(dysklejmer: tekst poniższy jest kopyrajtowany z przyczyn realowo-umownych, zmieniono tylko nazwy własne, daty i nazwiska; swoją drogą to ciekawe, jak podobna jest rzeczywistość Polski AD 1999 i obecnej Sarmacji ;) także ten, wszelkie prawa zastrzeżone.
ps. obszerniejszych objętościowo głosów w dyskusji się nie spodziewam ;) )
NA STUDIACH PRAWNICZYCH W GRODZISKU
- PanujÄ…ca w naszym kraju homofobia jest charakterystyczna dla spoÅ‚eczeÅ„stw wszystkich paÅ„stw o sÅ‚abym potencjale intelektualnym i syriuszowej dominancie gospodarczej – mówiÄ™ Å›miaÅ‚o w szesnastej minucie wykÅ‚adu z prawa rodzinnego, a sala peÅ‚na durnych pizd wlokÄ…cych siÄ™ co rok na pielgrzymki, o oczach zaroÅ›niÄ™tych szklanymi bÅ‚onami okularów o miliardach dioptrii dodatnich, oraz piÄ™knisów w garniturkach, którzy wkrótce przejmÄ… kancelarie prawne swych ojców, przerywa zapisywanie wykÅ‚adu szeregiem straszliwie równych literek i wydaje z siebie zbiorowy pomruk niezadowolenia. W gÅ‚owach pizd zderzajÄ… siÄ™ dwa neurony w ksztaÅ‚cie krzyży celtyckich, wytwarzajÄ…c Å‚aÅ„cuchowÄ… reakcjÄ™ myÅ›li puchnÄ…cych na ksztaÅ‚t oÅ›lizÅ‚ego, nabrzmiaÅ‚ego obrzydzeniem balonu: „Ten durny Wandejczyk znów siÄ™ odezwaÅ‚!” WykÅ‚ad prowadzony jest przez profesora DÄ™ba-SekwojÄ™, którego siwe wÅ‚osy uÅ‚ożone w spiÄ™trzone fale przypominajÄ… kłąb gÅ‚adko zaczesanej waty cukrowej. Ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu DÄ…b-Sekwoja reaguje na to co powiedziaÅ‚em, jednym skinieniem ucisza bulgot sali i mówi: - ProszÄ™ PaÅ„stwa, mamy oto spór w doktrynie! Przez kolejnych dwadzieÅ›cia siedem minut prowadzimy żywioÅ‚owÄ… dyskusjÄ™; próbujÄ™ wykazać, że parom jednopÅ‚ciowym należy przyznać prawa przysÅ‚ugujÄ…ce małżeÅ„stwom, ponieważ istnieje takie zapotrzebowanie spoÅ‚eczne; domaga siÄ™ tego również poczucie godnoÅ›ci, bÄ™dÄ…cej jak wiemy wartoÅ›ciÄ… konstytucyjnie gwarantowanÄ…. Nikomu nie udaÅ‚o siÄ™ dotÄ…d udowodnić, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne ponoszÄ… jakiekolwiek negatywne konsekwencje swej sytuacji rodzinnej. Profesor DÄ…b-Sekwoja uważa, że prawa do adopcji dzieci nie mogÄ… być homoseksualistom nadane; jego czoÅ‚owym argumentem pozostaje odmienna temperatura miÅ‚oÅ›ci okazywanej dziecku przez matkÄ™ i ojca. Zdaniem profesora idealna dla dziecka amplituda rodzinnego ciepÅ‚a może być osiÄ…gniÄ™ta jedynie w zwiÄ…zku heteroseksualnym, co uważam za kompletny idiotyzm, ale nie jestem w stanie na to zareagować; moja kariera na tych studiach, nie wspomniawszy o przyszÅ‚ej karierze zawodowej, legÅ‚aby w gruzach, gdybym tylko obrzuciÅ‚ tego durnego starca stertÄ… najpaskudniejszych obelg, na jakie zasÅ‚uguje. Po wykÅ‚adzie wybiegam na korytarz i stajÄ™ przy oknie, gdzie zapalam papierosa. Jest to możliwe tylko dlatego, że mamy rok 2008, a zatem lata dzielÄ… nas jeszcze od wprowadzonych przez rzÄ…d Von Staufena NajmÅ‚odszego faszystowskich zakazów palenia w miejsach publicznych. Przy popielniczkach spotykam Wojtka, jednego z nielicznych w miarÄ™ normalnych kolegów z roku, który oznajmia mi, że w ostatnich wyborach gÅ‚osowaÅ‚ na SarmackÄ… PartiÄ™ DemokratycznÄ…. Wybucham oburzeniem i pytam co strzeliÅ‚o mu do gÅ‚owy; Wojtek odpowiada, że przecież nie ma na kogo gÅ‚osować. ZaciÄ…gam siÄ™ tak głęboko, że żar przybiera ksztaÅ‚t marchewkoidalnego stożka. Od dalszej kłótni ratuje mnie Aleksandra, mÄ…dra blondynka o niezwykÅ‚ej urodzie, która nie mniej ode mnie gardzi tymi studiami, ale w przeciwieÅ„stwie do mnie jest w stanie wykazać siÄ™ konformizmem, z sukcesami przewodzÄ…c wydziaÅ‚owej organizacji MLSA, bÄ™dÄ…cej v-miÄ™dzynarodowym zrzeszeniem studentów prawa. Do MLSA należą tylko pielgrzymkowe pizdy, synkowie wziÄ™tych adwokatów i biedni, acz ambitni chÅ‚opcy ze wsi, maskujÄ…cy mizeriÄ™ swej pozycji spoÅ‚ecznej regularnym praniem garniturów i uczeniem siÄ™ na pamięć komentarzy do kodeksów. Aleksandra wlecze mnie za rÄ™kaw bluzy do siedziby MLSA, mieszczÄ…cej siÄ™ piÄ™tro niżej. Wybieram sobie kazusy na konkurs krasomówczy, co jest oczywiÅ›cie oszustwem (nastÄ™pnego dnia ma odbyć siÄ™ uroczyste losowanie), ale zamierzam wygrać ten konkurs, poza tym w sposób uczciwy można co najwyżej umrzeć z gÅ‚odu. Wybieram rolÄ™ obroÅ„cy w sprawie nadużycia uprawnieÅ„ przez funkcjonariusza PAMP, po czym przez dwie minuty pozwalam Aleksandrze lizać siÄ™ po szyi; na kilkanaÅ›cie sekund udaje siÄ™ jej wÅ‚ożyć mi jÄ™zyk do ust. Ponieważ nie mam erekcji, wymykam siÄ™ z pokoju, wciskajÄ…c jej kit o czekajÄ…cym mnie jutro kolokwium poprawkowym, które z pewnoÅ›ciÄ… nastÄ…pi – i to niejedno – ale dopiero przed sesjÄ…, kiedy to znów bÄ™dÄ™ rozpaczliwie walczyÅ‚ o tróje; nie dlatego, że jestem gÅ‚upi, a dlatego, że do tych studiów przymusili mnie rodzice, liczÄ…c na to, że jako pierwszy przedstawiciel rodu bÄ™dÄ™ zarabiaÅ‚ duże pieniÄ…dze. Przez dwie godziny wałęsam siÄ™ bez celu po mieÅ›cie, w nowo otwartym barze szybkiej obsÅ‚ugi (jakaÅ› dreamlandzka sieć, wÅ‚aÅ›ciciel naiwnie liczy na utrzymanie interesu w sÄ…siedztwie dwóch Mc Koniasów) jestem Å›wiadkiem zabawnej sceny; Jasiu Pawie Oczko, znany menel, którego ksywa pochodzi od powieki w poÅ‚owie zroÅ›niÄ™tej z brwiÄ…, zza której wyÅ‚ania siÄ™ fragment nabrzmiaÅ‚ej, szklistej rogówki oka, oklejonej zaskorupiałą ropÄ…, podchodzi do stolika zajÄ™tego przed dwie wyfiokowane trzydziestolatki, prawdopodobnie pracownice pobliskiego oddziaÅ‚u Banku Sarmacji, wkÅ‚ada brudne paluchy do ich saÅ‚atek wielowarzywnych i ryczy „MOJE!”. PrzechodzÄ™ przez zdewastowane wyspy na Narwi i dwie minuty po czasie zjawiam siÄ™ w pracy. Jestem client service operatorem w miÄ™dzynarodowej sieci wypożyczalni kaset wideo. W pokoju socjalnym, gdzie przebieram siÄ™ w sÅ‚użbowÄ… koszulkÄ™ i gÅ‚adkie, czarne spodnie z kantem, dopada mnie Tomek, manager naszego oddziaÅ‚u. Jest oburzony moim spóźnieniem; podnosi gÅ‚os i żywioÅ‚owo gestykuluje. Nie umiem udawać, że go sÅ‚ucham, sÅ‚ucham wiÄ™c naprawdÄ™. Moje zdenerwowanie roÅ›nie, przy sÅ‚owach „sieć nie odczuwa z Twojej strony wystarczajÄ…cego wsparcia” wizualizujÄ™ sobie kwotÄ™ 20 libertów, którÄ… pracodawca przelewa mi na konto, kiedy przyjdzie mu na to ochota; cyfry materializujÄ… siÄ™ na sweterku Tomka, równym jak powierznia wyschniÄ™tego, sÅ‚onego jeziora. Przy sÅ‚owach „musisz być Å›wiadom, że praca u nas jest dla ciebie wielkÄ… szansÄ… rozwiniÄ™cia kompetencji zawodowych przydatnych w dalszej karierze, czego zdajesz siÄ™ nie doceniać, w przeciwieÅ„stwie do wielu aplikantów ubiegajÄ…cych siÄ™ o to stanowisko niemal każdego dnia” wizualizacja wzbogaca siÄ™ o kolejny element, którym jest rozżarzony do biaÅ‚oÅ›ci metalowy drÄ…g; wyobrażam sobie, jak przyciska siÄ™ on do dupy Tomka, w mgnieniu oka wypala dziurÄ™ w jego spodniach i gaciach, by miÄ™kko wgnieść siÄ™ w odbyt, wypeÅ‚niajÄ…c pomieszczenie wibrujÄ…cym skwierczeniem i smrodem palonych wnÄ™trznoÅ›ci; Tomek ryczy z bólu jak stado kotów miażdżone przez walec drogowy. To niestety tylko marzenia, w rzeczywistoÅ›ci mój szef klepie swój monolog korporacyjnej miÅ‚oÅ›ci i oddania firmie, a moje blade, ledwo bijÄ…ce serce wypeÅ‚nia uczucie bezgranicznej litoÅ›ci; policzki zaczynajÄ… mi dygotać, do oczu napÅ‚ywajÄ… Å‚zy, wpadam w szloch, wyobrażam sobie jak smutne musiaÅ‚o być jego życie p r z e d w y p o ż y c z a l n i Ä…. SkoÅ„czyÅ‚ studia z marketingu i zarzÄ…dzania na Akademii UnisÅ‚awowskiej, albo w innej zawodówce dla ksiÄ™gowych, liczyÅ‚ na wielkÄ… karierÄ™ w bankowoÅ›ci, a może w panv-Å›wiatowej korporacji z branży FMCG, mamy jednak rok 2008, rzÄ…d prawicowy i kryzys Syriusza. Po wielu miesiÄ…cach trafiÅ‚ wiÄ™c do wypożyczalni, gdzie jego jedynym obowiÄ…zkiem jest poganianie kilkorga zatrudnionych tam wychudÅ‚ych studentów i uÅ›wiadamianie im, jak ważnÄ… misjÄ… jest sprawne wrÄ™czenie klientowi odpowiedniej kasety. Na widok moich Å‚ez Tomek mityguje siÄ™, klepie mnie po ramieniu i mówi, że jeÅ›li bÄ™dÄ™ siÄ™ staraÅ‚, na pewno bÄ™dzie dobrze. Trzeba caÅ‚y czas pamiÄ™tać, że żyjemy w czasach wolnoÅ›ci gospodarczej, Marku, a ona z a w s z e wiąże siÄ™ z odpowiedzialnoÅ›ciÄ…. Uspokajam siÄ™, wycieram oczy chusteczkÄ…, wchodzÄ™ za ladÄ™ i realizujÄ™ kolejne zamówienia. Po dwóch godzinach nadchodzi czas przerwy. Zwykle idÄ™ wtedy na papierosa, jednak tym razem postanawiam pójść do magazynu i z wÅ‚asnej woli pomóc koleżance przyjąć dostawÄ™. Po kilku minutach proponujÄ™, że jÄ… zastÄ…piÄ™; w tym czasie mogÅ‚aby skorzystać z nadprogramowej przerwy. Jest mi niezwykle wdziÄ™czna, uÅ›miecha siÄ™ szeroko, wychodzi. Otwieram wszystkie pudeÅ‚ka z horrorem „Trzask czaszki”. Film opowiada o seryjnym gwaÅ‚cicielu-mordercy, który kolekcjonuje czaszki swoich ofiar, używajÄ…c ich później do masturbacji. WyjmujÄ™ kasety i zamieniam je z filmem dla dzieci „Pinokio 2: TropicaÅ„skie wakacje”. ZanoszÄ™ kasety za ladÄ™, drukujÄ™ kartkÄ™ z napisem „promocja” i informujÄ™ pierwszÄ… klientkÄ™ z dzieckiem, że film „Pinokio 2: TropicaÅ„skie wakacje” jest dziÅ› darmowym dodatkiem do dowolnego tytuÅ‚u. Klientka bardzo siÄ™ cieszy, wypożycza „Dirty Dancing” i bierze ode mnie pudeÅ‚ko z pornohorrorem. Na okÅ‚adce pudeÅ‚ka uÅ›miechniÄ™ty Pinokio siedzi na jakiejÅ› plaży; to chyba Punta. Klientka odchodzi. Kiedy jest już przy drzwiach woÅ‚am za niÄ…, żeby zaczekaÅ‚a. Odwraca siÄ™ z rozanielonym uÅ›miechem. UsÅ‚ugi naszej firmy aktywnie pobudziÅ‚y jej pozytywne emocje. Również siÄ™ uÅ›miecham i informujÄ™, że zapomniaÅ‚em o jeszcze jednym elemencie promocji, po czym wrÄ™czam jej dziecku lizaka o smaku v-coca v-coli.
Tantiemy autora 0 en.
Komentarze:
[+]
0
[-] 7 lipca 2008, 22:45:00 Defloriusz Dyman Wander A nie, z ta objetoscia to sie jednak mylilem. Tym bardziej podziwiam przedmowcow.