SAMOKRYTYKA - to najpewniejszy, najtrwalej działający, jedyny środek zabezpieczenia się przed chorobą, którą towarzysz Stalin nazwał zawrotem głowy od sukcesów.
SIERGIEJ KIROV
Towarzysze, losy naszego dalszego budownictwa będą w dużym stopniu zależały także od tego, jak chętnie i skrupulatnie będziemy realizowali jedno z największych haseł naszej partii - hasło samokrytyki. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad tym, lecz zagadnienie to przyszło mi do głowy w związku z wczorajszym wystąpieniem towarzysza Woroszyłowa. Słyszałem, jak pewni towarzysze mówili, że Woroszyłow chyba zbytnio zagalopował się w krytyce niedociągnięć transportu kolejowego. Tak mówili pewni towarzysze, zjazd jednak, jak wiecie, ustosunkował się do wystąpienia towarzysza Woroszyłowa zupełnie inaczej. (Burzliwe oklaski pod adresem towarzysza Woroszyłowa).
Obawy niektórych towarzyszy, czy aby nie za wiele jest samokrytyki - to zjawisko bardzo szkodliwe. Bo przecież jeżeli jest źle, jeżeli tak być nie powinno, to gdzież o tym mówić, jeżeli nie w środowisku naszej partii? Jeżeli dziś jestem niczego sobie, wszystkim się podobam, jutro zaś odmienię się tak, że nie będę się mógł pochwalić swym wyglądem - to do kogóż pójdę, żeby mnie wyleczył, jeśli nie do partii? (Oklaski). Tylko w ten sposób można mobilizować partię. Jeśli chodzi o samokrytykę, to ja, grzeszny człowiek, myślę niekiedy, że nie będzie nic strasznego, jeżeli wypadnie nieco mocniej, niżby należało; niebezpiecznie będzie, jeżeli wypadnie słabiej, niżby należało, bo samokrytyka „genewska”, którą się tam zajmują, kręcąc i tak, i siak, i która nie daje możności pojąć, czy jest dobrze, czy źle - taka samokrytyka nam nie przystoi, takiej samokrytyki nam nie potrzeba.
Z wystąpienia "O szkoleniu partyjnym i samokrytyce", wygłoszonego na XVII Zjeździe WKP(b) 31 stycznia 1934 r.