Co się wydarzyło w Port Mount

Prawda

Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Sobieszek » 31 Jul 2009 01:57

Inspirowane tym tematem: viewtopic.php?f=8&t=747&hilit=samochodem
Wszelkie podobieństwa są zamierzone.
Port Mount leży w Rejencji Górskiej, niemniej jest blisko morza.
Kursywa w mowie zależnej oznacza, że dialog nie odbywa się w chwili obecnej.

---

Wiatr wiejący znad morza. Ten zapach wielkiej wody. Uczucie przygody. Im dalej drepcząc przez plażę pokrytą złotym piaskiem, tym cichszy krajoobraz. Aż w końcu nadchodzi moment, gdy się odczuwa harmonię. Ziemia i słońce. Ogień i woda. Góry i morze. Wszystko w wyważonych ilośćiach.
Port Mount welcome to.


Za oknem mignęła tabliczka z napisem Port Mount, porządnie zniszczonym przez zapewne znudzonych dzieciaków z pobliskich wsi bez dworców.
- Stacja Port Mount - oznajmił niezwykle męski głos w pociągu. Z pewnym wysiłkiem wyjęłam swoją walizkę z luku i podeszłam do wyjścia. Okazało się, że oprócz mnie wysiadał tylko zgarbiony staruszek.
- Pięknie, przynajmniej nie będzie tutaj chmary turystów - przemknęło mi przez głowę. A akurat wyciszenia potrzebowałam. Wielkomiejskie życie mnie zmęczyło swoim gwarem i hałasem. To dlatego byle jak popakowałam najpotrzebniejsze rzeczy w walizkę, zostawiłam klucz do mieszkania sąsiadowi (Tak, będę podlewał pani roślinki i karmić pani psa) i na dworcu w Trizopolis kupiłam bilet do pierwszej lepszej wsi. Tak, tak dokładnie powiedziałam kasjerce. - Poproszę bilet do pierwszej lepszej wsi. Musiała być zdziwiona, ale pewnie zauważyła typowe objawy zmęczenia wielkomiejskiego człowieka.
No cóż, w każdym razie właśnie wysiadam na dworcu w Port Mount.
- To będą najbardziej udane wakacje w moim życiu - pomyślałam.

Po kilku dniach byłam niesamowicie odprężona. Port Mount miało tę magię. Nawet jeśli było malutką wsią na obrzeżach
Gór św. Franciszka. Tutaj można było poczuć tę harmonię. No i spokój. Nie ma pośpiechu, nie ma gdzie się śpieszyć, szef nie pogania...
Przechadzając się po uliczkach, zaglądałam do ogródków mieszkańców i pozdrawiałam ich, wymieniając nierzadko z nimi parę słów. Dotarłszy do końca jednej z uliczek, rozejrzałam się. Po prawej stronie stał dom. Wyglądał jak zamieszkany, ale nikogo nie było w ogródku. Z ciekawości zajrzałam do środka. Na środku dróżki wewnętrznej stał samochód.
Przeszłam parę kroków uliczką, chcąc przejść na drugą stronę. Kierowana przeczuciem, spojrzałam jeszcze na ten dziwny dom.
Za samochodem leżał trup.
Krzyknęłam.

Gdy sąsiedzi się zlecieli, a jeden z nich nawet zadzwonił po policję i pogotowie, uspokoiłam się nieco. Popatrzyłam jeszcze raz na tegoż trupa. Była to atrakcyjna kobieta. Była zapewne koło trzydziestki. W ręku trzymała klucz francuski.
- Czyli naprawiała samochód - włączyła się część detektywistyczna mojego mózgu. - Ale od naprawiania samochodu się nie ginie.
Przyjrzałam się jej jeszcze uważniej. Miała pomięte w niektórych miejscach ubranie. Pomięcia układały się w ślad opon samochodu, ale to pewnie było tylko moje złudzenie. Krwi nie było.
- Policja, proszę zrobić drogę! - dobiegły mnie krzyki. Obudziłam się z moich myśli i spojrzałam wokół.
Koło płotku zrobił już się ładny tłumek, przez który panowie próbowali się przepchać. Podeszli, obejrzeli, zaczęli fotografować, zawiesili na płocie sznur z napisem po dreamlandzku - 'Do not cross the police line'.
Gdy przyjechało pogotowie, zbadali ją, przewracali z boku na bok i robili różne inne medyczne czynności, ku uciesze tłumu obserwującego całą akcję.
- Kto ją zauważył? - spytał się najbliżej stojących ludzi policjant. Ci wskazali na mnie. Człowiek podszedł do mnie i wyciągnął odznakę policyjną.
- Detektyw Edward Wierchen. Czy mogę porozmawiać z panią na osobności? - spytał.
- O-oczywiście - odparłam, starając się zachować spokój. Jednak zająknęłam się. Czyżby było ze mną aż tak źle? W sumie nie powinnam się dziwić, przyjechałam tutaj, aby się wyciszyć, a nie wyjaśniać sprawy kryminalne.

Detektyw Wierchen wypytał mnie o dane osobowe i o okoliczności znalezienia zwłok - taka rutyna.
- Może już pani odejść - rzekł po jakimś czasie.
- Um, dziękuję - odparłam. Już miałam wstawać, gdy coś mi przyszło do głowy - A kim właściwie była ta kobieta?
- Konstancja Potocka z Wolnego Miasta Merida. Pani jej wcześniej nie widziała? - spojrzał na mnie badawczo Wierchen.
- Nie wiem - zawahałam się - Nie, nie widziałam jej, ale słyszałam o niej. Ponoć jest... była - poprawiłam się - żoną tego głównego protestującego, Dmowskiego y Potockiego.
- Owszem, przyjechała tutaj, wedle naszej wiedzy, na wypoczynek - odparł detektyw - Nie zauważyła pani w mieście niczego lub nikogo niepokojącego?
- Nie - rzekłam.
- Dziękuję bardzo. Jeśli będziemy wiedzieć więcej, skontaktujemy się z panią - uśmiechnął się blado.
(--) szer. Karolina hr. von Lichtenstein-Sobieszek
Image
Cień.
Sobieszek
Obywatel
 
Posts: 1829
Joined: 13 Feb 2009 21:14
Location: Puławy/Rottera

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Cysosz Zenek » 31 Jul 2009 10:35

A Jan mówił, że to tylko przypadek był xD
Świetnt pomysł z tym opowiadaniem sytuacyjnym, tego się na początku nie spodziewałem :)
mar. Cysosz kaw. Zenek
16 IV 2006 - 25 V 2010
Cysosz Zenek
Obywatel
 
Posts: 4581
Joined: 17 Feb 2009 18:16

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Marcel Hans » 31 Jul 2009 21:48

Mam konkurencję ;/

Świetne ;)
Marcel v-hr. Hans
- I Prezydent Rzeczpospolitej!

Śmierć jest życiem, a życie śmiercią......
User avatar
Marcel Hans
Członek SPP
 
Posts: 8061
Joined: 23 Feb 2009 14:28
Location: Rottera/ Śląsk

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Cysosz Zenek » 31 Jul 2009 22:31

mar. Cysosz kaw. Zenek
16 IV 2006 - 25 V 2010
Cysosz Zenek
Obywatel
 
Posts: 4581
Joined: 17 Feb 2009 18:16

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Jan Dmowski y Potocki » 01 Aug 2009 07:41

A żeś Pan wszedł na ten rój Potockich... :D



Lepiej uważaj
Pozdrawiam, Jan Dmowski y Potocki,
Prezydent RSiT
User avatar
Jan Dmowski y Potocki
Prezydent
 
Posts: 3184
Joined: 30 Mar 2009 20:48
Location: Kraków/Warszawa

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Cysosz Zenek » 01 Aug 2009 13:57

Dopiero się rozkręcam.
Ale zaważ, że rój i naprawa auta to nie było moje pomysły, po prostu cały czas mnie inspirujecie xD
mar. Cysosz kaw. Zenek
16 IV 2006 - 25 V 2010
Cysosz Zenek
Obywatel
 
Posts: 4581
Joined: 17 Feb 2009 18:16

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Jan Dmowski y Potocki » 01 Aug 2009 15:09

Dawaj więcej z Bombaj TV :D
Pozdrawiam, Jan Dmowski y Potocki,
Prezydent RSiT
User avatar
Jan Dmowski y Potocki
Prezydent
 
Posts: 3184
Joined: 30 Mar 2009 20:48
Location: Kraków/Warszawa

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Cysosz Zenek » 01 Aug 2009 15:16

Nie mam już weny na Bombay. Może twoje kolej?
mar. Cysosz kaw. Zenek
16 IV 2006 - 25 V 2010
Cysosz Zenek
Obywatel
 
Posts: 4581
Joined: 17 Feb 2009 18:16

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Marcin Komosiński » 01 Aug 2009 15:20

Ja zrobiłem parę filmików, ale mogę dać tylko na privie jak ktoś chce. :D
szer. Marcin Komosiński
- bezrobotny (teoretycznie :P)


Image
Image
User avatar
Marcin Komosiński
Administrator Techniczny
 
Posts: 4035
Joined: 28 Feb 2009 23:55
Location: Gdynia/Trizopolis

Re: Co się wydarzyło w Port Mount

Postby Jan Dmowski y Potocki » 01 Aug 2009 17:02

Ja chcę :D
Pozdrawiam, Jan Dmowski y Potocki,
Prezydent RSiT
User avatar
Jan Dmowski y Potocki
Prezydent
 
Posts: 3184
Joined: 30 Mar 2009 20:48
Location: Kraków/Warszawa


Return to Prawda

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest

cron