Misio wyjrzaÅ‚ z okna. Z kominów obozu buchaÅ‚ gÄ™sty dym. PrzypomniaÅ‚o mu to o Å›niadaniu, przygotowywanym przez porucznik AgatkÄ™. - PrzygotowaÅ‚am Ci Å›niadanie, dym już bucha- powiedziaÅ‚a Agatka. Jak zawsze miaÅ‚a rozpiÄ™tÄ… koszulÄ™ mundurowÄ… na nagim torsie. Jej piersi zdawaÅ‚y siÄ™ mówić „Czuwaj!”.
Siadając przy śniadaniu zapatrzył się mimowolnie na wydatne piersi por. Agatki. Nie żeby go podniecały, przypominały mu jego rodzinny dom, a zwłaszcza żniwa, kiedy to okoliczne wieśniaczki żwawo zbierały słomę z pola. W przypływie tych wspomnień naszła go chwila na papierosa. Wyciągnął paczkę, wygrzebał jedną fajkę, odpalił i powoli zaciągnął się dymem tytoniowym. "Dobre te scholandzkie" - pomyślał, po czym zabrał się do spożywania śniadania. Mimo iż wojna rozpoczęła się niedawno, Misio zyskał już opinię dowódcy doświadczonego i agresywnego. Służba w sarmackiej piechocie zmotoryzowanej nie poszła na marne.
Po ostatniej akcji do kolekcji Misia dołączyÅ‚a nowa para uszu scholandzkiego dowódcy. „Po co, gÅ‚upcze, zbierasz te uszy?”- pytaÅ‚a go matka, jednak on niezrażony wciąż ucinaÅ‚ je po każdej bitwie i wkÅ‚adaÅ‚ do przenoÅ›nej zamrażarki. Tak rodziÅ‚a siÄ™ jego legenda, byÅ‚o to konieczne z powodów promocyjnych. PomysÅ‚ odcinania uszu pochodziÅ‚ od kaprala Jurka, przed wojnÄ… szefa jednej z najwiÄ™kszych grodziskich agencji PR. Misio skoÅ„czyÅ‚ Å›niadanie. Wiatr zmian wiaÅ‚ od strony Gór Kocich.
Wstał i leniwie podszedł do szafki. Nie była to szafa z prawdziwego zdarzenia, a ledwie nieoheblowany kredens. Jednakże trzymał w nim w nienagannym porządku poukładane ubrania. Nie chodziło mu jednak o odzież. Znalazł swój skórzany pasek oficera. Z boku paska zwisała kabura a w niej spoczywał zawsze wyczyszczony i gotowy do walki pistolet Luger. Misio dbał o niego, był dla niego praktycznie wszystkim co miał. Postanowił się wywietrzyć. Wychodząc z baraku wziął stojący przy drzwiach pistolet maszynowy. Było to jedno z jego zboaczeń. Zawsze był gotowy do walki, zawsze uzbrojony, nawet gdy chodził do sracza. Pamiętał przypadek pewnego sierżanta z siostrzanej kompanii, który poszedł się wysrać i został zadźgany przez dywersanta. "Przezorny kurwa żyje" - to było jego motto.
- PójdÄ™ z TobÄ…, kapitanie - szepnęła porucznik Agatka. SpojrzaÅ‚ na niÄ… z miÅ‚oÅ›ciÄ…. SÅ‚użyÅ‚a pod jego dowództwem jeszcze w piechocie zmotoryzowanej przed wojnÄ…. To ona odbieraÅ‚a z rÄ…k KsiÄ™cia list pochwalny za wzorowÄ… postawÄ™ w walce w imieniu caÅ‚ego 32 GelloÅ„skiego PuÅ‚ku Zmotoryzowanego. MiaÅ‚a ksztaÅ‚tne sutki i wielkÄ… odwagÄ™ w serduszku. Wyszli wiÄ™c razem, nie zważajÄ…c na pierwsze krople jesiennego deszczu. Podwójny agent „Katarzyna” nie bÄ™dzie czekaÅ‚ wiecznie. Tym bardziej, że nie lubi moknąć.
Część II
Mieli się spotkać w lesie, w opuszczonej chatcę leśniczego. Porucznik Agatka i Misio szli powoli uroczyskiem w stronę skrętu do dawnej leśniczówki. Misio zatrzymał się, wyciągnął papierosa i spokojnym, stanowczym głosem nie znoszącym sprzeciwu powiedział: - Poruczniku, dalej pójdę sam. Niech sierżant Petlura przyprowadzi 2 pluton jako moją obstawę, tylko niech zrobi to po cichu. Zaś ty pani porucznik zostańcie w obozie i pilnujcie obiadu - zakomenderował kapitan, po czym spokojnym miarowym krokiem ruszył w stronę leśniczówki. Peema miał przewieszonego przez ramię, mimo iż był odbezpieczony. Nie spodziewał się pojmania go, jednakże zachował odpowiednie środki ostrożności. Po 5 minutach marszu doszedł do leśniczówki. Sprawdził ją. Nie było nikogo. Tak więc spokojnie rozsiadł się przed wejściem i wyciągnął dropsy miętowe. Taak... Papierosy i dropsy miętowe były jego jedynymi nałogami.
Dwie godziny później zaczął się niepokoić. "Katarzyna" spóźniał się już o dwie godziny! Wcześniej nigdy się to nie zdarzyło. Zaczął podejrzewać kocioł. Już chciał wyjmować stację radarowo-nadawczą, ukrytą przemyślnie pod krzaczkiem jagód, kiedy nagle usłyszał: - Chodźże tu, bo już nie wytrzymuję ! Słuch go nie mylił. Był to głos "Katarzyny". Misio wszedł do leśniczówki i rozejrzał się. - Tu jestem - jęknął "Katarzyna". Misio podniósł głowę. "Katarzyna" wisiał na powale, wciśnięty między żyrandol a framugę okna. - Musiałem się ukryć. Podejrzewałem wsypę - powiedział zeskakując. Uszkodzona w bitwie pod Wagarią rzepka przemieściła się z chrzęstem, jednak agent zręcznie przemieścił ją z powrotem. Jak każdy podwójny agent miał na sobie paradny mundur sturmfuhrera armii scholandzkiej. Dla niepoznaki założył elegancką perukę marki "Strudelheim" i okularki lennonki wz. 1934.
- Spodziewałem się kobiety - rzucił Misio na dzień dobry. - Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ! - riposta "Katarzyny" była szybka. Misio obejrzał sobie nowego agenta od stóp do głów. Nie wyglądał zbyt okazale, ale przecież był mieszanką Sarmaty i Scholandczyka. "Katarzyna" usiadł na stołku który podpierał drzw, wyciągnął piersiówkę i pociągnął łyk. W pomieszczeniu rozniósł się zapach wódki. Misiowi zebrało się na wymioty - nienawidził alkoholu. Powstrzymując pawia znalazł drugi taboret i usiadł spokojnie. - Nowy w interesie? - zapytał powoli. - Nie. Nowy w tym rejonie. Niezły bałagan żeś tutaj narobił. - Takie życie. Sie gra sie ma. Ale do rzeczy. - Za 2 dni linią kolejową Athos - Krez będzie jechał pociąg wyładowany amunicją i rannymi. Z informacji jakie posiadam wynika iż jest to amunicja przeznaczona dla oddziałów tłumiących partyzantkę gellońską. Dowództwo myśli, że to dobry cel na następną akcję. - Jakie dowództwo? - zapytał podejrzliwie Misio. - No dowództwo, sarmackie - niepewnie odpowiedział "Katarzyna". - Aha. Na tym terenie to ja jestem dowództwem ! - zdenerwowany Misio wyciągnął Lugera - Te sieroty co przegrały wojnę mogą mi tylko proponować. Naucz się tego bo skończysz szybciutko jako pokarm dla mrówek. - Spokojnie, szefie, ruhig! Nie ma powodu do nerwów. Akcja jest prosta jak pióro kukuła. Wystarczy znaleźć dogodne miejsce na zasadzkę i bach! Załatwione. Ludzi Ci zdaje się wystarczy? - Wystarczy - odpowiedział Misio bawiąc się pistoletem - Powiedzmy, że się zastanowię. - Zastanów się - "Katarzyna" wstał i ruszył do wyjścia. - Wiadomość zostaw w skrzynce kontaktowej numer 7. - Siódemka to ten pojemnik na zużyte miny przeciwczołgowe? - Tak jest. - Jeszcze jedno. Amunicja z tego transportu ma być przeznaczona dla oddziałów antypartyzanckich, tak? - Dokładnie tak. - A dla kogo przeznaczeni są ranni? "Katarzyna" umilkł na dłuższą chwilę. - Oni są dla...dla Wielkiego Wszechscholandzkiego Monstrum. Po raz pierwszy od czasu pierwszego transportu do obozu pod Misiem ugięły się nogi.
- Nie czas na pieprzenie. Trzeba do iść do roboty - powiedział pospiesznie "Katarzyna" i począł kierować się w stronę drzwi. - Czekaj - rzucił Misio tonem nie znającym sprzeciwu (rzucał nim często) - Czemu to robisz? - Co robię? - odpowiedział "Kasia". - No, to wszystko. Całą tą konspirację od siedmiu boleści. Czemu to robisz? Zastanawiałeś się nad tym? - zaczynał filozofować Misio. Im stawał się starszy tym częściej myślał nad życiem. - No robię to dla ojczyzny i dla kraju - odpowiedział bez namysłu "Katarzyna" - Pierdolisz. Na pewno masz jakiś inny powód. No ale spieprzaj do swoich scholandzkich przyjaciół. Do zobaczenia.
Część III
Sielankę rozmowy przerwał wybuch. - Wydałeś mnie kurwo ! - krzyknął Misio i pośpiesznie wyciągnąl Lugera. - Nie nie, przysięgam - stękał "Katarzyna". Przejmujące zimno lufy pistoletu Misia było środkiem skutecznie zmiękczającym przeciwnika i odbierającym mu wolę oporu. - Módl się, że to nic groźnego, bo... A z resztą, Ty dobrze wiesz co. Misio podbiegł do okna i szybko wyjrzał. Widać było tylko dym na polnej drodze. Nie był zadowolony. - Jaa pierdole... - rzucił przez zęby. Sekundę potem nie było go już w domku. Biegł co sił w nogach do miejsca wybuchu. Wiedział już, że to nie była zasadzka...
Na środku drogi widać było piękny lej od wybuchu. Dookoła unosił się kurz i inne przedmioty leśne. Misio uważne rozejrzał się po okolicy. Nie było nikogo i niczego co mogłoby spowodować wybuch. Chwilę potem dobiegł do niego "Katarzyna". - Cicho... - uciszył go Misio. Las dookoła był spokojny. Słychać było tylko krakanie wron. Jednak uwagę Misia przykuł cichy szelest w krzakach. Podbiegł szybko... i omal nie zemdlał z wrażenia. "Katarzyna" również.
Ich oczom ukazała się porucznik Agatka, a raczej to co z niej zostało. Cała dolna część ciała musiała zniknąć w wybuchu, widać było, że eksplozja dosłownie urwała jej obie nogi. Tam gdzie niegdyś były pośladki, teraz można było zobaczyć kawałki mięsa bezwolnie zwisające z reszty ciała. Żyła, ale widać było, że to jej ostatnie chwile. - Bo ja chciałam... Chciałam, żebyś się pospieszył... Obiad wystygłbył... - jęczała zwijając się z bólu. - Spokojnie, już spokojnie - uciszał ją Misio. - To już koniec... - wyszeptał "Katarzyna". - Trzeba... Już... Chwila... - jąkał się Misio. Obsesyjnie szukał swojego Lugera. Znalazł go, sprawdził czy naładowany i wycelował go w Agatkę. Trzymał go tak chwilkę, po czym opuścił go i popatrzył na "Katarzynę". Twarz Misia była blada i oblana potem. Nie wiedział co zrobić. - Masz, Ty to zrób - błagał "Katarzynę. - Nie mogę - odparł łącznik. - Strzelaj, kurwa ! - wrzeszczał Misio - Nie mogę ! - To ja to zrobię ! - strzał w głowę zakończył karierę pani porucznik.
- To przez te wasze scholandzkie miny. Co za gówno ! - rzucał Misio co chwilę, oglądając lej po bombach i resztki zapalnika. Widać było, iż jest to zapalnik od miny przeciwpancernej. Miał on wygrawerowane na czubku nazwę fabryki - Minen AG. - Nie umiecie odpowiednio ustawić zapalników, skoro nawet piechur może spowodować eksplozje miny przeciwczołgowej. Lepiej nie wiedzieć jakie są przeciwpiechotne... - Odpieprz się, wiesz ! Co mnie to obchodzi?! - zaczął wrzeszczeć "Katarzyna". - Co Cię to obchodzi? Że to dzięki twoim kumplom Agatka wyleciała w powietrze ! - To nie są moi kumple, rozumiesz? Jestem prawie takim samym Sarmatą jak ty ! - Spierdalaj... - Słucham? - Spierdalaj, zanim nie rozwalę Ci łba, rozumiesz? - powiedział spokojnie, acz stanowczo, Misio. - No dobra... Jeszcze mnie popamiętasz... - rzucił na pożegnanie.
"Katarzyna" już nie pojawił się w okolicy. Zginął tydzień później w nalocie bombowym. Także Misio miał mieć nowego łącznika. I co ciekawe - o tym samym pseudonimie...
[+]
0
[-] 26 sierpnia 2006, 00:02:16 Trzeba być nienormalnym, żeby w początkowaej fazie utworu uśmiercić por. Agatkę. Uważam takie zachowanie autorów za skrajnie nieodpowiedzielne!
[+]
0
[-] 26 sierpnia 2006, 00:13:40 Michał Czarnecki Możemy napisać prolog gdzie będzie dużo por. Agatki :P Skoro taka jest wola i fantazja czytelników... :P:D