### SS Zielnybor - SKP Lwy Krez 1:1


Może wyda się Wam to dziwne, ale głęboko w sercach jesteśmy 
pacyfistami. To nic, że nosimy przy sobie broń rozmiarów średniej armaty i 
że robimy zadymy w pubach tudzież innych lokalach rozrywkowych. Tak naprawdę 
nie lubimy przemocy w żadnym jej przejawie, miłość do bliźniego tryska nam 
nosem, a przy wyższych stanach - także uszami, co bywa nieprzyjemne, gdyż 
owa miłość strasznie brudzi i ciężko ją odeprać. Na ulicy wykonujemy 
pokojowe gesty, przepuszczamy przodem autobusy, tramwaje, rowery i ruszające 
z piskiem opon walce. Po prostu cud, miód i orzeszki. Dlatego też z tego 
miejsca chcielibyśmy wyrazić nasze oburzenie i potępić prezentowane przez 
obie drużyny postawy. Zapowiadamy, że jeżeli nie nauczą się oni czym jest 
szacunek dla drugiego człowieka, następnym razem publicznie ich zbluzgamy. 
Przepraszamy, ale naprawdę ten mecz nadaje się raczej jako instruktaż dla 
rzeźników, a nie piłkarzy. Nasze delikatne i wrażliwe umysły nie były na to 
przygotowane.
Zaczęło się niewinnie. Kapitanowie podali sobie ręce, 
poklepali się po tyłkach, wymienili kilka uwag i proporczyki. Sędzia 
gwizdnął i się zaczęło... Pierwsza akcja Lwów, niezbyt dynamiczna, no ale 
jednak akcja, zakończona niecelnym strzałem Dzikiego. Drugi atak został 
rozegrany znacznie szybciej, obrońcy Zielnyboru byli w zasadzie bezradni. 
Piłka krążyła między Lwami, w końcu Wachowski odegrał ją Cierzniakowi, a ten 
mocnym strzałem po ziemi skierował ją do bramki Zielnyboru, bronionej przez 
piłkarza o nazwisku niemożliwym do wymówienia.
W tym momencie skończył się mecz piłkarski, a zaczął... W 
zasadzie nie wiemy jak nazwać to coś. Najbliższym określeniem byłaby bardzo 
rozłożona w czasie bójka. Zawodnicy starali się tak uderzyć przeciwnika, aby 
sędzia tego nie widział. Pierwszy skuchę zaliczył Rhawi. Sędzia przyłapał 
go, gdy próbował urwać ucho Wachowskiemu i ukarał żółtą kartką. Trzy minuty 
później tenże Rhawi podał na głowę Shamuela, który skierował ją w samo 
okienko bramki Lwów.
Do końca meczu na boisku zawodnicy ganiali się w morderczych 
zamiarach. W efekcie tego najpierw Gamon złamał żebro Mahakiemu, a siedem 
minut później boisko opuścił Dudek ze złamaną przez Shamuela ręką. Niemal 
każdy zawodnik został w tym meczu mniej lub bardziej dotkliwie sfaulowany, a 
boisko w Zielnyborze zabarwiło się rdzawą posoką. Chyba jednak nie do końca 
to mieliśmy na myśli, pisząc, że w meczach jest za mało walki...


### KS Orzel Czekany - RTS Dynamo Czekany 2:1

Na derby Czekan z utęsknieniem czekały chyba tylko dwie osoby - trenerzy i 
prezesi obu klubów, będący prywatnie ojcem i synem. Zainteresowanie kibiców 
spotkaniem było bardzo przeciętne, nie mamy czemu się dziwić, patrząc na 
poziom dotychczasowych meczów obu drużyn.
Od razu dostrzegliśmy pewną anomalię - otóż trenerzy i sztab 
szkoleniowy OBU drużyn siedzieli na jednej ławce, natomiast na drugiej ławce 
zawodnicy. Nie wiemy czemu to miało służyć i nie chcemy wiedzieć. Podobny 
manewr próbowano zastosować z kibicami, ale prób tych zaprzestano gdy służba 
porządkowa została wybita do nogi przez fanów obu klubów.
Nie zdążyliśmy nawet otworzyć orzeszków gdy tablica świetlna 
zamigotała i jedynka pojawiła się przy napisie GOSPODARZE. Byliśmy 
zaszokowani, bo oto ledwo Kupka rozpoczął mecz podając do Kasprzaka, a ten 
momentalnie uderzył piłkę. Z przerażeniem ujrzeliśmy że w bramce nie ma 
Rosslare'a i piłka, choć uderzona nieco za słabo, wtoczyła się do bramki. 
Jak się okazało później Rosslare'owi przylepił się proporczyk Orła do ręki i 
zdejmował go razem z trenerem Dynama.
Wkrótce po golu doszło do szamotaniny między trenerami, w porę 
przerwanej przez arbitra technicznego. Do odrabiania strat rzucili się 
gracze RTS-u, którzy szybko zdominowali przeciwnika, nie potrafiącego się 
przeciwstawić szybkim atakom ze skrzydeł. W 13 minucie po jednym z takich 
ataków w polu karnym pada ścięty Connaug­hton i mamy rzut karny. Calbhach 
jako obrońca przyzwyczajony jest do częstych wymian piłek z bramkarzem i 
wiedziony instynktem podaje piłkę Sypniewskiemu. Gdybyście widzieli minę 
tego chłopaka gdy Sypniewski zamiast mu ponownie odegrać złapał ją pewnie w 
ręce to rozpłakalibyście się. Dokładnie tak jak część z nas.
No i to by było na tyle jeśli chodzi o opis pierwszej połowy 
gdyż później zawodnicy oddawali się swoim duszom marzycieli hasając sobie 
beztrosko po boisku. Jesteśmy przekonani, że gdyby motyle były głupie to by 
przyleciały na ten mecz i zawodnicy mogliby je łapać.
Druga połowa zgodnie z naszymi przewidywaniami [jej, jacy my 
jesteśmy mądrzy] nie była lepsza. Gracze ponownie myśleli o strzelaniu 
bramek zamiast strzelać. Trwało to sobie do 60 minuty kiedy to O'Connor 
skacząc jak sarenka przytuptał pod pole karne gości i chyba widząc Crane'a 
spłoszył się i odbiegł raźno, przewracając się niestety o słupek bramki 
Dynama. Sędzia nie miał wątpliwości - słupek Dynama zablokował drogę 
napastnikowi Orła. Faul i rzut karny. Dziki nie marnuje takich okazji i mamy 
2:0. Trener Czekański nie posiadał się ze szczęścia, natomiast trener 
Czekański wyglądał jakby miał ochotę wbić w oko Czekańskiego nóż, który już 
od jakiegoś czasu spoczywał mu w dłoni.
Sielanka jednak nie trwała długo bo oto Górski podbiega do 
myślącego o motylach Tetznera i wymierza mu solidnego kopniaka z półobrotu w 
nos. Nie dowiedzieliśmy się o co poszło, ale Górski dostał czerwień.
Dynamu udało się zdobyć jeszcze kontaktowego gola, ale na więcej 
ich stać nie było. Nieloty wygrały z Bateryjkami. Piłkarze w nagrodę 
otrzymali bilety do instytutu etymologii w Grodzisku.

FKK Rantiochskie Kr. - SKS Srebrny Róg 0:0

Ostatnio zwrócił się do nas trener SKS-u sugerując, że w naszych relacjach 
brakuje emocji i uczuć. Otóż jest to całkowita i absolutna nieprawda. My, 
oddani Wam reporterzy, przelewamy na ekran komputera nie tylko słowa, ale 
przede wszystkim rozsadzające nas od środka doznania, które bulgocą w 
naszych wnętrzach po każdym meczu. Staramy się, byście czuli zapach 
wypływającej z nas żółci i pryskającą wokół złośliwą ślinę. Robimy co w 
naszej mocy, aby obrażać, znieważać i bulwersować. Tymczasem przychodzi taki 
ludzik i zarzuca nam brak emocjonalnego zaangażowania i głębszego związku 
uczuciowego z jego drużyną. Nie oświadczaliśmy się jeszcze, to fakt. Ale czy 
od razu oznacza to, że nam nie zależy? Że się nie staramy? Że niczego nie 
odczuwamy? Że jesteśmy maszynami, które umieją tylko liczyć? Otóż nie! My 
również potrafimy wzbudzić w sobie niechęć, złość, gniew. Możemy być 
rozczarowani i zniechęceni. Naprawdę tego nie okazujemy?
W tym miejscu wiadomość dla Was: piszcie do nas! Wprawdzie Wasza opinia 
wiele nie zmieni, ale każdy mail czy uwaga na GieGie lub Tlenie pozwala nam 
pielęgnować w sobie pychę i samouwielbienie.
Po tym krótkim wstępie chcielibyśmy złożyć wymienionemu już trenerowi 
serdeczne gratulacje z okazji podwójnego sukcesu. Na czym ten sukces polega? 
Otóż osoba ta w rzeczonej sugestii raczyła była wyrazić zdziwienie, że nie 
chwalimy Srebrnego Rogu za remis, bo wszak, cytujemy "remis to sukces". 
Szczerze mówiąc myśmy myśleli, że SKS ma aspiracje mistrzowskie i na remisy 
raczej nie może sobie pozwolić. Teraz jednak zrewidowaliśmy nasze poglądy w 
kontekście wypowiedzi trenera i doszliśmy do wniosku, że Srebrny Róg walczy 
raczej o utrzymanie się w lidze. Musimy więc przyznać, że jako przyszły 
spadkowicz, SKS wypadł w tym meczu wręcz doskonale. Jeszcze raz gratulujemy!
Drugi sukces polega na tym, że SKS w tym meczu nie stracił bramki. Co prawda 
trener nie wspomniał o tym, że mało straconych bramek również należy uznawać 
za sukces, ale uznajcie to za naszą inicjatywę.
Skoro nam tak dobrze idzie, to prywaty ciąg dalszy. Chcielibyśmy bardzo 
podziękować Krasnoludom, które w poniedziałek dostarczyły nam drogą 
powietrzną zapasu kiełbasy czosnkowej. Przyda nam się na święta. Będzie czym 
karmić rodzinę.
Ok, a teraz do meczu. Hmm... Tak, mecz. Zaraz, gdzieś tu miałem notatki. No 
właśnie. Bo nie wiem czy wiecie, ale my z każdego meczu robimy bardzo 
szczegółowe zapiski. Wręcz minuta po minucie. Znalazłem. Co my tu mamy? 
Hmm... To może ja Wam przepiszę, co mam napisane:  
3. minuta - Lachman w trybuny  
16. minuta - Puha w słupek  
29. minuta - Orala w Cielenskiego  
41. minuta - Krobanowski za Moczygębę (skręcona kostka)  
89. minuta - Brożek - zółta kartka  
90. minuta - Tossavainen z wolnego w mur  
Chcielibyśmy też zauważyć, że Krasnoludy wybiegły w bardzo 
niekonwencjonalnym ustawieniu 5-2-3 i ich trzy strzały są bardzo dobrym 
wynikiem. Nie wyobrażamy sobie jak można grać praktycznie bez drugiej linii. 
Ale widać są na tym świecie rzeczy...


### Rotor Precelkhanda - Kotwica Srebrny Róg 1:0

Przed meczem na stadionie Rotoru odbyła się uroczystość poświecczenia 
sekatora i nowej kosiarki spalinowej, które zarząd klubu ufundował na 
70-lecie pracy na Estadio Żenada ogrodnikowi Solidariuszowi Brzetysło. 
Starszy pan był wyraźnie wzruszony całą pompą i rozmachem uroczystości, sam 
Mandragor przypiął mu do piersi medal i wręczył goździka, gdyż okoliczne 
dziewki nie mogły podchodzić do jubilata, jako że znany jest on ze swoich 
straszliwych skłonności. Następnie jak to w Wandystanie - zaczął się kontest 
w piciu leblandzkiego denaturatu z różową etykietą. Konkurs wygrał 
oczywiście jeden z nas, wszystko przez inną przemianę materii. Nigdy się 
nie nauczą, heh. W nagrodę dostaliśmy zniżkę na strzelnicę gdzie udało nam 
się ustrzelić parę pluszowych smoków i owieczkę. Potem handlarz nas wygnał. 
Wtedy zaczęły nas gonić dzieci w maskach tow. Wandy. Strzelały też do nas z 
kałasznikowów na kapiszony. Byliśmy wzruszeni.
Udaliśmy się do kina na premierowy pokaz filmu z 1953 roku "Dmuchawiec" 
opowiadający o losie "Jadwigi" - taki pseudonim nosiła 
siedemdziesięcioletnia przedszkolanka, dowódca akcji mającej na celu 
pochwycenie i eliminację scholandfuhrera von Schwolotza.
Całkiem nieźle się bawiliśmy, musimy przyznać. Ah, mecz no tak. o czymś 
zapomnieliśmy. Dotarło to do nas gdy odprowadzaliśmy się do domu. Heh, 1:0 
było. Dla Rotoru. Przeczytaliśmy na telegazecie.

### KS Wandea - KS Renifery Sola 4:1

Czasami, prując fale oceanu na naszym pełnomorskim jachcie, zastanawiamy się 
nad naszą przyszłością. Oczami wyobraźni widzimy się jako zgrzybiałych 
starców, ironicznych i sarkastycznych, którzy przez cały czas tylko 
narzekają i narzekają. I w dodatku narzekają całkiem słusznie. Sarmacka liga 
jest w tym wypadku w czołówce, bo większość meczów daje nam podstawy do 
zrzędzenia. Na szczęście są wydarzenia, które wlewają w nas odrobinę 
nadziei. A to rosnąca trawka, a to smaczny obiad, a to długonogie kelnerki. 
A to dobry mecz. Taki jak ten.
Szczerze mówiąc liczyliśmy na to, że Renifery spróbują przynajmniej nawiązać 
walkę i w zasadzie nas nie zawiodły, bo od pierwszych minut zaatakowały. 
Wandea stała, niczym skazaniec przyparty do muru, a KS próbował ją 
rozstrzelać. Tylko że albo strzelby były ślepe, albo naboje niecelne, bo z 
przewagi Soli wynikało niewiele. W końcu jednak piłka, przez gapiostwo 
zawodników, znalazła się w bramce Wandei. Otóż rzut wolny z około 45 metrów 
wykonywał Lubomirski. Kalinichenko zaczął ustawiać mur, ale sędzia pozwolił 
rozegrać stały fragment gry bez czekania na gwizdek. Widząc zamieszanie w 
polu karnym, Lubomirski podał Bukowskiemu, a ten z około 30 metrów zdobył 
bramkę.
Po tym wydarzeniu Renifery cofnęły się. Wandea również przeszła do obrony, 
tyle że zgodnej z powiedzeniem, że "najlepszą obroną jest atak". No i zaczął 
się istny szturm na bramkę Soli. Wandowie szli tyralierą, a przerażone 
Renifery szukały drogi ucieczki. Jeden z zawodników sforsował nawet 
ponaddwumetrowy płot zwieńczony drutem kolczastym, okalający boisko. Miał 
jednak pecha, bo trafił wprost do sektora gospodarzy.
Wandea zdobywała bramki w 34., 65., 74. i 75. minucie. Pójdziemy na łatwiznę 
i nie opiszemy ich szczegółowo, bo po co? Opis meczu niepotrzebnie by się 
wydłużył i mógłby stać się nudnawy. Chcielibyśmy opowiedzieć Wam jakąś 
zabawną historię, ale nie mamy pomysłu. Dochodzimy jednak do wniosku, że nie 
lubimy ciekawych meczów, bo wychodzą z nich drętwe, żeby nie rzec - 
drewniane, relacje. Bo jak jest tak pięknie to nie ma się do czego 
przyczepić. Oby więcej takich meczów... NIE BYŁO!



### FC Czarnolas - Graybox Srebrny Róg 1:2


Zastanawialiśmy się czy jest to możliwe. Mówiliśmy, że owszem, ale pod 
pewnym warunkiem (wiecie - różnie to bywa) i mieliśmy rację. Znowu. Do czego 
pijemy? Otóż pojawiła się, oczekiwana przez nas niczym Bravogirl na 
Conclaffe drużyna gorsza od Podleszczy. To był szok dla kibiców, bo nikt ich 
nie ostrzegł. Hłehłe, tacy już wredni jesteśmy.
Tak fatalnie grającej drużyny to jeszcze w WT Ekstraklasie nie było. FC 
Czarnolas przebił wszystkich i wszystko co widzieliśmy do tej pory. Nawet 
Senator Annike. Piłkarze potykali się o własne nogi, pudłowali z 2 metrów w 
aut, kilkakrotnie faulowali się wzajemnie. Słowem - sieroty. A w sumie 
gorzej, dużo gorzej.
Gracze Szarych Pudełek przygotowywali się na ciężką przeprawę na wyjeździe, 
dlatego byli równie zdziwieni jak kibice. Piłkarze gospodarzy próbowali 
wykorzystać ich zaskoczenie i zaatakowali. Jedynym ich sukcesem była 
kontuzja Kowalczyka, którego sprowadził do parteru ciosem w śledzionę 
Barness. Myśleliśmy, że szybko Graybox się pozbiera ale stupor okazał się 
zbyt silny. Z tego powodu mieliśmy bardzo 'stoicką' grę do przerwy [wiecie, 
zawodnicy rozwijali życie duchowe, nie przejmowali się za bardzo doczesnymi 
wydarzeniami na boisku i skupiali się na cnocie bramkarzy].
Opiernicz od trenera podziałał na Pudełka kojąco, bo tuż po przerwie 
rozpoczęła się kanonada trwająca 45 minut. Czarnolas nie wiedział co się 
dzieje, jego piłkarze zostali zepchnięci w obręb własnego pola karnego w 
ciągu niespełna pół minuty! Graybox wyprowadzał zabójczy atak za morderczym 
atakiem. Przerażenie bramkarza Czarnolesian sięgnęło zenitu w 50 minucie, 
gdy Szczoczarz urwał się obrońcom [stosujemy ten termin z braku laku, 
chociaż powinniśmy napisać raczej "wyminął pomnik Obrońców Czarnolasu"] 
strzelił mocno w Pottsa, który wypiąstkował piłkę do przodu. Napastnik 
Grayboxu nie przejął się tym i strącił wybitą piłkę wprost w lewy róg 
bramki.
A Pudełka ciągle atakowały, mecz zaczął przypominać starcie kutra rybackiego 
z Czerwonym. przepraszamy, Szarym Październikiem. Kolejne akcje cudem nie 
przynosiły bramki Srebrnorożanom. Z niedowierzaniem patrzyliśmy gdy piłka 
śmigła od słupka do poprzeczki - co akcje powtarzał się znamienny wyraz ulgi 
na twarzy Pottsa. Ale w 55 minucie kolejny atak Grayboxu, tym razem 
skrzydłem - do piłki wyskakuje Szczoczarz i mamy drugą bramkę dla Grayboxu. 
Potts chce [Word nam Pottsa zmienia w Potasa, cholera ] opieprzyć obrońców, 
ale oni w porę odbiegli.
Szary Październik po wystrzeleniu drugiej torpedy zanurzył się na głębokość 
peryskopową i od czasu do czasu wynurzał się by postraszyć pozostałości 
kutra. Tymczasem Czarnolas zdobył bramkę, ale okoliczności są tak 
nieprawdopodobne że nie będziemy ich przytaczać. Proponujemy żebyście 
zapomnieli że taka bramka w ogóle padła i uznali za wiążący wynik 0:2.
Chociaż powinno być 0:7. Gratulacje dla gospodarzy, wielu sądziło że nie ma 
gorszego zespołu od Podleszczy. Mylili się - jest nim FC Czarnolas.


### SKS Podleszcz - FC Zielnybor 1:1


Tydzień temu SKS zdobył swoje pierwsze (dwie!) bramki w lidze, a my z tego 
miejsca wieszczyliśmy, że koniec świata jest bliski. No i proszę - nasza 
przepowiednia zaczyna się sprawdzać. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że 
niedzielna PdD nie wyszła, a obecna ma takie opóźnienie? Co więcej - nawet 
my nie sadziliśmy, że afera zatacza tak szerokie kręgi i będzie miała swoje 
skutki w tzw. realu. Bo oto nie minęło kilka godzin, a RP nawiedziła fala 
powodzi. Dzisiaj Opatrzność zsyła nam kolejny znak, że jeszcze nie jest za 
późno, aby pomyśleć o duchowym oczyszczeniu i dostąpienia możliwości 
przekroczenia wrót Raju. Oto Podleszcze z nikąd zdobyły swój pierwszy punkt 
w lidze! Wieszczymy - koniec świata jest tuż, tuż.
Fenomen tego spotkania polega nie tylko na tym, że Sierotki zdobyły punkt. 
Zadziwiająca i zatrważająca zatwardziałych grzeszników jest gra SKS-u, który 
zaprezentował się (nie myśleliśmy, że kiedyś to napiszemy) bardzo dobrze. I 
spokojnie mógł wygrać. Ba! Mógł wygrać nie tylko 2:1, ale w ich zasięgu było 
nawet 4:0, a nawet 7:0 (!). Szansy jednak nie wykorzystali.
Pierwsza połowa do ok. 30. minuty przebiegała planowo. Zielnyborzanie mieli 
piłkę, a Podleszcze patrzyły na nich z zazdrością. Patrzyły tak nawet wtedy, 
gdy w 24. minucie po egzekwowanym przez Chojeńskiego rzucie rożnym piłkę 
przejął zupełnie niepilnowany Chytry i strzałem w okienko umieścił piłkę w 
siatce.
W okolicy 30. minuty wszystko się zmieniło. Trener SKS-u podał Inoussie małą 
karteczkę i już po chwili Podleszcze wyprowadziły swój pierwszy atak. Po 
chwili drugi i trzeci. Podejrzewaliśmy jakiś głupi dowcip, że na chwilę 
zasnęliśmy, a na boisko wybiegli podstawieni aktorzy. Ale nie. To naprawdę 
były Podleszcze.
Druga połowa miała identyczny przebieg. Na bramkę Zielnyboru sunął atak za 
atakiem, jednak Sierotki pod bramką spisywały się fatalnie. Seryjnie wręcz 
marnowały sytuację sam na sam z bramkarzem (a nawet bramką). W końcu jednak 
strzałem głową po dośrodkowaniu Coutho Pierdasa (który zastąpił 
kontuzjowanego Buczkę) pokonał Goitom.
Po meczu, wdeptaną w murawę, odnaleźliśmy małą, białą karteczkę. Była na 
niej narysowana piłka i podpis: "To kopać".


### Pentagram Sola - KKS Zamek Grodzisk 2:0


Czasami chcemy być kimś innym. Bardzo rzadko ale jednak. Gdy wysiedliśmy z 
samolotu w Soli poczuliśmy wiatr zmian. Słoneczko grzało. Kupiliśmy cygara. 
I ładne berety khaki. Staliśmy się kimś innym, na ten jeden dzień. Szybko 
znaleźliśmy fałszerzy wejściówek. Tamtego dnia byliśmy kimś innym. Santiago 
Limonesem, rewolucjonistą.
Weszliśmy na trybunę zarezerwowaną dla Los Antraxos - najwierniejszych fanów 
Pentagramu. Od razu wzbudziliśmy szacunek wśród miejscowych. Dostrzegli w 
nas przywódcę, lidera, zwiastuna wolności. Rozkoszując się cygarem 
zaczęliśmy rozmawiać z przywódcą bojówki socjalistycznej niejakiego 
Moralesa, którego bezbłędnie zidentyfikowaliśmy. Poczęstował nas drinkiem (z 
parasolką i kawałkiem ananasa). Zaczęliśmy snuć plany, ale przerwał je 
początek spotkania.
Oglądaliśmy je po raz pierwszy z najlepszych miejsc na stadionie. 
Obejrzeliśmy ciekawe widowisko, gracze Pentagramu grali tak jak mieli 
grać - po partyzancku. Z nienacka powalali graczy Grodziska gdy sędziowie 
nie widzieli, bądź bali się zobaczyć. Gracze KKS szybko zrozumieli, że jeśli 
chcą ujść z Soli z życiem to nie mogą przeszkadzać Pentagramowi i poza 
pierwszymi dwoma próbami nie zagrozili już w żaden sposób bramce Pentagramu. 
Dostrzegliśmy cień zadowolenia na twarzy Moralesa. Solańczycy spokojnie 
zatem rozgrywali swoje akcje, nie spiesząc się oddawali wiele strzałów; dwa 
z nich okazały się celne. 3 punkty poszły na konto Solańczyków.
Morales wprowadził nas potem w swój plan. Dokładnie w takim sam sposób jak 
dzisiaj Pentagram pokonał Zamek ma się rozegrać Rewolucja Słoneczna, czyli 
odzyskanie niepodległości przez Tropicanę. Subtelne metody zdobywania 
lojalności poprzez nagrody i zastraszanie. Wiedzieliśmy, że to się może 
udać. Nagle nasz towarzysz padł na podłogę, martwy. Szybko wybiegliśmy ze 
stadionu, spaliliśmy berety i dokumenty. Koniec z Salvadorem Limonesem. Ale 
wiedzieliśmy, że gdzieś, kiedyś może stać się nam coś nieprzyjemnego.

--   
Uzdrawiamy,  
Redakcja PdD.  

> **metadane**  
> autor: Rittermeister&Smok  (Timios Kiechajas i Przemysław Figiel)  
> opublikowano: 2006.08.10  
> link: [LDKS](http://groups.yahoo.com/neo/groups/sarmacja/conversations/messages/137082)


