Przed UrzÄ™dem Urbanistycznym Miasta StoÅ‚ecznego zbiera siÄ™ od rana tÅ‚um. PoczÄ…tkowo byÅ‚o to tylko kilka osób, później staÅ‚o ich już kilkanaÅ›cie, mieli transparenty. W chwili obecnej jest to już ogromny tÅ‚um, masywnie otaczajÄ…cy caÅ‚y budynek, rozÅ›wietlajÄ…cy mroki jesiennego wieczoru reflektorami ustawionymi na profesjonalnych statywach. GdzieÅ› w oddali grupka mÅ‚odzieży taÅ„czy w rytm jakiejÅ› dzikiej muzyki, trzej starsi mężczyźni rozmawiajÄ… stanowczo gestykulujÄ…c, obok nich znajduje siÄ™ stoisko z pieczonymi kieÅ‚baskami, cebulkÄ… i musztardÄ…. Co jakiÅ› czas ktoÅ› odchodzi w dal, jednakże w tym czasie wiÄ™cej ludzi dochodzi. PrzychodzÄ… samotnie, przypadkiem, także parami. Niektórzy trzymajÄ… siÄ™ za rÄ™ce, zmierzajÄ…c wolnym krokiem z uÅ›miechem na ustach, inni dołączajÄ… w mniej lub bardziej zorganizowanych grupkach. StojÄ…cy bliżej urzÄ™du tworzÄ… natomiast ciasny kordon i chcÄ…cy podejść jeszcze bliżej, zmuszeni sÄ… mocno napierać i wrÄ™cz przedzierać siÄ™, jakby przedzierali siÄ™ przez nieprzyjazny gÄ…szcz nachodzÄ…cych na siebie chaszczy. TÅ‚um stojÄ…cy najbliżej skanduje „Å›ciąć StruszyÅ„skiego!” KtoÅ› rozdaje koszulki z podobiznÄ… Józefa Ignacjusza Guillotina. Ustawiono już cztery Å›cinarki głów, dwie elektryczne, jednÄ… grawitacyjnÄ…, sterowanÄ… przez atrakcyjny wizualnie zestaw różnoksztaÅ‚tnych ciężarków, czwartÄ… zaÅ›, najskromniejszÄ…, sterowanÄ… rÄ™cznie. Co jakiÅ› czas demonstrowana jest peÅ‚na gotowość tych urzÄ…dzeÅ„ po przez widowiskowe przekrojenie arbuza, bÄ…dź kukÅ‚y. Grupka mÅ‚odych ludzi, ubranych w czarne koszule ze stójkami, ustawia piÄ…tÄ… gilotynÄ™, zaÅ› inna grupka znosi poszczególne elementy z jakich zamierza zbudować jeszcze jednÄ…. Poszczególne zespoÅ‚y dekapitacyjne kłócÄ… siÄ™ miÄ™dzy sobÄ… o to, na jakiej machinie winno siÄ™ zdekapitować zÅ‚ego buduara. Co jakiÅ› czas kogoÅ› poniosÄ… emocje i ze stekiem wyzwisk rzuca siÄ™ na przedstawiciela konkurencyjnej drużyny z pięściami. Nikt na to nie zwraca uwagi, niemniej jednak ludzie zwiÄ…zani z już postawionymi gilotynami tworzÄ…, pomimo wzajemnych antagonizmów, wspólny front wymierzony przeciwko tym, co to dopiero stawiajÄ… swoje gilotyny. „To Å›mieszne, aby stawiać kolejne! Wystarczy tylko jedna!” - ktoÅ› krzyczy przez rÄ™czny megfon. JakaÅ› starsza kobieta mu wtóruje woÅ‚ajÄ…c, aby siÄ™ nie wygÅ‚upiać i nie mnożyć bytów ponad miarÄ™. WÄ…tek podchwyciÅ‚ ktoÅ› z ekipy czarnych koszul ze stójkami i radoÅ›nie wykrzyczaÅ‚ hasÅ‚a o brzytwie Okhama. Pracownicy UrzÄ™du Urbanistycznego, przerażeni wyglÄ…dajÄ… ostrożnie przez okna, ale stojÄ…c nie przy oknach, lecz jak najdalej od nich, w drzwiach gabinetów. UsiÅ‚ujÄ… rozczytać napisy na transparentach i plakatach, napisy z jakich wynika, że StruszyÅ„ski popsuÅ‚, że jest gÅ‚upim i brzydkim, że Å›mierdzi mu z ust. Nagle rozlegÅ‚ siÄ™ brzÄ™k tÅ‚uczonej szyby i wrzask tÅ‚umu ekstatycznie wzrósÅ‚, daÅ‚o siÄ™ też usÅ‚yszeć okrzyki „wyciÄ…gaj chama”, „mamy go”, „towarzysze przestaÅ„cie”. KtoÅ› woÅ‚aÅ‚ dumnie, że wyciÄ…gnÄ…Å‚ StruszyÅ„skiego z gabinetu, ale zaraz wszyscy zaczÄ™li szeptać, że przecież StruszyÅ„ski nie ma gabinetu na parterze, że wyciÄ…gniÄ™ty jest zbyt gruby, za chudy, nie pasuje wzrostem. Przerażeni pracownicy zaczÄ™li masowo wychodzić przez drzwi urzÄ™du, aczkolwiek ochrona wypuszczaÅ‚a ich „na wÅ‚asnÄ… odpowiedzialność”, klepiÄ…c ich po ramieniu, rzucajÄ…c smutne spojrzenia i życzÄ…c powodzenia. TÅ‚um rewidowaÅ‚ wychodzÄ…cych, przyglÄ…daÅ‚ siÄ™ ich twarzom, popychaÅ‚ ich. UrzÄ™dnicy nawet nie usiÅ‚owali siÄ™ bronić przed anonimowymi nogami i pięściami, trafiajÄ…cymi ich niewiadomo skÄ…d, parli tylko do przodu bladzi, byle by siÄ™ wydostać. Niektórzy próbowali przy tym skandować „tak, tak, powiesić tego gada”, lecz nie wychodziÅ‚o im to zbyt przekonywajÄ…co. Ochrona skutecznie pilnowaÅ‚a ruchu przy drzwiach, pozwalajÄ…c na wyjÅ›cie urzÄ™dników, ale nie na wtargniÄ™cie wÅ›ciekÅ‚ego tÅ‚umu. GdzieÅ› w oddali, niesiony w lektyce Mandragor Pupka przyglÄ…daÅ‚ siÄ™ z radoÅ›ciÄ… sytuacji i zajadajÄ…c różowe winogrona komentowaÅ‚, bÄ…dź wydawaÅ‚ polecenia wychudzonemu mężczyźnie, który zrównany byÅ‚ gÅ‚owÄ… z Mandragorem jako że niesiony byÅ‚ na barana i nieustannie przytakiwaÅ‚, co jakiÅ› czas proszÄ…c o powtórzenie, tÅ‚umaczÄ…c siÄ™ zapewne tym, że w takim wrzasku niczego nie sÅ‚yszy. Na telebimach Wandei Ludu coÅ› bÅ‚ysnęło, pojawiÅ‚y siÄ™ nieregularne prążki, zaÅ› ostatecznie biaÅ‚y ekran z niekoÅ„czÄ…cÄ… siÄ™ listÄ… komunikatów o błędach. „Entity: line 28: parser error : Comment not terminated”, „Entity: line 28: parser error : Premature end of data in tag style line 5„ czy „Warning: simplexml_load_string() has been moved from the main computer to unknown destination” przewijaÅ‚y siÄ™ w kolejnych liniach. Wreszcie uakzaÅ‚o siÄ™ logo Wandei Ludu a po nim twarz prezydenta Lepkiego.
Towarzysze! - przemówiÅ‚ towarzysz prezydent z telebimów Wandei Ludu – rektor LUW spiskuje przeciwko wÅ‚adzy i przeciwko Wandzie, wyrzeka siÄ™ homoseksualizmu, Sarmacji i stożków cukru w herbacie ze strzÄ™pków majtek Euzebiszua Franelli! Klnie na nas, przeklina, pyskuje i siÄ™ wulgaryzuje! Jego wstrÄ™tna morda tkwiÄ…ca w naszym kraju obraża nas! Jeżeli czegoÅ› z nim nie zrobimy, to w ogóle przestaniemy robić cokolwiek!
W oddali pojawia się maszerujący tłum w białych kitlach, z twarzami zasłoniętymi chustami, kapturami i kominiarkami, trzymający w rękach pochodnie i karabiny. Z innej strony maszeruje pluton SAL, rytmicznie, synchronicznie, wybijając swoimi stopami donośny rytm, do którego przygrywa na fujarce jakiś mały Gnom człapiący tuż za nimi. Co będzie dalej? Co będzie dalej?