Zamiast wstępniaka... kawał (ten pierwszy). Usłyszany z ust wysoko postawionego urzędnika reżymu. Pisane z pamięci, więc jak coś, to moja wina.
***
Dawno temu, przed zasiądnięciem JKM Piotra Mikołaja na tronie KS, postanowił on się incognito powłóczyć po świecie... Trafił do Dreamlandu, gdzie przez konekcje zatrudnił sie u żydowskiego bankiera, jako subiekt. Pewnego dnia do banku przyszedł kupiec, który przewoził drogie kamienie dla swojego wspólnika, a który musiał zatrzymać się na jakiś czas w mieście. Zaproponował więc bankierowi, aby ten za opłatą przechował owe kamienie w swoim sejfie. Na co bankier: - Dobrze, ale od takich precjozów musiałbym zapłacić duży podatek. Zrobimy tak - nie spiszemy żadnych papierów, ale wezwiemy tu mojego subiekta, aby był świadkiem zawarcia umowy. Piotrze! Wszedł młody Kefas. - Jestem, szefie. - Jesteś świadkiem, że biorę od tego tutaj kupca te szlachetne kamienie na przechowanie. - Dobrze, szefie. Po tygodniu kupiec wraca do Banku, zadowolony że kamienie były bezpieczne. Osłupiał jednak, słysząc od bankiera. - Słucham? Jakie kamienie? Nie znam Pana... - No przecież aż wzywał Pan subiekta na świadka, że je zostawiłem... - Piotrze! Powiedz mi, czy ten Pan zostawiał tu jakieś szlachetne kamienie? - Nie, szefie, pierwszy raz go na oczy widzę! - Dziękuję, możesz wracać do pracy w kantorku. Po wyjściu Piotra Mikołaja bankier podchodzi do zaszokowanego kupca i mówi: - Spokojnie. Oczywiście pamiętam Pana, zaraz dostanie Pan swoje klejnoty. Ale widzi Pan, Z KIM JA KURWA MUSZĘ PRACOWAĆ?
***
Oblężenie Winnicy. W okopach przed samym miastem siedzą Wandowie. Wśród nich - dowódca odcinka - ppłk Winnicki. W jego dłoniach lśni maleńki, srebrny pilniczek do paznokci, którym uprzyjemnia sobie oczekiwanie na atak monarchofaszystów. Od czasu do czasu przejrzy się w małym, kieszonkowym lustereczku, poprawi niesforny loczek. Nagle podbiega do niego bardzo przestraszony sierżant Jegorcew. - Idą, towarzyszu podpułkowniku! - Monarchofaszyści? - Tak!!!! Są tuż, tuż!! - Przystojni aryjczycy? - Nie, pułkowniku! Są brudni, śmierdzący, nieogoleni, przemarznięci i bardzo wkurwieni. - A fee. Coż więc - Ognia!
***
Po długiej wojnie z Lixtią Czarnecki wracał pieszo do domu. Przez największe pustkowia Wandystanu. Szedł już drugi miesiąc. Dawno skończyło mu się jedzenie, wodę znajdował rzadko, łapał i zjadał wszystko co się ruszało. Opadł z sił, już ledwo powłóczył nogami, w końcu już tylko na czworakach niestrudzenie pełzł naprzód. Kiedy już śmierć z wyczerpania zaczęła mu zaglądać w oczy, ujrzał na horyzoncie pośród pustyni chatynkę. Resztką sił doczołgał się do niej i zaskrobał do drzwi. Otworzyła je dorodna, rozłożysta dziewoja: - Czego? - Towarzyszko pomóżcie! Wracam do domu z wojny, jedzenie mi się skończyło miesiąc temu, wpuście, wspomóżcie weterana! - O nie! Tu już tacy bywali! - Wpuście, pomóżcie - mówili - a potem dupczyć się brali! Nie wpuszczę! - Co też wy towarzyszko?! Toż wam tu zemrę na progu! Nie mam przecież sił dalej iść! - No dobrze - przeważyło w końcu miękkie serce gospodyni. Czarnecki dostał stakanczik czaju i skibkę chleba ze słoniną, jeszcze jeden stakanczik i jeszcze jedną skibkę... Łyknął jeszcze, zrobiło mu się tak błogo i studiując paznokcie wspomniał mimochodem: - A co wy, towarzyszko, mówiliście a propos dupczenia?
***
Pewien Gnom wraca do domu, otwiera Outlooka, sprawdza pocztę: "Powiększ penisa! 60cm długości! 30cm grubości! Nie przegap! ..." Z irytacją kasuje spama mrucząc: - Jasne, kurwa, tylko mi młodszego brata brakuje...
***
- Karakachanow, kumplu, a ty dobry jesteś w pieprzeniu? - Staaary! Ja jestem Casanowa! Mozart pieprzenia! Rasputin XXI wieku! Jestem demonem, królem seksu, władcą kobiet! Ja... - Ale pieprzysz...
***
Pasjonująca walka rozwinęła się na trzeci dzień współzawodnictwa w jeździe figurowej parami. Sensacyjny program przygotowali baridajscy łyżwiarze figurowi. Wystawili parę mężczyzn-homoseksualistów która przez półtorej godziny przedstawiała na tafli stan zakochania i namiętny akt płciowy. Po naradzie jurorów, właśnie ta para i zajęła pierwsze miejsce. Sarmaccy sprawozdawcy zaznaczyli jednak - "pasowałoby do tego założyć łyżwy".
***
Pierwszego dnia szkoly, przed rozpoczeciem lekcji, nauczycielka przedstawia nowego ucznia sarmackiej klasie: - To jest Marcin Wanda z Wandystanu, nasz nowy uczeń. Bądźcie dla niego grzeczni. Lekcja sie zaczyna. Nauczycielka mowi: - Dobrze, zobaczymy jak sobie radzicie z historia. Kto mi powie czyje to sa slowa: "Wolnosc albo smierc"? W klasie cisza jak makiem zasial, tylko Wanda podnosi ręke i mowi: - Eoghan Kalafoniks, 1839 w Morwieńcu. - Bardzo dobrze Marcinie. A kto powiedzial: "Panstwo to ludzie, ludzie nie powinni wiec ginac"? Znowu wstaje Wanda: - Ludwik Spokojny, 1850 w Gniewie. Nauczycielka spoglada na uczniow z wyrzutem i mowi: - Wstydzcie sie. Marcin jest wandejczykiem, a zna sarmacką historię lepiej od Was! W klasie zapadla cisza i nagle slychac czyjs glosny szept - Wanda, Wanda, SPIERDALAJ! - Kto to powiedzial? - krzyknela nauczycielka na co Wanda podniosl reke i bez czekania wyrecytowal: - Książę Mikołaj Mikołaj 1946 w Grodzisku. W klasie zrobilo sie jeszcze ciszej i tylko dalo sie uslyszec cichy szept: - Rzygać mi sie chce... - Kto to był? - wrzasnęła nauczycielka, na co Wanda szybko odpowiedzial: - Książę Paweł I do dreamlandzkiego premiera w 1972 podczas obiadu. Jeden z naprawde juz wkurzonych uczniow krzyknął do nowego: - Obciagnij mi druta! Na to nauczycielka zrezygnowanym tonem: - To juz koniec. Kto tym razem? - Mikołaj Aleksander Piotr do Michasia Winnickiego w 2006 roku w Pałacu Królewskim w Almerze. - odparl Wanda bez mrugnięcia oka. Klasa juz calkowicie popada w histerie, nauczycielka mdleje gdy otwieraja sie drzwi i wchodzi dyrektor i widząc to pandemonium, nie opanowawszy się wykrzyknął: - Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem! CISZA, JA TU KURWA RZĄDZĘ! - Piotr Mikołaj do Kanclerza Makowskiego i reszty na pierwszym posiedzeniu KONia, 2007, Grodzisk.
***
Przychodzi Kaxiu do Banku Teutońskiego i mówi, że wylatuje na wakacje za granicę i prosi o kredyt w wysokości 3000 libertów na 2 tygodnie. Urzędnik prosi go o przedstawienie jakiegoś zabezpieczenia pod pożyczkę. Kaxiu wyjmuje kluczyki od Namiestnikova stojącego przed bankiem. Po sprawdzeniu wszystkiego, bank zgadza się na przyjęcie samochodu pod zastaw. Pracownik banku odbiera kluczyki i odprowadza samochód do podziemnego garażu w banku. Po 2 tygodniach Kaxiu oddaje dług w wysokości 3a000 lt i odsetki 22,50 lt. Urzednik bankowy mówi: - Cieszymy się z udanego interesu i mamy nadzieję, że wakacje się udały. Jednakże w czasie Pana nieobecności sprawdziliśmy, że jest Pan cholernym bogaczem. Zastanawia nas, po co zawraca Pan sobie głowę pożyczka na 3000 lt? - A gdzie do diabła w Srebrnym Rogu znalazłbym parking strzeżony dla Namiestnikova na 2 tygodnie za 22,50 libertów?
[+]
0
[-] 2 lipca 2007, 12:56:35 Paweł Michaiłowicz Ten pierwszy to Konias opowiadał na czacie sarmackim dlatego, że obywatel Kozanecki podobno nie chciał z nim rozmawiać :P.
(a co, ja też piszę z pamięci, więc jak coś, to moja wina ;))