Rzeczpospolita Sclavińska Strona Główna Rzeczpospolita Sclavińska
Kraj Korony Sarmacji

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Przygody dzielnego Wojaka Emiliana Aemiliusa
Autor Wiadomość
Stanislavus 
Weteran
Demokrata

Imię: Stanisław
Nazwisko: kawaler Gertald
Pomógł: 9 razy
Dołączył: 18 Maj 2007
Posty: 1443
Skąd: z RN
Wysłany: 2007-12-11, 22:50   Przygody dzielnego Wojaka Emiliana Aemiliusa

Przygody dzielnego Wojaka Emiliana Aemiliusa

Rozdział I Legionów czar...



Niewiele mieliśmy czasu by rozmawiać w barakach. Centurion jednak był zadowolony z ostatnich ćwiczeń i pozwolił nam odpocząć przedpołudniem. Postanowiliśmy więc posiedzieć trochę w baraku i porozmawiać o ważnych sprawach. Dołączyli do nas Sextius i Lucius znani z tego, że kłócili się o wszystko. Siedzieliśmy więc w czwórkę - ja, Antoniusz, Lucius oraz Sextius na drewnianej ławeczce i rozmawialiśmy:
- Skąd wy wogóle jesteście? - spytał Antoniusz, uśmiechając się
- Ja z Achaji i Epiru - zacząłem
- Germania - rzekł Sextius
- Galia - to była odpowiedź Luciusa
- Podobno w Galii ludzie to prawdziwe dzikusy i oszołomy... - zaśmiał się złośliwie Sextius
- A chcesz w łeb? - rozsierdził się Lucius
- Nie kłóćmy się - rzekł pojednawczo Antoniusz - Wiecie już gdzie chcecie trafić?
- Wszędzie byle nie katowski miecz - roześmiał się Sextius
- Barani! Chodziło mi o jednostkę legionową.
- Aaaaa... Ja do piechoty legionowej
Lucius wybuchnął śmiechem:
- Ty do piechoty? Buahahaha dobre! Słyszeliście chłopaki? Sextius idzie do piechoty legionowej!!
Twarz Sextiusa przypominała barwą krew. Zapytał z marsową miną:
- A co ci się nie podoba?
- To, że potykasz się o własne pilum
- Chcesz w łeb?
Tym razem ja postanowiłem ostudzić ich zapał.
- Panowie pax! Pax romana - zaśmiałem się - nie kłóćcie się
- A Ty, Emilian dokąd idziesz?
- Ja chciałbym do jazdy...
- Umiesz jeździć konno? - spytał Lucius
- Czy umiem?! Całe życie na koniu jeżdżę...
- Ja chciałbym iść do służby na statkach. Piratów będe gonić!
- Przyjemne choć i niebezpieczne życie marynarza. A ty Lucius?
- Ja będe pretorianinem - odparł z dumą Lucjusz
Przez moment panowała idealna cisza. Nagle wszyscy rykneliśmy śmiechem, a szczególnie Sextius. Lucius zdenerwował się:
- A co się wam nie podoba
- Ludzie trzymajcie mnie - śmiał się Sextius - On w Pretorii... Chyba jako błazen dla uciechy Cezara
- Pretoria dobra rzecz, ale wymagane jest doświadczenie - powiedziałem - Na początku to będziesz...
- Gówna w stajni czyścił - podpowiedział Sextius
W tej chwili podbiegł do nas jeden z rekrutów:
- Chłopaki zbiórka!!
Szybko zabraliśmy wyposażenie i poszliśmy na zbiórkę.

Czekał już na nas nasz centurion, więc szybko i płynnie ustawiliśmy się na placu apelowym.
- Dziś nauczycie się posłusznie wykonywać rozkazy. Gladium stringe!
Wyjęliśmy miecze.
- Dość dobrze, ale musicie wykonywać to szybciej i płynniej. Macie wyrobić sobie odruch... Gladium stringe!
Wyjęliśmy miecze tak szybko jak mogliśmy najszybciej.
- Lepiej, ale ruchy musicie mieć płynne. Raz jeszcze...
Po kilku ćwiczeniach dowódca uznał, że umiemy już niedostrzegalnie wyjmować gladiusa.
Krzyknął: Pila tolle!
Schyliłem się szybko i podniosłem włocznię. Znów popatrzył o nas i westchnął:
- Szybciej! Pilum podnosi się błyskawicznie, szybko rozglądasz się, wybierasz cel i rzucasz. Raz jeszcze...
Kilka prób i uznał, że robimy to dobrze.

Wieczorem mieliśmy to co tygrysy lubią najbardziej - zdobywanie twierdzy: wspinamy się na palisadę, którą uprzednio sami stawiamy.

Rozdział II Warta

Dzisiaj był naprawdę piękny poranek. Ciepło, ale jeszcze nie gorąco, wiał lekki wiatr. Aż żal było wstawać, ale niestety - mus to mus. Usłyszeliśmy dźwięk trąbki, a następnie głos optiona - prawdziwego skur******.

- Wstawać! MOVE ! MOVE ! ACCLERA, ACCLERA! Ruszać się panienki! Ruszać!
Wtem podszedł centurion - żołnierz legenda. Powiadają, że jednym ciosem topora zabił 7 Germanów.
- Przestań już na nich wrzeszczeć bo Ci gardło wysiądzie - zaśmiał się serdecznie - Ave legioniści!
- Ave! - wszyscy wyprężyliśmy się jak struny
- Teraz będziecie mieli śniadanie a następnie zwyczajowe poranne marsze na 4 miliarium. Potem będziecie mieli pół godziny wolnego i ćwiczenia w walce gladiusem i pilum.

Śniadanie nie było złe: 4 placki i kubek cienkusza z wodą. Potem poszliśmy na marsze. Nawet je lubię. Jednak w czasie marszów najgorsze jest zawsze to, że zawsze przechodzimy obok tawerny...dochodzą z niej tak miłe zapachy, że czasem miałoby się ochotę odłączyć z oddziału i porządnie się napić i najeść...

Później przed ćwiczeniami, centurion przyszedł do naszej kohorty z jakąś listą.

- Żołnierze, wyczytam teraz kilkanaście nazwisk, każdy kto usłyszy swoje, tę noc spędzi na palisadzie, w pełnym rynsztunku i bez możliwości przymknięcia oczu choćby na chwilę. Drgnąłem lekko, warta nie była dla mnie niczym nowym, ale do tej pory pełniłem ją tylko w dzień. Nagle zrodziła się we mnie myśl: "żeby tylko wyczytał mnie… może być coś ciekawego". Widocznie Bogowie wysłuchali mej prośby, gdyż chwilę potem usłyszałem głos centuriona.

- Emilian Aemilius

O mało nie podskoczyłem z radości. Powstrzymałem się jednak i poszedłem z resztą centurii na ćwiczenia. Tradycyjnie było atakowanie wkopanego wcześniej dwumetrowego słupa. Potem dodatkowo kazano nam wskakiwać w pełnym rynsztunku na pędzącego konia. Było to naprawdę męczące…

Wieczorem byłem pierwszy przy drewnianych murach obozu. Po krótkim czasie zaczęli się schodzić inni żołnierze.Zauważyłem, że większość z nich była rekrutami tak jak ja. Prawdziwych legionistów było tylko kilku. W końcu przyszedł także nasz centurion.

- No dobrze, każdy dostaje wyznaczony odcinek palisady i ma go pilnować do świtu. Będę was odwiedzał, więc lepiej żeby nikt nie zasnął, bo marnie skończy – powiedział – zaśnięcie na warcie karzemy zachłostaniem na śmierć.

Rozeszliśmy się na swoje stanowiska. Chwilę postałem w miejscu, potem chwyciłem pilum w dłoń i zacząłem się przechadzać. Niestety nie było ze mną Titusa. Przynajmniej miałbym z kim pogadać. Nie było też nikogo z mojego pokoju... Po około godzinie podszedł do mnie pewien rekrut. Powiedział, że nazywa się Paulus Vinicius.
- Jak tam, przyjacielu, myślisz, że coś się wydarzy?
- Nie mam pojęcia. Dobrze by było, zaczyna mi się nudzić.
- Warta to naprawdę niewdzięczne zajęcie.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę. Nagle usłyszeliśmy jakiś hałas, jakby upadło coś ciężkiego, zadźwięczała także lorica.
- Co to było – spytał mnie nowy kolega
- Nie mam pojęcia. Trzeba iść i zobaczyć.
Po przejściu kilkunastu kroków niespodziewanie usłyszałem głos dobrze znanego mi legionisty z II kohorty.
- Co za kretyn kładzie scutum w poprzek palisady?
Wstał i zobaczywszy mnie spytał:
- Kto tu powinien stać?
- Nie wiem, to nie mój odcinek - odrzekłem prędko
- Eee, to chyba moja tarcza - usłyszałem głos Paulusa zza moich pleców.
Podszedł do niego zmieszany ze spuszczoną głową. Tymczasem legionista dawał upust swojej złości.
- Ty kretynie! Przez ciebie o mało nie złamałem nogi! Poza tym po jaką cholerę zostawiasz rynsztunek bez opieki i opuszczasz miejsce warty?! A gdyby tak jacyś barbarzyńcy chcieli zaatakować obóz i wybraliby sobie twój odcinek?!
- Przepraszam – odrzekł Paulus
- Widzę, że jesteś nowy, więc ci daruję, ale jeśli zdarzy się to drugi raz centurion dowie się o wszystkim powiedział żołnierz i odszedł.
Spojrzałem na obóz. Nasz dowódca udawał się właśnie w kierunku palisady. W pośpiechu udałem się na swoje stanowisko aby nie narazić się na gniew centuriona.

Rozdział III - Przysięga

Dzisiaj rano nie było śniadania. Około 6 nad ranem obudził mnie dźwięk trąbki. Oznaczało to jedno – szybkie stawienie się na placu apelowym (w pełnym rynsztunku). Ubrałem się tak szybko jak tylko mogłem.
- Ad signa! Ad signa! Move! Acclera! Acclera! – krzyczał option
Wszyscy rekruci stawili się na placu apelowym. Nadszedł nasz centurion.
- Ave rekruci! – zasalutował nam
- Ave! – krzyknęliśmy ile sił płucach
- Dzisiaj będziecie mieli egzamin. Ci którzy go zdadzą dostąpią zaszczytu złożenia przysięgi i zostania pełnoprawnym żołnierzem Armii Rzymskiej! Generał podjął decyzję, że egzamin odbędzie się za 2 godziny. Teraz będziecie mieli śniadanie, potem marsze na jeden miliarium…
- Tylko jeden miliarium? – pomyślałem – Chwała niech będzie Bogom!
- Po marszach – kontynuował centurion – udacie się prosto do Iuliusa Flaviusa u którego będziecie mieli egzamin. Ruszajcie!

Śniadanie było zwyczajnie 4 placki i kubek cienkusza. Potem ruszyliśmy na marsze. Czas szybko zleciał, gdyż był to krótki dystans. Po powrocie do obozu udaliśmy się do egzaminatora. Wszyscy byliśmy bardzo podnieceni, gdyż wiedzieliśmy, że zależy od niego cała nasza kariera.

- Pierwszy jest Emilian Aemillus. Wystąp, rekrucie! Szybko! Gaius! Podaj mu miecz!

Posłusznie wykonałem polecenie. Młody legionista podał mi drewniany miecz – taki sam jak ten używany na treningach. On trzymał taki sam.

W pewnej chwili skoczył na mnie, uderzył ukośnie z góry. Ten cios również sparowałem (chociaż z dość sporą trudnością), wyprowadziłem szybką kontrę od prawej. Odbił. Wymiana ciosów trwała jeszcze z dobrą chwilkę, jednak żadnemu z nas nie udało się dotknąć ciała drugiego. Widać nasze bloki były równie skuteczne. Instruktor spróbował ciąć z szerokiego zamachu. Odbiłem, lecz siła ciosu zachwiała mną. A tu już leci następny cios - tym razem usiłował pchnąć sztychem w mój brzuch. Odchyliłem się, brakowało mu dosłownie kilku centymetrów.

Tym razem ja przeszedłem do ataku. Cięcie ukośne z góry. Sparował. Cięcie z dołu, cięcie z góry, cięcie z dołu, pchnięcie, odskok, uderzenie. Wszystko na nic. Jest naprawdę dobry…
I znów zaatakował - cięciem wyprowadzonym znad głowy. Odskoczyłem, sparowałem cios i wyprowadziłem kontratak. Widocznie Bogowie mi pomogli, gdyż udało mi się chyba tylko cudem trafić go w brzuch.
- Wspaniale! Nie myślałem, że któryś z naszych rekrutów będzie tak znakomicie walczył. Zdałeś! Kurde, zdałeś! Pójdź teraz do Titusa. Stoi tam. Kurczę, ten był naprawdę dobry… - powiedział jeszcze pod nosem
- Tak jest! – poszedłem do oficera

- Ave! Wspaniała walka! Masz potencjał! Teraz musisz zdecydować czy wolisz pójść do kawalerii czy do piechoty. Jeśli do kawalerii będziesz musiał jeszcze przejść test jeździecki. To co wybierasz?
Nie zastanawiając się powiedziałem – do kawalerii – od dawna wiedziałem, że jest to moje powołanie.
- Dobra. Zgłoś się do Marcusa w stajniach.
- Tak jest!

Marcus był starym wiarusem kawalerii. Brał udział w wielu bitwach. W jednej z nich stracił rękę, więc został skierowany do zarządzania stajniami w Legio XIII GEMINA.
- Ave! – powiedziałem – mam się do pana zgłosić aby…
- Aby zdać test. Tak wiem. Chodź za mną. – poszliśmy razem do boksów dla koni – weź tego – wskazał na wysokiego, czarnego rumaka . - Będziesz musiał teraz przejechać się po torze przeszkód. Uważaj bo tę bestię dość łatwo ponosi.

Test poszedł mi łatwo, ale najtrudniejszą przeszkodę podwójny murek z wodą pokonałem z naprawdę wielkim trudem… widać opatrzność Bogów nade mną czuwała.
Po powrocie do stajni Marcus oznajmił mi, że zdałem i mam udać się do centuriona z pismem które mi podał.
- Jak się nazywasz chłopcze? – spytał
- Emilian Aemilius!
- Będziesz wielkim żołnierzem. Na pewno masz wielki talent. Poza tym bogowie Ci sprzyjają…

Nasz centurion skierował mnie na główny plac obozowy, gdzie miało się odbyć zaprzysiężenie nowych żołnierzy. Osobiście awansował mnie na optiona nowej centurii kawalerii.

- Legioniści! – rzekł do nas sam generał w czasie przysięgi – od dziś jesteście żołnierzami Imperium Romanum. Czy przysięgacie walczyć za cesarstwo i cesarza do ostatniej kropli krwi?
- Tak jest panie generale! – krzyknęliśmy – Będziemy wierni cesarstwu aż do śmierci
- Bardzo dobrze… nieniejszym mianuję Emiliana Aemiliusa optionem w nowoutworzonej centurii kawalerii legionowej. Niech wszyscy udadzą się teraz do waszego nowego dowódcy, który przydzieli wam contubernie.
Byłem bardzo podekscytowany – w końcu zostałem mianowany podoficerem i będę miał własny namiot… i będę mógł musztrować legionistów hehehe… - pomyślałem po czym udałem się do nowego centuriona.
- Ave. – rzekł dowódca – Nazywam się Gumolius Vinicius. Od dziś jestem Twoim dowódcą. Jak się nazywasz?
- Emilian Aemilius – odrzekłem
- Aha. To Ty jesteś nowym optionem. Musisz wiedzieć, że nie toleruję żadnego pastwienia się i znęcania nad żołnierzami. Za takie coś od razu degraduję i wysyłam na prowincję w charakterze milicji. Masz tam niewielkie szanse na przetrwanie. Zrozumiano?
- Tak jest panie centurionie!
Dowódca podał mi mój nowy mundur i pokazał namiot, w którym będę mieszkał. Poszedłem do niego. Był dość duży. Przeniosłem tam wszystkie swoje rzeczy, po czym udałem się na obiad. Jako option dostałem udko kurczaka z warzywami zamiast placków i kielich cienkusza zamiast kubka. Najadłem się chyba za wszystkie czasy...

Wieczorem zarządziłem, że wieczornych marszów nie będzie. Wszystkim kawalerzystom pozwoliłem trochę dłużej pospać...

Rozdział IV Typowy dzień w obozie...

Dzisiaj był piękny poranek… słońce jasno świeciło, ptaki pięknie śpiewały, a niebo było tak czysta jak jeszcze chyba nigdy dotąd… Około godziny 7 zarządziłem zebranie na placu apelowym centurii. Mój adiutant Titus zaczął trąbić na swej tubiceni i wołać legionistów:
- Szybciej! Wstawać! Pan option chce was tu widzieć w ciągu minuty!
- Acclera! Acclera! To są legiony, a nie wieczorek panieński! Co, sukienki wam przeszkadzają? MOVE! MOVE!

Po chwili cała centuria stała na baczność na placu apelowym.
- Ave waleczna kompanio! Teraz ruszycie na 4 milowe marsze. Co, myśleliście, że w kawalerii nie trzeba maszerować? No cóż, pomyliliście się… ruszać się! Ruszać!
- Tak jest – odkrzyknęli

Jak pięknie wyglądają marsze gdy siedzi się na koniu… Była bardzo słoneczna pogoda i słońce mocno przygrzewało. Po przejściu połowy dystansu dałem legionistom 3 minuty przerwy. Byli niezwykle szczęśliwi… Po powrocie do fortu legioniści udali się na ćwiczenia, a ja poszedłem do dowództwa. Była pewna sprawa, o której powinienem wiedzieć.
- Ave! – krzyknąłem po wejściu do namiotu Generała – Chciał mnie pan widzieć?
- Ave! Tak… wioska oddalona od nas o 8 miliarium zbuntowała. Ponoć poszło o to, że miejscowi legioniści podkradali im jedzenie… ale mniejsza z tym… Żołnierze Rzymu nie pytają ilu tylko gdzie… Prawda?
- Tak jest panie generale! Zmieciemy ich w pył!
- Bardzo dobrze. Poślemy tam Twoją centurię oraz III i IV. Ponieważ wasz centurion musiał pojechać do sztabu armii północnych w Lutecji Ty obejmiesz dowodzenie. Macie im pokazać gdzie mamy Pax Romana, gdy się buntują… Zrozumiano?
- Tak jest! Kiedy wyruszamy?
- Wyruszacie jutro z samego rana. Buntowników będzie około 100. Poradzicie sobie, prawda?
- Oczywiście panie generale! Zmasakrujemy ich! Co zrobić z kobietami i dziećmi?
- Wyrżnąć wszystkich! Jeśli chodzi o kobiety to wiecie co możecie z nimi zrobić, He He He…
- Tak jest panie generale!
- Odmaszerować!
- Tak jest! Salut!

Udałem się do legionistów. Odbywali właśnie ćwiczenia w walce wręcz. Trzeba przyznać, że radzili sobie bardzo dobrze… Trenował ich stary wiarus Gaius…
- Gaius! Mogę przerwać Ci trening? Mam coś ważnego do powiedzenia naszym zuchom!
- Jasne! Słyszeliście? Przerwać trening i słuchać Optiona!
- Ave legioniści! - krzyknąłem
- Ave! – odpowiedzieli chórem
- Pewna wioska galijska się zbuntowała… pan generał liczy, że się tym zajmiemy. Razem z nami pójdą dwie inne centurie. Buntowników jest około 100. Generał powiedział, że mamy wyrżnąć wszystkich i spalić wioskę. Wyruszamy jutro z samego rana, więc wcześnie pójdźcie spać! Macie być wypoczęci! Zrozumiano?
- Tak jest! Wyrżniemy wszystkich!
- Tego się spodziewałem! Bardzo dobrze! Gaius! Trenuj ich dalej!
- Tak jest!

Wieczorem legioniści udali się do kowala, gdzie odebrali broń. Ja natomiast udałem się do stajni. Upewniwszy się, że konie są gotowe udałem się do centurionów pozostałych centurii biorących udział w ataku.
- Ave panowie! – powiedziałem wchodząc.
- Ave!
- Salut!
- Czy wasze centurie są już gotowe? – spytałem
- Oczywiście. Jutro ich zmasakrujemy!
- Tak, zmiażdżymy ich!
- Będziemy mogli trochę się wzbogacić. – powiedziałem – podział łupów po 1/3
- Ma się rozumieć!
- Tylko bez oszustw!
- Oczywiście!
- Temu kto oszuka osobiście odetnę łeb!
- A ja ręce! - zaśmiałem się
- Do jutra panowie! Za chwałę Rzymu! – pożegnałem się – Jutro udowodnimy, że bunty nie są zbyt mądre…
- Tak jest!

Udałem się do swego namiotu. Jak kamień opadłem na łóżko. Zasnąłem szybko… do walki trzeba być wyspanym…
_________________
_________________
Stanisław bnt. Gertald h.kaganek

były premier i kilka innych rzeczy :-)

POWIEDZMY NIE WYBIERALNEMU KANCLERZOWI!!!!
Ostatnio zmieniony przez Stanislavus 2007-12-12, 14:25, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
     
Poziom: 32 HP   2%   55/2753
   MP   100%   1314/1314
   EXP   53%   59/111
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.06 sekundy. Zapytań do SQL: 12