On siedzi w fotelu i łyka swe łzy, A myśli jego się snują jak mgły, Do ludzi co poszli i rzucili się w mrok, rzucając co tu, on rozpacza ten krok.
Pozostał on sam, wśród wystygłych dań, Gdy inni poszli się zmagać nad grań, By zepchnąć faszystów, a nie oni ich, Pilnuje bankietu, choć ma ich za złych.
Gdy pierś swą oparli o pierś przeciwnika, On tu udziału w tym wziąć wciąż unika, o własnych prawach i dobrach wciąż żali, Choć poszli wyzwolić tych co się bali.
Więc głosi na stolicy jęcząc boleśnie, Że zamiast daleko gdzieś działać obleśnie, On w fotelu siedzi i statecznie pilnuje, bo inni sobie poszli, te jebane chuje.
A ja z grani patrzę i siedzącego klnę i grożę, że wrócę i mu jebnę, Że taki obowiązek jest Wandejczyka Że trzeba iść i brać za rogi byka.