
"Najpierw Cię ignorują.
Potem śmieją się z Ciebie.
Później z Tobą walczą.
Później wygrywasz." — Mahatma Gandhi
Jest nas coraz więcej!
Z radością informuję, iż Jan D-P „z własnej nieprzymuszonej, lekko tylko przymulonej woli” zechciał dołączyć do RZW, stając się tym samym kolejną cegłą w naszym murze oporu!
Przypomnę tylko, że Janek został dwukrotnie odznaczony Brązowym Medalem Aktywności a w przeszłości był m.in. działaczem Związku Zawodowego Potockich oraz Wiceministrem Oświaty ds. mediów.
Gorąco witamy i życzymy sukcesów na ścieżce rewolucji!
O kampanii słów kilka
2 kwietnia został wyznaczony, przez prezydenta RSiT - Marcela Hansa, na dzień w którym kandydaci do Izby Narodów mieli przeprowadzić kampanię wyborczą. Bardzo ważnym elementem były tu odpowiedzi na postawione przez prezydenta pytania odnośnie konkretnych zagadnień i problemów.
Pozwolę sobie krótko skomentować wysiłki naszych poszczególnych kontrkandydatów.
Partia Przyjaciół Państwa
Program PPP jako partii powołanej przez członków rządu był wszystkim dobrze znany toteż nie musieli go specjalnie wygłaszać aczkolwiek przypomnienie najważniejszych punktów wskazałoby na ich priorytety. Dziwić może natomiast brak współpracy pomiędzy kandydatami. Nasuwa się jedno pytanie: jaki jest sens istnienia tej partii?
Andrzej Andrzejewski – Nie zaangażował się w kampanię. Bez komentarza.
Stanisław Gertald – Dał jasne, konkretne i rozsądne odpowiedzi na pytania postawione przez Prezydenta. Niedługo przed rozpoczęciem wyborów wydał też numer „Naszej Rzeczpospolitej” poświęcony wyborom gdzie podsumował (prawie) wszystkich kandydatów. W moim odczuciu sprawił najlepsze wrażenie na tle naszych oponentów.
Front Rozwoju Rzeczypospolitej
FRR jako partia nie przyłożyła się specjalnie do wyborów. Niekandydowanie lidera Michała Staropolskiego to chyba jasny znak, że jedynym celem partii jest „być” a nie „działać”. FRR od samego początku był niezbyt aktywny i nie można było dostrzec wspólnego języka u jego członków. Ot po prostu każdy sobie rzepkę skrobał. Brak wsparcia od lidera w czasie wyborów to najlepszy komentarz na temat tej partii i jej członków.
Marcin Komosiński – Powiedział, że nie będzie niczego obiecywał bo woli czymś zaskoczyć. Zapewne po to by nie można go potem oskarżyć, że czegoś nie zrobił. Z jego przedwyborczego wystąpienia wynikało, że ma zamiar skoncentrować się głównie na sporcie. Pytanie tylko czy potrzebny mu do tego mandat IN? Zwłaszcza, że ZSR ma dużą swobodę i rząd nie ma zamiaru wtrącać się w jego sprawy. Warto jednak zauważyć, że jako pierwszy odpowiedział na postawione przez prezydenta pytania.
Tomasz Czunkiewicz – Wystąpił jako pierwszy ale w rzeczywistości nic nie powiedział. I na tym skończyła się jego kampania… Brak odpowiedzi na prezydenckie pytania usprawiedliwiał brakiem czasu. Ciekawe czy znajdzie czas na prace w IN?
Obywatelska Partia Demokratyczna
Lider OPD zaprezentował dość obszerny, podzielony na konkretne działy program. Niestety punktów było bardzo dużo i nie były rozwinięte więc całość była nieco bezduszna. Widoczne też było, że mimo wielu członków zabrakło od nich zaangażowania i wparcia jakie są potrzebne w czasie wyborów. Niewątpliwie pewnym utrudnieniem dla kandydatów z OPD były ataki na partię i jej członków za dawne „sukcesy”.
Karolina Sobieszek – Jej zaangażowanie w kampanię ograniczyło się do jednorazowego wezwania by iść na wybory.
Piotr Cetnarovitch – Jako lider partii powinien zrobić coś więcej niż napisać program.
Sarmacki Związek Filatelistów
Bratumił Nowak-Azoramath – Brak jakiegokolwiek wsparcia politycznego na pewno nie był dla niego ułatwieniem dlatego powinien był to nadrobić np. solidnym programem. Program się pojawił ale był na tyle mglisty, że ciężko było na jego podstawie wywnioskować po co właściwie startuje w wyborach.
O wynikach słów kilka
Przede wszystkim dziękujemy tym, którzy odważyli sie oddać na nas swoje głosy. Świadomość tego, że ktoś pokłada w nas swe nadzieje jest budująca i daję nam siłę oraz motywacje do dalszej walki. I mimo, że nie zdobyliśmy ani jednego mandatu postaramy się w naszych działaniach odwdzięczyć za okazane poparcie.
Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni z wyników. (Bo i kto na naszym miejscy by się cieszył?) Wolelibyśmy wejść do IN kosztem naszych rywali i mieć większą szansę na realizacje naszego programu ale znów zwyciężyło stare przekonanie, że lepszy stary, dobrze znany wróg niż nowy. Obecna sytuacja gdzie cały parlament stanowi podobna orientacja wyklucza pluralizm polityczny i jest realnym zagrożeniem dla demokracji i wolności oraz dla istnienia takich ruchów jak nasz. Niewątpliwie staliśmy się ofiarami procesu kontrakulturacji i obecna obsada mandatów w IN nie jest dla nas sprzyjająca. W obecnej chwili byliśmy jedyną alternatywą dla stagnacji, popełniania tych samych błędów i dominacji tych samych twarzy. Być może społeczeństwo nigdy nas nie zaakceptuje ale z pewnością obecna musi być jakaś inna opcja, bo nie wierzę, że ta sama smutna historia może powtarzać się w nieskończoność.
Co dalej?
Nie ukrywamy, że porażka w wyborach jest bolesna. W końcu po to się startuje aby wygrać. Kiedy jednak robi się co można a wyników nie ma, przychodzi myśl nad dalszym sensem misji. Gdy niewolnik jest syty nie chce wolności, więc czy RZW ma w obecnej sytuacji racje bytu? Tego w tej chwili osądzić nie można. Jednak póki duch wojownika nie gaśnie, póki pali się w nas ogień rewolucji nie zamierzamy odkładać kamieni ani wyrzucać naszych transparentów na śmietnik.
Zaciskamy więc zęby, czekają nas teraz dwa długie miesiące które zamierzamy dobrze wykorzystać. Nowa kampania zaczęła się w momencie ogłoszenia wyników i nie mamy zamiaru odpuszczać. Będziemy dalej, konsekwentnie robić swoje bo nie ma tu czasu na bezczynność. Wierzymy, że uda nam się was przekonać. Ale czy tak będzie, dowiemy się dopiero po kolejnych wyborach.
Zawirowania partyjne
Do ciekawej sytuacji doszło dzień po ogłoszeniu wyników wyborów. Otóż obaj członkowie FRR, którzy odnieśli sukces w wyborach, opuścili szeregi partii. Może to dziwić, bo jaka partia rozpada się po takim sukcesie wyborczym? Obaj Panowie zrzucili winę na lidera partii, jakoby nie interesował się jej losem. Tu pojawia się pytanie czy oni sami się tym interesowali? Odejście to dość drastyczne posunięcie i nie robi się czegoś takiego od tak sobie. Najpierw powinno się chyba porozmawiać między sobą, wyjaśnić pewne kwestie i spróbować rozwiązać problem?
Warto zwrócić tu szczególna uwagę na osobę Marcina Komosińskiego. Przed przystąpieniem do FRR należał do OPD. Kiedy się stamtąd wypisał bardzo aktywnie krytykował to ugrupowanie ale dzień po wyborach znów został ich członkiem! Gdybym to ja był przewodniczącym OPD nigdy bym go z powrotem nie przyjął! Jak można wierzyć człowiekowi, który jednego dnia się wypisuje i opluwa a następnego dnia wraca? No chyba, że było to działanie zaplanowane… Jednakże jakby nie było, jedyne co można tu jeszcze powiedzieć to: GRANDA ZWYKŁA!
Inaczej rzecz się ma z Tomaszem Czunkiewiczem. Jego zachowanie przypomina dziecko błądzące we mgle. Widać, że brak mu charyzmy i szuka kogoś do kogo mógłby się podczepić. Zrezygnował od razu gdy dowiedział się o odejściu Marcina. Bojąc się samodzielności musiał wybrać nad OPD i PPP. Jako że jest członkiem rządu, wybór siłą rzeczy padł na to drugie ugrupowanie. Ciekawe tylko dlaczego nie należał do niego od samego początku? Może PPP wykalkulowało, że trudniej będzie wprowadzić całą trójkę jednocześnie i opłaca się wprowadzić jedną osobę poprzez inne ugrupowanie?
Pewnie nie dowiemy się jak było ale nie zmienia to faktu, że teraz zamiast 3, mamy w IN tylko 2 ugrupowania. Czy w obecnej sytuacji wyborcy zagłosowaliby tak samo?
Vumieralność w RSiT
W bardzo krótkim czasie pożegnały się z nami aż 3 osoby. Guedes, Aaron i Cetnar. Na pewno jest to bolesny cios w sytuacji gdy i tak jest nas niewielu a aktywność nie jest oszałamiająca.
Na pewno przyczyna odejścia każdego z nich była inna ale niewątpliwie każdy z nich czuł się już wypalony i znudzony vżyciem. Czy ktokolwiek z was zastanawiał się co jest tego przyczyną? Od wyborów do wyborów powtarzają się te same schematy. Niewielka rotacja na stanowiskach, brak większych zmian w systemie. Cóż można robić więcej? Ciągle tylko produkować nowe, bezużyteczne ustawy? To co nazywacie ładem zaczyna śmierdzieć stęchlizną! Brakuje zwłaszcza poważnych ideowych dyskusji, wprowadzających trochę życia, bo i o co się kłócić gdy wszyscy prezentują w miarę podobne poglądy?
Uważam, że jest to obecnie największy problem RSiT. STAGNACJA! Dopóki nie przejrzycie na oczy vumieralność będzie wzrastać, aż nie zostanie już nikt. Szansa na zmianę właśnie została stracona a następna dopiero za dwa miesiące. Mam nadzieję, że to wystarczająco dużo czasu by pójść po rozum do głowy i wrócić. Vżywym.
Strażnik Rewolucji - Karton Soku


