### SKS Srebrny Róg - Rotor Precelkhanda 3:0

O godzinie 18:00 Silver stadium w Srebrnym Rogu był już wypełniony do 
ostatniego miejsca. Co ciekawe, więcej kibiców przywdziało czerwono-żółte 
barwy wandzkiego Rotora, czyżby Teutończycy spodziewali się gładkiego 
zwycięstwa? Być może, zważywszy na fakt, że zawodnicy z Precelkhandy 
sprawiali wrażenie zagubionych i onieśmielonych grą na prawdziwym stadionie. 
Dopiero gdy na murawę wjechała ich maskotka (czyli czerwony traktor z żółtą 
gwiazdą na pokrywie silnikowej) zyskali odwagę by wyjść z tunelu i wymienić 
proporczyki.
Początek był fatalny dla gości - już w pierwszej minucie Panfil potknął się 
o rozwiązane szunrowadła Warowskiego i poleciał jak długi w słupek bramki 
przeciwnika, mijając się z piłką jakieś 4 centymetry. W rezultacie randki z 
słupkiem musiał jednak opuścić boisko, zmienił go Simina. Od tej sytuacji 
inicjatywę zaczęli uzyskiwać Srebrnorożanie której efektem był piękny strzał 
Moczygęby, pewnie jednak wychwycony przez Bejanaru. W 16 minucie po 
wyrzucie bramkarza przypadkowo piłka odbiła się od łopatki Alexeia i trafiła 
pod nogi Wientka Smoczyńskiego, który bez namysłu uderzył z narożnika pola 
karnego. Piłka odbija sie jeszcze od trzech zawodników, i dopiero czwarty 
Lachman wpada z nią do siatki. 1:0 dla SKS.
Bramka dodała skrzydeł SKS-owi, w 24 minucie dobrym uderzeniem z 
czternastego metra prosto w róg bramki Kucharski podwyższa na 2:0, dobrze 
się spisał w tej akcji Pierdas, który precyzyjnie dograł piłkę napastnikowi 
gospodarzy.
Piłkarze Rotoru byli kompletnie nieprzygotowani na taki obrót sprawy i 
dalej próbowali bronić się przed atakami SKS-u. W 38 minucie solową akcją 
skrzydłem popisał się Męczywór i dokładnie obsłużył Smoczyńskiego, który 
strzałem z woleja nie dał szans Bejanaru. Do końca pierwszej części meczu 
obraz gry nie uległ zmianie.
Druga połowa toczyła się w tempie podobnym do pojawiania się nowych 
artykułów Bramy Sarmackiej, a widowiskowością przypominała płodozmian na 
polach scholandzkich. SKS bronił się a próby zmiany wyniku spotkania przez 
Rotor budziły uśmiechy politowania.
Świetny początek sezonu dla SKS Srebrny Róg, słaby dla Rotora 
Precelkhanda - czy to przypadek czy zapowiedź tego co nas czeka w dalszej 
części sezonu pokażą następne mecze ;)

### FC Zielnybór - SKP Lwy Krez 2:0

Najnudniejszy mecz kolejki. Po spotkaniu pomiędzy dwoma rywalizującymi 
prowincjami spodziewaliśmy się twardej gry i emocji. Tymczasem jedyne 
emocje, które były nam dane to salwy śmiechu przy zagraniach jednych i 
drugich.
Ale po kolei. Spotkanie rozpoczęło się od niemrawych prób ataku pozycyjnego 
gości. Po chwili tego samego próbowali gospodarze. I znowu goście. I 
gospodarze. W końcu jeden z nich zdecydował się na rozpaczliwy strzał mniej 
więcej z połowy boiska. O dziwo, piłka zmierzała w światło bramki. Chujeba 
był jakby nieobecny. Z zamyślenia wyrwał go okrzyk Krasnala: "Moja", który, 
niczym Tsubasa, przemierzył w powietrzu 5 metrów i sparował piłkę głowa na 
róg. Korner wykonywał Bykowski, piłka wyraźnie mu zeszła i trafiła w głowę 
kompletnie zaskoczonego, odwróconego tyłem do bramki Żurawskiego. Odbita na 
którymś z licznych kantów, wpadła do siatki.
A później to już tylko bida, bida i rozczarowanie. Obie drużyny grały 
agresywnie w środku, co natychmiast zauważyli piłkarze. Ciężar rozgrywania 
akcji przerzucili na obrońców i bramkarza. W pewnym momencie myśleliśmy, że 
oglądamy nową odmianę gry w "dwa ognie".
Gdy się obudziliśmy, trwała już druga połowa, choć patrząc na boisko można 
było dojść do wniosku, że dopiero trwa trening. Obejrzeliśmy cała gamę 
podań, w większości do tyłu. Tę żenującą monotonię przerwał Gamoń, który 
bardzo precyzyjnie podał do Żurawskiego. Ten bez namysłu próbował urwać się 
obrońcom, wypuszczając sobie piłkę. Zrobił to jednak za mocno. Traf chciał, 
że Chujeba załatwiał akurat małą potrzebę przy lewym słupku bramki. 
Wypuszczona przez Żurawskiego piłka majestatycznie wtoczyła się do pustej 
bramki.
W zasadzie, o tym meczu można powiedzieć tylko tyle, że się odbył. Wynik - 
2:0 jest przypadkowy i absolutnie nie oddaje tego, co działo się na boisku. 
Kibice powinni zażądać zwrotu biletów. Zresztą, aby umilić sobie czas na 
trybunach organizowali rozmaite konkursy jak konkurs bekania czy "goń swego 
pawia". Po końcowym gwizdku usłyszeliśmy natomiast festiwal gwizdania 
długodystansowego. I słusznie.

### Rantiochskie Krasnoludy - KS Orzeł Czekany 4:2

Już sam dojazd na rantiochską łąkę pod wulkanem sprawił nam wiele problemów. 
Zawodnicy Orła również wyglądali na nieco speszonych faktem, że będą grali 
na spopielonej murawie, która może kiedyś była boiskiem. Gdy na murawę 
wyszli gospodarze, zawodnicy z Czekan parsknęli śmiechem. Oto jedenastka 
mierzących około metra krasnoludów wyszła z jamy oznaczonej jako szatnia 
gospodarzy i raźno ruszyła na środek boiska. Sędzia rozpoczął spotkanie.
Początek w żaden sposób nie zapowiadał tego co miało wydarzyć się wkrótce. 
Rantiochskie Krasnoludy dreptały wokół gości, którzy krótkimi podaniami 
starali się przedrzeć pod pole karne przeciwnika. Nagle, w środku boiska nie 
atakowany upada O'Connor, krasnoludy domagają się kartki za symulowanie. 
Sędzia nie przejmuje się tym i z uśmiechem karze żółtym kartonikiem 
najgłośniej protestującego Keijo Helkomaa. Ta sytuacja rozwścieczyła 
krasnoludy, momentalnie zaczęli spychać Orła na swoją połowę i niemal 
błyskawicznie objęli prowadzenie po samotnej, ośiemdziesięciometrowej szarży 
Jarko Syrjälä. Obrona gości stała zamurowana gdy ten odegrał piłkę do 
Tossavainena który rozpoczął kanonadę.
Krasnoludzcy kibice zaczęli skandować "Nieloty do gabloty!", ale to nie 
wyzwoliło sportowej złości u graczy Orła, którzy ciągle bali się podchodzić 
do krasnoludów. W 24 minucie kopia z pierwszej bramki - w pole karne 
wchodził Saxholm, bramkę zdobył Männikkö.
Na twarzy trenera Czekańskiego niedowierzanie ustąpiło wściekłości. Zaczął 
krzyczeć na swoich piłkarzy by grali bardziej zdecydowanie. I oto 
faktycznie, w pole karne wbiegał Puha i został ścięty wślizgiem przez 
Gregroka. Nie było wątpliwości - rzut karny. Pewnym egzekutorem był 
Männikkö; jego strzał był tak silny że niezbędna była krótka przerwa w grze 
by wymienić siatkę.
Na drugą połowę spotkania gracze Orła wyszli w bojowych nastrojach, było 
widać że pragną zmienić rezultat spotkania. I oto pierwsza akcja i 
poprzeczka ratuje krasnoludy. Moilanen daleko wykopał piłkę. Bardzo daleko, 
gdyż piąstkować musiał Sypniewski. Niestety, zrobił to tak nieszczęśliwie, 
że spadła pod nogi Tossavainena a ten wszedł z nią do siatki. 4:0 - 
krasnoludy satsyfakcjonował ten wynik toteż oddali inicjatywę jak i oddali 
się bez reszty swojemu ulubionemu zajęciu czyli 
"SfaulujCzłekaTakŻebySędziaNieWidział". Zemściło się to w 56 minucie, z 
rzutu wolnego zdobył bramkę Kupka - uderzył pewnie, na wysokości dwóch 
metrów, bramkarz był w stanie doskoczyć tylko dwadzieścia centymetrów niżej 
i piłka wpadła do siatki.
Graczy Orła stać było na jeszcze jedną bramkę, zdobył ją w niecodzienny 
sposób Kasprzak - przeskoczył nad bramkarzem Krasnoludów, co umożliwiło mu 
oddanie celnego strzału.
W Rantochii byliśmy świadkami świetnego spotkania, dużo bramek, dużo emocji 
i porażka faworyta - mam wrażenie że ,krasnoludy sprawią jeszcze niejedną 
niespodziankę w tym sezonie.
Robert Czekański, trener Orła jako przyczyny porażki wskazał stres oraz 
nierówną murawę. Konferencję zakończył stwierdzeniem "Życie uczy nas 
pokory". Tym razem życie zostalo wyręczone przez drużynę krasnoludów - kto 
następny? ;]

### FC Czarnolas - Pentagram Sola 3:0

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego, kibice obejrzeć 
mogli mały show. Piłkarze Pentagramu wyszli na boisko w długich, 
powłóczystych, czarnych szatach z zawieszonymi na piersi medalionami w 
kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Zebrali się w kręgu, wyciągnęli z rękawów 
zapalone świece i zaczęli tajemniczo szeptać. Nagle z głośników rozległ się 
znany przebój sarma-polo "Mam malinkę". Wtedy Solanie, poruszając się 
zmysłowo, zrzucili szaty, ukazując się w całej okazałości. Ich czarne 
spodenki podrygiwały rytmicznie, a kontrastowo czarne koszulki falowały 
namiętnie. Pentagram zebrał za to gorące owacje, szczególnie od grupy 
kibiców wandzkich.
Pierwsza połowa meczu była zaskakująco wyrównana. Dobrze w 
defensywie grał Pentagram, słabo w ataku Czarnolas. W 23 minucie do akcji 
wkroczył sędzia, który pożałował Schweinsteigera i pokazał mu tylko żółty 
kartonik. Naszym zdaniem za swój faul powinien dostać dwie czerwone i kopa w 
tyłek na do widzenia. Po tym zdarzeniu obie drużyny miały kilka całkiem 
niezłych sytuacji w środku pola, ale były one brutalnie przerywane różnymi 
wejściami, nierzadko od tyłu.
Początek drugich 45 minut był podobny do pierwszej połowy: 
ataki Czarnolasu i kontry Soli. W 54 minucie niejaki Donald, zwany Scottem, 
znów pokazał jakim jest miłującym bliźniego człowiekiem. Schweinsteiger 
prawie urwał nogę Barnessowi, ale sędzia wspaniałomyślnie mu to darował. Po 
interwencji liniowego podyktował jednak rzut karny, zamieniony na bramkę 
przez Reddingtona.
Stracona bramka podziałała na Pentagram jak wieść o przybyciu rycerstwa na 
powstańców szkockich. W skrócie: próbowali zrobić wszystko, by zejść z linii 
ataku. Udało im się to bardzo skutecznie, Najpierw Betz uchylił się przed 
strzałem Greavesa, a zaskoczony bramkarz nie miał szans na jakąkolwiek 
interwencję. Minutę później ten sam Greaves wykonywał rzut rożny. Piłka 
trafiła pod nogi Gallena. Ten spokojnie przyjął ją na piątym metrze, a 
Solanie rozbiegli się we wszystkich kierunkach. Gallen, zdziwiony nieco, 
przerzucił piłkę nad osamotnionym Schweinsteigerem.
Pentagram zdołał się jednak pozbierać i do końca meczu na bramkę Czarnolasu 
sunął atak za atakiem. Inna sprawa, że były one przeprowadzone nieporadnie, 
z polotem scholandzkiej doktryny wojennej i z takąż skutecznością.
Nasz ulubiony Donald dał znać o sobie jeszcze dwa razy. Najpierw zupełnie z 
kapelusza pokazał żółtą kartkę Fordowi, a pod koniec meczu pomylił zółty z 
czerwonym, karając Boehnke'a.

### RTS Dynamo Czekany - Kotwica Srebrny Róg 4:0

Dynamo Czekany podejmowało u siebie graczy Kotwicy Srebrny Róg. Przed 
spotkaniem doszło do incydentu, zamiast flagi Teutonii wniesiono flagę 
Scholandii [władze SLP kategorycznei wykluczyły możliwość powtórzenia meczu 
z tego powodu] co wzbudziło protesty Teutończyków.
Mecz nie był porywającym widowiskiem, goście mieli widać bardzo ciężki 
sezon przygotowawczy gdyż ledwie powłóczyli nogami, a ich dwa jedyne strzały 
oddane w pierwszych minutach meczu nazywamy strzałami jedynie z 
kronikarskiego obowiązku. Pierwszą bramkę zdobył już w piątej minucie Florry 
Dermot wykorzystując niezdecydowanie obrońcy Kotwicy.
Kotwiczanie nie byli w stanie wyjść z akcją na połowę rywali, świetnie 
funkcjonował odbiór w ekipie Dynama. W 13 minucie po zderzeniu czołowym z 
sędzią liniowym z boiska zniesiono Dziedzickiego. W jego miejsce na boisku 
zjawił się Cieć, niezbyt lubiany w drużynie ze Srebrnego Rogu. Nikt nie 
zauważył braku sędziego liniowego, co skwapliwie wykorzystali gracze Dynama, 
zdobywając drugiego gola z dwudziestometrowego spalonego. Szczęśliwcem był 
Hegarty.
Trzecia bramka również padła w kuriozalnych okolicznościach, Dermot 
wymieniał piłkę z Connaughtonem po czym huknął z czterdziestego metra. Nie 
wiedzieć czemu bramkarz Kotwicy rzucił się w przeciwny róg - Dermot 
odtańczył taniec zwycięstwa.
Po przerwie inicjatywę dalej posiadali gospodarze, jednak nie kwapili się z 
dalszymi atakami. W 64 minucie rzut z autu na wysokości pola karnego gości: 
piłkę wyrzuca Burke, nieporadnie interweniują obrońcy i głową kieruje piłkę 
do siatki Lynch.
Kilka minut później była okazja na honorową bramkę dla gości, samobója 
bliski był bramkarz RTS-u.
W 86 minucie w polu karnym Kotwicy zamieszanie - sędzia konsultuje się z 
arbitrem liniowym i dyktuje rzut karny dla Dynama za wulgarne odnoszenie się 
do przeciwnika. To wydarzenie bez precedensu w Sarmackiej piłce, sędzia 
Grüber słynący z drobiazgowości, jednak nieco przesadził. Sprawiedliwości 
stało się zadość, fatalnie spudłował Lynch, piłka trafiła w aut.
Po mało ciekawym, jednostronnym spotkaniu poznaliśmy pierwszego 
samodzielnego lidera SLP. Jednak musimy przyznać że przeciwnik nie 
stanowiłby wyzwania nawet dla Słoneczka Playa. Na wymagających rywali Dynamo 
musi jeszcze trochę poczekać.

### Sieroty z Morvenau - SS Zielnybór 0:2

Napisaliśmy, że mecz FC Zielnybór - SKP Lwy Krez był najnudniejszy w tej 
kolejce. Żartowaliśmy. Niestety.
Szczerze mówiąc, gdy patrzymy na to z pewnej perspektywy, Zielnybór rozegrał 
z Krezem całkiem niezłe spotkanie. Przynajmniej w porównaniu z tym...
Nie za bardzo chce nam się pisać o tym, co się działo na boisku. Bynajmniej 
nie dlatego, że jesteśmy leniwi. Jesteśmy, ale nie do tego stopnia. Ba! 
Ponieważ to pierwsza kolejka, chcemy nasza pracę wykonać jak najstaranniej. 
Chcemy dostarczyć Wam jak najrzetelniejszej relacji z każdego spotkania. 
Dlatego też z lupą szukaliśmy czegoś, co można by napisać o pierwszej 
połowie tego meczu. I wiecie co? Znaleźliśmy! Oto kluczowe informacje dla 
przebiegu spotkania do 45 minuty włącznie: zawodnicy przebiegli w sumie 2000 
m, najdłuższe podanie miało 9,21m a wykonał je Maiyegun do Olise, piłka była 
najdalej 35 m od bramki drużyny posiadającej piłkę. Sędzia pokazał jedną 
żółtą kartkę, w 39. min za grę na czas.
Po przerwie gra nieco się ożywiła, co przejawiało się w tym, że niektóre 
podania miały nawet 20 m, a zawodnicy poruszali się nieco szybciej. Pojawiły 
się nawet pierwsze strzały. Najlepszą okazję dla Sierot zmarnował w 63. min 
Solo, strzelając z dwóch metrów trzydzieści metrów nad pustą bramką.
SS Zielnybór rozkręcał się jednak z minuty na minutę. W końcu, w 72. min 
Oraha podał prostopadle między nieporadnie ustawiające spalonego Sieroty, a 
Shamuel z łatwością wykorzystał okazję. Po tym zrywie gra znowu siadła, 
Morvenau nie miało pomysłu na grę, SS - chęci.
W 93. min w tempie iście spacerowym Zielnybór przeprowadził coś, co z 
założenia miało być szybką kontrą. Nieniepokojony Hormis dośrodkował sprzed 
linii końcowej do osamotnionego Shamuela. Tymczasem fatalnie spisująca się 
obrona Sierot kryła w tym czasie obrońców Zielnyboru. Shamuel bez problemu 
wygrał więc pojedynek główkowy z... Maiyegunem i zdobył drugą bramkę dla SS.

### KKS Zamek Grodzisk - KS Wandea 0:3

Musimy państwa przeprosić. I tym razem kłamaliśmy. Mecz Sierot z SS 
Zielnybor wcale nie był najnudniejszym spotkanie tej kolejki - był całkiem 
niezłym meczem w porównaniu do spotkania Zamku Grodzisk z Wandeą.
Zaczęło się nieźle, gracze Zamku wyszli na boisko we frakach, odśpiewali 
pięknie hymn Sarmacji i przywitali brawami gości. Aż miło było patrzeć. Jak 
się okazało, później już patrzeć się nie dało. Do dwudziestej minuty sędzia 
ukarał za grę na czas tylko dwóch piłkarzy. Tylko, gdyż gra była porywająca 
niczym hodowla kapusty w Leblandii, a szybkością dorównywała poćwiartowanemu 
Kukułowi Inkaskiemu. W 30 minucie po wymianie dwunastu podań między 
obrońcami Shvetsov wykopał piłkę na oślep. Odbiła się ona od od słupka i 
trafiła Maksima Krivolova w głowę. Jako że Bukowski wtedy z Krivolovem 
rozmawiał, nie zauważył jak piłka zatrzepotała w siatce. To był pierwszy 
"strzał" w tym spotkaniu. Do przerwy wymieniono jeszcze trzysta 
siedemdziesiąt podań między obrońcami.
Po przerwie wcale nie było lepiej, gracze Wandei z powodzeniem zagadywali 
piłkarzy Zamku i zdobywali kolejne gole. drugą bramkę tuż po przerwie zdobył 
ponownie Krivolov. Nie atakowany spokojnie poszedł z piłką do przodu i 
strzelił obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza.
Kilka minut później Wandejczykom udala się rzecz niebywała, zagadując 
graczy stojących w murze zdołali ich wywabić nieco za bardzo w prawo. 
Zelepukin uderzył silnie w niekrytą murem bramkę, piłka odbiła się od 
Klosego i było 3:0.
Sędzia pokazał jeszcze dwie żółte kartki. Bijemy pokłon przed miłosierdziem 
arbitra. My tak nie potrafimy.
Gracze Zamku Grodzisk powinni dostac nagrodę fair play - przez całe 
spotkanie nie oddali żadnego strzału na bramkę rywali. A tak ładnie 
śpiewali...

### Graybox Srebrny Róg - KS Renifery Sola 3:2

Na stadionie w Srebrnym Rogu spotkały się dwie godne siebie drużyny. W 
spotkaniu było wszystko: krew, pot, emocje i bramki. Ale co z tego...?
Goście wyszli na mecz zdeterminowani i dobrze zmotywowani. Mocno naciskali 
gospodarzy, a ci gubili się pod pressingiem. Dupa już 11. Minucie zarobił 
żółtą kartkę za ostre, ale niezłośliwe wejście między nogi Krasnala. 5 minut 
później nie popisali się grayboksowi obrońcy, których Skarbek minął z gracją 
kukuła inkaskiego. Kończący akcję strzał, Kucharski sparował na róg. Ten był 
wykonywany przez Malinowskiego, piłka przeszła przez całe pole karne, 
trafiła do zamykającego akcję Bronisza, a ten wpakował potężną bombę tuż pod 
poprzeczkę.
Po tej bramce Sola cofnęła się w oczekiwaniu na kontrę. Na kontrę czekał 
także Graybox. Jak się okazało, była to metoda "na kamikadze", ponieważ 
obrona stanowiła najsłabszą formację obu drużyn. Za to atak Soli był 
śmiertelnie niebezpieczny, Skarbek z Broniszem raz po raz przechwytywali 
podania piłkarzy Srebrnego Rogu i dwójkowymi akcjami nękali bramkarza 
Grayboksu.
Widząc nieporadność Srebrnego Rogu, Sola znów śmielej zaatakowała a duet 
Skarbek-Bronisz, wyręczył Solibieda, który dograł piłkę dokładnie na Dupę, a 
ten głową skierował piłkę do siatki.
Na drugą połowę drużyny wyszły z czytelnymi intencjami. Graybox chciał za 
wszelką cenę zachować twarz, Sola - utrzymać wynik. Zawodnicy Srebrnego Rogu 
dość szybko opanowali środek pola, a dziurawa jak dreamlandzki ser obrona 
Soli popełniała błąd za błędem. W 56. minucie ręką w polu karnym zagrał 
Chojeński, a Frisk bez wahania wskazał na 11 metr. Szczoczarz przestraszył 
się jednak bliskości bramki i fatalnie przestrzelił.
Graybox nie odpuszczał, a Renifery z minuty na minutę wyglądały coraz 
gorzej. W obronę własnej bramki zaangażowany był cały zespół. W 69. minucie 
stało się to, co się stać musiało. Skarbek sfaulował Szczoczarza 25 metrów 
od bramki. Do piłki podszedł Gołota, a ta po jego kopnięciu, jak sterowany 
samolocik, jak precyzyjny pocisk, jak rakieta ziemia-powietrze, znalazła 
drogę do bramki.
Utrata gola zmotywowała Renifery, które poukładały jako tako swoją grę w 
środku, a Skarbek-Bronisz znów dali znać o sobie. Wyrównana gra nie trwała 
jednak długo, bo już w 80. minucie Pazura z Górskim krótkimi podaniami z 
klepki rozmontowali obronę Soli, a ten ostatni dosłownie wjechał z piłką do 
bramki.
Trzecia, jak się okazało zwycięska, bramka dla Grayboxu padła w 
niecodziennych okolicznościach. Otóż po wznowieniu, niecelne podanie 
Grubskiego przejął Górski, podał krótko do Szczoczarza, a ten z ponad 40 
metrów pokonał wysuniętego Głodnego.
Graybox nie odpuścił do końca, zdołał podnieść się po pierwszej, nieudanej 
połowie i chwała mu za to! Trzeba jednak jasno powiedzieć, że obie drużyny 
zaprezentowały tragiczną grę w obronie oraz w środku pola i z pewnością 
żaden z nich nie będzie kandydatem do tytułu mistrza.

> **metadane**  
> autor: Timios Kiechajas  
> opublikowano: 2006.06.23  
> link: [LDKS](http://groups.yahoo.com/neo/groups/sarmacja/conversations/topics/134836)