Filippe miaÅ‚ nie caÅ‚e dwa metry wysokoÅ›ci i podobnie, niecaÅ‚e dwa metry szerokoÅ›ci w barach. Krwistoczerwone wÅ‚osy zawsze wywoÅ‚ywaÅ‚y kontrowersje. Nie wielu wierzyÅ‚o, kiedy twierdziÅ‚, że to naturalny kolor. Ponieważ nigdy siÄ™ nie uÅ›miechaÅ‚, wzbudzaÅ‚ raczej obawy, niż podziw. Tego dnia sÅ‚oÅ„ce nie Å›wieciÅ‚o. W powietrzu unosiÅ‚ siÄ™ smród spalonego scholandczyka. Od czasu do czasu, po opustoszaÅ‚ych ulicach, wiatr graÅ‚ drobnymi Å›mieciami. - Miasto jak wymarÅ‚e. – RzuciÅ‚ wysoki mężczyzna o blond wÅ‚osach, ubrany w skórzanym pÅ‚aszczu, po czym splunÄ…Å‚. Filippe z trudem ukryÅ‚ swe obrzydzenie do rasy aryjskiej. Nic nie mówiÄ…c wyciÄ…gnÄ…Å‚ dokumenty i podaÅ‚ je funkcjonariuszowi. Z ciemnoÅ›ci wyÅ‚oniÅ‚o siÄ™ jeszcze dwóch tajniaków. Obaj stanÄ™li w pewnej odlegÅ‚oÅ›ci za Filippe. To znana scholadzka procedura. Budzi pewien niepokój. Blondyn po krótkiej lekturze dokumentów uniósÅ‚ gÅ‚owÄ™ i spojrzaÅ‚ drwiÄ…co na Filippe. - Te dokumenty sÄ… unwichtig. – PowiedziaÅ‚. Mężczyźni znajdujÄ…cy siÄ™ z tyÅ‚u z wolna ruszyli. Filippe obróciÅ‚ gÅ‚owÄ™ do tyÅ‚u, lecz ujrzaÅ‚ jedynie zarys postaci. ZnaÅ‚ scholandzki, lecz nie mówiÅ‚ biegle w tym narzeczu. PostanowiÅ‚ zaryzykować. Choć nie wiedziaÅ‚ ilu może być funkcjonariuszy w okolicy, zdecydowaÅ‚ siÄ™ zaatakować. KopnÄ…Å‚ najszybciej i najsilniej jak tylko potrafiÅ‚, wyrzucajÄ…c prawÄ… nogÄ™ z biodra wprost w brzuch agenta stojÄ…cego naprzeciw. Filippe odwróciÅ‚ gÅ‚owÄ™ do tyÅ‚u i ujrzaÅ‚ nadbiegajÄ…cych tajniaków. Zamachowym ruchem prawej rÄ™ki, wyprowadzonym z obrotu caÅ‚ego ciaÅ‚a, uderzyÅ‚ pierwszego, zaÅ› nastÄ™pnie w twarz drugiego wyprowadziÅ‚, jakby naturalnie, proste uderzenie lewÄ… pięściÄ…. RzuciÅ‚ siÄ™ do ucieczki. Znudzeni nieustajÄ…cym rewidowaniem przechodniów, funkcjonariusze scholandzkiej bezpieki nie spodziewali siÄ™ niczego ekscytujÄ…cego. Byli to jednak zawodowcy. Kiedy dotarÅ‚o do nich, że ktoÅ› oÅ›mieliÅ‚ siÄ™ na nich napaść, i z pewnoÅ›ciÄ… nie byÅ‚ to bogu ducha winny przechodzieÅ„, już biegli za Filippe krok w krok. W pewnym momencie zatrzymaÅ‚ siÄ™, chwyciÅ‚ najbliżej biegnÄ…cego i siłą jego rozpÄ™du rzuciÅ‚ go plecami na ziemiÄ™. Drugi Å›ciÄ…gajÄ…cy tajniak dobiegÅ‚ i uderzyÅ‚ Filippe w gÅ‚owÄ™, jednak nie spodziewaÅ‚ siÄ™ mocnego chwytu za jaja. Bardzo mocnego. Po chwili Filippe biegÅ‚ dalej, zyskujÄ…c kilka metrów przewagi. SÅ‚yszaÅ‚ za sobÄ… „sheise”, „halt” i coÅ› jeszcze, czego nie zrozumiaÅ‚. Funkcjonariusze gwizdali gwizdkami niczym przestraszone pod prysznicem druhny. KtóryÅ› z nich strzeliÅ‚. Filippe nie sÅ‚yszÄ…c gwizdu kuli pomyÅ›laÅ‚, że musiaÅ‚ strzelić w powietrze, byÅ‚o zbyt ciemno, aby mogli pozwolić sobie na strzelanie za uciekajÄ…cym. Zdyszany Filippe postanowiÅ‚ ponownie zaryzykować. WbiegÅ‚ do jakiejÅ› bramy. MinÄ…Å‚ zdziwionego portiera i zorientowaÅ‚ siÄ™, że znajduje siÄ™ w Teatrze Miejskim Scholopolis. Blask Å›wietlówek holu głównego byÅ‚ bardzo nieprzyjemny. Tutaj jednak miaÅ‚ szansÄ™ zgubić poÅ›cig w labiryncie zakulisowych korytarzy. Szczęśliwie wydostaÅ‚ siÄ™ maÅ‚ym okienkiem na tyÅ‚y budynku. Zaraz, jak tylko przebiegÅ‚ przez ulicÄ™, pod tym wÅ‚aÅ›nie okienkiem zatrzymaÅ‚ siÄ™ z pieskiem opon samochód bezpieki. Niebawem nadjechaÅ‚y kolejne. Kiedy batalion tajnych agentów, policjantów, żandarmów wojskowych i żoÅ‚nierzy zakoÅ„czy przeszukiwanie gmachu teatru, Filippe bÄ™dzie bezpiecznie odpoczywaÅ‚ na fotelu w mieszkaniu kontaktowym. PalÄ…c cygaro poprosi o nowe dokumenty. W ciÄ…gu najbliższych dni bÄ™dzie musiaÅ‚ opuÅ›cić Scholopolis i wrócić do San Jang. PodpuÅ‚kownik z niecierpliwoÅ›ciÄ… oczekuje dysku z danymi, jakie wykradÅ‚. Przeprawa przez granicÄ™ bÄ™dzie jednak bardzo trudnym wyzwaniem.
[+]
0
[-] 8 stycznia 2008, 21:05:33 Aborcjusz Struszynski A chuj! Piszemy dalej (kto dokończy?). Filippe zabrał się do przygotowań do przekroczenia granicy. Pierwszy pomysł był mało wyszukany. Wandejczyk - turysta wracający z podróży. Jednak przecież dla kontroli granicznej już samo w sobie byłoby to zbyt podejrzane. Paląc cygaro i bujając się w bujanym fotelu na balkonie zastanawiał się dalej....