Instytut Zjawisk Paranormalnych
Konserwatorium Muzycznego w Wałbrzychu

mgr Helmut Steffen Adolf Herman Apoteozy und Protuberazy von Schwänzer-Wanderkiller

Empiryczna enigmatyka beleabsolutu, czyli zaczynek do teoretycznych rozważań nad bele-czym


Człowiek w swej naturze dąży do doskonałości zarówno w ujęciu jednostkowym, jak i społecznym. Naturalnie doskonałość jako pojęcie względne różnie jest postrzegana i różne są drogi jej osiągnięcia. A ponieważ jest to trudne niczym zrozumienie Trizondalczyka, wielu z drogi tej rezygnuje i pogrąża się w niebycie intelektualnym, manualnym i oralnym.



W ujęciu społecznym złożoność tej kwestii wynika z mnogości dróg, jakie obierają sobie społeczni liderzy na drodze do utopii. Brak jasno wytyczonego celu i równie jasno zdefiniowanej drogi do osiągnięcia tegoż są zmorą ustrojów opierających się postępowym ideom gnomokracji wzorowanej na doktrynie marksizmu-leninizmu w duchu demokracji ludowej. Skutkiem tegoż braku jest ogólna dezinformacja i dezintegracja społeczeństwa, które stają się podwaliną do zatrzymania rozwoju społecznego.



Wszystkie te miazmaty mogą w ogólnym rozrachunku doprowadzić do zaistnienia dwóch niejako wynikających z siebie zjawisk. Pierwsze to zboczenie z jedynej słusznej drogi nieomylnie obranej przez dyktat robotniczo-chłopski, prowadzącej do utopii przejawiającej się poprzez demokrację ludową, w stronę obrzydliwego karła sił reakcyjnych, a więc antyutopii.



Jednakowoż zauważmy, iż zboczyć można zawsze i wszędzie. Także z drogi ku antyutopii. Jeśli to się dokona, powstanie coś, co przykładnemu przedstawicielowi inteligencji pracującej przez gardziel się nie przeciśnie. Bowiem zatrutym owocem zboczenia z drogi ku antyutopii, a więc podwójnego zboczenia z drogi ku utopii jest powstanie bele-czego.



Szkodliwość społeczną bele-czego wyśmienicie obrazuje fakt, iż antyutopia jest idealnym przeciwieństwem idealnego porządku panującego w utopii, tak że nadal mamy tu do czynienia ze swoistym idealnym nieporządkiem, a więc porządkiem odwróconym, idealnym jego przeciwieństwem, który by być idealnym, jakiś porządek zachować musi. Bele-co natomiast charakteryzuje się dzikim, nieokiełznanym, burżuazyjno-kapitalistycznym, niesympatycznym, przeżartym reakcją chaosem. Praktycznym, namacalnym a jakże dziś znanym szerokim masom ludowym przykładem tego mrożącego mocz w pęcherzu zjawiska są yoyonacje.



Poznaliśmy więc społeczny aspekt bele-czego. Jak nietrudno się domyślić, także w ujęciu indywidualnym możemy nieszczęśliwe zboczyć z raz obranej drogi ku szeroko pojętej doskonałości jednostki. Jeśli rozpatrujemy kwestię bele-czego w wymiarze indywidualnym, należy zwrócić uwagę na dwa sposoby klasyfikowania bele-czego: naukowy i ludowy.



W wymiarze naukowym bele-co funkcjonuje jako swoista idea stojąca na przeszkodzie osiągnięciu idealnej harmonii w mikroświecie. Rozróżnia się więc bele-co w sferze idei i bele-co w sferze empirycznej, z którym spotykamy się – niestety – na co dzień. W ujęciu naukowym mamy do czynienia z całościowym ujęciem problemu, dochodzeniem jego przyczyn.



Dekady badań i obserwacji pozwoliły wysnuć konkluzję, iż zasadniczą, jeśli nie jedyną, przyczyną istnienia bele-czego jest niedoskonałość i ułomność jednostki, które mogą być rekompensowane wyłącznie przez zbawienny wpływ społeczeństwa zgodnie dążącego do utopijnej gnomokracji.



Opracowano także definicję bele-czego w wymiarze jednostkowym i empirycznie namacalnym, która głosi, iż bele-co to fragmentaryczne odzwierciedlenie spatologizowanej antyutopii.



W drodze laboratoryjnej i podepresyjnej doszedłem także do zaskakującego wniosku, iż niekiedy bele-co przyjmuje kształt skarłowaciałego erzacu, co dla tego ostatniego jest krzywdzącym uogólnieniem.



W wymiarze ludowym bele-co istnieje niemal wyłącznie w kategoriach następstw, jakie wywołuje. Jest to zazwyczaj owoc wiejskich bajań przekazywanych drogą płciową, wynik niestosowania antykoncepcji czy braku stosownego wykształcenia w wiadomych sprawach. W tym ujęciu istnieją setki, jeśli nie tysiące pseudonaukowych teorii określających wygląd bele-czego. Do najpopularniejszych należą te o scholandzkim jabłeczniku, trizondalskim dofinansowaniu, wandejskiej wolności słowa czy sarmackim systemie gospodarczym. Jakoże ludowy wymiar jest raczej domeną etnografów i gnomologów, zajmuję się tu ujęciem stricte naukowym.



Jak już wcześniej wspomniałem, condicio sine qua mon powstania bele-czego jest ludzki błąd. On właśnie, ludzka głupota i nierozgarnięcie są jedynymi dotychczas poznanymi antecedentami bele-czego.



Powszechność żenadyzmu ludzkiego objawiającego się często poprzez postępującą kinderneostradyzację społeczeństwa determinuje istnienie wielu bele-co. Ludzkość jednak dąży poprzez działania środowisk naukowych i ludowych do odnalezienia beleabsolutu. Bele-czego doskonałego w swej belejakości, krystalicznie czystego i nieskalanego odrobiną choćby rozumu.



Czy istnieje jednak absolutny, niezmienny i trwały beleabsolut? Patrząc przez pryzmat porażających postępów, jakie dokonała na przestrzeni wieków ludzka głupota, konkluzja nasuwa się sama – nie. Belejakość jest syntezą ludzkich możliwości i głupoty, których zakres zmienia się z każdą chwilą. Widzimy więc, jak beznadziejnym jest poszukiwanie beleabsolutu, skoro człowiek wymyśla ciągle nowe jego przykłady, ale jak mówią słowa starej wandejskiej pieśni, nie chodzi o to, aby skurwiela złapać, ale by gonić go…


Pracownie Instytutu: Filia Instytutu w Gnominie