Ziemia sarmacka stała się świadkiem wydarzenia, które jest nierozłącznie związane z długą tradycją wolności słowa, mianowicie kłótni. Chodzi tu jednak nie o byle jaką kłótnię - dotyczy ona bowiem nie poglądów czy idei, ale samej istoty wolnego słowa w skali państwowej - wolnej prasy.
Sarmacja stanęła w obliczu sytuacji, w której reprezentanci organów prasowych z pożałowania godną, obszarniczą drobiazgowością walczą o "lepsze", "wyższe" centymetry przestrzeni reklamowej na stronie głównej Księstwa Sarmacji. Nagle wychodzi na jaw, że to nie jakość gazety stanowi o jej popularności, ale marketing i reklama - plagi niszczące realny świat, teraz przechodzące do wirtuala, burząc krew dziennikarzy i odciągając ich od pisania. Co więcej, nagle wolna prasa przestaje być wolna - bo przecież o przyznawaniu "lepszej" powierzchni reklamowej nie decyduje wolny rynek, tylko Kanclerz.
Jednocześnie widzimy, jak Kanclerz, zepsuty przez demokrację i uginający się pod żądaniami chciwych obszarników, znajduje się w sytuacji decyzyjnej niemocy, miota się od jednego rozwiązania do drugiego. A rozwiązania proponowane przez dziennikarzy i obszarników bywają iście komiczne: wybieranie dominującej gazety przez ilość osób odwiedzających jej stronę, przez rotację, przez przetarg pieniężny, albo - pożal się Wando - wręcz losowo.
Kolejne osoby odżegnują się od rozwiązania problemu - poddaje się Kanclerz, poddaje się Regent. Redaktorzy wybierają spośród siebie specjalną komisję do rozwiązania problemu - metoda rzeczywiście sprawdzona i mająca długą tradycję w pewnym realnym państwie. Niestety, nie ma pomysłu, jak miałyby wyglądać obrady takiej komisji.
I nikt nie pamięta o tym, że każdy może wysyłać na LDKS tyle reklam, ile mu się podoba. Nie, liczy się tylko wyścig szczurów - "moja gazeta będzie wyżej!", "Nie, bo moja!"
Patrząc na to, człowiek zaczyna czuć tęsknotę za starą, dobrą cenzurą. Za jedną gazetą, publikującą jedynie słuszną prawdę. Za jednym komisarzem, decydującym o rozdysponowaniu przestrzeni na reklamę dla tej jednej gazety bez zasięgania opinii jej redaktora naczelnego.
Szkoda.
Tantiemy autora 0 en.
Komentarze:
[+]
0
[-] 19 sierpnia 2006, 22:34:51 Marceli Baldachim Khand Nie napisaliście nic o wyzysku człowieka przez człowieka!
[+]
0
[-] 19 sierpnia 2006, 22:47:47 Takaris Altharin O żesz, faktycznie. Wiedziałem, że gdzieś miała się Scholandia pojawić... ;)
[+]
0
[-] 21 sierpnia 2006, 22:52:42 Andreas Von Zenhorst Prawda historyczna wymaga ujawnienia teczek MDN o zbrodni w Jedwabnikach. Potomkowie Surmeńczyków nie powiedzieli Sarmatom: przebaczamy i prosimy o przebczenie. Pseudofelietony odrywają tylko młodych komsomolców od kolektywnego nurtu socjalistycznej historii.
[+]
0
[-] 22 sierpnia 2006, 10:38:53 Takaris Altharin Hm... Znaczy teraz trzeba Surmeńczyków obsmarować? :P Mówcie, Panie, po ludzku :D
[+]
0
[-] 22 sierpnia 2006, 19:10:43 Andreas Von Zenhorst Instytu Spraw Publicznych GFK Gelonia domaga się ujawnienia prawdy o zbrodni w Jedwabnikach popełnionych na narodzie Surmeńskim przez Sarmatów. MDN musi ujawnić wszystkie teczki posiadane w tej sprawie ! Prawda historyczna tego wymaga ! Nadszedł czas wyzwolenia z obłudy i odkrycia trudnego dziedzictwa. Sarmacja też była agresorem. Nie bójmy się tego słowa: agresor.
[+]
0
[-] 22 sierpnia 2006, 19:16:29 Takaris Altharin Aaa, więc Sarmatów też obsmarować? Słusznie, zawsze powtarzam - wszyscy są źli oprócz Wandejczyków :P
[+]
0
[-] 23 sierpnia 2006, 10:06:21 Takaris Altharin Mam ochotę zinterpretować komentarze pana Accursiusa jako zachętę do napisania i opublikowania prawdy historycznej o Jedwabnikach :]
[+]
0
[-] 23 sierpnia 2006, 20:03:53 Andreas Von Zenhorst Dziennikartwo śledcze w MDN to przyszłość !