>*Poniżej publikujemy zebrane wspomnienia i opinie na temat Mandragoratu Wandystanu. Zwróciliśmy się o nie do wielu osób - obecnych Wandejczyków i mieszkańców innych państw oraz do zasłużonych mikronautów - niekiedy wirtualnie martwych, albo przynajmniej na emeryturze. Zdecydowani byliśmy szukać we wszystkich rejonach, do których mieliśmy szansę dotrzeć, niezależnie od dawnej czy obecnej sympatii czy wrogości wobec Mandragoratu.*

<hr>

Wandystan to bez wątpienia jedno z najciekawszych wirtualnych państw, z jakim miałem okazję się zetknąć. Co ważniejsze, Wandejczycy rozwijali swój kraj z jajem, trollowali Mikroświat before it was cool, niejednokrotnie dowozili bekę taczkami, a u wielu wywoływali pyszny ból dupy. Swoją drogą, to ostatnie znam nawet z autopsji - wtedy jeszcze stawiałem swoje pierwsze kroki w mikronacjach jako 13-letni kuc. Wandystanie, nie zmieniaj się. Wypierdalać

> **Paulos Petrosigos, 23-letni kuc.**

<hr>

Gdyby Sarmacja była kobietą, jej najbardziej intrygującym kochankiem okazałby się Wandystan. Ten związek nie miał szans. Stateczna, nad wiek dojrzała i na tę dojrzałość niekiedy się siląca Sarmacja spotkała intrygujący, pociągający, ale i nieco nadpobudliwy, może wręcz nieokrzesany Wandystan.

Były zalety. Wandystan zasmakował salonów i wielkiego świata. Sarmacja dała się porwać wyobraźni kochanka. Kilka szalonych imprez okazało się jednak zbyt szalonych, zwłaszcza Sarmacja miała pretensje o siniaki i reputację po kolejnych wyczynach. Problem był jednak głębszy. Sarmacja była na poważnie. Wandystan nie udawał, że nie jest zabawą. Przekonanie o misji i chęć nieokiełznanej rozrywki na własnych zasadach nie mogły iść w parze.

Sam byłem zawsze wandofilem, czasem otwarcie, idąc z bronią w góry Gnomii, czasem w duchu, kiedy sarmacki patriotyzm, a raczej może osobliwie pojmowana racja stanu, nie pozwalały głośno mówić o pięknie Wandystanu. Wandystan, mikronacja bez limitów tworzona przez ludzi diablo inteligentnych, pełnych energii, pasji, wręcz erudycji, zawsze mi imponował. Tak jak Sarmacja w jej najlepszych latach. Ale Wandystan miał to coś. Coś więcej.

Patrzę na Wandystan bez urazy, której osobiście doświadczyło wielu Sarmatów i która przysłania w pełni obiektywny obraz tej mikronacji. Czasem sam zastanawiam się, dlaczego mnie tam nie było.

Romans był burzliwy, przerywany etapami separacji, trwał zresztą dłużej, niż by się można spodziewać, tyle razy pożądanie beznadziejnie pchało ku sobie kochanków. A jeśli pożądanie wciąż  gdzieś tam się tli? A jeśli romans się nie skończył i to tylko separacja?

> **Henryk "Ale im powiedziałeś, Gerard" Leszczyński, Pierwsze Pióro Księstwa Sarmacji**

<hr>

Ja osobiście nigdy nie miałem okazji działać w Wandystanie, cóż, może jeszcze kiedyś ;) Jednak do kraju tego żywię jak najlepsze uczucia. W czasie działalności w Sarmacji (mojej i Wandejczyków) zawsze imponowała mi ich niezależność myślenia i brak podatności na wpływy „elyt”. Rzeczywiście, zawsze byli w awangardzie. 

Pozytywne wspomnienia dotyczące Wandystanu mam również w związku z tym, co było później, gdy Wandystan odzyskał niepodległość, a ja zająłem się budową państwowości bialeńskiej. Mandragorat nie odnosił się do nas z pogardą (pomimo oczywistej wyższości cywilizacyjnej i rewolucyjnej), a jeden z Wandejczyków – inżynier Zwell, osobiście zaangażował się w pomoc naszemu rozwijającemu się państwu. 

Życzę Wandystanowi, aby przez kolejne 11 lat nic się nie zmienił, może za wyjątkiem aktywności ;)

> **Andrzej Swarzewski, Ojciec Narodu Bialeńskiego**

<hr>

*Chcesz zobaczyć jak Wandystan opisywano i wspominano w 2009 roku? Przeczytaj [[::Wspomnienia/2009|tutaj]]!*
