Paulina zdruzgotana kolejnym swym v-niepowodzeniem miłosnym postanowiła się otruc. A że uwielbiała chemię, i że miała swoje własne laboratorium to postanowiła to zrobić własnie tam. Wzięła kilka miksturek, i niczym czarownica wlała je do kotła. Mieszała drewnianą łyżką ten wywar, a później dodała 5 kropel mikstury X (tej co w niższym temacie pytała jakie smaki mieszkancy lubią). Kiedy już laboratorium było całe zaczadzone jakimś dziwnym nie do opisania "zapachem", postanowiła się przejść do parku, by się odświeżyć a laboratorium się wywietrzyło....
Po spacerku dziewczę wróciło. Wzięło kubek by nalać do niego troszkę nowo powstałego specyfiku.
- "Żegnaj paskudny świecie!!!!" - Krzyknęła jędza na całe v-państwo. I już miała się napić i nigdy nie obudzić, aż tu nagle listonosz zapukał do drzwi i śmierdzidło z kupka wylało się na podłogę. Ona poleciała do drzwi by już opieprzyć listonosza (jak to Ivette), aż tu nagle wywar zaczął strzelać, kubek wybuchnął, wytworzył się ogien który w okamgnieniu zaczął się rozprzestrzeniać! Wywaliła więc listonosza z dzwi i zszokowanego zaciągnęła do parku gdzie nie groziło już niebezpieczeństwo.
Kiedy ogień zaczął gasnąć, w miejscu gdzie stało laboratorium, były ruiny...


