To już ostatni odcinek przygód Wiliama Gernie. Nie będę ukrywał, że miałem naprawdę duży problem z tworzeniem tego odcinka. Początkowo założyłem coś całkiem innego i miał on być tylko kolejnym stopniem do zakończenie opowiadania, jednak moja wena się skończyła, skończyło się więc wszystko w tym, a raczej w tamtym temacie. Ten odcinek będzie całkiem odmienny od pozostałych i jest w zasadzie epilogiem Świata Niepewnego. Jako, że tym razem wstęp piszę przed stworzeniem odcinka (nigdy nie zmieniam wstępu już raz napisanego) to postaram się aby ten odcinek był dość długi i ciekawy.
***
„To już w zasadzie ostatnia kartka z pamiętnika mojego ojca” – powiedział jego syn zamykając gruby jak książka notes, który jednak w dużej części był całkowicie pusty, a przestrzeń zapełniały jedynie szaro-czarne linie. „A pewnie zapytacie kim jestem i skąd mam ten pamiętnik, ano mam go od ojca, a właściwie od jakże cudownego władcy Surmenii, który odesłał mi go pocztą – o zgrozo Monderyjską! Mam już 32 lata – mówił dalej patrząc jakby ślepo w zachodzące Słońce – moja matka, moi bracia, mój ojciec, wszyscy oni nie żyją, wszyscy oni zginęli. Gdy matka była w 9 mc. ciąży zabiła się, tylko mnie odratowali.”
- A po co Ci ten pamiętnik i jego publikacja? – zapytałem.
„Pamiętnik? Pomyślałem, że wszystko co zapisał tutaj mój ojciec zasługuje na publikacje. Niech ludzie wiedzą, że nie był potworem. Przecież on sam do końca nie wiedział o co walczy. Bał się codziennie o życie swoje i innych!” – odpowiedział wzburzony.
- No, ale przecież wiesz doskonale, że na jego łamach przyznał on się do zbrodni, do zbrodni ludobójstwa. – drążyłem temat.
„Przyznał? Proszę nie mówić tak o moim ojcu. On nie był zbrodniarzem! Oni go zmusili, zmusili go do wszystkiego! Traktowali go jak śmiecia, wszędzie i zawsze. Nawet nasz pożal się Boże król go wykpił i wygonił do Surmenii, w chwili przed wybuchem wojny! Przecież on od początku nie chciał tam jechać! Bał się tego. Przytoczę ci cytat z dnia pierwszego >>dziś o godzinie 8 rano doszło do strzałów na granicy surmeńsko-monderyjskiej, sprawcy niewykryci", ta wiadomość tylko mnie przestraszyła.<<. To jasno na Boga wskazuje, że on się bał tam jechać!”
- Czytałem jego pamiętnika kilka razy. Dostrzegam momenty gdy się bał, dostrzegam to wszystko, ale przecież co do ostatniej egzekucji nic nie mówił!
„Był przecież załamany i wystraszony! Napisał to!” – powiedział poirytowany syn. Jego włosy stanęły dęba i widać było jakby jakiś demon, demon jego ojca? Pomyślałem sam, chociaż przecież nie byłem tutaj od myślenia, a od pytania, od ciągłego pytania....
- „Załamany i wystraszony ogromem swoich zbrodni! Bał się konsekwencji, tego jak go skarzą! Czuł pewnie we krwi, że czeka go śmierć, że dobro zwycięży” – przytoczyłem słowa prokuratora Helssa jako odpowiedź i pytanie.
„Nie cytuj mi słów Helssa! Znam je doskonale! To był dopiero zbrodniarz! Przecież Helss i cała ta klika Surmeńska skazali mojego ojca na śmierć, bezprawnie go osądzili i zabili! Dobrze się stało, że Helssa zabili zwłaszcza, że skazał on na śmierć wielu niewinnych ludzi” – powiedział wściekły wręcz na mnie. W jego oczach była już tylko nienawiść do Helssa, do Surmenii, a może i do mnie?
- Ale przecież twój ojciec dostał sprawiedliwy proces. Nawet skazano go na podstawie prawa Monderysjkiego, które i tak za to co robił przewidywało jedynie karę śmierci. Z resztą Helssa zabili w ramach porachunków mafijnych 12 lat po procesie. Spójrz prawdzie w oczy, twój ojciec to zbrodniarz! – krzyknąłem niemal. A może był to niemy krzyk?
„ Nie było sprawiedliwości! Mój ojciec dostał za obrońcę Surmeńczyka! Przecież zanim proce się rozpoczął to przez 12 długich dni nie dostawał nic do jedzenia, jedynie wodę w więzieniu! Nie było dla niego szacunku, nie było dla niego zupełnie nic! Żałuję, że nie dopuszczono Adwokata Weggi z Trizopolis, on by go wybronił, ale nie zgodził się wielki mi Trybunał Sprawiedliwych” – na te słowa splunął na ziemię.
- No dobrze, ale na to chyba zasłużył. Poza tym dostał nawet tłumacza podczas procesu! Wyrok odczytano nawet w Trizondalskim!
„Tłumacza?! Mój ojciec potrafił mówić w kilku językach, Surmeński dla niego był niczym tabliczka mnożenia dla profesora Uniwersytetu Ludowego w Rotterze. Nie zasłużył. Przywiązali go do roweru i przez 2 km ciągnęli po ulicach Nowej Menii! Ludzie na niego pluli! To hańba! A sam proces to farsa” – mówiąc to prawie płakał.
- Farsa? Przesłuchano 20 świadków, twój ojciec sam wnosił o 11 z nich. A to, że zeznawali zgodnie z prawdą to przecież nie ich wina.
„Przecież to byli tylko Monderyjczycy! Trybunał nie przesłuchał naszego władcy tak jak chciał ojciec! Gdyby Monderyjczycy nie zeznawali przeciwko ojcu to by sami zawiśli! A tak nie zawisł nikt z nich!”
- Zawisł Monderysjki Król, a przed egzekucją postąpiono z nim strasznie, jak w średniowieczu! A twój ojciec został po cichu niemal przewieziony na Lwią Górę i powieszony w ciszy, był nawet kapłan z Rotrii! – powiedziałem sam lekko poirytowany.
„Czy gdybyś ty był Trybunałem to byś nie skazał tego kto sam przyznawał się do wszystkiego, sam to planował? – zapytał retorycznie i kontynuował swoją rozprawę – Mogli poinformować jakiś krewnych. Mogli wykonać wyrok w Trizondalu! Go bronił immunitet dyplomatyczny!”
- Immunitet uchylił mu sam nasz władca! Z resztą nie sprzeciwiał się zbrodnią na Surmeńczykach i to jest fakt niepodważalny.
„Nie sprzeciwiał się bo się bał to przecież oczywiste i jasne!” – wykrzyknął.
- Tak to sobie tłumacz. Dlaczego będziesz bronił samego szatana? – zapytałem trochę niczym kapłan z Rotrii.
„Mój ojciec nie był szatanem! Był wspaniałym człowiekiem! Był bohaterem! – znowu płakał jak bóbr – Zostaw mnie w spokoju!” – po tych słowach wyciągnął pistolet i strzelił sobie w głowę.
A ja? A ja przecież jestem tylko jego sumieniem. Skoro jego już nie ma będę musiał powędrować do kogoś innego. Może cała ta rodzina jest przeklęta? Może to klątwa i dlatego wszyscy giną? – pomyślałem i zniknąłem w smugach dymu po wystrzale pistoletu.

