<?xml version="1.0" encoding="utf-8" ?>
<feed
 xml:base="https://wandystan.eu/"
 xml:lang="pl"
 xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom"
 xmlns:grddl='http://www.w3.org/2003/g/data-view#'
 xmlns:atomwiki="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/"
 grddl:transformation="https://wandystan.eu/varia/rdf/atom2rdf.xsl"
>
	<id>https://wandystan.eu/w/feed,NBN::J%C4%85dro_w_Ciemno%C5%9Bci_1.1-3</id>
	<title>Jądro w Ciemności 1.1-3</title>
	<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
	<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
	<link rel="self" href="/w/feed,NBN::Jądro_w_Ciemności_1.1-3" type="application/atom+xml" />
	<link rel="first" href="/w/feed,NBN::Jądro_w_Ciemności_1.1-3?page=0" type="application/atom+xml" />
	<link rel="alternate" href="/w/NBN::Jądro_w_Ciemności_1.1-3" type="text/html" />
	<icon>/favicon.ico</icon>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::J%C4%85dro_w_Ciemno%C5%9Bci_1.1-3,1258</id>
		<title>Jądro w Ciemności 1.1-3</title>
		<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
		<author>
			<name>Konto systemowe</name>
			<uri>/B1000</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::J%C4%85dro_w_Ciemno%C5%9Bci_1.1-3,1258" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::J%C4%85dro_w_Ciemno%C5%9Bci_1.1-3" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::J%C4%85dro_w_Ciemno%C5%9Bci_1.1-3,1258" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::J%C4%85dro_w_Ciemno%C5%9Bci_1.1-3,1258" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::J%C4%85dro_w_Ciemno%C5%9Bci_1.1-3" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1258" deleted="no" initial="yes" significant="yes">automatycznie zaimportowano ze starego systemu</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><p>***Jądro w ciemności vol. 1,2,3</p>
<p>Część I</p>
<p>Misio wyjrzał z okna. Z kominów obozu buchał gęsty dym. Przypomniało
mu to o śniadaniu, przygotowywanym przez porucznik Agatkę. -
Przygotowałam Ci śniadanie, dym już bucha- powiedziała Agatka. Jak
zawsze miała rozpiętą koszulę mundurową na nagim torsie. Jej piersi
zdawały się mówić „Czuwaj!”.</p>
<p>Siadając przy śniadaniu zapatrzył się mimowolnie na wydatne piersi
por. Agatki. Nie żeby go podniecały, przypominały mu jego rodzinny
dom, a zwłaszcza żniwa, kiedy to okoliczne wieśniaczki żwawo zbierały
słomę z pola. W przypływie tych wspomnień naszła go chwila na
papierosa. Wyciągnął paczkę, wygrzebał jedną fajkę, odpalił i powoli
zaciągnął się dymem tytoniowym. "Dobre te scholandzkie" - pomyślał, po
czym zabrał się do spożywania śniadania. Mimo iż wojna rozpoczęła się
niedawno, Misio zyskał już opinię dowódcy doświadczonego i
agresywnego. Służba w sarmackiej piechocie zmotoryzowanej nie poszła
na marne.</p>
<p>Po ostatniej akcji do kolekcji Misia dołączyła nowa para uszu
scholandzkiego dowódcy. „Po co, głupcze, zbierasz te uszy?”- pytała go
matka, jednak on niezrażony wciąż ucinał je po każdej bitwie i wkładał
do przenośnej zamrażarki. Tak rodziła się jego legenda, było to
konieczne z powodów promocyjnych. Pomysł odcinania uszu pochodził od
kaprala Jurka, przed wojną szefa jednej z największych grodziskich
agencji PR. Misio skończył śniadanie. Wiatr zmian wiał od strony Gór
Kocich.</p>
<p>Wstał i leniwie podszedł do szafki. Nie była to szafa z prawdziwego
zdarzenia, a ledwie nieoheblowany kredens. Jednakże trzymał w nim w
nienagannym porządku poukładane ubrania. Nie chodziło mu jednak o
odzież. Znalazł swój skórzany pasek oficera. Z boku paska zwisała
kabura a w niej spoczywał zawsze wyczyszczony i gotowy do walki
pistolet Luger. Misio dbał o niego, był dla niego praktycznie
wszystkim co miał. Postanowił się wywietrzyć. Wychodząc z baraku wziął
stojący przy drzwiach pistolet maszynowy. Było to jedno z jego
zboaczeń. Zawsze był gotowy do walki, zawsze uzbrojony, nawet gdy
chodził do sracza. Pamiętał przypadek pewnego sierżanta z siostrzanej
kompanii, który poszedł się wysrać i został zadźgany przez dywersanta.
"Przezorny kurwa żyje" - to było jego motto.</p>
<ul>
<li>Pójdę z Tobą, kapitanie - szepnęła porucznik Agatka.
Spojrzał na nią z miłością. Służyła pod jego dowództwem jeszcze w
piechocie zmotoryzowanej przed wojną. To ona odbierała z rąk Księcia
list pochwalny za wzorową postawę w walce w imieniu całego 32
Gellońskiego Pułku Zmotoryzowanego. Miała kształtne sutki i wielką
odwagę w serduszku. Wyszli więc razem, nie zważając na pierwsze krople
jesiennego deszczu. Podwójny agent „Katarzyna” nie będzie czekał
wiecznie. Tym bardziej, że nie lubi moknąć.</li>
</ul>
<p>Część II</p>
<p>Mieli się spotkać w lesie, w opuszczonej chatcę leśniczego. Porucznik
Agatka i Misio szli powoli uroczyskiem w stronę skrętu do dawnej
leśniczówki. Misio zatrzymał się, wyciągnął papierosa i spokojnym,
stanowczym głosem nie znoszącym sprzeciwu powiedział:</p>
<ul>
<li>Poruczniku, dalej pójdę sam. Niech sierżant Petlura przyprowadzi 2
pluton jako moją obstawę, tylko niech zrobi to po cichu. Zaś ty pani
porucznik zostańcie w obozie i pilnujcie obiadu - zakomenderował
kapitan, po czym spokojnym miarowym krokiem ruszył w stronę
leśniczówki. Peema miał przewieszonego przez ramię, mimo iż był
odbezpieczony. Nie spodziewał się pojmania go, jednakże zachował
odpowiednie środki ostrożności. Po 5 minutach marszu doszedł do
leśniczówki. Sprawdził ją. Nie było nikogo. Tak więc spokojnie
rozsiadł się przed wejściem i wyciągnął dropsy miętowe. Taak...
Papierosy i dropsy miętowe były jego jedynymi nałogami.</li>
</ul>
<p>Dwie godziny później zaczął się niepokoić. "Katarzyna" spóźniał się
już o dwie godziny! Wcześniej nigdy się to nie zdarzyło. Zaczął
podejrzewać kocioł. Już chciał wyjmować stację radarowo-nadawczą,
ukrytą przemyślnie pod krzaczkiem jagód, kiedy nagle usłyszał:[poem]</p>
<ul>
<li>Chodźże tu, bo już nie wytrzymuję !
Słuch go nie mylił. Był to głos "Katarzyny". Misio wszedł do
leśniczówki i rozejrzał się.</li>
<li>Tu jestem - jęknął "Katarzyna".
Misio podniósł głowę. "Katarzyna" wisiał na powale,
wciśnięty między żyrandol a framugę okna.</li>
<li>Musiałem się ukryć. Podejrzewałem wsypę - powiedział zeskakując.[/poem]
Uszkodzona w bitwie pod Wagarią rzepka przemieściła się z chrzęstem,
jednak agent zręcznie przemieścił ją z powrotem. Jak każdy podwójny
agent miał na sobie paradny mundur sturmfuhrera armii scholandzkiej.
Dla niepoznaki założył elegancką perukę marki "Strudelheim" i okularki
lennonki wz. 1934.
[poem]</li>
<li>Spodziewałem się kobiety - rzucił Misio na dzień dobry.</li>
<li>Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ! - riposta "Katarzyny" była szybka.
Misio obejrzał sobie nowego agenta od stóp do głów. Nie wyglądał zbyt
okazale, ale przecież był mieszanką Sarmaty i Scholandczyka.[/poem]
"Katarzyna" usiadł na stołku który podpierał drzw, wyciągnął
piersiówkę i pociągnął łyk. W pomieszczeniu rozniósł się zapach wódki.
Misiowi zebrało się na wymioty - nienawidził alkoholu. Powstrzymując
pawia znalazł drugi taboret i usiadł spokojnie.[poem]</li>
<li>Nowy w interesie? - zapytał powoli.</li>
<li>Nie. Nowy w tym rejonie. Niezły bałagan żeś tutaj narobił.</li>
<li>Takie życie. Sie gra sie ma. Ale do rzeczy.</li>
<li>Za 2 dni linią kolejową Athos - Krez będzie jechał pociąg wyładowany
amunicją i rannymi. Z informacji jakie posiadam wynika iż jest to
amunicja przeznaczona dla oddziałów tłumiących partyzantkę gellońską.
Dowództwo myśli, że to dobry cel na następną akcję.</li>
<li>Jakie dowództwo? - zapytał podejrzliwie Misio.</li>
<li>No dowództwo, sarmackie - niepewnie odpowiedział "Katarzyna".</li>
<li>Aha. Na tym terenie to ja jestem dowództwem ! - zdenerwowany Misio
wyciągnął Lugera - Te sieroty co przegrały wojnę mogą mi tylko
proponować. Naucz się tego bo skończysz szybciutko jako pokarm dla
mrówek.</li>
<li>Spokojnie, szefie, ruhig! Nie ma powodu do nerwów. Akcja jest prosta
jak pióro kukuła. Wystarczy znaleźć dogodne miejsce na zasadzkę i
bach! Załatwione. Ludzi Ci zdaje się wystarczy?</li>
<li>Wystarczy - odpowiedział Misio bawiąc się pistoletem - Powiedzmy, że się zastanowię.</li>
<li>Zastanów się - "Katarzyna" wstał i ruszył do wyjścia.</li>
<li>Wiadomość zostaw w skrzynce kontaktowej numer 7.</li>
<li>Siódemka to ten pojemnik na zużyte miny przeciwczołgowe?</li>
<li>Tak jest.</li>
<li>Jeszcze jedno. Amunicja z tego transportu ma być przeznaczona dla
oddziałów antypartyzanckich, tak?</li>
<li>Dokładnie tak.</li>
<li>A dla kogo przeznaczeni są ranni?
"Katarzyna" umilkł na dłuższą chwilę.</li>
<li>Oni są dla...dla Wielkiego Wszechscholandzkiego Monstrum.
Po raz pierwszy od czasu pierwszego transportu do obozu pod
Misiem ugięły się nogi.[/poem]</li>
</ul>
<p>[poem]- Nie czas na pieprzenie. Trzeba do iść do roboty - powiedział
pospiesznie "Katarzyna" i począł kierować się w stronę drzwi.</p>
<ul>
<li>Czekaj - rzucił Misio tonem nie znającym sprzeciwu (rzucał nim
często) - Czemu to robisz?</li>
<li>Co robię? - odpowiedział "Kasia".</li>
<li>No, to wszystko. Całą tą konspirację od siedmiu boleści. Czemu to
robisz? Zastanawiałeś się nad tym? - zaczynał filozofować Misio. Im
stawał się starszy tym częściej myślał nad życiem.</li>
<li>No robię to dla ojczyzny i dla kraju - odpowiedział bez namysłu "Katarzyna"</li>
<li>Pierdolisz. Na pewno masz jakiś inny powód. No ale spieprzaj do
swoich scholandzkich przyjaciół. Do zobaczenia.[/poem]</li>
</ul>
<p>Część III</p>
<p>Sielankę rozmowy przerwał wybuch.
[poem]- Wydałeś mnie kurwo ! - krzyknął Misio i pośpiesznie wyciągnąl
Lugera.</p>
<ul>
<li>Nie nie, przysięgam - stękał "Katarzyna". Przejmujące zimno lufy
pistoletu Misia było środkiem skutecznie zmiękczającym przeciwnika i
odbierającym mu wolę oporu.</li>
<li>Módl się, że to nic groźnego, bo... A z resztą, Ty dobrze wiesz co.
Misio podbiegł do okna i szybko wyjrzał. Widać było tylko dym na
polnej drodze. Nie był zadowolony.</li>
<li>Jaa pierdole... - rzucił przez zęby. Sekundę potem nie było go już w
domku. Biegł co sił w nogach do miejsca wybuchu. Wiedział już, że to
nie była zasadzka...[/poem]</li>
</ul>
<p>Na środku drogi widać było piękny lej od wybuchu. Dookoła unosił
się kurz i inne przedmioty leśne. Misio uważne rozejrzał się po
okolicy. Nie było nikogo i niczego co mogłoby spowodować wybuch.
Chwilę potem dobiegł do niego "Katarzyna".  </p>
<ul>
<li>Cicho... - uciszył go Misio. Las dookoła był spokojny. Słychać było
tylko krakanie wron. Jednak uwagę Misia przykuł cichy szelest w
krzakach. Podbiegł szybko... i omal nie zemdlał z wrażenia.
"Katarzyna" również.</li>
</ul>
<p>Ich oczom ukazała się porucznik Agatka, a raczej to co z niej zostało.
Cała dolna część ciała musiała zniknąć w wybuchu, widać było, że
eksplozja dosłownie urwała jej obie nogi. Tam gdzie niegdyś były
pośladki, teraz można było zobaczyć kawałki mięsa bezwolnie zwisające
z reszty ciała. Żyła, ale widać było, że to jej ostatnie chwile.
[poem]- Bo ja chciałam... Chciałam, żebyś się pospieszył... Obiad
wystygłbył... - jęczała zwijając się z bólu.</p>
<ul>
<li>Spokojnie, już spokojnie - uciszał ją Misio.</li>
<li>To już koniec... - wyszeptał "Katarzyna".[/poem]  </li>
<li>Trzeba... Już... Chwila... - jąkał się Misio. Obsesyjnie szukał
swojego Lugera. Znalazł go, sprawdził czy naładowany i wycelował go w
Agatkę. Trzymał go tak chwilkę, po czym opuścił go i popatrzył na
"Katarzynę". Twarz Misia była blada i oblana potem. Nie wiedział co
zrobić.[poem]</li>
<li>Masz, Ty to zrób - błagał "Katarzynę.</li>
<li>Nie mogę - odparł łącznik.</li>
<li>Strzelaj, kurwa ! - wrzeszczał Misio</li>
<li>Nie mogę !</li>
<li>To ja to zrobię ! - strzał w głowę zakończył karierę pani porucznik.[/poem]</li>
</ul>
<p>[poem]- To przez te wasze scholandzkie miny. Co za gówno ! - rzucał Misio co
chwilę, oglądając lej po bombach i resztki zapalnika. Widać było, iż
jest to zapalnik od miny przeciwpancernej. Miał on wygrawerowane na
czubku nazwę fabryki - Minen AG.</p>
<ul>
<li>Nie umiecie odpowiednio ustawić zapalników, skoro nawet piechur może
spowodować eksplozje miny przeciwczołgowej. Lepiej nie wiedzieć jakie
są przeciwpiechotne...</li>
<li>Odpieprz się, wiesz ! Co mnie to obchodzi?! - zaczął wrzeszczeć
"Katarzyna".</li>
<li>Co Cię to obchodzi? Że to dzięki twoim kumplom Agatka wyleciała w
powietrze !</li>
<li>To nie są moi kumple, rozumiesz? Jestem prawie takim samym Sarmatą
jak ty !</li>
<li>Spierdalaj...</li>
<li>Słucham?</li>
<li>Spierdalaj, zanim nie rozwalę Ci łba, rozumiesz? - powiedział
spokojnie, acz stanowczo, Misio.</li>
<li>No dobra... Jeszcze mnie popamiętasz... - rzucił na pożegnanie.[/poem]  </li>
</ul>
<p>"Katarzyna" już nie pojawił się w okolicy. Zginął tydzień później w
nalocie bombowym. Także Misio miał mieć nowego łącznika. I co ciekawe</p>
<ul>
<li>o tym samym pseudonimie...</li>
</ul>
<blockquote>
<p><strong>Metadane</strong><br />
autor: Michał Czarnecki<br />
data: 23 sierpnia 2006 r.<br />
link: <a href="http://wandea.wandystan.eu/252" rel="external">wandea</a></p>
</blockquote></div>
		</content>
	</entry>
</feed>
