Instytut Zjawisk Paranormalnych
Konserwatorium Muzycznego w Wałbrzychu

prof. zwycz. Leszek Jan Stanisław Eustachy Andrzej Bonawentura von Romocki Furst zu Birobidżan Proletariacki und Wałbrzych

Demonologia Gnomii Wysokiej


W mrocznych czasach okupacji scholandzkiej, w czasach Prohibicji (1894-1933) życie w Gnomii było ciężkie i pełne niespodziewanych niebezpieczeństw. Kultura oporu, kultura bimbru, kultura konspiracji i partyzantki, kultura długich nocnych rozmów rodaków wytworzyła bogatą demonologię.

Do dzisiaj w okolicach Piko Żen ludzie pamiętają o Świniochadzaczu, o Sieciakowie, O Siostrach Arogoniówkach… Niniejsza praca powstała na postawie przekazów ustnych oraz przełomowej pracy doktoranckiej Franciszka Modrzewia (obecnie profesora) "Wierzenia górali Gór Baridajskich po obu stronach granicy baridajsko – scholandzkiej" z 1938 r.

Ilustracje zostały zaczerpnięte z archiwów domowych. Autor nieznany.



Bube-jopek, demon karciany. Nazwa wywodzi się ze scholandzkich i dreamlandzkich oznaczeń na kartach do gry (Gnomy pasjonowały się szczególnie grą w Okalecz Pana Cebulę). Najmniejszy z demonów, żywił się wyłącznie musztardą. Uwielbiał kryć się we włosach gracza i nakłaniać do stawiania dużych sum na małe karty.



Wróżek Moszniak, dobry demon walki. Zawsze nienagannie ubrany, zawsze z kopią pism Przemysława Przybyła ze sobą. Podobno nosił kule tak, żeby zawsze trafiały monarchofaszystów w klejnoty rodzinne. Do dzisiaj wystawia się mu przed bitwą spodek z bimbrem ziemniacznym i Sucharem Bieszczadzkim (specjał z kminkiem z Austro-Węgier powszechnie stosowany w GAR).



Państwo Agreściakowie. Niegroźni, ale uwielbiali podglądać kochające się pary. To od nich wywodzi się obyczaj energicznego rzucania zdejmowanymi w takich sytuacjach butami. Ciepłolubni, przez co gospodynie domowe często sprawdzały kominki w pokojach nastoletnich dziewczyn, czy aby się tam nie kryją. Pochłaniają ogromne ilości orzechów laskowych.



Frau Kschlose. Ronosi trądzik. Nie cierpi zapachu lukecji, przez co mieszkańcy Piko Żen chętnie spożywają wyrabiane z lukrecji słodycze.



Frau Podol, nieodłączna towarzyszka Frau Kschlose. Roznosi jąkanie się i utratę mowy w obecności potencjalnych partnerów. Panicznie boi się bród.



Świniochadzacz. Ciągle wędruje w poszukiwaniu jedzenia – a pija wyłącznie najlepszy jaczy kumys z dodatkiem odrobiny konfitury z żurawin. Najpierw barwi ogony świńskie na różowo, a jeżeli nie wystawi mu się przy chlewie odpowiedniego poczęstunku, odbiera mleko maciorom i gwałci analnie wieprze.



Siostry Arogoniówki. Na pytanie „Co one robiły z monarchofaszystowskimi rannymi?” najstarsze Gnomy odmawiają odpowiedzi. Podobno zawsze mają przy sobie kapkę kwasu siarkowego. Po bitwie należy im wystawić sok aroniowy na spodeczku, by nie zostawiały śladów.

Żadnych śladów.



Sieciaków. Żywi się pajęczymi sieciami, niwecząc tę naturalną ochronę przed muchami. Kto zobaczy sieciakowa, dostanie przedwczesnej erekcji/bezorgazmia w następnym stosunku.

To tylko najpowszechniejsze demony, których portrety znalazłem w zbiorach. Każde osiedle ma jeszcze swoje lokalne demony, które są tematem na całkiem odrębną pracę.


Pracownie Instytutu: Filia Instytutu w Gnominie