcze dojechać pozostałe 9 tys. Ludzi!
-Spokojnie, już tą sprawę załatwiliśmy. Więźniowie obecni zajmą się niszczeniem wszystko co może ułatwić przeciwnikowi drogę odwrotu. A ci, którzy nie dojechali zostaną pewnie przejęci przez Surmeńczyków.
-A co ze mną?! – zapytałem.
-Pan zostanie przewieziony do Nowego Grodu - Aurei po Surmeńsku – gdzie stacjonują jeszcze nasze wojska i tam mieliśmy rozkaz przetransportować wszystkich zarządców miejskich. A teraz jeszcze podpisze pan zgodę na rozstrzelanie pozostałych Surmeńczyków.
-Dobrze, niech i tak będzie.

Chetch podał mi kartkę po monderysjku, podpisałem to i usiadłem lekko załamany i przestraszony na ławce. Niestety Chetch kazał mi iść razem z nim na rynek. Tam kazał mi patrzeć na co się zgodziłem. Nagle na rynek wjechało 5 ciężarówek, z każdej wyładowano po ok. 30 ludzi i ustawiono w kilku rzędach. Z pobliskich kamienic padły strzały, a ciała legły na ziemię. Podbiegło ok. 20 więźniów, w dresach więziennych ( po tym ich rozpoznałem) i uporządkowali wszystko, a ciała zrzucili na kupę. Później wjechało kilka ciężarówek, niestety nie pamiętam ile, z których wyładowano same obrazy i malowidła i je podpalono razem z trupami.

Trwało to wszystko jeszcze kilka godzin, aż mnie mdliło na widok tych wszystkich trupów, niektóre miało jeszcze pootwierane oczy. Spacerując po rynku z Chetchem podeszliśmy do dziecka, które leżało z boku kupki, wskazał on mi grymas jego twarzy i powiedział „Patrz Surmeńskie dziecko jakby nieszczęśliwe, że odchodzi z piekła, pewnie idzie do piekła tam gdzie jego miejsce. Hahaha” – zaśmiał się na koniec butnie. Mi zrobiło się jakoś nieswojo, jakoś przykro. Nie mogąc patrzeć na to dziecko kopnąłem je tak, że obróciło się na plecy.
Usiadłem na ławce i rozmyślałem. Czy aby nie przesadziłem, „czy może ktoś kiedyś nie zechce mnie z tego rozliczyć? „ – pytałem sam siebie i od razu udzielałem odpowiedzi „Monderyjczycy z liczby zwłok, bo przecież oni muszą wygrać” – przez chwilę wierzyłem w naiwną i kłamliwą politykę Monderjską.

Około 16 przyszło po mnie 3 żołnierzy i powiedziało:
-Mamy obowiązek odwieść pana do Nowego Grodu!
-Dobrze, jedziemy samochodem?
-Nie, pociągiem będziemy znacznie szybciej. Specjalnie podstawiono dla pana lokomotywę i wagon – wskazali razem na dworzec.
-Już mam wsiadać? – zapytałem, bo i tak nie miałem nic do pakowania.
-Jeśli nie ma pan nic do pakowania to tak będzie najlepiej.

Wsiadłem do wagonu, który trzeba było przyznać był bardzo luksusowy. Szkoda, że jedyną lokomotywę jaką mieli to była lokomotywa parowa. Gwizd oznajmił wszystkim, że odjeżdżamy. Do Nowego Grodu zostało jeszcze 2 godziny drogi. Dostałem własny przedział, gdzie mogłem sam siedzieć, niemal jak prawdziwy Monderyjczyk. Chyba przez moment oszalałem w pełni i straciłem głowę. „W końcu udało mi się dorównać Monderyjczykom, może kiedyś będę całkowicie taki jak oni, może będę jednym z współplemieńców Monderjskich” – taka haniebna myśl przeszła przez moją głowę. „Ale przecież jestem Trizondalczykiem, co ja pieprzę!” – zbudziło się moje Trizondalskie sumienie.

Do przedziału wszedł jeden z żołnierzy i wdałem się z nim rozmowę:
-No widzę, że się pan rozgościł już. Haha – roześmiał się.
-Tak troszkę się zamyśliłem i jakby zapomniałem gdzie jestem. – uśmiechnąłem się delikatnie.
-Ależ spokojnie! Król Monderii jest z pana dumny! W pana mieście zamordowano ok. 78 tys. Surmeńczyków. O ile w innych regionach zawsze był jakiś sprzeciw, to w pana przypadku sam pan na to się godził z miłą chęcią.
-Dziękuję. I jeszcze sprowadziłem więźniów do tworzenia miasta – pochwaliłem się.
-A tak, tak. Szkoda, że ich trzeba był zabić.
-Zabić? Dlaczego?
-Wykonali swoją pracę to musieli zginąć to kryminaliści!
-A linia frontu daleko jest od Aureri? – zmieniłem specjalnie temat.
-Od czego? Dobry z pana zarządca, ale widać Trizondalczyk! – po tych słowach splunął na ziemię.
-Przepraszam! Od Nowego Grodu! Proszę nie być pewnym swojej wyższości nade mną. Jestem nad panem zawsze, w każdym państwie! – powiedziałem butnie.
-8 km było wczoraj. Teraz może i jest pan, ale gdyby Surmeńczycy pana złapali to będzie pan najpewniej rozstrzelany. Przecież o pańskich osiągnięciach słyszeli wszędzie, nawet w pana zapyziałej Meridzie! A teraz do widzenia! – rzucił i wyszedł.

Widać było, bardzo zdenerwowałem tego żołnierza. Jednak jego słowa zrobiły na mnie wielkie, negatywne oczywiście wrażenie. Zacząłem się zastanawiać co by się stało gdyby mnie złapali Surmeńczycy. „To będzie mój koniec, na pewno nie wydadzą mnie Trizondalowi! Skoro wczoraj było 8 km, to dziś pewnie 2 km” – zamartwiałem się poważnie. Bałem się o siebie, ale także o swoją rodzinę.” Co oni zrobiliby gdyby czuli na sobie piętno swojego męża i ojca – zbrodniarza „ – myślałem.

Nagle do przedziału wpadł żołnierz i krzyczał: „To koniec! Zajęli Nowy Gród! Wszystkich rozstrzelano! Co więcej zamknęli nam drogę ucieczki pociągiem! To już koniec! Zginiemy jak psy! Ale nie, ja nie zginę z ich zhańbionych rąk!” – to zawoławszy strzelił sobie w głowę. Mózg rozprysł się po całym przedziale, białka wypłynęły, a on legł na podłogę. Pociąg zaczął hamować. Zaniepokoiło mnie to, przekroczyłem ciało żołnierza i wyszedłem na korytarz. Podbiegł do mnie drugi żołnierz i powiedział, że za chwilę wpadną tu Surmeńczycy i powinienem się zabić, ale on mi nie pomoże mimo tego, że ma taki obowiązek. Strzelił sobie w głowę i upadł jak jego kolega. Później usłyszałem jeszcze trzeci strzał i czwarty z lokomotywy. „No to pięknie! Zginę jak pies, a w dodatku jestem tu sam!” – pomyślałem przestraszony.

Pociąg się już zatrzymał. Spanikowałem i schowałem się pod siedzeniem w moim przedziale. Słyszałem salwę z karabinu w ścianę wagonu. Nagle usłyszałem kroki. Ktoś otworzył drzwi mojego przedziału. Przestraszyłem się, serce biło mi jak szalone. Jednak nie zauważyli mnie! Wyszedł Surmeńczyk. Myślałem, że jestem wolny. Jednak po chwili wpadł kolejny żołnierz Surmeński i mówił do tamtego „ Co ty pieprzysz do cholery! Myślisz, że 3 żołnierzy jechało by sobie wagonem ot tak dla luksusu?! Zobacz jakie tu są klamki debilu!”. Słowa jego ustały, a ja poczułem mocne kopnięcie w brzuch i krzyknął odruchowo z bólu. I wtedy zawołał do mnie napastnik dalej kopać „Wstawaj ty psie bo cię skopię na śmierć!”. Wyczołgałem się spod siedzenia, czułem silny ból brzucha. Nagle w przedziale zjawił się trzeci Surmeńczyk i zapytał:
-Kim jesteś?!
-Nikim ważnym!
-Νηε κłαμ πσηε! – tzn. „Nie kłam psie!”.
-Jestem Wilhelm Gernie.
-Ten Gernie co mordował naszych?! No to jednak tak jak myślałem, że stworzyli dla ciebie wspaniałe warunki do egzystencji psie!
-Nikogo nie zastrzeliłem! – po tych słowach poczułem ból w brzuchu, lekko się schyliłem i dostałem pięścią w twarz.
-Ty psie mam ochotę cię zabić! Nie zrobię tego bo staniesz przed sądem zdrajco! – powiedział do mnie z pogardą.

Przestraszyłem się tych słów. Pomyślałem – „Jak to, ja wielki budowniczy tych ziem mam zostać sądzony?! Jestem bohaterem i patriotą!”. Nie wiem czemu, ale zacząłem śpiewać Trizondalski hymn. „O, powiedz, czy jeszcze gwiaździsty sztandar powiewa
Ponad krajem wolnych, ojczyzną dzielnych ludzi? – po tych słowach podszedł do mnie jeden z Surmeńczyków i splunął w twarz, po czym powiedział: „Nawet twoje zacne pochodzenie cię nie uchroni przed sądem!” po czym mocno uderzył mnie w głowę i straciłem przytomność. Tego dnia już się nie obudziłem.
Marcel v-hr. Hans
- I Prezydent Rzeczpospolitej!

Śmierć jest życiem, a życie śmiercią......
User avatar
Marcel Hans
Członek SPP
 
Posts: 8061
Joined: 23 Feb 2009 14:28
Location: Rottera/ Śląsk

Re: Świat Niepewny - odc.9

Postby Cysosz Zenek » 28 Jul 2009 22:16

I skończyło się rumakowanie i zabawa w chowanego.^^
Nastawniczy kretyn. Nie dał A5. No i w ogóle, że wypuścił na szlak xD

Dobry numer.
mar. Cysosz kaw. Zenek
16 IV 2006 - 25 V 2010
Cysosz Zenek
Obywatel
 
Posts: 4581
Joined: 17 Feb 2009 18:16

Re: Świat Niepewny - odc.9

Postby Juice Carton » 29 Jul 2009 00:00

Jak dla mnie najlepszy odcinek :)
Image
User avatar
Juice Carton
Członek SPP
 
Posts: 1685
Joined: 09 Mar 2009 12:02
Location: Merida

Re: Świat Niepewny - odc.9

Postby Marcel Hans » 29 Jul 2009 00:15

Cysosz Zenek wrote:Nastawniczy kretyn. Nie dał A5. No i w ogóle, że wypuścił na szlak xD

Monderyjczyk xD

Juice Carton wrote:Jak dla mnie najlepszy odcinek :)

Dzięki, ale czemu?! :D
Marcel v-hr. Hans
- I Prezydent Rzeczpospolitej!

Śmierć jest życiem, a życie śmiercią......
User avatar
Marcel Hans
Członek SPP
 
Posts: 8061
Joined: 23 Feb 2009 14:28
Location: Rottera/ Śląsk

Re: Świat Niepewny - odc.9

Postby Juice Carton » 29 Jul 2009 00:18

Marcel Hans wrote:Dzięki, ale czemu?! :D

Jak przeczytam to Ci powiem :P
Image
User avatar
Juice Carton
Członek SPP
 
Posts: 1685
Joined: 09 Mar 2009 12:02
Location: Merida

Re: Świat Niepewny - odc.9

Postby Cysosz Zenek » 29 Jul 2009 13:06

Zapamiętajcie moje słowa:
Jeśli przypadkiem jedziesz pociągiem, a dyżurny trzyma żółto-ciemnoniebieską chorągiewkę w ręce to masz przer*****. W nocy miga białe światło latarki nieruchomo.
Nie dot. Monderyjczyków którzy nie zrozumieją xD
Monderyjczyk xD

A może jakiś inny ambasador? :mrgreen:
mar. Cysosz kaw. Zenek
16 IV 2006 - 25 V 2010
Cysosz Zenek
Obywatel
 
Posts: 4581
Joined: 17 Feb 2009 18:16


Return to Prawda

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest

cron