[poem]
__Dzień Wandejczyka (telenowela science fiction z wątkiem romantycznym) odc. 1 (i ostatni) :]__

Towarzysz Kazimierz Łowicz jak co dzień zamiatał klatkę schodową bloku 418 na osiedlu Karnickim w Genosse. Dzisiaj jednak coś podpowiadało mu ,że to nie będzie zwykły dzień. Może był to jego brat bliźniak , wrzeszczący do ucha nieszczęśnika , że najwyższy czas odmienić swoje życie. 
Kazio był z natury osobą, która nigdzie się nie spieszy , także myślenie zajmowało mu sporo czasu. Dodajmy tylko że po trzech kwadransach oczekiwania na jakąkolwiek reakcję brata towarzysz Henryk zrezygnował z nawracania Kazia. Dlatego ten po upłynięciu kolejnego kwadransa wrócił do zamiatania klatki schodowej. 
Budynek ma dwadzieścia pięter wysokości, więc praca nie była wcale łatwa. Około godziny dwunastej Kazio zrobił sobie przerwę obiadową . Na obiad miał to co zwykle pakowała mu jego teściowa czyli kanapki z wczorajszego chleba "nadziewane" bakaliami (usuniętymi przedtem z lodów firmy Coral). Kazio jednak nie grymasił było on chłop twardy. 
Gdy siedział sobie na schodach w okolicach jedenastego piętra przez okno dojrzał lśniące limuzyny dygnitarzy państwowych , jadących do swoich luksusowych willi na obrzeżach miasta, żal mu było tych urzędasów. No bo jakże to mało ruchu, jedzą kawior , kiełbasy z sarmackich dzików i scholandzkich jeleni, a ich całe życie upływa pod znakiem wyrzucania sekretarek. Smutno mają CI Panowie, pomyślał ze szczerym współczuciem. W chwilę później przez drzwi windy wlecieli do budynku kosmici. 
Towarzysz Kazimierz jako zawodowy treser chomików w Ugandzie oraz trzepacz worków po cemencie w jordańskich zakładach bielenia mleka w proszku znał takie przypadki i wiedział co należy robić. To też po bohatersku uciekł z miejsca zdarzenia.
Po przebiegnięciu trzystu metrów i dwudziestu dziewięciu centymetrów - zapytacie skąd wiem że akurat tyle? - otóż Kazio miał manierę , że gdy uciekał rysował ołówkiem kreskę na chodniku i wkład kończył się po wspomnianej odległości tak podaje instrukcja obsługi owego ołówka- wracając do naszej opowieści, Kazio usiadł i zaczął medytować. Odkrył że posiada moc plucia brzuchem, niespotykana cecha. Łatwo się domyślić, że z pomocą takiej mocy pokonał gładko najeźdźców z kosmosu ratując całe GWS , które wystawiło dzielnemu konserwatorowi powierzchni płaskich pomnik . 
A Kazio? Kazio wrócił do swojej żony i ..... teściowej :[ jadł to co zwykle spał tam gdzie zawsze ( z psem na kanapie w przedpokoju), ale czuł że w jego życiu zaszła jakaś zmiana, może swoim zwyczajem dojdzie do tego za kilka miesięcy czy nawet lat. I żył długo i szczęśliwie. KONIEC
[/poem]