*A. Struszyński*

**Towarzysz D. F. z borsukiem we flakach. Opis przypadku.**

Późnym wieczorem pełniąc dyżur w Centralnym Szpitalu Wandejskim, nasz zespół natknął się na niezwykły przypadek. Otóż, jak co wieczór, siedzieliśmy sobie w fotelach, na biurku, na blatach szafek, a nawet i na podłodze, niektórzy grali w szachy, inny pili wódeczkę, ktoś prowadził ożywioną dysputę na tematy propozycji okrągłego stołu z Sarmacją. Jeszcze ktoś próbował oglądać telewizję na telewizorze, jaki jedna z pielęgniarek wytworzyła nielegalnie z kamieni, stali i produktów leśnych. Jedyną stacją, jaką dało się złapać, była trizondalska TVT YOYO. Jeden z lekarzy, w poszukiwaniu innego, który podobno bawił się kserem w sekretariacie (podobno kserował własny tyłek), natknął się przypadkiem na przerażający widok. 

Otóż z jednej z szuflad w pokoju zabiegowym dało się usłyszeć jakieś skowyty. Po jej otwarciu wewnątrz ukazał się Towarzysz D. F., trzymający się za brzuch a w oczach jego było coś głupiego. Natychmiast wezwano laboranta, który przy totalnym braku współpracy chorego, wyciągnął lewe oko aby poddać je analizie. Niestety, dysponując jedynie mikroskopem z glinianym szkiełkiem nie zdołał wyodrębnić podejrzanego patogenu. Cały personel zaczął narzekać, że nie stać szpital na mikroskop ze szklanym szkiełkiem, że szpital upadnie itp. Jedna z pielęgniarek zachowała zimną krew i, nalewając ją do kubka, poprzestawiała złośliwie figury na porzuconej w międzyczasie szachownicy. Tymczasem pacjent został już przewieziony na prowizoryczną salę operacyjną (szpital jeszcze nie doczekał się oddziału chirurgicznego) i wykonano nacięcie brzucha. Zabieg wykonywał nocny stróż i salowa. Odnotowali w dzienniku pokładowym, że z otworzonej jamy wyłoniła się główka borsuka.

Ponieważ nikt nie wiedział, co z tym fantem zrobić, upchnięto do wnętrza otworu stanowczo protestującego borsuka, razem z – tak dla jaj – telefonem komórkowym jednej z pielęgniarek, i otwór zaszyto zszywaczami. Jeden z obecnych na sali operacyjnej pielęgniarzy wyczytał w jakiejś mądrej książce coś na temat znieczulenia przedoperacyjnego, ustalono, że najwyraźniej tak trzeba postępować, przegłosowano, że w obecnej sytuacji czynność tę lepiej nazwać znieczuleniem okołooperacyjnym, i wykonano. Tj. znieczulono choremu dziąsła, stróż nocny miał krewnego stomatologa i podpatrzył kiedyś, jak ten to robi. 

Przez resztę nocy personel miał niezłą zabawę drocząc się z pielęgniarką szukającą swojego telefonu.


<br />
[[Szpital::Centrum_Akademickie|spis treści]]