AKT I
ZERO
Samotność
ON – mężczyzna około sześćdziesiątki. Ubiera się nienagannie. Garnitur, krawat. Stoi twarzą do publiczności, patrzy na nią wyzywająco, jest pewny siebie. Jednak po paru chwilach ta pewność siebie zaczyna znikać, a jej miejsce zajmuje
poczucie osamotnienia, smutku. ON stawia czoła tej sytuacji. Jest gotów otworzyć swoje serce, choć wie, że to będzie bolesne doświadczenie. Po paru chwilach robi zwrot i powoli znika w ciemności.
Wyciemnienie.
JEDEN
W restauracji
Po jednej stronie sceny stoją dwa krzesła i stolik.
ON siedzi na jednym z krzeseł. Wygląda na wkurzonego. Na stole stoi szklanka whisky. Oczywiście nie jest to pierwsza, którą pije tego wieczora.
Wypija duży łyk, w sposób typowy dla ludzi przyzwyczajonych do alkoholu. Potem wyciąga chusteczkę i bardzo dokładnie ociera pot, który spływa mu z czoła (zupełnie jak na jakiejś ceremonii oczyszczenia). Bierze szklankę i opróżnia ją jednym haustem.
Parę chwil póĹşniej do stolika podchodzi KELNER, ma nieco ponad dwadzieścia lat. Niesie butelkę wina i wysoki kubełek do lodu. Bije od niego swoboda, energia, zręczność i siła młodości.
KELNER: (przygląda się chwilę) Przepraszam, czy pan nie jest…? (jowialnie) Ależ to pan! Oczywiście, że to pan! Naprawdę to pan…
ON: (zgryĹşliwie) Tak, to ja, we własnej osobie, z tego co widać, bardziej niż kiedykolwiek…
KELNER: Wie pan, uwielbiam to, jak pan gra.… Zawsze oglądam pański serial w telewizji. Nie uwierzy pan, ale ja też siedzę w show-biznesie… Jestem pisarzem, no, chcę nim być. Najbardziej lubię teatr i…
ON: (przerywa mu, szybko) Wie pan co, niezmiernie się cieszę, że Talia obdarowała pana talentem, serdeczne gratulacje, ale gdyby był pan tak łaskaw i opowiedział mi o tym kiedy indziej…
KELNER: Ach… Tak, tak, oczywiście. Przepraszam… Nie chciałem się panu narzucać.
ON: Dziękuję… A teraz proszę mi rozwiać pewną wątpliwość: czemuż to macie wyłączoną klimatyzację? To jakieś zarządzenie Ministerstwa Przemysłu o oszczędzaniu energii, czy zwykła chęć wkurwienia ludzi?
KELNER: (poważniej, bardziej kelnerskim tonem) Klimatyzacja jest włączona, proszę pana.
ON: Nie, nie jest. Gdyby była włączona, nie pociłbym się jak wieprz.
KELNER: Możliwe…
ON: (ożywia się) Możliwe? A cóż ma znaczyć to „możliwe”? „Możliwe”, że klimatyzacja nie jest włączona? „Możliwe”, że bym się nie pocił? A może to „możliwe” ma znaczyć, że jestem wieprzem i dlatego pocę się jak wieprz?
KELNER: (spokojnie, nie ulegając wybuchowemu zachowaniu ONEGO) Nie, proszę pana. Ĺťadna z tych trzech rzeczy. „Możliwe”, że klimatyzacja nie jest ustawiona na odpowiednio niską temperaturę. W każdym razie, jak na pański gust.
ON: Aha, to zaczyna nabierać jakiegoś sensu… Zrobi pan coś w tej kwestii? Oczywiście, jeśli to „możliwe”.
KELNER: Tak. Ma się rozumieć, że to możliwe… Oczywiście musiałbym wcześniej zapytać resztę naszych gości, co myślą na ten temat. No nie wiem… Może im nie jest aż tak gorąco, jak panu.
ON: Gówno mnie obchodzi, co myśli reszta gości… Przyszedłem tu zjeść kolację, a nie pocić się w saunie… Wystarczy, że muszę znosić reflektory na planie przez cały dzień… Pan obniży temperaturę, a ja przestanę się pocić, zgoda?
KELNER: Dobrze, proszę pana. Zgoda…
KELNER chce nalać mu wina. ON powstrzymuje go gestem.
ON: Chwileczkę. Ten kieliszek jest brudny. Gdzie ma pan oczy?
ON: Ta restauracja naprawdę ma pięć gwiazdek? A może gwizdnęli wam parę w chwili nieuwagi?
KELNER stawia kieliszek na drugim krańcu stołu. Bierze natomiast ten, który tam stał i stawia przed NIM.
KELNER: Przepraszam bardzo. Proszę wziąć ten. Zaraz przyniosę nowy dla pańskiej żony.
ON: Dla mojej żony? Proszę się nie fatygować. Moja żona nigdy nie wróci z łazienki. (wskazuje na jeden z rogów) Siedzi tam zabarykadowana już czternaście minut… Co u diabła przez czternaście minut robi w łazience ĹťONA, która nie ma zatwardzenia? Układa glazurę?
ON: Boże, ciągle to samo… Ĺťadnych niespodzianek, żadnych nowości, żadnych… To samo wczoraj i to samo jutro. A w międzyczasie rutyna dnia dzisiejszego… (patrzy znów na kelnera) Jagnięcina jest bardzo tłusta?
KELNER: To zależy.
ON: Od czego?
KELNER: Od tego, co uważa pan za bardzo tłuste… Dla pana w tej restauracji jest bardzo gorąco. Dla pana ten kieliszek jest brudny. Dla pana czternaście minut to dużo… (obojętnie) Równie dobrze jagnięcina może wydać się panu zbyt tłusta…
ON: Ty gówniarzu, teraz też masz ochotę stroić sobie żarty?
KELNER: Ale co pan robi? Proszę mnie puścić!
ON: Masz ochotę?
KELNER: Pan oszalał! Proszę mnie puścić!
Po krótkiej próbie sił, ON puszcza KELNERA, KELNER odsuwa się o parę kroków.
ON: ĹťEBY MI TO BYĹ OSTATNI RAZ, KIEDY ŚMIESZ ROBIĆ SOBIE ZE MNIE JAJA, SUKINSYNU! JESTEŚ TYLKO ZWYCZAJNYM DUPKIEM!
KELNER: (olśniony) Teraz już rozumiem, czemu pańska żona siedzi zamknięta w łazience…
ON oddycha z trudnością. Jego własny atak agresji obrócił się przeciwko niemu, kompletnie pozbawiając go równowagi. Zaczyna zdawać sobie sprawę z nieadekwatności swojej reakcji. Siada z powrotem na krześle.
ON: Boże… Ja… (milknie) Przepraszam. Przepraszam. Naprawdę. Proszę mi wybaczyć. (skruszony) Nie miałem zamiaru… Nie chciałem…
KELNER: Nie miał pan zamiaru? Nie chciał pan? O czym pan mówi?
ON: Przepraszam, naprawdę, przepraszam…
KELNER: Będzie lepiej, jak wezwę szefa ochrony. Albo policję…
KELNER odchodzi. ON wygląda na naprawdę przygnębionego. KELNER odwraca się przed wyjściem. Nie wie, co ma zrobić.
KELNER: (pełen wątpliwości) Kurwa mać…
KELNER: No dobra. Niech się pan uspokoi… Nikogo nie zawiadomię… Wszyscy się patrzą. Niech pan nie wykręca już żadnych numerów… Zapomnijmy o tym, dobrze?
ON: Gdybym tak mógł o wszystkim zapomnieć…
KELNER: Co się do diabła z panem dzieje? (po pauzie) Halo, mówię do pana, co panu jest?
ON: (bierze głęboki wdech, próbuje się uspokoić) Nie wiem…
KELNER: Jak to pan nie wie? Tak się pan zachowuje, kiedy nie wie pan, co się z panem dzieje? A kiedy pan wie, co pan robi?
ON: Naprawdę przepraszam… Bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało… Po prostu… (milknie) A zresztą, wszystko jedno. Proszę.
Wyciąga z portfela kilka banknotów i daje je kelnerowi.
ON: Proszę to potraktować jako napiwek za…
KELNER: (przerywa mu) Za to, że pozwoliłem, żeby się pan na mnie wyżył? (rozdrażniony) Za kogo pan się uważa? (po chwili, sucho) Dobranoc. To było bardzo interesujące przeżycie, poznać pana osobiście. Poproszę kolegę, żeby przejął pański stolik…
ON: Nie… Proszę poczekać… Niech pan nie odchodzi. Proszę, niech pan usiądzie.
KELNER: Niechże pan nie opowiada głupot. Nie mogę usiąść z gościem przy stole.
ON: Jeśli przyjdzie pański szef, powiem mu, że pomaga mi pan przygotować się do roli. Jest pan pisarzem, artystą, prawda? Nie mówił pan wcześniej, że…
KELNER: To jakaś farsa. Ale chyba nie jesteśmy w Ukrytej Kamerze, co?
ON: Nie, nie, to nie jest żaden program telewizyjny… Niestety nie jest… Uważam, że jestem winien panu przeprosiny. Proszę mi na nie pozwolić… To zajmie tylko minutę. Proszę… Proszę.
Kelner rozgląda się w prawo i w lewo, odrobinę przestraszony. W końcu siada.
ON: (po chwili) Nigdy nie miał pan wrażenia, że pan krzyczy, a nie słyszy pan własnego głosu albo, że pan biegnie, jednocześnie nie mogąc ruszyć się z miejsca?
KELNER: Nie, na szczęście nie…
ON: A ja tak. Dzień w dzień, minuta po minucie. To frustrujące… I nie wiem, jak od tego uciec… Nie wiem…
KELNER: Może powinien pan opowiedzieć o tym jakiemuś dobremu psychiatrze? Ja nie mogę panu pomóc…
ON: Nikt nie może mi pomóc…
KELNER: Nie rozumiem. Co się z panem dzieje? Ma pan żonę, rodzinę… Jest pan aktorem. Sławnym, bogatym. Wszystko się panu układa jak po maśle… Czego więcej pan chce?
ON: To jest nic. Nawet mniej niż nic… Ach, gdybym mógł się z panem zamienić. Zacząć życie od początku. Spróbować. Może wszystko byłoby inaczej.
KELNER: (gwałtownie) To niech pan to zrobi, do kurwy nędzy!
ON: Ale co?
KELNER: Zmieni. Co pana powstrzymuje? Niech pan zmieni w swoim życiu to, co panu nie leży.
ON: Na tym etapie? Mam sześćdziesiąt lat. W tym wieku można już tylko patrzeć we wsteczne lusterko. Niewiele drogi zostało przede mną…
KELNER: Dałby pan spokój z tymi poetyckimi bzdurami! A co wiek ma tutaj do rzeczy? Jeśli nie jest pan szczęśliwy, niech pan coś zmieni. Niech pan wybierze szczęście.
ON: Na prawdę sądzi pan, że można ot tak sobie wybrać, co się chce? Nie zdaje pan sobie sprawy, że to durne kłamstwo, okrągłe reklamowe zdanko, wyssane z palca przez wydawców poradników z serii „Wiedz, czego jesteś wart”…?
KELNER: To nie jest kłamstwo. W każdym razie dla mnie nie jest. Wolę żyć, wierząc, że to prawda.
ON: (sceptycznie) No proszę, a pan sobie wybiera, co chce pan myśleć? Co chce pan czuć? Co chce pan przeżyć?
KELNER: Tak. To kwestia siły woli… Umysł jest tu, w mojej głowie. Jest mój. I to ja mam nim kierować. Ja.
ON: Proszę mi wybaczyć to pytanie, jak mi się zdaje, jest pan pisarzem?
KELNER: Tak…
ON: Ach… I co pan tutaj robi, obsługując ludzi?
KELNER: No dobrze… Nie zawsze można osiągnąć to, czego się chce, ale trzeba szukać dróg, które ku temu prowadzą.
ON: Dróg? Niechże pan nie będzie naiwny… To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane. Jest pan za młody, żeby to zrozumieć…
KELNER: Zgoda, skoro pan tak uważa, wszystkiego dobrego… A teraz proszę mi wybaczyć, goście czekają. Może jeszcze ktoś będzie miał ochotę mi przyłożyć.
Kelner wstaje, gotów wrócić do pracy.
ON: Niech pan nie odchodzi.
KELNER: A po co mam zostać?! Pan nie chce usłyszeć niczego nowego…
ON: Wcale nie jest łatwo coś zmienić!
KELNER: Nie powiedziałem panu, że jest łatwo! W ogóle pan nie słucha, co się do pana mówi. Ĺťeby coś zmienić, trzeba mieć ikrę. Nie, lepiej. Ĺťeby coś zmienić, trzeba mieć jaja…
Patrzą na siebie w milczeniu.
KELNER: Niech się pan nie przeraża… Proszę popatrzeć na mnie… Niech pan na mnie spojrzy. To pan powiedział: „pisarz, a podaje do stołu”… Ja też jestem tchórzem… Ale wie pan co? Dziękuję, że dał mi pan takiego kopa. Czasem dobrze robi człowiekowi, jak ktoś go złapie za fraki i porządnie nim potrząśnie… Ma pan rację… Nie powinienem tu pracować… Od jutra całą energię włożę w pisanie. Tak, właśnie tak zrobię… Dosyć tracenia czasu… Kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. Mój dziadek zawsze tak mówi. Mój dziadek jest zajebistym gościem… Pan też powinien coś zrobić ze swoim życiem… (po chwili) Muszę wracać do kuchni… (szeptem) A, i niech pan nie zamawia jagnięciny. Miał pan rację… Stanowczo za tłusta.
(...)