Mieczysław Grzegocki, prorektor Uniwersytetu Medycznego we Lwowie, kierownik katedry fizjologii, siedzi w swoim gabinecie i załamuje ręce.
- Czyta pan gazety, ogląda telewizję. Nie może się pan więc dziwić, że miasto ogarnęła panika i ludzie boją się wychodzić z domów - mówi. - Grypa to choroba i trzeba ją traktować w kategoriach medycznych, a nie publicystyczno-politycznych. Tymczasem dziś na grypie zna się każdy i każdy jest ekspertem. Stąd całe zamieszkanie.
Grzegocki (który profilaktycznie stosuje szkocką) analizuje sytuację we Lwowie z naukowego punktu widzenia. Jego zdaniem w mieście panuje epidemia zwykłej sezonowej grypy. Śmiertelność na Ukrainie jest mniejsza niż na przykład w 2008 roku. Wtedy na powikłania pogrypowe zmarło według oficjalnych statystyk 240 osób, teraz liczba ofiar osiągnęła 95.
- Jedyna różnica to do końca niepotwierdzone przypadki zarażenia wirusem A/H1N1, ale to też nic dziwnego, bo wirusy mutują i medycyna stale z nimi walczy - przekonuje prorektor. Zdaniem profesora groźniejsza od epidemii grypy sezonowej jest epidemia sensacyjnych artykułów dziennikarskich i wypowiedzi polityków, które podgrzały atmosferę.
- Efektem jest ogólna panika. Ekstremalnym przykładem było wezwanie pogotowia przez 18-letnią mieszkankę Lwowa. Dziewczyna nie miała nawet podwyższonej temperatury, ale bała się, że za chwilę może zachorować - opowiada Grzegocki. - Do tego dochodzi wiele wezwań od starszych samotnych osób. Siedzą w domach, słuchają radia i zaczynają się bać. Po jakimś czasie czują, że są chorzy, w histerii dzwonią na pogotowie. Lekarze godzinami przekonują ich, że nie dzieje się nic złego. To już nie jest żadna grypa. To choroba, którą należy rozpatrywać w kategoriach psychologiczno-socjologicznych.
Profesor przyznaje jednak, że epidemia trafiła na Ukrainie na podatny grunt. - Nie ma co ukrywać, że nasze społeczeństwo jest biedne. Ludzie żyją w kiepskich warunkach sanitarnych. Służba zdrowia jest niewydolna. Państwo nie radzi sobie z profilaktyką, a politycy wykorzystują cynicznie każdą okazję, żeby nawet na epidemii zbić trochę kapitału. To smutny obraz naszego kraju - opowiada profesor Grzegocki.
http://www.dziennik.pl/swiat/article477 ... tml?page=2

