•••••
- Przed rozpoczęciem interwencji musimy mieć gwarancję, że wandejska broń atomowa znajduje się pod waszą kontrolą.
Komisarz Spraw Zagranicznych poruszył się niespokojnie na fotelu.
- Możemy zapewnić, że broń jądrowa nie jest problemem, nie w tym konflikcie.
- To za mało. Potrzebujemy szczegółów. - naciskał z ekranu MSZ Sarmacji.
- Dowództwo broni strategicznej i rakietowej od początku zadeklarowało wierność Prezydentowi i swoimi siłami osłania wszystkie punkty gdzie ta broń jest przechowywana. Buntownicy ogłosili że uszanują ich neutralność - i nie zaatakowali żadnego z tych punktów. Potwierdzili to też w nieoficjalnych rozmowach. Monitorujemy stan wszystkich obiektów na bieżąco. - Komisarz starał się brzmieć przekonująco. - Zresztą, nawet jeżeli doszłoby do udanego przejęcia jednej z wyrzutni, to całość kodów i zabezpieczeń jest po naszej stronie. Bez tego musieliby zbudować własne zapalniki, rakiety i wyrzutnie od zera. - zdobył się na uśmiech.
- Do czego, biorąc pod uwagę zaplecze techniczne i przemysłowe, są w pełni zdolni. - bezpardonowo przerwał mu Diuk-Baron. - Nie to jednak nas niepokoi. Mamy o Ra... Przywódcy Rebeliantów - skrzywił obwisłe wargi - wystarczające informacje aby nie obawiać się rakiet nad Almerą czy Grodziskiem.
- Zatem o co Panowie pytają? - w głosie Komisarza zabrzmiał niepokój.
- Panie Komisarzu... Wszyscy tu wiemy, że przedłużający się konflikt będzie katastrofą. Wasz rząd upadnie i będziecie mieli rewoltę. - Minister nie sprawiał wrażenia zasmuconego tą wizją - Ale przy dłuższej masakrze także nasz rząd upadnie, nawet tron książęcy może się zatrząść. A wszystko wskazuje na to, że konflikt może się przedłużyć - rebelianci kontrolują zachodnią część kraju i nawet jeżeli ofensywa będzie sukcesem, to istnieje ryzyko że uda im się umocnić gdzieś w Zongyi czy tym tam... Freemanlandzie. - Minister przypomniał sobie nazwę.
- Nadal nie rozumiem związku...
- Chodzi o to, żeby w kluczowym momencie, jeśli będzie to konieczne, zapewnić sobie przewagę atakiem jądrowym. - Diuk-Baron wyjaśnił słowa zwierzchnika. - Najlepiej w ten sposób, aby jednocześnie wyrąbać nam dziurę w ich pozycjach, jak i wyeliminować ich kadrę dowódczą. Wtedy się rozsypią.
- Chcecie abyśmy użyli broni jądrowej na własnym terytorium? Przeciwko własnym obywatelom? - słowa te wyrwały się niemal bezwiednie Zastępcy Komisarza.
Sarmaci spojrzeli na niego ironicznie.
- Chcemy, żeby władza "ludowa" - cudzysłowy w tym słowie były wyraźnie słyszalne - zapewniła, że nie narazi sił sojuszniczych na nadmierne straty. - łagodnie wytłumaczył Minister.
- Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, to będzie mniej kosztowne niż kolejne miesiące bądź lata walk o ostatnie twierdze rebeliantów. - poparł go Diuk- Baron.
- To nie jest możliwe! - wykrzyknął wzburzony Zastępca.
Obaj Sarmaci przenieśli wzrok na milczącego Komisarza, który za przymkniętymi powiekami zdawał się bić z myślami.
- Porozmawiam o tym z Prezydentem.
•••••
- Towarzyszu Majorze, nasi wylądowali. Przejęli instalacje, ale zabezpieczenie toczy ciężkie walki aby utrzymać tę pozycję. Proszą o wzmocnienie.
Dowódca bez słowa sięgnął po kolejny imbirowy cukierek. Trzask papierka.
- Front Północny naciera przez Precelię, opór jest niewielki. Większość sił przeciwnika zgromadziło się w Perunarze, bronią Engels III - stąd spowolnienie Frontu Południowego. Stąd też wniosek, że prawdopodobnie będą się cofać na południe, nie na wschód. Nie wiadomo, czy będą bronić w ogóle Precelurbańska...
Dowódca zdjął swój czerwony beret, otarł pot z czoła - mimo mrozu na zewnątrz, namiot sztabu był mocno ogrzany i duszny od oddechów zgromadzonych oficerów - i założył go z powrotem. Rzucił okiem na staroświecką mapę, na którą - niczym w szkole kadetów - ustawiono klocki oznaczające poszczególne zgrupowania wroga i własne.
- Trzeba ... - wycedził, obracając cukierka w ustach - ... uniemożliwić im utrzymanie się. Dwunasta Pancerna i Siódma Zmechanizowana mają wycofać się z natarcia na E-Trzy. Na pozycjach zastąpi je Osiemnasta Freemanlandzka. Powiedzcie tym czarnuchom, że mają nie nacierać, a jeżeli wróg będzie kontrataktował - mają się cofnąć.
- To im się nie spodoba... - uśmiechnął się lujtnant Komsomoł Ćwierćorski.
- Trudno. Przenieście im magazyny koki na tyły, może to zadziała. Musimy wstrzymać cofanie się wroga na południe - abyśmy mogli go obejść od wschodu. Dwunasta i Siódma mają iść na Precelkhandę.
- A kto zostanie wysłany na Wyspy, do wsparcia korpusu powietrznodesantowego? - zapytał lujtnant. Zapadła cisza.
- Nie mamy nikogo. - po chwili milczenia powiedział Major.
- Ale... myślałem że po to nacieramy na Precelurbańsk, żeby przerzucić... - oficer był zbity z tropu - Sam towarzysz mówił, że zwycięstwo na tym froncie jest kluczowe...
- Tak. Od przejęcia stacji radarowych i stanowisk rakiet krótkiego zasięgu zależy obrona flanki północno-wschodniej. Jednak nie mamy więcej sił, aby przerzucić je drogą powietrzną. Dopiero gdy zgnieciemy reżimowych na kontynencie będziemy mogli myśleć o wsparciu powietrznodesantowego. Do tego czasu możemy jedynie wysyłać sprzęt i zaopatrzenie.
- Zgniotą ich! - wybuchnął kapitan Stalen Major, oficer łącznikowy Korpusu - Jeżeli nie udzielimy im wsparcia, to ich misja okaże się klęską. Nic nie osiągniemy, a jedynie stracimy siły!
- Dlatego muszą wytzymać - głos i wzrok Majora był jak ze stali. - Jeżeli nie wytrzymają, to ich poświęcenie okaże się daremne. Ale jeżeli wysłalibyśmy tam posiłki i zapłacili za to porażką na kontynencie, wówczas pogrzebane zostanie poświęcenie wszystkich żołnierzy, którzy polegli w tej kampanii. Moja decyzja pozostaje w mocy - nie będzie wsparcia dla Korpusu. Czy są jeszcze jakieś uwagi?
Zgromadzeni oficerowie pospuszczali głowy, nie chcąc kwestionować decyzji dowódcy.
- Dobrze. Dziękuję Towarzyszom. Zamykam spotkanie.