Jądro w ciemności t. II, rozdział V - "Oklapłe uszko Misia"
RozdziaÅ‚ V – „OklapÅ‚e uszko Misia”
Porucznik Alba i jego drużyna znajdowali siÄ™ w tym czasie ok. 500 metrów przed Misiem, który teraz przedzieraÅ‚ siÄ™ przez dzikie chaszcze, aby do nich dotrzeć. Przebycie tego, zdawać by siÄ™ mogÅ‚o, krótkiego odcinka, zajęło Misiowi ponad pół godziny. CaÅ‚y czas pozostawaÅ‚ w kontakcie radiowym z porucznikiem AlbÄ…, dziÄ™ki nowemu dziecku baridajskiej myÅ›li elektrotechnicznej – krótkofalówce. Ten ciężki i niezgrabny przyrzÄ…d sÅ‚użyÅ‚ do porozumiewania siÄ™ na odlegÅ‚ość. Misio uznaÅ‚, iż jest to dobra rzecz, ale ni cholery nie nadaje siÄ™ do dżungli, kiedy musisz oprócz niej taszczyć wÅ‚asnÄ… broÅ„, wyposażenie osobiste, gdzie jest gorÄ…co i wilgotno, gdzie musisz sobie wyrÄ…bywać w lesie każdy, nawet najmniejszy krok, gdzie caÅ‚y czas nad gÅ‚owÄ… wrzeszczÄ… rajskie ptaki, maÅ‚py i Bóg wie co jeszcze, gdzie na dodatek musieli usadowić siÄ™ ci cholerni, komunistyczni partyzanci. Dlaczego akurat dżungla?! „Kurwa mać” zaklÄ…Å‚ Misio, kiedy po raz niewiadomo który wywaliÅ‚ siÄ™ o leżący, stary konar. ByÅ‚ wÅ›ciekÅ‚y i chciaÅ‚ wracać natychmiast do swojego almerskiego mieszkania, chociaż już dawno mogÅ‚o zostać obrabowane, spalone, zalane czy rozebrane. I wtedy, pierwszy raz odkÄ…d wyjechaÅ‚ z Sarmacji w 1947 roku, przypomniaÅ‚a mu siÄ™ ona, ta jedyna i momentalnie zrobiÅ‚o mu siÄ™ jeszcze bardziej źle.
Kiedy w koÅ„cu dotarÅ‚ na miejsce, Miguel Alba, czÅ‚owiek mÅ‚ody, acz doÅ›wiadczony przestraszyÅ‚ siÄ™ wyraźnie na jego widok. Misio po przebyciu tych morderczych 500 metrów przypominaÅ‚ dzikusa, którego jedynym zajÄ™ciem jest jedzenie ludzi. Nigdy jeszcze nie widziaÅ‚ swojego kapitana w takim stanie. Na taki, a nie inny wyglÄ…d Misia, zÅ‚ożyÅ‚o siÄ™ parÄ™ czynników, o których porucznikowi Albie nawet siÄ™ nie Å›niÅ‚o. PostanowiÅ‚ jednak nie zginąć z rÄ…k wÅ‚asnego dowódcy i ograniczyÅ‚ siÄ™ jedynie do przekazania tego, co wykryli. - Panie kapitanie, melduje iż wykryliÅ›my obóz wroga, dwieÅ›cie metrów poniżej. O tam na polance siedzÄ…, widzi pan kapitan? – porucznik Alba dla podkreÅ›lenia efektu pokazaÅ‚ rÄ™kÄ… dokÅ‚adnie gdzie, aczkolwiek ton jego gÅ‚osu byÅ‚ wyraźnie ulegÅ‚y. Nie chciaÅ‚ ryzykować. - Daj no lornetkÄ™ swojÄ…, bo moja zostaÅ‚a w tej pieprzonej dżungli... NienawidzÄ™ tego miejsca... - ProszÄ™ panie kapitanie – powiedziaÅ‚ Miguel Alba, podajÄ…c mu swojÄ… lornetkÄ™ – Czy zaatakujemy ich, panie kapitanie? - Hmm... Wydaje mi siÄ™, że tak, ale nie teraz. Poczekamy, aż siÄ™ Å›ciemni, chyba że... – Misio popatrzyÅ‚ przez lornetkÄ™ – Nie. Uderzymy w nocy. Daj no radio... - ProszÄ™ panie kapitanie – odpowiedziaÅ‚ jakiÅ› szeregowiec. - Poruczniku Toledo, jesteÅ›my 500 metrów przed panem. ProszÄ™ podciÄ…gnąć kompaniÄ™ tutaj do nas, tylko zróbcie to w miarÄ™ cicho. WykryliÅ›my chÅ‚optasiów i szkoda byÅ‚oby ich wypÅ‚oszyć. - Ta jest, panie kapitanie – odpowiedziaÅ‚ mu znieksztaÅ‚cony przez sÅ‚uchawkÄ™ gÅ‚os. - ChÅ‚opaki majÄ… nie dowcipkować, tylko zamknąć mordy i tutaj przyjść. Nie ociÄ…gać siÄ™, nie rozÅ‚azić. WidzÄ™ was tutaj, za maksymalnie 45 minut. Wykonać – zarzÄ…dziÅ‚ Misio. - Rozkaz, panie kapitanie – powiedziaÅ‚, tym razem mniej zawadiackim gÅ‚osem, porucznik Toledo.
Misio jeszcze raz wziÄ…Å‚ nie swojÄ… lornetkÄ™ i popatrzyÅ‚ przez jej szkÅ‚a, tam na dół, na owÄ… polankÄ™, gdzie obozowali komuniÅ›ci. MusiaÅ‚ wytężać swój wzrok, gdyż jego zmÄ™czenie sprawiaÅ‚o, że widziaÅ‚ troszkÄ™ gorzej. NaliczyÅ‚ w tym momencie ok. stu uzbrojonych partyzantów, ale coÅ› głęboko w nim, tam w Å›rodku Misia, podpowiadaÅ‚o mu, że bÄ™dzie ich wiÄ™cej. OpracowaÅ‚ zatem plan. RozciÄ…gnÄ…Å‚ swoje plutony na ksztaÅ‚t półksiężyca i rozmieÅ›ciÅ‚ je na skraju dżungli, ok. 200 metrów ponad przeciwnikiem. AkcjÄ™ postanowiÅ‚ rozpocząć zmasowanym ogniem karabinów maszynowych i granatników piechoty, tak aby już na samym poczÄ…tku zdemoralizować wroga i zadać mu jak najwiÄ™cej strat, zanim otrzÄ…Å›nie siÄ™ już z pierwszego zaskoczenia i skonsoliduje obronÄ™. Misio musiaÅ‚ uchwycić ten moment, kiedy skoÅ„czy już ostrzeliwać przeciwnika z cekaemów i granatników, żeby ruszyć swojÄ… kompaniÄ™ w dół i całą morderczÄ… furiÄ… zaatakować komuchów, zanim zdążą siÄ™ okopać i wystrzelać ich jak psy. Mieli atakować tuż po zmroku, tj. gdzieÅ› koÅ‚o godziny 23. Każdy z żoÅ‚nierzy miaÅ‚ być gotowy do walki i tuż przed nawałą ogniowÄ… powinien wybrać swój cel, aby zwiÄ™kszyć jak najbardziej poczÄ…tkowe straty. Umówionym sygnaÅ‚em do otwarcia ognia miaÅ‚a być zielona raca, która Misio miaÅ‚ wystrzelić równo o godzinie 23. OgieÅ„ miaÅ‚y rozpocząć owe mordercze granatniki, żeby jak najlepiej wykorzystać demoralizujÄ…cy efekt ich wybuchów, czy też samego Å›wistu pocisków. A wyÅ‚y one zaiÅ›cie zÅ‚owrogo, kiedy majestatycznie szybowaÅ‚y w stronÄ™ swoich celów. Misio, z tak dokÅ‚adnie opracowanym planem i po wydaniu dyspozycji swoim żoÅ‚nierzom, usiadÅ‚ w jakimÅ› zagłębieniu w dżungli, koÅ‚o radiotelegrafisty i zaczÄ…Å‚ sprawdzać swojÄ… broÅ„. Najpierw sprawdziÅ‚ tommyguna, potem swój pistolet. Wszystko byÅ‚o w jak najlepszym porzÄ…dku. Potem sprawdziÅ‚ granaty i tutaj przypomniaÅ‚a mu siÄ™ pewna sztuczka, jakiej nauczyli go żoÅ‚nierze piechoty morskiej, kiedyÅ› na wspólnych manewrach. Otóż zawleczki granatów byÅ‚y przypinane do klipsów paska, tak że żoÅ‚nierz wyciÄ…gaÅ‚ granat już odbezpieczony i po prostu rzucaÅ‚. ByÅ‚ to sposób dosyć niebezpieczny, Misio wielokrotnie, już w czasie wojny, widziaÅ‚ jak chÅ‚opakom z jego oddziaÅ‚u granaty, wÅ‚aÅ›nie dziÄ™ki temu przypinaniu zawleczek, odrywaÅ‚y tyÅ‚ki. I wtedy znów przypomniaÅ‚a mu siÄ™ Olka... „Kurwa... Co jest? CoÅ› nie tak ze mnÄ…...” pomyÅ›laÅ‚ Misio i pospiesznie napiÅ‚ siÄ™ wody z manierki. PoÅ‚ożyÅ‚ siÄ™ i próbowaÅ‚ siÄ™ trochÄ™ zdrzemnąć. Do rozpoczÄ™cia akcji byÅ‚o jeszcze parÄ™ godzin.
Misio zostaÅ‚ obudzony przez swojego radiotelegrafistÄ™. ByÅ‚ zÅ‚y, ponieważ miaÅ‚ przyjemny sen (przynajmniej tak mu siÄ™ wydawaÅ‚o), a ten maÅ‚y gnojek miaÅ‚ czelność go budzić. OdburknÄ…Å‚ mu coÅ› i spojrzaÅ‚ na cyferblat swojego zegarka. DochodziÅ‚a 22.45 i czas byÅ‚o siÄ™ zbierać. Misio rozkazaÅ‚ wyjść swoim żoÅ‚nierzom na pozycje, ci jednak siedzieli tam już od pół godziny, zaraz po tym jak siÄ™ Å›ciemniÅ‚o. Rad tym zachowaniem swoich podopiecznych, zasiadÅ‚ na wyznaczonym miejscu i poczÄ…Å‚ obserwować polankÄ™. W tym momencie zauważyÅ‚ coÅ›, czego spodziewaÅ‚ siÄ™ od dawna. Otóż do obozu powracaÅ‚ wÅ‚aÅ›nie oddziaÅ‚ wroga, którego liczebność Misio oszacowaÅ‚ na stu ludzi, co dawaÅ‚o w sumie 200 chÅ‚opa do wystrzelania. Nie pocieszyÅ‚o go to zbytnio, mimo tego daÅ‚ rozkaz szykowania siÄ™ do walki. Å»oÅ‚nierze sprawdzali broÅ„, pili z manierek, niektórzy nerwowo patrzyli na zegarki, na ich twarzach wyraźnie widać byÅ‚o napiÄ™cie. Przecież mieli po raz pierwszy iść w bój... Ale Misio nie martwiÅ‚ siÄ™ zbytnio o nich, byli przecież wyszkoleni, a uczyÅ‚ ich nie byle kto, a on sam, bohater wojenny, doÅ›wiadczony żoÅ‚nierz... SpojrzaÅ‚ znów na swój zegarek – za parÄ™ sekund miaÅ‚a wybić godzina 23. PrzygotowaÅ‚ wiÄ™c racÄ™ i kiedy duża wskazówka zatrzymaÅ‚a siÄ™ na cyfrze 12 wystrzeliÅ‚ jÄ…. Zielony punkcik uniósÅ‚ siÄ™ nad polankÄ… i powoli spadaÅ‚ w dół. Na to czekali jego żoÅ‚nierze – na ten jeden jedyny sygnaÅ‚. ZaczynaÅ‚a siÄ™ bitwa...
W tym samym momencie, w którym na niebie pojawiła się zielona raca, dziewięciu rosłych i odważnych baridajskich żołnierzy, uniosło w sumie dziewięć granatników, w tym samym momencie pociągnęło w sumie za dziewięć spustów i wystrzeliło w sumie dziewięć pocisków. Minęły ułamki sekundy, kiedy w dole wykwitło w sumie dziewięć wybuchów, oznaczających eksplozję granatów. W tym samym momencie, kiedy w sumie dziewięć granatów oznajmiło kres swej drogi, rozpoczął się zmasowany ogień maszynowy. Cekaemy pluły śmiercionośnymi kawałkami ołowiu bez litości, masakrując potwornie niczego niespodziewających się partyzantów, którzy właśnie zasiadali do kolacji. Nie byli gotowi na to co miało nastąpić, nikt z nich nie przypuszczał, że ktoś może ich zaskoczyć. Z resztą kto miał? Gnomy? Mieli z nimi układ, swoisty pakt o nieagresji. Więc kto? Armia rządowa? Dobre sobie, przecież byli w rozsypce... No i właśnie ta niedoceniana, Armia Republiki Baridas, miała być ich femme fatale.
I znów w stronÄ™ komunistów szybowaÅ‚o dziewięć granatów. Ich eksplozjÄ™ na chwilÄ™ zagÅ‚uszyÅ‚y szybkie i rytmiczne serie z cekaemów, które strzelaÅ‚y niemiÅ‚osiernie celnie i zabójczo skutecznie. Ich stacatto przerywaÅ‚y co jakiÅ› czas wybuchy granatów. Jednak Misio wiedziaÅ‚, że granatnikom wkrótce skoÅ„czy siÄ™ amunicja i trzeba bÄ™dzie ruszyć w dół, żeby dokoÅ„czyć apokalipsy. WidziaÅ‚, ile ten w sumie krótki ostrzaÅ‚, spowodowaÅ‚ szkód. I kiedy ostatnia, siódma już mordercza dziewiÄ…tka leciaÅ‚a w stronÄ™ obozowiska, Misio wydaÅ‚ rozkaz wstrzymania ognia przez cekaemy. Piechota miaÅ‚a teraz ruszyć w dół, nie byÅ‚o wiÄ™c wskazane aby zostali posiekani przez wÅ‚asne ciężkie karabiny maszynowe. Misio wyczuÅ‚ odpowiedni moment do ataku, wydaÅ‚ komendÄ™ „Bagnet na broÅ„”, wstaÅ‚, odbezpieczyÅ‚ swojego peema, krzyknÄ…Å‚ „Za mnÄ…!” i ruszyÅ‚ w dół, strzelajÄ…c raz po raz z thompsona. Dystans 200 metrów w dół przebyÅ‚ z ciÄ…gu pół minuty, cieszyÅ‚ siÄ™, że zdążyÅ‚ zdezorganizować plus minus dobrze wyszkolonych żoÅ‚nierzy przeciwnika, którzy mieli za sobÄ… dużo akcji bojowych. Kiedy tak biegÅ‚, nie myÅ›laÅ‚ o niczym, dziaÅ‚aÅ‚ jak automat. Zobacz, wyceluj, zabij. Te trzy sÅ‚owa, te trzy czynnoÅ›ci, kierowaÅ‚y nim w czasie walki. Nie myÅ›laÅ‚ wtedy, czasem miewaÅ‚ przebÅ‚yski Å›wiadomoÅ›ci, ale tylko w celu sprawdzenia, czy jego żoÅ‚nierze dajÄ… sobie radÄ™, po czym znów zmieniaÅ‚ siÄ™ w tego ludzkiego robota. Zobacz, wyceluj, zabij. Zobacz, wyceluj, zabij. Zobacz, wyceluj, zabij...
Kiedy wbiegaÅ‚ do obozu, z pierwszego namiotu jaki mijaÅ‚, wyskoczyÅ‚ komunista. Gdy zobaczyÅ‚ Misia, zamarÅ‚ z przerażenia na jego widok. Automatycznie wrÄ™cz uniósÅ‚ rÄ™ce w geÅ›cie mówiÄ…cym „poddajÄ™ siÄ™, nie zabijaj mnie”, na Misiu nie zrobiÅ‚o to żadnego wrażenia. Z wyłączonym myÅ›leniem, zastrzeliÅ‚ biednego partyzanta strzaÅ‚em z bliskiej odlegÅ‚oÅ›ci w gÅ‚owÄ™. ZatrzymaÅ‚ siÄ™ jeszcze żeby wrzucić granat do namiotu, gdyż sÅ‚yszaÅ‚ tam, prawdopodobnie, krzÄ…tajÄ…cych siÄ™ komunistów. Wybuch zmiótÅ‚ ten szmaciany domek, oraz jego lokatorów. Ale Misio już nie pamiÄ™taÅ‚, ani o namiocie, ani o zastrzelonym partyzancie. BiegÅ‚ dalej, siejÄ…c Å›mierć ze swojego pistoletu maszynowego, podarowanemu mu ongi przez wiernych żoÅ‚nierzy z oddziaÅ‚u, który uwolniÅ‚ go niegdyÅ› ze scholandzkiej niewoli. Raz po raz, jakieÅ› nieÅ›miaÅ‚e pociski wroga, uderzaÅ‚y wokół niego, ale nie w niego samego, tak jakby siÄ™ go baÅ‚y lub czuÅ‚y przed nim respekt. Misio nawet ich nie zauważaÅ‚, zaprogramowany zdawać by siÄ™ mogÅ‚o przez samego Boga, biegÅ‚, strzelaÅ‚ i zabijaÅ‚. Po wysadzeniu granatem namiotu, przeÅ‚adowaÅ‚ thompsona. W tym samym momencie, kiedy wymieniaÅ‚ magazynek, zza wÄ™gÅ‚a wyskoczyÅ‚ z krzykiem partyzant i biegÅ‚ na niego ze swoim kaÅ‚achem, który miaÅ‚ przymocowany u doÅ‚u bagnet koloru srebra. Misio miaÅ‚ wrażenie, że zaraz zginie, przekÅ‚uty tym bÅ‚yszczÄ…cym ostrzem, kiedy momentalnie uÅ›wiadomiÅ‚ sobie, że ma przecież jeszcze pistolet. Szybkim ruchem wyciÄ…gnÄ…Å‚ z kabury swojego Colta M1911 i w ostatniej chwili zastrzeliÅ‚ go trzema strzaÅ‚ami z bliska. SchowaÅ‚ potem pistolet z powrotem, dokoÅ„czyÅ‚ Å‚adowanie thomspona i ruszyÅ‚ dalej. ZauważyÅ‚ grupkÄ™ partyzantów, którzy schowani za workami z piaskiem, strzelali z cekaemu i z broni osobistej. Granaty, które nieÅ›miaÅ‚o jeszcze leciaÅ‚ w ich stronÄ™, byÅ‚y wyrzucane z tego zaimprowizowanego punktu oporu, przez jego dzielnych obroÅ„ców.
Misio uznaÅ‚, że musi wyeliminować to stanowisko, zanim komuniÅ›ci wystrzelajÄ… jego żoÅ‚nierzy. ZaczaiÅ‚ siÄ™ za jakimÅ› namiotem i patrzyÅ‚. PewnÄ… szansÄ™ dawaÅ‚y drewniane skrzynie, które leżaÅ‚y w pewnej odlegÅ‚oÅ›ci od stanowiska kaemu, wystarczajÄ…cej jednak aby celnie rzucić granatem. Tutaj Misio postanowiÅ‚ wykorzystać pewnÄ… sztuczkÄ™, której nauczyÅ‚ siÄ™ na swoim pierwszym szkoleniu na poligonie, a która byÅ‚a surowo zabroniona przez regulamin armii – chciaÅ‚ „podgotować” granat. W tym celu zdjÄ…Å‚ jednego ze swojego paska, razem z zawleczkÄ… i przystÄ…piÅ‚ do dziaÅ‚ania. Z thompsonem w jednej, a z granatem w drugiej dÅ‚oni, rzuciÅ‚ siÄ™ w stronÄ™ skrzynek. DotarÅ‚ tam bez problemu, chociaż obsÅ‚uga wrażego cekaemu zaczęła do niego strzelać. MusiaÅ‚ siÄ™ spieszyć. ZobaczyÅ‚ wtedy paru żoÅ‚nierz z jego oddziaÅ‚u, którzy strzelali do wrogów ukrytych za workami z piaskiem. Ruchami dÅ‚oni rozkazaÅ‚ im, aby go osÅ‚aniali ogniem. Ci zrozumieli go i gwaÅ‚townie wyskoczyli zza swoich osÅ‚on, strzelajÄ…c bezustannie do przeciwnika. W tym samym czasie Misio odbezpieczyÅ‚ granat, ale go nie rzucaÅ‚. PotrzymaÅ‚ go w rÄ™ku uÅ‚amki sekund, po czym rzuciÅ‚. MiaÅ‚ tak wyliczone, aby granat eksplodowaÅ‚ dokÅ‚adnie w tym samym momencie, kiedy doleciaÅ‚by do stanowiska. Tak też siÄ™ staÅ‚o. ObsÅ‚uga cekaemu i paru partyzantów, którzy mieli pecha tam przebywać, należeli już do przeszÅ‚oÅ›ci. Misio ruszyÅ‚ dalej. Za każdym razem, kiedy uczestniczyÅ‚ w walce, staraÅ‚ siÄ™ liczyć ilu przeciwników zabiÅ‚ i zawsze o tym zapominaÅ‚. Nie inaczej byÅ‚o tym razem...
Misio załączył na chwilę swoją świadomość, aby stwierdzić, co się aktualnie dzieje w namiocie. Rozejrzał się dookoła. W oczy rzucił mu się najpierw jakiś szeregowiec z jego kompanii, który właśnie mordował jakiegoś komunistę z przy użyciu bagnetu. Wbił go w niego z całą swoją siła, tamten nie bronił się specjalnie, widocznie został najpierw ogłuszony ciosem kolby. Młody szeregowiec wyciągnął szybko ostrze z przeciwnika, strzelił mu jeszcze w głowę żeby upewnić się, że nie żyje i ruszył dalej. Dalej Misio zobaczył, jak grupka partyzantów poddaje się, trzymając w górze podniesione ręce, po czym zostaje skoszona serią z pistoletu maszynowego. Misio nie widział kto strzelał, nie interesowało go. W tym samym czasie, obok niego zaczęły rozrywać się pociski karabinowe. Misio musiał znaleźć jakieś schronienie, aby nie zginąć. Nie widział kto strzelał, bo sekundę później wszyscy partyzanci poddali się i stali z rękami uniesionymi w górę. W tym samym momencie przypomniał sobie o rozkazie majora Imelmmana, który zakazywał brania jeńców. Misia coś chwyciło za gardło, kiedy widział tych młodych chłopców, którzy mieli niechybnie zginąć. Ale taka była wojna, tak przynajmniej to sobie tłumaczył. Wśród pobojowiska znalazł porucznika Albę, aby zapytać go o straty, po czym polecił mu załatwić sprawę jeńców, których było w sumie 32. Reszta partyzantów zginęła, większość już na samym początku. Misio chciał, aby ktoś za niego rozwiązał kwestię jeńców, gdyż on nie miał do tego ani serca, ani głowy, co więcej kłóciło się to jakoś z jego wewnętrznymi przekonaniami. Chwilę później jeńcy już nie żyli...
Misio odnalazÅ‚ radiotelegrafistÄ™. ChciaÅ‚ przekazać do kwatery głównej komunikat z akcji. - Bambus Alfa 4, Bambus Alfa 4, tu Asfalt 12, tu Asfalt 12, odbiór ! – rozpoczÄ…Å‚ Misio. - Tu Bambus Alfa 4, sÅ‚yszymy ciÄ™ Asfalt dobrze i wyraźnie, odbiór ! – odezwaÅ‚ siÄ™ gÅ‚os w sÅ‚uchawce, Misio rozpoznaÅ‚ w nim majora Imelmmana. - WykryliÅ›my obóz wroga w kwadracie 2:14. Jest godzina 23:15, akcjÄ™ rozpoczÄ™liÅ›my o godzinie 23. Straty wÅ‚asne to 10 zabitych i 4 rannych. Straty wroga to 198 zabitych, zero rannych, zero jeÅ„ców. ProszÄ™ o pozwolenie na wycofanie siÄ™ na pozycje wyjÅ›ciowe. Amunicja jest na wykoÅ„czeniu, zdobycznej jest bardzo maÅ‚o, widocznie wróg wystrzelaÅ‚ całą. KoÅ„czy siÄ™ też żywność, odbiór ! – przekazywaÅ‚ Misio. - Zezwalam. Dobra robota chÅ‚opaki. Po powrocie zÅ‚oży pan raport i przedstawi żoÅ‚nierzy do odznaczeÅ„, bez odbioru ! - Bez odbioru !
Tantiemy autora 0 en.
Komentarze:
[+]
0
[-] 28 marca 2007, 13:06:44 Ivo Marija de Folvil "Bambus Alfa 4, Bambus Alfa 4, tu Asfalt 12, tu Asfalt 12, odbiór !" za-je-bi-ste!