<?xml version="1.0" encoding="utf-8" ?>
<feed
 xml:base="https://wandystan.eu/"
 xml:lang="pl"
 xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom"
 xmlns:grddl='http://www.w3.org/2003/g/data-view#'
 xmlns:atomwiki="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/"
 grddl:transformation="https://wandystan.eu/varia/rdf/atom2rdf.xsl"
>
	<id>https://wandystan.eu/w/feed,NBN::Korsarze</id>
	<title>Korsarze</title>
	<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
	<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
	<link rel="self" href="/w/feed,NBN::Korsarze" type="application/atom+xml" />
	<link rel="first" href="/w/feed,NBN::Korsarze?page=0" type="application/atom+xml" />
	<link rel="alternate" href="/w/NBN::Korsarze" type="text/html" />
	<icon>/favicon.ico</icon>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::Korsarze,1238</id>
		<title>Korsarze</title>
		<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
		<author>
			<name>Konto systemowe</name>
			<uri>/B1000</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::Korsarze,1238" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::Korsarze" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::Korsarze,1238" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::Korsarze,1238" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::Korsarze" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1238" deleted="no" initial="yes" significant="yes">automatycznie zaimportowano ze starego systemu</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><p>Wschodzące słońce zalało blaskiem seledynowe wody oceanu, rozpruwane dziobem potężnego sarmackiego galeonu „Święty Medard”. Silny, południowy wiatr nadymał żagle okrętu wyładowanego po brzegi krzepkim rumem mandragorowym z Sułtanatu Precelkhandy. (W każdym razie, galeon BYŁ wyładowany rumem po brzegi, kiedy statek wyruszał z portu w Precelkhandzie – obecnie na „Świętym Medardzie” pozostało tylko kilka butelek trunku, a rejs, jak można się domyślić, był wesoły.)</p>
<p>Załoga raźno krzątała się po okręcie, obijając się od czasu do czasu o puste butelki, a sternik między chrapnięciami korygował kurs galeonu, dążąc do pierwszego w historii sarmackiej żeglugi przepłynięcia zygzakiem całej trasy Precelkhanda-Sola. Gdzieś w oddali za statkiem można było jeszcze dostrzec Wyspę Roberta Janusza – nazwa tego skrawka lądu została wymyślona przed chwilą przez majtka z bocianiego gniazda, a wzięła się od imion bosmana „Świętego Medarda”, który bezskutecznie usiłował zaprowadzić na statku dyscyplinę i został na owej wyspie zostawiony przez marynarzy wieczorem dnia poprzedniego.</p>
<p>W ten sposób czas do godziny jedenastej przed południem upłynął Sarmatom na leczeniu kaca i płynięciu zygzakiem na północ. Gdy już większość załogi była w stanie używalności, Mikołaj Piotr, z woli Boga i Ludu kapitan „Świętego Medarda”, nakazał zwołać załogę na posiłek. Jak codziennie podczas tego rejsu marynarzom podano makaron z rumem i rum na popitkę, a potem zwyczajowo urządzono zawody w przeciąganiu makaronu.</p>
<p>Sielankę przerwał dopiero po południu okrzyk majtka z bocianiego gniazda.</p>
<ul>
<li>
<p>Czarne żagle na horyzoncie!</p>
</li>
<li>
<ul>
<li>*</li>
</ul>
</li>
</ul>
<p>Kapitan Armin wybuchnął na widok sarmackiego galeonu okrutnym śmiechem, przytupując sobie do taktu drewnianą nogą. Zawtórowała mu siedząca na ramieniu papuga oraz załoga składająca się z barbarzyńskich, czarnowłosych i czarnookich Scholandczyków. Bryg „Wyzysk”, owoc pracy setek niewykwalifikowanych robotników ciemiężonych w stoczniach Królestwa Scholandii, powoli i nieubłaganie doganiał „Świętego Medarda”. Korsarze zabijali czas oczekiwania ostrząc szable, rychtując działa i zacierając ręce na myśl o nieszczęsnych sarmackich żeglarzach.</p>
<p>Tymczasem kapitan Armin pod pokładem torturował bosmana Roberta Janusza, porwanego wczesnym rankiem ze swojej wyspy.</p>
<ul>
<li>Pij! – rechotał, wlewając kolejną porcję ciepłego mleka w nieszczęsnego Sarmatę. Tortura ta przetrwała do naszych czasów, była między innymi stosowana w KL Morvenau przez scholandzkiego okupanta wobec większości żydowskiej i jeńców sarmackich.</li>
<li>A teraz gadaj – zażądał korsarz. – Ile dział ma ten wasz stateczek?</li>
<li>Nic ci nie powiem! – zagrzmiał bosman. – Mój honor oznacza wierność!</li>
</ul>
<p>Im dłużej korsarz nalegał, tym bardziej Robert Janusz nie chciał nic powiedzieć. Sprytny plan Scholandczyka, by dowiedzieć się o słabościach „Świętego Medarda”, a następnie je wykorzystać, spalił więc na panewce. Zostawało mu tylko jedno – klasyczny, staroświecki abordaż, poprzedzony ostrzałem z dział.</p>
<hr />
<p>Mikołaj Piotr, z woli Boga i Ludu kapitan „Świętego Medarda”, podjął decyzję.</p>
<ul>
<li>
<p>Marynarze! – rozpoczął mowę. – Stajemy w obliczu zagrożenia ze strony scholandzkich korsarzy! Ale nie ugniemy się! W naszych żyłach płynie krew dziesiątków pokoleń mężnych, sarmackich wojów! Każda burta będzie nam fortecą! – skończył triumfalnie kapitan. Odpowiedział mu radosny i odważny, choć cokolwiek nieskoordynowany okrzyk załogi.</p>
</li>
<li>
<ul>
<li>*</li>
</ul>
</li>
</ul>
<p>Nadszedł czas ostatecznej rozprawy. „Święty Medard” i „Wyzysk” zwróciły się sobie burtami i wypaliły z dział. Kule zgruchotały burty i zmasakrowały załogi, jednak tym, co przeważyło szale bitwy, było potłuczenie całej skrzynki rumu na „Świętym Medardzie” przez scholandzki pocisk. Oszalała ze wściekłości załoga sarmackiego galeonu sczepiła ze sobą okręty i rzuciła się do abordażu, mimo protestów korsarzy, uważających, że to oni powinni zaatakować Sarmatów, a nie Sarmaci ich.
Na pokładzie „Wyzysku” rozgorzała gwałtowna walka. Szczęk szabel i huk samopałów wypełnił powietrze. Trup ścielił się gęsto po obu stronach, a liczebność korsarzy równoważyła bojowy szał Sarmatów.</p>
<p>Szczególne spustoszenie wśród obu załóg siali kapitanowie statków. Prędzej czy później musiało dojść do ich spotkania, i tak też się stało. Stary miecz zakonny, którym przodek kapitana Mikołaja Piotra ściął głowy trzech ostatnich Leblandczyków za jednym zamachem, zderzył się ze szczękiem z legendarnym mieczem elfiej roboty, Aragornem, dzierżonym przez kapitana Armina. Pchnięcia spotykały się z zastawami, szerokie cięcia z unikami. Każdy z wodzów w skupieniu próbował przełamać obronę drugiego. W końcu jednak szabelka kapitana Armina nie wytrzymała parady potężnego brzeszczotu Sarmaty i z trzaskiem pękła, a w chwilę później głowa korsarza spadła na pokład razem z głowami dwóch innych Scholandczyków, którzy napatoczyli się pod miecz Mikołaja Piotra.
W tym momencie upadł duch w dzikiej, korsarskiej załodze. Jak na komendę wszyscy, którzy dotąd przeżyli, złożyli broń. Kapitan Mikołaj Piotr łaskawie kazał ich wrzucić do morza, a „Wyzysk” zatopić.</p>
<p>Następnie „Święty Medard” ruszył w dalszą drogę, a załoga świętowała zwycięstwo przy rumie i makaronie...</p>
<blockquote>
<p><strong>Metadane</strong><br />
Autor: Takaris Altharin<br />
Data: 18 sierpnia 2006 r.<br />
Link: <a href="http://wandea.wandystan.eu/238" rel="external">wandea</a>  </p>
</blockquote></div>
		</content>
	</entry>
</feed>
