BONUS - Jądro w ciemności część 5 - "Anal z Zielonego Wzgórza"
Na prośbę czytelników napisałem od razu 5 część. Nosi ona wiele znaczący tytuł - "Anal z Zielonego Wzgórza".
- Yyy... Dzień dobry... No więc mam problem... - Co jest?! Kim ty jesteś?! To prywatna częstotliwość! - Tutaj Misio. Mam problem. - Aaa witamy witamy... Strach do dupy zajrzał to się zgłaszamy? - Zamknij łeb. Mam problem. - No no, co tak ostro? Spokojnie, powoli, po co się spieszyć? - No więc, rozbili mi oddział. Jednej nocy. Prawie wszyscy zgineli, tylko kilkoro poszło do niewoli, ale pewno oni też już nie żyją. Chodzi mi o to, że w Górach Kocich jestem już spalony. Potrzebuje transportu. - No koleś, to masz faktycznie problem. A gdzie ten transport? - W okolice Czekan. Tam mam kilku znajomych, zrobimy nową bandę. - To trochę daleko. - Na piechotę nie dojdę, bo mnie złapią i kaplica. A jechać nie ma jak, bo na drogach kontrole. - Ale tam się kręci dużo wojska. - No to tym lepiej. Zwiążemy duże oddziały, a w innych częściach kraju walka będzie się toczyć. - No ok. Zmieniłeś się trochę... - Cicho. Na razie.
Rzeczywiście Misio trochę się zmienił. Nie był już tak pewny siebie. Nadal miał wolę walki. Choć teraz myślał trochę mniej egoistycznie niż wcześniej. Ciągle palił papierosy i ssał dropsy miętowe. Jednak nie były to już jego ulubione "Miętowe mocne". Skończyły się mu zapasy tego boskiego pokarmu. Zostały mu tylko tropicańskie "Mintos Bravos", które były całkiem znośne i obleśne scholandzkie "Das Drops", które z miętą nie miały wiele wspólnego.
Centrala "agentów z dupy" poinformowała go, że łącznik o pseudonimie "Katarzyna" spotka się z nim koło wsi Gnojnik koło Athos, celem przekazania bliższych informacji. Misio miał już wcześniej spotkać się z "Katarzyną na bis" ale uznał, że nie jest mu to potrzebne. Wiedział, że musi schować swoją dumę do kieszeni i póki co działać tak jak Centrala mu będzie kazała. Ale potem... "Potem to mi mogą pociągnąć" myślał sobie w duchu i śmiał się z tego za każdym razem. Straszne przeżycia nie odebrały mu jego specyficznego poczucia humoru.
Punkt kontaktowy był zlokalizowany w stodole. Misio miał wejść, puścić trzy rzy bąka i powiedzieć: "Ależ tu wali !". Łącznik miał odpowiedzieć: "No bo jak się nie myjesz...". Misio uważał to za niedorzeczność. Nie można było poprostu wejść i się przejść do rzeczy? No ale to nie on służył w wywiadzie. I cieszył się z tego, bo musiałby się bardzo męczyć z tymi idiotami. Przynajmniej on tak uważał. Kiedy jechał na praktyki do Szkolina, na Wydział Parapsychologii, na Uniwersytecie Królewskim, wywiad chciał go zwerbować. Ale powiedział "żeby spierdalali". A jechał na te praktyki jako student II roku historii, żeby przekonać się, że są jeszcze więksi idioci niż studenci matematyki teoretycznej. Sposób nauczania akademickiego w tym czasie w Sarmacji był dość specyficzny.
Noc była ciemna. Na niebie wisiała gęsta warstwa chmur, idealna aura do skradania się. Ale Misio miał to gdzieś. Dziarsko przedefilował przez wieś z karabinem na ramieniu i skręcił w stronę umówionej stodoły. Nie mogąc otworzyć drzwi odstrzelił zamek. Wszyskto oczywiście w konspiracji. Drzwi otworzył potężnym kopniakiem, tak jak to miał w zwyczaju i wbiegł z karabinem gotowym do strzału. Teraz leżąc gdzieś w sianie zaczął pierdzieć rękami. Tą ciekawą umiejętność nabył w szkole podstawowej na lekcjach chemii. Nie przypuszczał, że kiedyś mu jeszcze się przyda. Po umówionych trzech bączkach, krzyknął: - Ale tu je... wali ! - No bo jak się nie myjesz... - brzmiała odpowiedź. - Szkoda - Misio miał dzisiaj wielką ochotę sobie postrzelać. - Żeś to kurwa bardzo po cichu zrobił - odpowiedział głos. Misio nie widział dobrze postaci. W cieniu zauważył tylko jej zarys. Po głosie poznał, że była to kobieta. - No no no... O to słynny komendant Misio... Ciekawe miejsce na spotkanie - z cienia wyłoniła się postać łącznika. Była to młoda dziewczyna, o włosach blond upiętych w kitkę. Miała może z metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. Była niższa niż Misio. - Wspaniale... No to dawaj informacje słońce. - Spokojnie. Sprawa wygląda tak. Ponieważ tutaj nigdzie nie wyląduje samolot, musimy się dostać w okolice Feru i dopiero stamtąd próbować. - Co?! To jest ten niby ekstra plan? To jest jakaś kpina... - Oj problemy wojenne... - tłumaczył się łącznik - Na piechotę zajmie nam to z tydzień. - No dobra... Ważne żeby dotrzeć na to lotnisko... Fer... Cóż za posrana logika... - Oj weź zamknij się, bo nie mogę Cię słuchać - odpowiedziała "Katarzyna na bis" jak sobie nazwał łącznika Misio. Zaskoczyła go ta odpowiedź. Ale miło. Szykował się wspaniały tydzień...
Tantiemy autora 0 en.
Komentarze:
[+]
0
[-] 24 sierpnia 2006, 23:44:46 Prezerwatyw Tradycja Radziecki "Halo halo, tu Cracoffia! W imieniu rządu Sarmacji na emigracji wzywamy wszystkich Sarmatów do stawiania oporu okupantowi w każdy możliwy sposób..."
[+]
0
[-] 25 sierpnia 2006, 03:13:10 Defloriusz Dyman Wander "Żołmieże armji sarmackij! Rzond Wasz opustził Was. Uszedł na emigratzję do Baridas. Nie ma sens, bystsche stawali opur. Poddajtze siem armji scholandzkij Krula Heinrich III. Bendetzne traktowanji shgodni z Konvencja Genevska i dostnetzne mleko i Tziasteckcha."
[+]
0
[-] 25 sierpnia 2006, 22:02:24 Helmut Walterycz von Automaten und Halbutometen "Bracia i siostry w swieckim Wandzie! Wzywam was do powstrzymania sie od nacjonalistycznej przemocy! Pamietejcie o 1917 i Wandoternie. Pracujcie w pokoju i nie niszcie owocow swieckiej pracy! Wanda z Wami" - ojciec swiecki Patrycy XIII, Gaenosse-Wanda-Stadt 13 XI 1939