<?xml version="1.0" encoding="utf-8" ?>
<feed
 xml:base="https://wandystan.eu/"
 xml:lang="pl"
 xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom"
 xmlns:grddl='http://www.w3.org/2003/g/data-view#'
 xmlns:atomwiki="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/"
 grddl:transformation="https://wandystan.eu/varia/rdf/atom2rdf.xsl"
>
	<id>https://wandystan.eu/w/feed,NBN::Engels_III</id>
	<title>Engels III</title>
	<updated>2018-05-14T13:46:55+02:00</updated>
	<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
	<link rel="self" href="/w/feed,NBN::Engels_III" type="application/atom+xml" />
	<link rel="first" href="/w/feed,NBN::Engels_III?page=0" type="application/atom+xml" />
	<link rel="alternate" href="/w/NBN::Engels_III" type="text/html" />
	<icon>/favicon.ico</icon>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::Engels_III,1938</id>
		<title>Engels III</title>
		<updated>2018-05-14T13:46:55+02:00</updated>
		<author>
			<name>🍬</name>
			<uri>/B196</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::Engels_III,1938" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1935" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1938" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1938" deleted="no" initial="no" significant="yes">+metadane</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><div class="drama">
<h3><strong>Akt I</strong><br />[Obudzenie]</h3>
<h4><strong>Scena 1</strong><br />Sala plenarna KPS(w)</h4>
<p><em>Wielka sala, cała w czerwieni, setki, albo tysiące foteli i wszystkie, lub prawie wszystkie zajęte. Z przodu Sali na środku, na podwyższeniu stoi mównica, chwilowo pusta, za nią wielki portret towarzyszy Mandragorów Pupki i w tle mniejsze poprzednich Mandragorów. Słychać gwar setek rozmów, nagle wszystkie cichną, wszyscy wstają i zaczynają tupać. Na salę wchodzi Komitet Centralny. Najpierw I sekretarz PTR, za nim II sekretarz towarzysz Katiusza i reszta komitetu, I sekretarz idzie na mównicę, a pozostali siadają w pierwszym rzędzie foteli.</em></p>
<dl>
<dt>PTR</dt>
<dd>Towarzysze Partyjni, Dzisiaj zostałem przez<br />
Kolektyw Mandragorski, zaprzysiężony na<br />
Mandragoratu Wandystanu Prezydenta<br />
A więc i Waszego Drogiego Lidera też<br />
I chociaż Mandragor jest emanacją Ludu<br />
Powtórzyć pragnę słowa przysięgi mej miłej<br />
Wandystanowi poświęcę, mego ogrom trudu<br />
Ojczyźnie i miłości, mej zawsze jedynej<br />
Dołożę wszelkich starań, by kwitł, rozwijał się<br />
I zaduszał wszędzie monarchofaszyzm wszelki<br />
W swej zajebistości, nigdy nie ustąpię<br /><br />
<em>/kilka godzin później/</em><br /><br />
Zmierzając do końca, wspólny wysiłek wielki<br />
Kolektywny, umocni naszą dominację<br />
W całym mikroświecie i jebać Sarmację<br />
Wandystan jest jutrzenką, jak i socjogramem<br />
Swobody i wszechsprawiedliwości społecznej<br />
Dla ludów sąsiednich, wziętych choćby i szturmem<br />
Wznieśmy pochodnię wandyzmu-żenadyzmu hej!<br />
odważnie wznieśmy buntownicze pięście nasze<br />
Bądźmy postępowi, rewolucyjni, silni,<br />
zwarci i wandni! To wszystko na ręce wasze<br />
Dziękuje, wzruszyłem się, Towarzyszu Lepki!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje ściska i obcałowywuje PTRa, która wręcza mu ukradkiem karteczkę, ten chowa ją do kieszeni i wstępuje na mównicę.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Kochani moi! No to była wspaniała mowa!<br />
I cóż mogę dodać ja, skromny obywatel<br />
Marny robotnik rolny, no może trzy słowa<br />
Do was jeszcze powiem, przedstawię pracy model<br />
Jako Komisarz od współpracy z Księstwem<br />
Mamy szczególną szansę, by zmienić Sarmację<br />
Musimy wejść w sojusz i wiem że mam rację<br />
To jedyna droga i gotów ponieść jestem<br />
Wszelkie konsekwencje, tego trudnego kroku<br />
Ale ku lepszemu, by wyjść z tego mroku<br />
Tej samoizolatki, i ślepej uliczki<br />
Musimy przyjąć naszej historii nauczki</dd>
</dl>
<p><em>Towarzyszka Wileńska wstaje.</em></p>
<dl>
<dt>Paulina</dt>
<dd>Sojusz? No was to chyba równo pojebało</dd>
</dl>
<p><em>Paulina zbiera się i wychodzi z Sali, trzaskając donośnie drzwiami.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Towarzyszko! Ah to mnie mocno zabolało…<br />
Ja wiem, to będzie trudne, ale nie ma wyjścia<br />
To jest jedyna szansa, byśmy mogli wygrać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza odchodzi, większość plenum tupie radośnie, ale co poniektórzy nawet nie wstali, inni wstali i wyszli bez słowa, ktoś nawet gwizdał, ktoś klaskał z pogardą. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 2</strong><br />Prywatny Gabinet posła na Sejm Księstwa Sarmacji</h4>
<p><em>Ciemny niewielki pokój, z dwoma fotelami ustawionym naprzeciw kominka, mnóstwo półek z książkami. Na jednym z foteli siedzi pogrążony w zadumie Katiusza wpatrując się w ledwo błąkające się po drwach płomyki. Obok stoi służący, cierpliwie czekając na polecenia.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niby nic niezwykłego, spojrzałem w lustro<br />
Zobaczyłem...ha siebie, cóż za zdziwienie!<br />
Nie było mu smutno... w twarzy coś obcego<br />
Jakby nie te cienie, jakby hmm no sam nie wiem<br />
W spojrzeniu, w rysach, brakowało mych trosk<br />
Które co dzień oglądam, przy golenia i przy...<br />
Ale nie dziś, nie tutaj... /służba gdzie jest mój sok/!<br />
Eh to nie mogłem być ja, jakiś sen, ale czy...?<br />
Nie! Siebie nie oszukasz, widziałeś, słyszałeś.<br />
On, ten inny ja, tam był, i przecież nie piłeś<br />
Patrzył się i mówił coś, z dezaprobatą<br />
Kręcił głową, karcił, groził mi palcem tym!<br />
No i wychudły jakiś, twarz miał bladą taką<br />
Poobijany widać, jakby go wziął reżym,<br />
W miłosny uścisk swój pałką nas pieszczący<br />
A przecież mamy sojusz, wspólnie dla Sarmacji.<br />
A jednak to mnie gryzą ciągle wątpliwości,<br />
I choć to bardzo dziwne, sumienia wyrzuty<br />
Nie dają mi spojrzeć w oczy towarzyszy<br />
On był spokojny, pewny, a nawet radosny<br />
Pomimo swej niedoli, to było nieznośne<br />
Ja w swym bogactwie, wciąż jestem nieszczęśliwy<br />
Czy dobrze robię, czy wybory były trafne<br />
Jak postępować, jak żyć, a on cierpieć woli<br />
I z tego czerpie siły, by wolnym zawsze być</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wyjął z kieszeni kawałek papieru-karnet do EIII, na odwrocie napis "Ivo niedawno znów pojechał, może też się skusicie? PTR".</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>O tak, zapomniałem, że jestem wandejczykiem<br />
Czas się udać na urlop, na reedukację.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje, dopija sok z rabarbaru i wychodzi energicznym krokiem, zostawiając bez słowa swego służącego. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 3</strong><br />Pociąg</h4>
<p><em>Katiusza siedzi w zamknietym pustym przedziale. Wspierając głowę na dłoni opartej na stoliczku wpatruje się w przesuwając się za oknem krajobraz, pogrążając się w swych rozmyślaniach. Nagle wchodzi Karolina.</em></p>
<dl>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Witajcie towarzyszu, dobrze że zdążyłam</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Na pociąg? Czekali by, przecież sama Kanclerz</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Już nie i nigdy specjalnie traktowana nie byłam<br />
Spóźniona czekałam, a i inni z rządu też<br />
Przecież sam dobrze to wiesz, byłeś tam z nami</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niestety byłem, a blask władzy mnie omamił<br />
Teraz już lepiej widzę, dobrze że wyjeżdżam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Ja właśnie w tej sprawie</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Ta sramparampamtam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No daj chociaż powiedzieć, bo to jest ważna rzecz<br />
Wasze odejście to cios i dla waszej Partii<br />
I trochę również dla nas, jakby to prosto rzec<br />
Hm byliście aktywni i merytoryczni<br />
Dla caluśkiej Sarmacji, wielce pożyteczni<br />
Ja rozumiem, jesteście źli, rozgoryczeni<br />
Pewnie też przemęczeni, może wypaleni?<br />
Ale na miłość Wandy</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>No! Tylko bez takich!</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No bo nie możecie przecież tak zostawić Ich</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Mówisz ich? A może was? Wygodny byłem co?<br />
Nie, ja to dla nich robię, myślisz że dla kogo?<br />
Dla siebie? O nie! Z tym już koniec i basta<br />
Kolektywizm! O tak! Jak góra we mnie narasta!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza w emocjach aż wstaje z siedzenia, akurat pociąg gwałtownie zwalnia przyciskając go z powrotem do fotela. Panuje chwila ciszy, przechodzą pasażerowie, ale widząc takie towarzystwo idą dalej. Robi się pusto. Po chwili grają fanfary roztacza się w korytarzu czerwony dywan, idzie dumnie JKM Helwetyk i nie rozglądając się zbytnio wchodzi wprost do przedziału zajmowanego przez Katiusze i Karolinę.</em></p>
<dl>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Bry, dodam jeszcze tylko, do tego co Karo<br />
Że i mi w sejmie bardzo było przyjemnie<br />
Z Wami Towarzyszu, gadać jako tako<br />
O ważnych sprawach dla nas, a na pewno dla mnie<br />
Tfu, znaczy chciałem rzec, całego społeczeństwa</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Dobrzeście powiedzieli, służba nie dla państwa<br />
Tylko własnych ambicji, dziękuję, wysiadam</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ponownie wstaje, wtem kanapa która wcześniej zajmowana była tylko przez Katiusze podnosi się, a ze środki z gąszcza kabli i widocznego głębiej dziwnego tunelu wynurza się Avril.</em></p>
<dl>
<dt>Avril</dt>
<dd>Wybaczcie mi proszę, ale lubię tak czasem<br />
Podłubać sobie w czymś, powiedzmy że mniejszym<br />
A na pewno lżejszym, bo te wielkie systemy…<br />
Albo te z ustawy, co zrobić je muszę<br />
A dajcie lepiej spokój, wolę dłubać mapę<br />
No, ale towarzyszu, to do was mam sprawę<br />
Znaczy chciałem powiedzieć, tak po przyjacielsku<br />
Że szkoda, mówię serio, bo was polubiłem<br />
Mogliśmy się nie zgadzać, czasem tak po męsku<br />
Ale dało się gadać, całkiem to trawiłem</dd>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Właśnie, dokładnie, a nie, jak tego Kwaziego<br />
Senatora jednego</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Postanowiłem, tu nie ma nic niepewnego<br />
Jeśli mnie sympatią darzycie to proszę was<br />
Dajcie mi spać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza siada, opiera głowę o szybę i zamyka oczy. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 4</strong><br />Dziedziniec EIII<small></small></h4>
<p><em>Wielkie białe betonowe mury i ogromna biała stalowa brama. Otwiera się i widać za nią dwa szeregi mundurowych uzbrojonych w pałki i ustawione po dwóch stronach ścieżki prowadzącej do budynku głównego.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>A cóż to ma znaczyć, komitet powitalny?<br />
Niby jestem ważny wciąż, no ale takie coś?<br />
Uzbrojeni w pałki, strój galowy jakby<br />
Dziwne, podejrzane wręcz, tak mi mówi mój nos,<br />
Ale nie ma odwrotu, idź ku oczyszczeniu!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ciężko wzdycha i wkracza za bramę, brama się zamyka, Katiusza podchodzi do pierwszej pary funkcjonariuszy, wyglądają jak z Gwardii Grodziska. Podnoszą się białe pałki i z wielką siłą opadają na niedowierzającego Katiusze.
Nagle odzywa się nijaki, zniekształcony głos z niewidocznych głośników, jakby dochodził zewsząd jednocześnie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj w swoim świecie, wśród swych sojuszników</dd>
</dl>
<p><em>Druga para, Ci jak z KGB (Królewskiej Gwardii Baridasu). Pałki idą w ruch.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu bagaże, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Kolejne pary funkcjonariuszy i kolejne ciosy, Katiusza sam odrzuca swój plecak i torbę.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu ubrania, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Ciosy, nieustanne ciosy białych pałek. Katiusza pada i zdziera z siebie ubranie, pełznie do przodu, do drzwi, ucieka.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Czy miłe są te pałki? Od twych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza na czworakach. Już blisko drzwi, ciosy ustają. Ostatnia para trzyma nie pałki, ale węże wodne. Lodowata woda silnym strumieniem uderza i odrzuca w tył, wprost pod pałki wcześniejszych funkcjonariuszy. Katiusza krzyczy, znowu upada pod gradem białej gumy.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu też godność, sam się już jej zrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza błaga oprawców by przestali, krzyczy by mu ktoś pomógł.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu nadzieję, sam się już jej wyrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza próbuje przemieszczać się dalej, w odpowiedzi na co nadbiegają kolejni funkcjonariuszy intensyfikując bicie. Lodowata woda płynie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj nam w domu, bez żadnych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza mdleje. Funkcjonariusze mundurowi natychmiast odsuwają się w tył, otwierają się drzwi i wybiega z nich kilku ubranych w nieskazitelnie białe kitle sanitariuszy z noszami. Umieszczają go na nich i idą w kierunku drzwi wejściowych do EIII. Funkcjonariusze mundurowi stają na baczność, oddając honory kolejnemu sławnemu pacjentowi ich wybitnego ośrodka.</em></p>
<p></p><p style="text-align:center;">
Kurtyna. Widownia może już tupać i płakać.<br />
<span style="font-size:larger;">Koniec Aktu I</span>
</p>
<h3><strong>Akt II</strong><br />[Oczyszczenie]</h3>
<h4><strong>Scena 1</strong><br />Pokój terapeutyczny</h4>
<p><em>Ciemny pokój, w którym jedynym źródłem światła jest stojący na środku pokoju telewizorek. Do pokoju wchodzi ubrany w białą kitlę z maską na twarzy, potężnie zbudowany sanitariusz prowadzący przed sobą półnagiego, poobijanego Katiusze. Usadza go na krześle stojącym przed monitorem i wychodzi. Pokazuje się obraz z twarzą o nieokreślonym, ciągle zmieniającym się wyglądzie przywodzącym na myśl a to Mandragorów Pupkę, Khanda, Winnickiego i innych, a to znów monarchofaszystów jak ikm PIIG, PM, DŁ i pomniejszych.</em></p>
<dl>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Dzień dobry, bo dobry tak? Jakżeby inaczej<br />
Jesteśmy w Engels III, wandejskim obozie<br />
Tu wszystko jest dobre, nawet stanie na mrozie<br />
Nigdzie nie zaznasz opieki bardziej… odżywczej<br />
Nieprawdaż?</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Odżywczej… tak pewnie macie rację<br />
To wyjątkowe miejsce, bardzo sobie je cenię<br />
Czyż inaczej przybyłbym tutaj dobrowolnie?</dd>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Ha dobrze powiedziane, która to już sesja?<br />
Jak sądzę, do końca zmierzamy, choć mozolnie</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Dla mnie to jedna niekończąca się transgresja<br />
Doskonale to wiecie, po co te pytania?<br />
Straciłem tu poczucie i czasu i świata</dd>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Masz do nas pretensje, żal, może chcesz wcześniej wyjść?<br />
Zbrzydła ci twa cela, ścieżki zdrowia, samotność?<br />
Czyżbyś wątpliwości miał, głupio było tu przyjść?<br />
Pobyt tutaj Ci zbrzydł co? Masz już serdecznie dość?</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Nie, to znaczy tak, ale… po prostu przejrzałem<br />
Pokazaliście mi, dobitnie, kim tam byłem<br />
Kim się stałem i w co zmieniłem a także!<br />
A może przede wszystkim samą o tym prawdę<br />
Jak to co dobre może być przeze mnie stratne…</dd>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Czas na kąpiel, ale nie dajcie zgasnąć tej iskrze<br />
Bo…</dd>
</dl>
<p><em>Telewizor gaśnie, wchodzi sanitariusz i wyprowadza Katiusze.</em></p>
<h4><strong>Scena 2</strong><br />W celi</h4>
<p><em>Ten sam co poprzednio sanitariusz wrzuca bezceremonialnie do celi Katiusze, zatrzaskując na głucho drzwi celi. Katiusza skulony siada w kącie celi, drży, ocieka wodą. Po chwili wstaje wspina się do okna, wygląda. Schodzi, siada tym razem na ławeczce i rozpoczyna swój monolog, z coraz większą estymą go wygłaszając, gestykulując i chodząc po celi.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>W czterech ścianach siedząc, z jednym okienkiem<br />
Otwartym wciąż na jedno, poprzez cztery pręty<br />
Wszystko widząc i oh tak, już wszystko rozumiem<br />
Już wiem jak być powinno, i na nic wykręty<br />
Chociaż będzie bolało, a niezbyt to lubię<br />
Trzeba porzucić kłamstwo, na swych wrogów zgubę<br />
I choć już na to późno, wiem że dla mnie mus to<br />
Czas prawdzie stawić czoło, wykazać się męstwem!<br /><br />
Ah jak zimno i ciemno, aj jak ciągle pusto…<br /><br />
Wszystkie moja marzenia, dążenia i plany<br />
Wymyślne usprawnienia, ogrom mienia wydany<br />
Trud pracy wykonany, dla nich poświęcenia<br />
Ciągle niewyspany, eh tyle do zrobienia…<br />
A wszystko tylko mary, z niedożywienia<br />
Świetna strawa dla ego, indywidualizm<br />
Robiłem to dla siebie, nikogo innego<br />
Tworzyłem tylko swój świat, a nie nasz wspólny ład<br />
Zasłużyłem na wszystko, sięgając złudnych gwiazd.<br />
Ostrzegała Paulina, dawał przykład Pupka<br />
Stru z historii woła, Ivo wciąż tu puka<br />
I niewysoki Leszek i wszystkie imiona<br />
Na ścianach zapisane, dla potomnych świadczą<br />
I ja już zrozumiałem! Czy ktoś mnie tu słyszy?<br />
Głucho, ciemno, nie słyszą, chyba tylko myszy…</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza przy ostatnich słowach wali w drzwi, nasłuchuje chwilkę po czym wraca na ławę i zasypia.</em></p>
<h3><strong>Scena 3</strong><br />Pokój obserwacyjny</h3>
<p><em>Wszystkie ściany idealnie białe i tylko na jednej z nich dziesiątki monitorów z podglądem na różne sale, a nad wejściem(drzwi białe) wiszą portrety Mandragorów Pupki i Pupki. Na jednym z monitorów widać monologującego Katiusze. Na białych krzesłach, w białych kitlach przy białym biurku, przed ekranami siedzi dwóch funkcjonariuszy obozu Engels III. Oglądają i słuchają z uwagą pacjenta, a gdy ten kładzie się na ławie rozpoczynają swoją rozmowę.</em></p>
<dl>
<dt>Imerdurśbet</dt>
<dd>I jak Towarzyszu Poruczniku Hadnagi?<br />
Powinien się nadać, żeby puścić go dalej<br />
Wprawdzie ma trochę czasu, w tej salce małej<br />
Zgodnie z przepisami i dokumentami<br />
Ale ładnie się zwierzył, stoi przed nami nagi…</dd>
<dt>Polpotan</dt>
<dd>Ah towarzyszko miła, on nie jest taki<br />
Niewieście wasze serce, zwieść się mowie dało<br />
Bo i przyznaję wzrusza, ale to wciąż mało<br />
W mowach nasz Katiusza od zawsze był dobry<br />
Ale czy dotarliśmy do jego umysłu?<br />
Do głęboko skrywanych, prywatnych zamysłów?<br />
Płyniemy po powierzchni, potrzebne mu baty<br />
Aż z krwią i potem wypalimy mu ego<br />
Przedłużyć mu terminy, no do dwudziestego.</dd>
<dt>Imerdurśbet</dt>
<dd>Tak jest towarzyszu poruczniku, notuję<br />
I oh, niech się nad biedakiem Wanda zmiłuje</dd>
</dl>
<p><em>Polpotan Hadnagi patrząc na chorążą Imerdurśbet kręci z niezadowoleniem głowę, stawia szybki podpis na poprawionych dokumentach pacjenta i energicznie wychodzi. Imerdurśbet zwraca wzrok na monitory, wspiera głowę na rękach i wpatrując się w monitor z Katiuszą ciężko, ze współczuciem wzdycha.</em></p>
<p style="text-align:center;">
Kurtyna.<br />
<span style="font-size:larger;">Koniec Aktu II</span>
</p>
</div>
<blockquote>
<p><strong>metadane</strong><br />
autor: Katiuszyn Rewoluty Lepki<br />
opublikowano: Goniec Czarnoleski; 14, 26 września 2013 r.<br />
link: <a href="https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/5665/" rel="external">Akt I</a>, <a href="https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/5622/" rel="external">Akt II</a></p>
</blockquote></div>
		</content>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::Engels_III,1937</id>
		<title>Engels III</title>
		<updated>2018-05-14T13:41:57+02:00</updated>
		<author>
			<name>🍬</name>
			<uri>/B196</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::Engels_III,1937" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1935" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1938" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1937" deleted="no" initial="no" significant="yes">Akt II</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><div class="drama">
<h3><strong>Akt I</strong><br />[Obudzenie]</h3>
<h4><strong>Scena 1</strong><br />Sala plenarna KPS(w)</h4>
<p><em>Wielka sala, cała w czerwieni, setki, albo tysiące foteli i wszystkie, lub prawie wszystkie zajęte. Z przodu Sali na środku, na podwyższeniu stoi mównica, chwilowo pusta, za nią wielki portret towarzyszy Mandragorów Pupki i w tle mniejsze poprzednich Mandragorów. Słychać gwar setek rozmów, nagle wszystkie cichną, wszyscy wstają i zaczynają tupać. Na salę wchodzi Komitet Centralny. Najpierw I sekretarz PTR, za nim II sekretarz towarzysz Katiusza i reszta komitetu, I sekretarz idzie na mównicę, a pozostali siadają w pierwszym rzędzie foteli.</em></p>
<dl>
<dt>PTR</dt>
<dd>Towarzysze Partyjni, Dzisiaj zostałem przez<br />
Kolektyw Mandragorski, zaprzysiężony na<br />
Mandragoratu Wandystanu Prezydenta<br />
A więc i Waszego Drogiego Lidera też<br />
I chociaż Mandragor jest emanacją Ludu<br />
Powtórzyć pragnę słowa przysięgi mej miłej<br />
Wandystanowi poświęcę, mego ogrom trudu<br />
Ojczyźnie i miłości, mej zawsze jedynej<br />
Dołożę wszelkich starań, by kwitł, rozwijał się<br />
I zaduszał wszędzie monarchofaszyzm wszelki<br />
W swej zajebistości, nigdy nie ustąpię<br /><br />
<em>/kilka godzin później/</em><br /><br />
Zmierzając do końca, wspólny wysiłek wielki<br />
Kolektywny, umocni naszą dominację<br />
W całym mikroświecie i jebać Sarmację<br />
Wandystan jest jutrzenką, jak i socjogramem<br />
Swobody i wszechsprawiedliwości społecznej<br />
Dla ludów sąsiednich, wziętych choćby i szturmem<br />
Wznieśmy pochodnię wandyzmu-żenadyzmu hej!<br />
odważnie wznieśmy buntownicze pięście nasze<br />
Bądźmy postępowi, rewolucyjni, silni,<br />
zwarci i wandni! To wszystko na ręce wasze<br />
Dziękuje, wzruszyłem się, Towarzyszu Lepki!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje ściska i obcałowywuje PTRa, która wręcza mu ukradkiem karteczkę, ten chowa ją do kieszeni i wstępuje na mównicę.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Kochani moi! No to była wspaniała mowa!<br />
I cóż mogę dodać ja, skromny obywatel<br />
Marny robotnik rolny, no może trzy słowa<br />
Do was jeszcze powiem, przedstawię pracy model<br />
Jako Komisarz od współpracy z Księstwem<br />
Mamy szczególną szansę, by zmienić Sarmację<br />
Musimy wejść w sojusz i wiem że mam rację<br />
To jedyna droga i gotów ponieść jestem<br />
Wszelkie konsekwencje, tego trudnego kroku<br />
Ale ku lepszemu, by wyjść z tego mroku<br />
Tej samoizolatki, i ślepej uliczki<br />
Musimy przyjąć naszej historii nauczki</dd>
</dl>
<p><em>Towarzyszka Wileńska wstaje.</em></p>
<dl>
<dt>Paulina</dt>
<dd>Sojusz? No was to chyba równo pojebało</dd>
</dl>
<p><em>Paulina zbiera się i wychodzi z Sali, trzaskając donośnie drzwiami.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Towarzyszko! Ah to mnie mocno zabolało…<br />
Ja wiem, to będzie trudne, ale nie ma wyjścia<br />
To jest jedyna szansa, byśmy mogli wygrać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza odchodzi, większość plenum tupie radośnie, ale co poniektórzy nawet nie wstali, inni wstali i wyszli bez słowa, ktoś nawet gwizdał, ktoś klaskał z pogardą. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 2</strong><br />Prywatny Gabinet posła na Sejm Księstwa Sarmacji</h4>
<p><em>Ciemny niewielki pokój, z dwoma fotelami ustawionym naprzeciw kominka, mnóstwo półek z książkami. Na jednym z foteli siedzi pogrążony w zadumie Katiusza wpatrując się w ledwo błąkające się po drwach płomyki. Obok stoi służący, cierpliwie czekając na polecenia.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niby nic niezwykłego, spojrzałem w lustro<br />
Zobaczyłem...ha siebie, cóż za zdziwienie!<br />
Nie było mu smutno... w twarzy coś obcego<br />
Jakby nie te cienie, jakby hmm no sam nie wiem<br />
W spojrzeniu, w rysach, brakowało mych trosk<br />
Które co dzień oglądam, przy golenia i przy...<br />
Ale nie dziś, nie tutaj... /służba gdzie jest mój sok/!<br />
Eh to nie mogłem być ja, jakiś sen, ale czy...?<br />
Nie! Siebie nie oszukasz, widziałeś, słyszałeś.<br />
On, ten inny ja, tam był, i przecież nie piłeś<br />
Patrzył się i mówił coś, z dezaprobatą<br />
Kręcił głową, karcił, groził mi palcem tym!<br />
No i wychudły jakiś, twarz miał bladą taką<br />
Poobijany widać, jakby go wziął reżym,<br />
W miłosny uścisk swój pałką nas pieszczący<br />
A przecież mamy sojusz, wspólnie dla Sarmacji.<br />
A jednak to mnie gryzą ciągle wątpliwości,<br />
I choć to bardzo dziwne, sumienia wyrzuty<br />
Nie dają mi spojrzeć w oczy towarzyszy<br />
On był spokojny, pewny, a nawet radosny<br />
Pomimo swej niedoli, to było nieznośne<br />
Ja w swym bogactwie, wciąż jestem nieszczęśliwy<br />
Czy dobrze robię, czy wybory były trafne<br />
Jak postępować, jak żyć, a on cierpieć woli<br />
I z tego czerpie siły, by wolnym zawsze być</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wyjął z kieszeni kawałek papieru-karnet do EIII, na odwrocie napis "Ivo niedawno znów pojechał, może też się skusicie? PTR".</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>O tak, zapomniałem, że jestem wandejczykiem<br />
Czas się udać na urlop, na reedukację.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje, dopija sok z rabarbaru i wychodzi energicznym krokiem, zostawiając bez słowa swego służącego. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 3</strong><br />Pociąg</h4>
<p><em>Katiusza siedzi w zamknietym pustym przedziale. Wspierając głowę na dłoni opartej na stoliczku wpatruje się w przesuwając się za oknem krajobraz, pogrążając się w swych rozmyślaniach. Nagle wchodzi Karolina.</em></p>
<dl>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Witajcie towarzyszu, dobrze że zdążyłam</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Na pociąg? Czekali by, przecież sama Kanclerz</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Już nie i nigdy specjalnie traktowana nie byłam<br />
Spóźniona czekałam, a i inni z rządu też<br />
Przecież sam dobrze to wiesz, byłeś tam z nami</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niestety byłem, a blask władzy mnie omamił<br />
Teraz już lepiej widzę, dobrze że wyjeżdżam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Ja właśnie w tej sprawie</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Ta sramparampamtam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No daj chociaż powiedzieć, bo to jest ważna rzecz<br />
Wasze odejście to cios i dla waszej Partii<br />
I trochę również dla nas, jakby to prosto rzec<br />
Hm byliście aktywni i merytoryczni<br />
Dla caluśkiej Sarmacji, wielce pożyteczni<br />
Ja rozumiem, jesteście źli, rozgoryczeni<br />
Pewnie też przemęczeni, może wypaleni?<br />
Ale na miłość Wandy</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>No! Tylko bez takich!</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No bo nie możecie przecież tak zostawić Ich</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Mówisz ich? A może was? Wygodny byłem co?<br />
Nie, ja to dla nich robię, myślisz że dla kogo?<br />
Dla siebie? O nie! Z tym już koniec i basta<br />
Kolektywizm! O tak! Jak góra we mnie narasta!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza w emocjach aż wstaje z siedzenia, akurat pociąg gwałtownie zwalnia przyciskając go z powrotem do fotela. Panuje chwila ciszy, przechodzą pasażerowie, ale widząc takie towarzystwo idą dalej. Robi się pusto. Po chwili grają fanfary roztacza się w korytarzu czerwony dywan, idzie dumnie JKM Helwetyk i nie rozglądając się zbytnio wchodzi wprost do przedziału zajmowanego przez Katiusze i Karolinę.</em></p>
<dl>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Bry, dodam jeszcze tylko, do tego co Karo<br />
Że i mi w sejmie bardzo było przyjemnie<br />
Z Wami Towarzyszu, gadać jako tako<br />
O ważnych sprawach dla nas, a na pewno dla mnie<br />
Tfu, znaczy chciałem rzec, całego społeczeństwa</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Dobrzeście powiedzieli, służba nie dla państwa<br />
Tylko własnych ambicji, dziękuję, wysiadam</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ponownie wstaje, wtem kanapa która wcześniej zajmowana była tylko przez Katiusze podnosi się, a ze środki z gąszcza kabli i widocznego głębiej dziwnego tunelu wynurza się Avril.</em></p>
<dl>
<dt>Avril</dt>
<dd>Wybaczcie mi proszę, ale lubię tak czasem<br />
Podłubać sobie w czymś, powiedzmy że mniejszym<br />
A na pewno lżejszym, bo te wielkie systemy…<br />
Albo te z ustawy, co zrobić je muszę<br />
A dajcie lepiej spokój, wolę dłubać mapę<br />
No, ale towarzyszu, to do was mam sprawę<br />
Znaczy chciałem powiedzieć, tak po przyjacielsku<br />
Że szkoda, mówię serio, bo was polubiłem<br />
Mogliśmy się nie zgadzać, czasem tak po męsku<br />
Ale dało się gadać, całkiem to trawiłem</dd>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Właśnie, dokładnie, a nie, jak tego Kwaziego<br />
Senatora jednego</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Postanowiłem, tu nie ma nic niepewnego<br />
Jeśli mnie sympatią darzycie to proszę was<br />
Dajcie mi spać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza siada, opiera głowę o szybę i zamyka oczy. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 4</strong><br />Dziedziniec EIII<small></small></h4>
<p><em>Wielkie białe betonowe mury i ogromna biała stalowa brama. Otwiera się i widać za nią dwa szeregi mundurowych uzbrojonych w pałki i ustawione po dwóch stronach ścieżki prowadzącej do budynku głównego.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>A cóż to ma znaczyć, komitet powitalny?<br />
Niby jestem ważny wciąż, no ale takie coś?<br />
Uzbrojeni w pałki, strój galowy jakby<br />
Dziwne, podejrzane wręcz, tak mi mówi mój nos,<br />
Ale nie ma odwrotu, idź ku oczyszczeniu!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ciężko wzdycha i wkracza za bramę, brama się zamyka, Katiusza podchodzi do pierwszej pary funkcjonariuszy, wyglądają jak z Gwardii Grodziska. Podnoszą się białe pałki i z wielką siłą opadają na niedowierzającego Katiusze.
Nagle odzywa się nijaki, zniekształcony głos z niewidocznych głośników, jakby dochodził zewsząd jednocześnie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj w swoim świecie, wśród swych sojuszników</dd>
</dl>
<p><em>Druga para, Ci jak z KGB (Królewskiej Gwardii Baridasu). Pałki idą w ruch.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu bagaże, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Kolejne pary funkcjonariuszy i kolejne ciosy, Katiusza sam odrzuca swój plecak i torbę.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu ubrania, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Ciosy, nieustanne ciosy białych pałek. Katiusza pada i zdziera z siebie ubranie, pełznie do przodu, do drzwi, ucieka.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Czy miłe są te pałki? Od twych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza na czworakach. Już blisko drzwi, ciosy ustają. Ostatnia para trzyma nie pałki, ale węże wodne. Lodowata woda silnym strumieniem uderza i odrzuca w tył, wprost pod pałki wcześniejszych funkcjonariuszy. Katiusza krzyczy, znowu upada pod gradem białej gumy.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu też godność, sam się już jej zrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza błaga oprawców by przestali, krzyczy by mu ktoś pomógł.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu nadzieję, sam się już jej wyrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza próbuje przemieszczać się dalej, w odpowiedzi na co nadbiegają kolejni funkcjonariuszy intensyfikując bicie. Lodowata woda płynie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj nam w domu, bez żadnych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza mdleje. Funkcjonariusze mundurowi natychmiast odsuwają się w tył, otwierają się drzwi i wybiega z nich kilku ubranych w nieskazitelnie białe kitle sanitariuszy z noszami. Umieszczają go na nich i idą w kierunku drzwi wejściowych do EIII. Funkcjonariusze mundurowi stają na baczność, oddając honory kolejnemu sławnemu pacjentowi ich wybitnego ośrodka.</em></p>
<p></p><p style="text-align:center;">
Kurtyna. Widownia może już tupać i płakać.<br />
<span style="font-size:larger;">Koniec Aktu I</span>
</p>
<h3><strong>Akt II</strong><br />[Oczyszczenie]</h3>
<h4><strong>Scena 1</strong><br />Pokój terapeutyczny</h4>
<p><em>Ciemny pokój, w którym jedynym źródłem światła jest stojący na środku pokoju telewizorek. Do pokoju wchodzi ubrany w białą kitlę z maską na twarzy, potężnie zbudowany sanitariusz prowadzący przed sobą półnagiego, poobijanego Katiusze. Usadza go na krześle stojącym przed monitorem i wychodzi. Pokazuje się obraz z twarzą o nieokreślonym, ciągle zmieniającym się wyglądzie przywodzącym na myśl a to Mandragorów Pupkę, Khanda, Winnickiego i innych, a to znów monarchofaszystów jak ikm PIIG, PM, DŁ i pomniejszych.</em></p>
<dl>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Dzień dobry, bo dobry tak? Jakżeby inaczej<br />
Jesteśmy w Engels III, wandejskim obozie<br />
Tu wszystko jest dobre, nawet stanie na mrozie<br />
Nigdzie nie zaznasz opieki bardziej… odżywczej<br />
Nieprawdaż?</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Odżywczej… tak pewnie macie rację<br />
To wyjątkowe miejsce, bardzo sobie je cenię<br />
Czyż inaczej przybyłbym tutaj dobrowolnie?</dd>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Ha dobrze powiedziane, która to już sesja?<br />
Jak sądzę, do końca zmierzamy, choć mozolnie</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Dla mnie to jedna niekończąca się transgresja<br />
Doskonale to wiecie, po co te pytania?<br />
Straciłem tu poczucie i czasu i świata</dd>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Masz do nas pretensje, żal, może chcesz wcześniej wyjść?<br />
Zbrzydła ci twa cela, ścieżki zdrowia, samotność?<br />
Czyżbyś wątpliwości miał, głupio było tu przyjść?<br />
Pobyt tutaj Ci zbrzydł co? Masz już serdecznie dość?</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Nie, to znaczy tak, ale… po prostu przejrzałem<br />
Pokazaliście mi, dobitnie, kim tam byłem<br />
Kim się stałem i w co zmieniłem a także!<br />
A może przede wszystkim samą o tym prawdę<br />
Jak to co dobre może być przeze mnie stratne…</dd>
<dt>Twarz</dt>
<dd>Czas na kąpiel, ale nie dajcie zgasnąć tej iskrze<br />
Bo…</dd>
</dl>
<p><em>Telewizor gaśnie, wchodzi sanitariusz i wyprowadza Katiusze.</em></p>
<h4><strong>Scena 2</strong><br />W celi</h4>
<p><em>Ten sam co poprzednio sanitariusz wrzuca bezceremonialnie do celi Katiusze, zatrzaskując na głucho drzwi celi. Katiusza skulony siada w kącie celi, drży, ocieka wodą. Po chwili wstaje wspina się do okna, wygląda. Schodzi, siada tym razem na ławeczce i rozpoczyna swój monolog, z coraz większą estymą go wygłaszając, gestykulując i chodząc po celi.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>W czterech ścianach siedząc, z jednym okienkiem<br />
Otwartym wciąż na jedno, poprzez cztery pręty<br />
Wszystko widząc i oh tak, już wszystko rozumiem<br />
Już wiem jak być powinno, i na nic wykręty<br />
Chociaż będzie bolało, a niezbyt to lubię<br />
Trzeba porzucić kłamstwo, na swych wrogów zgubę<br />
I choć już na to późno, wiem że dla mnie mus to<br />
Czas prawdzie stawić czoło, wykazać się męstwem!<br /><br />
Ah jak zimno i ciemno, aj jak ciągle pusto…<br /><br />
Wszystkie moja marzenia, dążenia i plany<br />
Wymyślne usprawnienia, ogrom mienia wydany<br />
Trud pracy wykonany, dla nich poświęcenia<br />
Ciągle niewyspany, eh tyle do zrobienia…<br />
A wszystko tylko mary, z niedożywienia<br />
Świetna strawa dla ego, indywidualizm<br />
Robiłem to dla siebie, nikogo innego<br />
Tworzyłem tylko swój świat, a nie nasz wspólny ład<br />
Zasłużyłem na wszystko, sięgając złudnych gwiazd.<br />
Ostrzegała Paulina, dawał przykład Pupka<br />
Stru z historii woła, Ivo wciąż tu puka<br />
I niewysoki Leszek i wszystkie imiona<br />
Na ścianach zapisane, dla potomnych świadczą<br />
I ja już zrozumiałem! Czy ktoś mnie tu słyszy?<br />
Głucho, ciemno, nie słyszą, chyba tylko myszy…</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza przy ostatnich słowach wali w drzwi, nasłuchuje chwilkę po czym wraca na ławę i zasypia.</em></p>
<h3><strong>Scena 3</strong><br />Pokój obserwacyjny</h3>
<p><em>Wszystkie ściany idealnie białe i tylko na jednej z nich dziesiątki monitorów z podglądem na różne sale, a nad wejściem(drzwi białe) wiszą portrety Mandragorów Pupki i Pupki. Na jednym z monitorów widać monologującego Katiusze. Na białych krzesłach, w białych kitlach przy białym biurku, przed ekranami siedzi dwóch funkcjonariuszy obozu Engels III. Oglądają i słuchają z uwagą pacjenta, a gdy ten kładzie się na ławie rozpoczynają swoją rozmowę.</em></p>
<dl>
<dt>Imerdurśbet</dt>
<dd>I jak Towarzyszu Poruczniku Hadnagi?<br />
Powinien się nadać, żeby puścić go dalej<br />
Wprawdzie ma trochę czasu, w tej salce małej<br />
Zgodnie z przepisami i dokumentami<br />
Ale ładnie się zwierzył, stoi przed nami nagi…</dd>
<dt>Polpotan</dt>
<dd>Ah towarzyszko miła, on nie jest taki<br />
Niewieście wasze serce, zwieść się mowie dało<br />
Bo i przyznaję wzrusza, ale to wciąż mało<br />
W mowach nasz Katiusza od zawsze był dobry<br />
Ale czy dotarliśmy do jego umysłu?<br />
Do głęboko skrywanych, prywatnych zamysłów?<br />
Płyniemy po powierzchni, potrzebne mu baty<br />
Aż z krwią i potem wypalimy mu ego<br />
Przedłużyć mu terminy, no do dwudziestego.</dd>
<dt>Imerdurśbet</dt>
<dd>Tak jest towarzyszu poruczniku, notuję<br />
I oh, niech się nad biedakiem Wanda zmiłuje</dd>
</dl>
<p><em>Polpotan Hadnagi patrząc na chorążą Imerdurśbet kręci z niezadowoleniem głowę, stawia szybki podpis na poprawionych dokumentach pacjenta i energicznie wychodzi. Imerdurśbet zwraca wzrok na monitory, wspiera głowę na rękach i wpatrując się w monitor z Katiuszą ciężko, ze współczuciem wzdycha.</em></p>
<p style="text-align:center;">
Kurtyna.<br />
<span style="font-size:larger;">Koniec Aktu II</span>
</p>
</div></div>
		</content>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::Engels_III,1936</id>
		<title>Engels III</title>
		<updated>2018-05-14T02:26:12+02:00</updated>
		<author>
			<name>🍬</name>
			<uri>/B196</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::Engels_III,1936" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1935" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1938" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1936" deleted="no" initial="no" significant="yes">markup</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><div class="drama">
<h3><strong>Akt I</strong><br />[Obudzenie]</h3>
<h4><strong>Scena 1</strong><br />Sala plenarna KPS(w)</h4>
<p><em>Wielka sala, cała w czerwieni, setki, albo tysiące foteli i wszystkie, lub prawie wszystkie zajęte. Z przodu Sali na środku, na podwyższeniu stoi mównica, chwilowo pusta, za nią wielki portret towarzyszy Mandragorów Pupki i w tle mniejsze poprzednich Mandragorów. Słychać gwar setek rozmów, nagle wszystkie cichną, wszyscy wstają i zaczynają tupać. Na salę wchodzi Komitet Centralny. Najpierw I sekretarz PTR, za nim II sekretarz towarzysz Katiusza i reszta komitetu, I sekretarz idzie na mównicę, a pozostali siadają w pierwszym rzędzie foteli.</em></p>
<dl>
<dt>PTR</dt>
<dd>Towarzysze Partyjni, Dzisiaj zostałem przez<br />
Kolektyw Mandragorski, zaprzysiężony na<br />
Mandragoratu Wandystanu Prezydenta<br />
A więc i Waszego Drogiego Lidera też<br />
I chociaż Mandragor jest emanacją Ludu<br />
Powtórzyć pragnę słowa przysięgi mej miłej<br />
Wandystanowi poświęcę, mego ogrom trudu<br />
Ojczyźnie i miłości, mej zawsze jedynej<br />
Dołożę wszelkich starań, by kwitł, rozwijał się<br />
I zaduszał wszędzie monarchofaszyzm wszelki<br />
W swej zajebistości, nigdy nie ustąpię<br /><br />
<em>/kilka godzin później/</em><br /><br />
Zmierzając do końca, wspólny wysiłek wielki<br />
Kolektywny, umocni naszą dominację<br />
W całym mikroświecie i jebać Sarmację<br />
Wandystan jest jutrzenką, jak i socjogramem<br />
Swobody i wszechsprawiedliwości społecznej<br />
Dla ludów sąsiednich, wziętych choćby i szturmem<br />
Wznieśmy pochodnię wandyzmu-żenadyzmu hej!<br />
odważnie wznieśmy buntownicze pięście nasze<br />
Bądźmy postępowi, rewolucyjni, silni,<br />
zwarci i wandni! To wszystko na ręce wasze<br />
Dziękuje, wzruszyłem się, Towarzyszu Lepki!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje ściska i obcałowywuje PTRa, która wręcza mu ukradkiem karteczkę, ten chowa ją do kieszeni i wstępuje na mównicę.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Kochani moi! No to była wspaniała mowa!<br />
I cóż mogę dodać ja, skromny obywatel<br />
Marny robotnik rolny, no może trzy słowa<br />
Do was jeszcze powiem, przedstawię pracy model<br />
Jako Komisarz od współpracy z Księstwem<br />
Mamy szczególną szansę, by zmienić Sarmację<br />
Musimy wejść w sojusz i wiem że mam rację<br />
To jedyna droga i gotów ponieść jestem<br />
Wszelkie konsekwencje, tego trudnego kroku<br />
Ale ku lepszemu, by wyjść z tego mroku<br />
Tej samoizolatki, i ślepej uliczki<br />
Musimy przyjąć naszej historii nauczki</dd>
</dl>
<p><em>Towarzyszka Wileńska wstaje.</em></p>
<dl>
<dt>Paulina</dt>
<dd>Sojusz? No was to chyba równo pojebało</dd>
</dl>
<p><em>Paulina zbiera się i wychodzi z Sali, trzaskając donośnie drzwiami.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Towarzyszko! Ah to mnie mocno zabolało…<br />
Ja wiem, to będzie trudne, ale nie ma wyjścia<br />
To jest jedyna szansa, byśmy mogli wygrać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza odchodzi, większość plenum tupie radośnie, ale co poniektórzy nawet nie wstali, inni wstali i wyszli bez słowa, ktoś nawet gwizdał, ktoś klaskał z pogardą. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 2</strong><br />Prywatny Gabinet posła na Sejm Księstwa Sarmacji</h4>
<p><em>Ciemny niewielki pokój, z dwoma fotelami ustawionym naprzeciw kominka, mnóstwo półek z książkami. Na jednym z foteli siedzi pogrążony w zadumie Katiusza wpatrując się w ledwo błąkające się po drwach płomyki. Obok stoi służący, cierpliwie czekając na polecenia.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niby nic niezwykłego, spojrzałem w lustro<br />
Zobaczyłem...ha siebie, cóż za zdziwienie!<br />
Nie było mu smutno... w twarzy coś obcego<br />
Jakby nie te cienie, jakby hmm no sam nie wiem<br />
W spojrzeniu, w rysach, brakowało mych trosk<br />
Które co dzień oglądam, przy golenia i przy...<br />
Ale nie dziś, nie tutaj... /służba gdzie jest mój sok/!<br />
Eh to nie mogłem być ja, jakiś sen, ale czy...?<br />
Nie! Siebie nie oszukasz, widziałeś, słyszałeś.<br />
On, ten inny ja, tam był, i przecież nie piłeś<br />
Patrzył się i mówił coś, z dezaprobatą<br />
Kręcił głową, karcił, groził mi palcem tym!<br />
No i wychudły jakiś, twarz miał bladą taką<br />
Poobijany widać, jakby go wziął reżym,<br />
W miłosny uścisk swój pałką nas pieszczący<br />
A przecież mamy sojusz, wspólnie dla Sarmacji.<br />
A jednak to mnie gryzą ciągle wątpliwości,<br />
I choć to bardzo dziwne, sumienia wyrzuty<br />
Nie dają mi spojrzeć w oczy towarzyszy<br />
On był spokojny, pewny, a nawet radosny<br />
Pomimo swej niedoli, to było nieznośne<br />
Ja w swym bogactwie, wciąż jestem nieszczęśliwy<br />
Czy dobrze robię, czy wybory były trafne<br />
Jak postępować, jak żyć, a on cierpieć woli<br />
I z tego czerpie siły, by wolnym zawsze być</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wyjął z kieszeni kawałek papieru-karnet do EIII, na odwrocie napis "Ivo niedawno znów pojechał, może też się skusicie? PTR".</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>O tak, zapomniałem, że jestem wandejczykiem<br />
Czas się udać na urlop, na reedukację.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje, dopija sok z rabarbaru i wychodzi energicznym krokiem, zostawiając bez słowa swego służącego. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 3</strong><br />Pociąg</h4>
<p><em>Katiusza siedzi w zamknietym pustym przedziale. Wspierając głowę na dłoni opartej na stoliczku wpatruje się w przesuwając się za oknem krajobraz, pogrążając się w swych rozmyślaniach. Nagle wchodzi Karolina.</em></p>
<dl>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Witajcie towarzyszu, dobrze że zdążyłam</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Na pociąg? Czekali by, przecież sama Kanclerz</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Już nie i nigdy specjalnie traktowana nie byłam<br />
Spóźniona czekałam, a i inni z rządu też<br />
Przecież sam dobrze to wiesz, byłeś tam z nami</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niestety byłem, a blask władzy mnie omamił<br />
Teraz już lepiej widzę, dobrze że wyjeżdżam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Ja właśnie w tej sprawie</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Ta sramparampamtam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No daj chociaż powiedzieć, bo to jest ważna rzecz<br />
Wasze odejście to cios i dla waszej Partii<br />
I trochę również dla nas, jakby to prosto rzec<br />
Hm byliście aktywni i merytoryczni<br />
Dla caluśkiej Sarmacji, wielce pożyteczni<br />
Ja rozumiem, jesteście źli, rozgoryczeni<br />
Pewnie też przemęczeni, może wypaleni?<br />
Ale na miłość Wandy</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>No! Tylko bez takich!</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No bo nie możecie przecież tak zostawić Ich</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Mówisz ich? A może was? Wygodny byłem co?<br />
Nie, ja to dla nich robię, myślisz że dla kogo?<br />
Dla siebie? O nie! Z tym już koniec i basta<br />
Kolektywizm! O tak! Jak góra we mnie narasta!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza w emocjach aż wstaje z siedzenia, akurat pociąg gwałtownie zwalnia przyciskając go z powrotem do fotela. Panuje chwila ciszy, przechodzą pasażerowie, ale widząc takie towarzystwo idą dalej. Robi się pusto. Po chwili grają fanfary roztacza się w korytarzu czerwony dywan, idzie dumnie JKM Helwetyk i nie rozglądając się zbytnio wchodzi wprost do przedziału zajmowanego przez Katiusze i Karolinę.</em></p>
<dl>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Bry, dodam jeszcze tylko, do tego co Karo<br />
Że i mi w sejmie bardzo było przyjemnie<br />
Z Wami Towarzyszu, gadać jako tako<br />
O ważnych sprawach dla nas, a na pewno dla mnie<br />
Tfu, znaczy chciałem rzec, całego społeczeństwa</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Dobrzeście powiedzieli, służba nie dla państwa<br />
Tylko własnych ambicji, dziękuję, wysiadam</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ponownie wstaje, wtem kanapa która wcześniej zajmowana była tylko przez Katiusze podnosi się, a ze środki z gąszcza kabli i widocznego głębiej dziwnego tunelu wynurza się Avril.</em></p>
<dl>
<dt>Avril</dt>
<dd>Wybaczcie mi proszę, ale lubię tak czasem<br />
Podłubać sobie w czymś, powiedzmy że mniejszym<br />
A na pewno lżejszym, bo te wielkie systemy…<br />
Albo te z ustawy, co zrobić je muszę<br />
A dajcie lepiej spokój, wolę dłubać mapę<br />
No, ale towarzyszu, to do was mam sprawę<br />
Znaczy chciałem powiedzieć, tak po przyjacielsku<br />
Że szkoda, mówię serio, bo was polubiłem<br />
Mogliśmy się nie zgadzać, czasem tak po męsku<br />
Ale dało się gadać, całkiem to trawiłem</dd>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Właśnie, dokładnie, a nie, jak tego Kwaziego<br />
Senatora jednego</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Postanowiłem, tu nie ma nic niepewnego<br />
Jeśli mnie sympatią darzycie to proszę was<br />
Dajcie mi spać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza siada, opiera głowę o szybę i zamyka oczy. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 4</strong><br />Dziedziniec EIII<small></small></h4>
<p><em>Wielkie białe betonowe mury i ogromna biała stalowa brama. Otwiera się i widać za nią dwa szeregi mundurowych uzbrojonych w pałki i ustawione po dwóch stronach ścieżki prowadzącej do budynku głównego.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>A cóż to ma znaczyć, komitet powitalny?<br />
Niby jestem ważny wciąż, no ale takie coś?<br />
Uzbrojeni w pałki, strój galowy jakby<br />
Dziwne, podejrzane wręcz, tak mi mówi mój nos,<br />
Ale nie ma odwrotu, idź ku oczyszczeniu!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ciężko wzdycha i wkracza za bramę, brama się zamyka, Katiusza podchodzi do pierwszej pary funkcjonariuszy, wyglądają jak z Gwardii Grodziska. Podnoszą się białe pałki i z wielką siłą opadają na niedowierzającego Katiusze.
Nagle odzywa się nijaki, zniekształcony głos z niewidocznych głośników, jakby dochodził zewsząd jednocześnie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj w swoim świecie, wśród swych sojuszników</dd>
</dl>
<p><em>Druga para, Ci jak z KGB (Królewskiej Gwardii Baridasu). Pałki idą w ruch.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu bagaże, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Kolejne pary funkcjonariuszy i kolejne ciosy, Katiusza sam odrzuca swój plecak i torbę.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu ubrania, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Ciosy, nieustanne ciosy białych pałek. Katiusza pada i zdziera z siebie ubranie, pełznie do przodu, do drzwi, ucieka.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Czy miłe są te pałki? Od twych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza na czworakach. Już blisko drzwi, ciosy ustają. Ostatnia para trzyma nie pałki, ale węże wodne. Lodowata woda silnym strumieniem uderza i odrzuca w tył, wprost pod pałki wcześniejszych funkcjonariuszy. Katiusza krzyczy, znowu upada pod gradem białej gumy.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu też godność, sam się już jej zrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza błaga oprawców by przestali, krzyczy by mu ktoś pomógł.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu nadzieję, sam się już jej wyrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza próbuje przemieszczać się dalej, w odpowiedzi na co nadbiegają kolejni funkcjonariuszy intensyfikując bicie. Lodowata woda płynie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj nam w domu, bez żadnych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza mdleje. Funkcjonariusze mundurowi natychmiast odsuwają się w tył, otwierają się drzwi i wybiega z nich kilku ubranych w nieskazitelnie białe kitle sanitariuszy z noszami. Umieszczają go na nich i idą w kierunku drzwi wejściowych do EIII. Funkcjonariusze mundurowi stają na baczność, oddając honory kolejnemu sławnemu pacjentowi ich wybitnego ośrodka.</em></p>
<p></p><p style="text-align:center;">
Kurtyna. Widownia może już tupać i płakać.<br />
<span style="font-size:larger;">Koniec Aktu I</span>
</p>
</div></div>
		</content>
	</entry>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::Engels_III,1935</id>
		<title>Engels III</title>
		<updated>2018-05-14T02:23:32+02:00</updated>
		<author>
			<name>🍬</name>
			<uri>/B196</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::Engels_III,1935" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1935" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::Engels_III,1938" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::Engels_III" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1935" deleted="no" initial="yes" significant="yes">Akt I, drugi będzie jutro</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><div class="drama">
<h3><strong>Akt I</strong><br />[Obudzenie]</h3>
<h4><strong>Scena 1</strong><br />Sala plenarna KPS(w)</h4>
<p><em>Wielka sala, cała w czerwieni, setki, albo tysiące foteli i wszystkie, lub prawie wszystkie zajęte. Z przodu Sali na środku, na podwyższeniu stoi mównica, chwilowo pusta, za nią wielki portret towarzyszy Mandragorów Pupki i w tle mniejsze poprzednich Mandragorów. Słychać gwar setek rozmów, nagle wszystkie cichną, wszyscy wstają i zaczynają tupać. Na salę wchodzi Komitet Centralny. Najpierw I sekretarz PTR, za nim II sekretarz towarzysz Katiusza i reszta komitetu, I sekretarz idzie na mównicę, a pozostali siadają w pierwszym rzędzie foteli.</em></p>
<dl>
<dt>PTR</dt>
<dd>Towarzysze Partyjni, Dzisiaj zostałem przez<br />
Kolektyw Mandragorski, zaprzysiężony na<br />
Mandragoratu Wandystanu Prezydenta<br />
A więc i Waszego Drogiego Lidera też<br />
I chociaż Mandragor jest emanacją Ludu<br />
Powtórzyć pragnę słowa przysięgi mej miłej<br />
Wandystanowi poświęcę, mego ogrom trudu<br />
Ojczyźnie i miłości, mej zawsze jedynej<br />
Dołożę wszelkich starań, by kwitł, rozwijał się<br />
I zaduszał wszędzie monarchofaszyzm wszelki<br />
W swej zajebistości, nigdy nie ustąpię<br /><br />
<em>/kilka godzin później/</em><br /><br />
Zmierzając do końca, wspólny wysiłek wielki<br />
Kolektywny, umocni naszą dominację<br />
W całym mikroświecie i jebać Sarmację<br />
Wandystan jest jutrzenką, jak i socjogramem<br />
Swobody i wszechsprawiedliwości społecznej<br />
Dla ludów sąsiednich, wziętych choćby i szturmem<br />
Wznieśmy pochodnię wandyzmu-żenadyzmu hej!<br />
odważnie wznieśmy buntownicze pięście nasze<br />
Bądźmy postępowi, rewolucyjni, silni,<br />
zwarci i wandni! To wszystko na ręce wasze<br />
Dziękuje, wzruszyłem się, Towarzyszu Lepki!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje ściska i obcałowywuje PTRa, która wręcza mu ukradkiem karteczkę, ten chowa ją do kieszeni i wstępuje na mównicę.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Kochani moi! No to była wspaniała mowa!<br />
I cóż mogę dodać ja, skromny obywatel<br />
Marny robotnik rolny, no może trzy słowa<br />
Do was jeszcze powiem, przedstawię pracy model<br />
Jako Komisarz od współpracy z Księstwem<br />
Mamy szczególną szansę, by zmienić Sarmację<br />
Musimy wejść w sojusz i wiem że mam rację<br />
To jedyna droga i gotów ponieść jestem<br />
Wszelkie konsekwencje, tego trudnego kroku<br />
Ale ku lepszemu, by wyjść z tego mroku<br />
Tej samoizolatki, i ślepej uliczki<br />
Musimy przyjąć naszej historii nauczki</dd>
</dl>
<p><em>Towarzyszka Wileńska wstaje.</em></p>
<dl>
<dt>Paulina</dt>
<dd>Sojusz? No was to chyba równo pojebało</dd>
</dl>
<p><em>Paulina zbiera się i wychodzi z Sali, trzaskając donośnie drzwiami.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Towarzyszko! Ah to mnie mocno zabolało…<br />
Ja wiem, to będzie trudne, ale nie ma wyjścia<br />
To jest jedyna szansa, byśmy mogli wygrać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza odchodzi, większość plenum tupie radośnie, ale co poniektórzy nawet nie wstali, inni wstali i wyszli bez słowa, ktoś nawet gwizdał, ktoś klaskał z pogardą. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 2</strong><br />Prywatny Gabinet posła na Sejm Księstwa Sarmacji</h4>
<p><em>Ciemny niewielki pokój, z dwoma fotelami ustawionym naprzeciw kominka, mnóstwo półek z książkami. Na jednym z foteli siedzi pogrążony w zadumie Katiusza wpatrując się w ledwo błąkające się po drwach płomyki. Obok stoi służący, cierpliwie czekając na polecenia.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niby nic niezwykłego, spojrzałem w lustro<br />
Zobaczyłem...ha siebie, cóż za zdziwienie!<br />
Nie było mu smutno... w twarzy coś obcego<br />
Jakby nie te cienie, jakby hmm no sam nie wiem<br />
W spojrzeniu, w rysach, brakowało mych trosk<br />
Które co dzień oglądam, przy golenia i przy...<br />
Ale nie dziś, nie tutaj... /służba gdzie jest mój sok/!<br />
Eh to nie mogłem być ja, jakiś sen, ale czy...?<br />
Nie! Siebie nie oszukasz, widziałeś, słyszałeś.<br />
On, ten inny ja, tam był, i przecież nie piłeś<br />
Patrzył się i mówił coś, z dezaprobatą<br />
Kręcił głową, karcił, groził mi palcem tym!<br />
No i wychudły jakiś, twarz miał bladą taką<br />
Poobijany widać, jakby go wziął reżym,<br />
W miłosny uścisk swój pałką nas pieszczący<br />
A przecież mamy sojusz, wspólnie dla Sarmacji.<br />
A jednak to mnie gryzą ciągle wątpliwości,<br />
I choć to bardzo dziwne, sumienia wyrzuty<br />
Nie dają mi spojrzeć w oczy towarzyszy<br />
On był spokojny, pewny, a nawet radosny<br />
Pomimo swej niedoli, to było nieznośne<br />
Ja w swym bogactwie, wciąż jestem nieszczęśliwy<br />
Czy dobrze robię, czy wybory były trafne<br />
Jak postępować, jak żyć, a on cierpieć woli<br />
I z tego czerpie siły, by wolnym zawsze być</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wyjął z kieszeni kawałek papieru-karnet do EIII, na odwrocie napis "Ivo niedawno znów pojechał, może też się skusicie? PTR".</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>O tak, zapomniałem, że jestem wandejczykiem<br />
Czas się udać na urlop, na reedukację.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza wstaje, dopija sok z rabarbaru i wychodzi energicznym krokiem, zostawiając bez słowa swego służącego. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 3</strong><br />Pociąg</h4>
<p><em>Katiusza siedzi w zamknietym pustym przedziale. Wspierając głowę na dłoni opartej na stoliczku wpatruje się w przesuwając się za oknem krajobraz, pogrążając się w swych rozmyślaniach. Nagle wchodzi Karolina.</em></p>
<dl>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Witajcie towarzyszu, dobrze że zdążyłam</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Na pociąg? Czekali by, przecież sama Kanclerz</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Już nie i nigdy specjalnie traktowana nie byłam<br />
Spóźniona czekałam, a i inni z rządu też<br />
Przecież sam dobrze to wiesz, byłeś tam z nami</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Niestety byłem, a blask władzy mnie omamił<br />
Teraz już lepiej widzę, dobrze że wyjeżdżam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>Ja właśnie w tej sprawie</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Ta sramparampamtam</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No daj chociaż powiedzieć, bo to jest ważna rzecz<br />
Wasze odejście to cios i dla waszej Partii<br />
I trochę również dla nas, jakby to prosto rzec<br />
Hm byliście aktywni i merytoryczni<br />
Dla caluśkiej Sarmacji, wielce pożyteczni<br />
Ja rozumiem, jesteście źli, rozgoryczeni<br />
Pewnie też przemęczeni, może wypaleni?<br />
Ale na miłość Wandy</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>No! Tylko bez takich!</dd>
<dt>Karolina</dt>
<dd>No bo nie możecie przecież tak zostawić Ich</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Mówisz ich? A może was? Wygodny byłem co?<br />
Nie, ja to dla nich robię, myślisz że dla kogo?<br />
Dla siebie? O nie! Z tym już koniec i basta<br />
Kolektywizm! O tak! Jak góra we mnie narasta!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza w emocjach aż wstaje z siedzenia, akurat pociąg gwałtownie zwalnia przyciskając go z powrotem do fotela. Panuje chwila ciszy, przechodzą pasażerowie, ale widząc takie towarzystwo idą dalej. Robi się pusto. Po chwili grają fanfary roztacza się w korytarzu czerwony dywan, idzie dumnie JKM Helwetyk i nie rozglądając się zbytnio wchodzi wprost do przedziału zajmowanego przez Katiusze i Karolinę.</em></p>
<dl>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Bry, dodam jeszcze tylko, do tego co Karo<br />
Że i mi w sejmie bardzo było przyjemnie<br />
Z Wami Towarzyszu, gadać jako tako<br />
O ważnych sprawach dla nas, a na pewno dla mnie<br />
Tfu, znaczy chciałem rzec, całego społeczeństwa</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Dobrzeście powiedzieli, służba nie dla państwa<br />
Tylko własnych ambicji, dziękuję, wysiadam</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ponownie wstaje, wtem kanapa która wcześniej zajmowana była tylko przez Katiusze podnosi się, a ze środki z gąszcza kabli i widocznego głębiej dziwnego tunelu wynurza się Avril.</em></p>
<dl>
<dt>Avril</dt>
<dd>Wybaczcie mi proszę, ale lubię tak czasem<br />
Podłubać sobie w czymś, powiedzmy że mniejszym<br />
A na pewno lżejszym, bo te wielkie systemy…<br />
Albo te z ustawy, co zrobić je muszę<br />
A dajcie lepiej spokój, wolę dłubać mapę<br />
No, ale towarzyszu, to do was mam sprawę<br />
Znaczy chciałem powiedzieć, tak po przyjacielsku<br />
Że szkoda, mówię serio, bo was polubiłem<br />
Mogliśmy się nie zgadzać, czasem tak po męsku<br />
Ale dało się gadać, całkiem to trawiłem</dd>
<dt>Helwetyk</dt>
<dd>Właśnie, dokładnie, a nie, jak tego Kwaziego<br />
Senatora jednego</dd>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>Postanowiłem, tu nie ma nic niepewnego<br />
Jeśli mnie sympatią darzycie to proszę was<br />
Dajcie mi spać.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza siada, opiera głowę o szybę i zamyka oczy. Kurtyna.</em></p>
<h4><strong>Scena 4</strong><br />Dziedziniec EIII<small></small></h4>
<p><em>Wielkie białe betonowe mury i ogromna biała stalowa brama. Otwiera się i widać za nią dwa szeregi mundurowych uzbrojonych w pałki i ustawione po dwóch stronach ścieżki prowadzącej do budynku głównego.</em></p>
<dl>
<dt>Katiusza</dt>
<dd>A cóż to ma znaczyć, komitet powitalny?<br />
Niby jestem ważny wciąż, no ale takie coś?<br />
Uzbrojeni w pałki, strój galowy jakby<br />
Dziwne, podejrzane wręcz, tak mi mówi mój nos,<br />
Ale nie ma odwrotu, idź ku oczyszczeniu!</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza ciężko wzdycha i wkracza za bramę, brama się zamyka, Katiusza podchodzi do pierwszej pary funkcjonariuszy, wyglądają jak z Gwardii Grodziska. Podnoszą się białe pałki i z wielką siłą opadają na niedowierzającego Katiusze.
Nagle odzywa się nijaki, zniekształcony głos z niewidocznych głośników, jakby dochodził zewsząd jednocześnie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj w swoim świecie, wśród swych sojuszników</dd>
</dl>
<p><em>Druga para, Ci jak z KGB (Królewskiej Gwardii Baridasu). Pałki idą w ruch.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu bagaże, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Kolejne pary funkcjonariuszy i kolejne ciosy, Katiusza sam odrzuca swój plecak i torbę.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu ubrania, teraz są już nasze</dd>
</dl>
<p><em>Ciosy, nieustanne ciosy białych pałek. Katiusza pada i zdziera z siebie ubranie, pełznie do przodu, do drzwi, ucieka.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Czy miłe są te pałki? Od twych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza na czworakach. Już blisko drzwi, ciosy ustają. Ostatnia para trzyma nie pałki, ale węże wodne. Lodowata woda silnym strumieniem uderza i odrzuca w tył, wprost pod pałki wcześniejszych funkcjonariuszy. Katiusza krzyczy, znowu upada pod gradem białej gumy.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu też godność, sam się już jej zrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza błaga oprawców by przestali, krzyczy by mu ktoś pomógł.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Odbierzcie mu nadzieję, sam się już jej wyrzekł</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza próbuje przemieszczać się dalej, w odpowiedzi na co nadbiegają kolejni funkcjonariuszy intensyfikując bicie. Lodowata woda płynie.</em></p>
<dl>
<dt>Głos</dt>
<dd>Witaj nam w domu, bez żadnych sojuszników.</dd>
</dl>
<p><em>Katiusza mdleje. Funkcjonariusze mundurowi natychmiast odsuwają się w tył, otwierają się drzwi i wybiega z nich kilku ubranych w nieskazitelnie białe kitle sanitariuszy z noszami. Umieszczają go na nich i idą w kierunku drzwi wejściowych do EIII. Funkcjonariusze mundurowi stają na baczność, oddając honory kolejnemu sławnemu pacjentowi ich wybitnego ośrodka.</em></p>
<p>Kurtyna. Widownia może już tupać i płakać.<br />
<span style="font-size:larger;">Koniec Aktu I</span>
</p>
</div></div>
		</content>
	</entry>
</feed>
