The Konrad Opowieść mająca w sobie pewien sens dotyczący przyszłości, ale też dająca się dowolnie dokańczać w komentarzach.
ByÅ‚ upalny, lipcowy dzieÅ„. Konrad rozluźniÅ‚ krawat, nawet rozpiÄ…Å‚ najwyższy guzik koszuli, lecz to nie pomagaÅ‚o. Od godziny nie mógÅ‚ siÄ™ skoncentrować. WyszedÅ‚ z gabinetu na korytarz, dotarÅ‚ do koÅ„ca, gdzie znajdowaÅ‚ siÄ™ pokój socjalny. WypeÅ‚niaÅ‚ go zapach Å›wieżej kawy, jednak Konrad o kawie nie myÅ›laÅ‚. Pobudzenie stymulowaÅ‚ upaÅ‚ i duchota, pot lejÄ…cy siÄ™ z czoÅ‚a i lepiÄ…ca siÄ™ do ciaÅ‚a koszula z obowiÄ…zkowym krawatem, która w tych warunkach zasÅ‚ugiwaÅ‚a na miano żelaznej puszki. Zza otwartym oknem rozpoÅ›cieraÅ‚ siÄ™ widok rozbudowujÄ…cej siÄ™ Genosse-Wanda-Stadt. Krupinowo, z zarysowanymi kominami elektrowni na skraju Lasu Mugabowskiego, wyznaczaÅ‚y dotÄ…d koniec miasta, zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego Mandragora Winnickiego. Od kilku tygodni trwaÅ‚y jednak intensywne prace budowlane za Krupinowem, wedle projektu rozbudowy miasta autorstwa Mandragora Sobczaka. Za Krupinowem majÄ… powstać Piekary i CiemnowÄ…sy. Konrad spojrzaÅ‚ na Å›cianÄ™, na jakiej jeszcze niedawno wisiaÅ‚ portret Towarzysza Winnickiego. Obecnie znajdowaÅ‚a siÄ™ tam duża fotografia uÅ›miechniÄ™tego Towarzysza Sobczaka. „Czasy siÄ™ zmieniajÄ…, mamy coraz wiÄ™cej roboty do wykonania, towarzysze!” - Konrad przypomniaÅ‚ sobie przemowÄ™ dyrektora departamentu, który poleciÅ‚ zmienić portrety Mandragorów, którzy ustÄ…pili miejsca swoim nastÄ™pcom, jednoczeÅ›nie zlecajÄ…c ogrom nowych obowiÄ…zków. Konrad nalaÅ‚ sobie kubek chÅ‚odnej wody z dystrybutora, otarÅ‚ pot z czoÅ‚a i wolnym krokiem skierowaÅ‚ siÄ™ z powrotem do swojego gabinetu.
Cztery godziny później, z zapiÄ™tym guzikiem pod szyjÄ… i zaciÅ›niÄ™tym krawatem, w marynarce, siedziaÅ‚ naprzeciw dyrektora departamentu. Ten dÅ‚ugo przeglÄ…daÅ‚ przyniesione przez niego dokumenty. Wreszcie siÄ™ odezwaÅ‚. - Tak, tak, towarzyszu – mówiÅ‚ nie odrywajÄ…c wzroku od wydruków – Wandystan nie może spocząć na laurach, musimy iść z postÄ™pem. Kolej jest nam potrzebna. Potrzebuje jej przemysÅ‚, potrzebujÄ… jej mieszkaÅ„cy i turyÅ›ci. Wasz projekt stacji przy lotnisku w Gagarinach Wielkich nie uwzglÄ™dnia nowych zaÅ‚ożeÅ„. - Ależ towarzyszu dyrektorze, wykonaÅ‚em projekt... - Konrad, nie do koÅ„ca rozumiejÄ…c, od razu zaczÄ…Å‚ siÄ™ tÅ‚umaczyć. - Towarzyszu. - Dyrektor spojrzaÅ‚ na niego spokojnym, ojcowskim spojrzeniem, i bardzo spokojnie oÅ›wiadczyÅ‚ – Ja do was pretensji nie mam. ZrobiliÅ›cie wszystko jak należy. Ale zaÅ‚ożenia siÄ™ zmieniÅ‚y. WÅ‚aÅ›nie otrzymaÅ‚em nowe wytyczne, godzinÄ™ temu. CaÅ‚y zespół musi zacząć od nowa. Lotnisko bÄ™dzie przebudowane, jeden tor dla terminalu towarowego nie ma już racji bytu. Architekt od lotniska twierdzi, że obecnie powinno budować siÄ™ rampy przeÅ‚adunkowe, z peÅ‚nÄ… robotykÄ…, dźwigami i tak dalej. Musicie zmienić koncepcjÄ™ i z jednego toru zrobić trzy rampy. - Towarzyszu dyrektorze, znam na pamięć plan lotniska, tam siÄ™ to nie zmieÅ›ci. - Towarzyszu, wszystko siÄ™ zmieÅ›ci, wierzÄ™ w wasze kompetencje. A teraz wracajcie do pracy, ponieważ muszÄ™ tu po kolei wzywać wszystkich z was i każdemu dawać nowe wytyczne. - Dyrektor wrÄ™czyÅ‚ Konradowi jego projekt, oraz nowÄ… dokumentacjÄ™. Konrad wyszedÅ‚, czujÄ…c wÅ›ciekÅ‚ość, a zarazem niepokój, czy nowy projekt w ogóle uda siÄ™ zrealizować.
Późnym wieczorem, Konrad wraz z kilkoma innymi inżynierami, siedział w ogródku Kawiarni u Sztumbanfirera. Obok kawy, przyrządzanej na różne sposoby, serwowano tam również lodowate piwo. Jeden z siedzących komentował lekturę prasy: - Wyczytałem w Wandei Ludu, że już nadano ten nowy order. - Order Kedara? - zapytał ktoś inny. - Tak, Order Kedara. Nadano go samemu Kedarowi. - Bez sensu. - Wtrącił się Konrad. Reszta wybuchnęła śmiechem. - Konrad, ty chyba za dużo pracujesz, czytasz ty w ogóle gazety? Wiesz co się dzieje? - Rzucił roześmiany Stefan, inżynier budownictwa, pracujący przy budowie Ciemnowąsa. Masz rację, za dużo pracuję. Potrzebny mi urlop. - Odparł Konrad. - Wybrałbym się do Precelkhandy, tam to jest życie! Wszystko jest zautomatyzowane, nawet kolor budynków możesz sobie zmienić przyciskiem.
~-~*^*~-~*^*~-~*^*~-~*^*~-~*^*~-~*^* Towarzysze! Może dokończycie w komentarzach?
Tantiemy autora 0 en.
Komentarze:
[+]
0
[-] 13 lipca 2008, 14:31:48 Aborcjusz Struszynski To ja zacznę, dla dodania towarzyszom otuchy, dla zachęty. No więc, oni sobie tam siedzą przy tym stoliku:
- Oj Konrad, urlop jest ci potrzebny natychmiast, najlepiej już teraz. - Stefan łyknął piwo. Wyciągnął następnie tytoń i bibułki. - Pozwolicie, towarzysze, że skręcę sobie papierosa. - Patrzcie tam! - Nagle jeden z nich zawołał, wskazując palcem.
[+]
0
[-] 13 lipca 2008, 14:52:20 Defloriusz Dyman Wander "Let me see you stripped!" - śpiewała płowowłosa striptizerka ubrana w mundur SS, vintage 1943. Na jej twarzy malował się wyraźny wpływ Roberta Czekańskiego. - Oczyma duszy dostrzegam, że ta niewiasta pracuje na jednej z wielkich budów socjalizmu, a jedynie wieczorami służy swym ciałem płochym robotnikom i inteligencji pracującej- powiedział Stefan poprawiając kołnierz koszuli. Strumyki rozgrzanego potu spływały mu z karku między łopatki, a stamtąd w gąszcz owłosienia pokrywający plecy niby gęsty kożuch pleśni zalegający na mózgowiu doktora Kedara. - Odczuwam gwałtowny podmuch zmęczenia- oświadczył Konrad. - Muszę zaprojektować coś lekkiego i zwiewnego.
[+]
0
[-] 13 lipca 2008, 15:43:48 Aborcjusz Struszynski - Tak, coś właśnie takiego. - Odpowiedział Kondrad. Stefan spreparował już skręta i zapalił. Zaciągnął się bladym dymem, zamknął oczy i z wyraźną radością wypuścił dym z płuc, robiąc przy okazji kilka kółek. W tym momencie striptizerka gwałtownym szarpnięciem zrzuciła z głowy perukę.
[+]
0
[-] 13 lipca 2008, 21:21:22 Prezerwatyw Tradycja Radziecki Spod niej wysypała się burza rudych włosów. Szybciej niż podrywający się inżynierowie, którzy rozpoznali rudą agentkę scholandzkiego wywiadu - nie na darmo wywiesili jej obrazki spece z SB) wyrwała z kabury Lugera, który okazał się być prawdziwy i naładowany, po czym skierowawszy na nich lufę nacisnęła spust...
[+]
0
[-] 13 lipca 2008, 22:33:46 Aborcjusz Struszynski ...z lufy wyskoczył plastikowy kwiatuszek. Inżynierowie popatrzyli na siebie, roześmiali się, po czym wszyscy bili brawo. Wówczas striptizerka dostała jakby konwulsji, a przynajmniej jej głowa zaczęła się trząść. W pewnym momencie twarz podzieliła się na prostokątne części, które zaczęły się rozsuwać odsłaniając skrywaną w środku głowę Arnolda Szwarcenegera. Wszyscy stali w zdumieniu. Arnold również. Rozglądał się na boki, patrzył na kolejne twarze wokół, i nieśmiało wypalił: - Przepraszam, ja myślałem, że już jesten na Marsie. Bardzo przepraszam. - Te, Terminator! - Zawołał mały kelner z delikatnym różem na powiekach - Może i nie mam pamięci absolutnej, ale barczystych gubernatorów to pokazuje lokal za rogiem! My tu takich na scenie nie chcemy! - OK, OK, już idę - rzucił Arnold.
[+]
0
[-] 14 lipca 2008, 15:57:40 Timios Kiechajas Nie zauważył jednak wielkiej dziury w ziemi. W jednej chwili Arnold był, w drugiej już nie. Wpadł do przepastnej nory pełnej bigosu i zielonych papuci marki "Telesfor", rozmiar dwadzieścia dziewięć i pół. - Szajse, Iś tonę! - pomyślał [z ustami pełnymi dziecięcego obuwia wykrzyknąc nie mógł].
[+]
0
[-] 14 lipca 2008, 18:47:34 Aborcjusz Struszynski Ktoś przebiegał tamtędy. Chcąc pokonać wielką dziurę w ziemii skoczył z krawędzi na kudłatą wysepkę pośrodku, odbił się od niej lewą nogą i już biegł dalej, po drugiej stronie. Bulgotająca wysepka znikła w bigosie z papuciami. Nad miastem wystrzeliły fajerwerki. Zdawało się, że księżyc usiłuje niektóre z nich zdmuchnąć. Szwadron biedronek przebranych za jeże usiłował przełamać blokadę utworzoną ze słomek, widelcy i monet.