<?xml version="1.0" encoding="utf-8" ?>
<feed
 xml:base="https://wandystan.eu/"
 xml:lang="pl"
 xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom"
 xmlns:grddl='http://www.w3.org/2003/g/data-view#'
 xmlns:atomwiki="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/"
 grddl:transformation="https://wandystan.eu/varia/rdf/atom2rdf.xsl"
>
	<id>https://wandystan.eu/w/feed,NBN::PdD1.1</id>
	<title>PdD1.1</title>
	<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
	<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
	<link rel="self" href="/w/feed,NBN::PdD1.1" type="application/atom+xml" />
	<link rel="first" href="/w/feed,NBN::PdD1.1?page=0" type="application/atom+xml" />
	<link rel="alternate" href="/w/NBN::PdD1.1" type="text/html" />
	<icon>/favicon.ico</icon>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::PdD1.1,1269</id>
		<title>PdD1.1</title>
		<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
		<author>
			<name>Konto systemowe</name>
			<uri>/B1000</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::PdD1.1,1269" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::PdD1.1" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::PdD1.1,1269" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::PdD1.1,1269" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::PdD1.1" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1269" deleted="no" initial="yes" significant="yes">automatycznie zaimportowano ze starego systemu</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><h3>SKS Srebrny Róg - Rotor Precelkhanda 3:0</h3>
<p>O godzinie 18:00 Silver stadium w Srebrnym Rogu był już wypełniony do
ostatniego miejsca. Co ciekawe, więcej kibiców przywdziało czerwono-żółte
barwy wandzkiego Rotora, czyżby Teutończycy spodziewali się gładkiego
zwycięstwa? Być może, zważywszy na fakt, że zawodnicy z Precelkhandy
sprawiali wrażenie zagubionych i onieśmielonych grą na prawdziwym stadionie.
Dopiero gdy na murawę wjechała ich maskotka (czyli czerwony traktor z żółtą
gwiazdą na pokrywie silnikowej) zyskali odwagę by wyjść z tunelu i wymienić
proporczyki.
Początek był fatalny dla gości - już w pierwszej minucie Panfil potknął się
o rozwiązane szunrowadła Warowskiego i poleciał jak długi w słupek bramki
przeciwnika, mijając się z piłką jakieś 4 centymetry. W rezultacie randki z
słupkiem musiał jednak opuścić boisko, zmienił go Simina. Od tej sytuacji
inicjatywę zaczęli uzyskiwać Srebrnorożanie której efektem był piękny strzał
Moczygęby, pewnie jednak wychwycony przez Bejanaru. W 16 minucie po
wyrzucie bramkarza przypadkowo piłka odbiła się od łopatki Alexeia i trafiła
pod nogi Wientka Smoczyńskiego, który bez namysłu uderzył z narożnika pola
karnego. Piłka odbija sie jeszcze od trzech zawodników, i dopiero czwarty
Lachman wpada z nią do siatki. 1:0 dla SKS.
Bramka dodała skrzydeł SKS-owi, w 24 minucie dobrym uderzeniem z
czternastego metra prosto w róg bramki Kucharski podwyższa na 2:0, dobrze
się spisał w tej akcji Pierdas, który precyzyjnie dograł piłkę napastnikowi
gospodarzy.
Piłkarze Rotoru byli kompletnie nieprzygotowani na taki obrót sprawy i
dalej próbowali bronić się przed atakami SKS-u. W 38 minucie solową akcją
skrzydłem popisał się Męczywór i dokładnie obsłużył Smoczyńskiego, który
strzałem z woleja nie dał szans Bejanaru. Do końca pierwszej części meczu
obraz gry nie uległ zmianie.
Druga połowa toczyła się w tempie podobnym do pojawiania się nowych
artykułów Bramy Sarmackiej, a widowiskowością przypominała płodozmian na
polach scholandzkich. SKS bronił się a próby zmiany wyniku spotkania przez
Rotor budziły uśmiechy politowania.
Świetny początek sezonu dla SKS Srebrny Róg, słaby dla Rotora
Precelkhanda - czy to przypadek czy zapowiedź tego co nas czeka w dalszej
części sezonu pokażą następne mecze ;)</p>
<h3>FC Zielnybór - SKP Lwy Krez 2:0</h3>
<p>Najnudniejszy mecz kolejki. Po spotkaniu pomiędzy dwoma rywalizującymi
prowincjami spodziewaliśmy się twardej gry i emocji. Tymczasem jedyne
emocje, które były nam dane to salwy śmiechu przy zagraniach jednych i
drugich.
Ale po kolei. Spotkanie rozpoczęło się od niemrawych prób ataku pozycyjnego
gości. Po chwili tego samego próbowali gospodarze. I znowu goście. I
gospodarze. W końcu jeden z nich zdecydował się na rozpaczliwy strzał mniej
więcej z połowy boiska. O dziwo, piłka zmierzała w światło bramki. Chujeba
był jakby nieobecny. Z zamyślenia wyrwał go okrzyk Krasnala: "Moja", który,
niczym Tsubasa, przemierzył w powietrzu 5 metrów i sparował piłkę głowa na
róg. Korner wykonywał Bykowski, piłka wyraźnie mu zeszła i trafiła w głowę
kompletnie zaskoczonego, odwróconego tyłem do bramki Żurawskiego. Odbita na
którymś z licznych kantów, wpadła do siatki.
A później to już tylko bida, bida i rozczarowanie. Obie drużyny grały
agresywnie w środku, co natychmiast zauważyli piłkarze. Ciężar rozgrywania
akcji przerzucili na obrońców i bramkarza. W pewnym momencie myśleliśmy, że
oglądamy nową odmianę gry w "dwa ognie".
Gdy się obudziliśmy, trwała już druga połowa, choć patrząc na boisko można
było dojść do wniosku, że dopiero trwa trening. Obejrzeliśmy cała gamę
podań, w większości do tyłu. Tę żenującą monotonię przerwał Gamoń, który
bardzo precyzyjnie podał do Żurawskiego. Ten bez namysłu próbował urwać się
obrońcom, wypuszczając sobie piłkę. Zrobił to jednak za mocno. Traf chciał,
że Chujeba załatwiał akurat małą potrzebę przy lewym słupku bramki.
Wypuszczona przez Żurawskiego piłka majestatycznie wtoczyła się do pustej
bramki.
W zasadzie, o tym meczu można powiedzieć tylko tyle, że się odbył. Wynik -
2:0 jest przypadkowy i absolutnie nie oddaje tego, co działo się na boisku.
Kibice powinni zażądać zwrotu biletów. Zresztą, aby umilić sobie czas na
trybunach organizowali rozmaite konkursy jak konkurs bekania czy "goń swego
pawia". Po końcowym gwizdku usłyszeliśmy natomiast festiwal gwizdania
długodystansowego. I słusznie.</p>
<h3>Rantiochskie Krasnoludy - KS Orzeł Czekany 4:2</h3>
<p>Już sam dojazd na rantiochską łąkę pod wulkanem sprawił nam wiele problemów.
Zawodnicy Orła również wyglądali na nieco speszonych faktem, że będą grali
na spopielonej murawie, która może kiedyś była boiskiem. Gdy na murawę
wyszli gospodarze, zawodnicy z Czekan parsknęli śmiechem. Oto jedenastka
mierzących około metra krasnoludów wyszła z jamy oznaczonej jako szatnia
gospodarzy i raźno ruszyła na środek boiska. Sędzia rozpoczął spotkanie.
Początek w żaden sposób nie zapowiadał tego co miało wydarzyć się wkrótce.
Rantiochskie Krasnoludy dreptały wokół gości, którzy krótkimi podaniami
starali się przedrzeć pod pole karne przeciwnika. Nagle, w środku boiska nie
atakowany upada O'Connor, krasnoludy domagają się kartki za symulowanie.
Sędzia nie przejmuje się tym i z uśmiechem karze żółtym kartonikiem
najgłośniej protestującego Keijo Helkomaa. Ta sytuacja rozwścieczyła
krasnoludy, momentalnie zaczęli spychać Orła na swoją połowę i niemal
błyskawicznie objęli prowadzenie po samotnej, ośiemdziesięciometrowej szarży
Jarko Syrjälä. Obrona gości stała zamurowana gdy ten odegrał piłkę do
Tossavainena który rozpoczął kanonadę.
Krasnoludzcy kibice zaczęli skandować "Nieloty do gabloty!", ale to nie
wyzwoliło sportowej złości u graczy Orła, którzy ciągle bali się podchodzić
do krasnoludów. W 24 minucie kopia z pierwszej bramki - w pole karne
wchodził Saxholm, bramkę zdobył Männikkö.
Na twarzy trenera Czekańskiego niedowierzanie ustąpiło wściekłości. Zaczął
krzyczeć na swoich piłkarzy by grali bardziej zdecydowanie. I oto
faktycznie, w pole karne wbiegał Puha i został ścięty wślizgiem przez
Gregroka. Nie było wątpliwości - rzut karny. Pewnym egzekutorem był
Männikkö; jego strzał był tak silny że niezbędna była krótka przerwa w grze
by wymienić siatkę.
Na drugą połowę spotkania gracze Orła wyszli w bojowych nastrojach, było
widać że pragną zmienić rezultat spotkania. I oto pierwsza akcja i
poprzeczka ratuje krasnoludy. Moilanen daleko wykopał piłkę. Bardzo daleko,
gdyż piąstkować musiał Sypniewski. Niestety, zrobił to tak nieszczęśliwie,
że spadła pod nogi Tossavainena a ten wszedł z nią do siatki. 4:0 -
krasnoludy satsyfakcjonował ten wynik toteż oddali inicjatywę jak i oddali
się bez reszty swojemu ulubionemu zajęciu czyli
"SfaulujCzłekaTakŻebySędziaNieWidział". Zemściło się to w 56 minucie, z
rzutu wolnego zdobył bramkę Kupka - uderzył pewnie, na wysokości dwóch
metrów, bramkarz był w stanie doskoczyć tylko dwadzieścia centymetrów niżej
i piłka wpadła do siatki.
Graczy Orła stać było na jeszcze jedną bramkę, zdobył ją w niecodzienny
sposób Kasprzak - przeskoczył nad bramkarzem Krasnoludów, co umożliwiło mu
oddanie celnego strzału.
W Rantochii byliśmy świadkami świetnego spotkania, dużo bramek, dużo emocji
i porażka faworyta - mam wrażenie że ,krasnoludy sprawią jeszcze niejedną
niespodziankę w tym sezonie.
Robert Czekański, trener Orła jako przyczyny porażki wskazał stres oraz
nierówną murawę. Konferencję zakończył stwierdzeniem "Życie uczy nas
pokory". Tym razem życie zostalo wyręczone przez drużynę krasnoludów - kto
następny? ;]</p>
<h3>FC Czarnolas - Pentagram Sola 3:0</h3>
<p>Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego, kibice obejrzeć
mogli mały show. Piłkarze Pentagramu wyszli na boisko w długich,
powłóczystych, czarnych szatach z zawieszonymi na piersi medalionami w
kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Zebrali się w kręgu, wyciągnęli z rękawów
zapalone świece i zaczęli tajemniczo szeptać. Nagle z głośników rozległ się
znany przebój sarma-polo "Mam malinkę". Wtedy Solanie, poruszając się
zmysłowo, zrzucili szaty, ukazując się w całej okazałości. Ich czarne
spodenki podrygiwały rytmicznie, a kontrastowo czarne koszulki falowały
namiętnie. Pentagram zebrał za to gorące owacje, szczególnie od grupy
kibiców wandzkich.
Pierwsza połowa meczu była zaskakująco wyrównana. Dobrze w
defensywie grał Pentagram, słabo w ataku Czarnolas. W 23 minucie do akcji
wkroczył sędzia, który pożałował Schweinsteigera i pokazał mu tylko żółty
kartonik. Naszym zdaniem za swój faul powinien dostać dwie czerwone i kopa w
tyłek na do widzenia. Po tym zdarzeniu obie drużyny miały kilka całkiem
niezłych sytuacji w środku pola, ale były one brutalnie przerywane różnymi
wejściami, nierzadko od tyłu.
Początek drugich 45 minut był podobny do pierwszej połowy:
ataki Czarnolasu i kontry Soli. W 54 minucie niejaki Donald, zwany Scottem,
znów pokazał jakim jest miłującym bliźniego człowiekiem. Schweinsteiger
prawie urwał nogę Barnessowi, ale sędzia wspaniałomyślnie mu to darował. Po
interwencji liniowego podyktował jednak rzut karny, zamieniony na bramkę
przez Reddingtona.
Stracona bramka podziałała na Pentagram jak wieść o przybyciu rycerstwa na
powstańców szkockich. W skrócie: próbowali zrobić wszystko, by zejść z linii
ataku. Udało im się to bardzo skutecznie, Najpierw Betz uchylił się przed
strzałem Greavesa, a zaskoczony bramkarz nie miał szans na jakąkolwiek
interwencję. Minutę później ten sam Greaves wykonywał rzut rożny. Piłka
trafiła pod nogi Gallena. Ten spokojnie przyjął ją na piątym metrze, a
Solanie rozbiegli się we wszystkich kierunkach. Gallen, zdziwiony nieco,
przerzucił piłkę nad osamotnionym Schweinsteigerem.
Pentagram zdołał się jednak pozbierać i do końca meczu na bramkę Czarnolasu
sunął atak za atakiem. Inna sprawa, że były one przeprowadzone nieporadnie,
z polotem scholandzkiej doktryny wojennej i z takąż skutecznością.
Nasz ulubiony Donald dał znać o sobie jeszcze dwa razy. Najpierw zupełnie z
kapelusza pokazał żółtą kartkę Fordowi, a pod koniec meczu pomylił zółty z
czerwonym, karając Boehnke'a.</p>
<h3>RTS Dynamo Czekany - Kotwica Srebrny Róg 4:0</h3>
<p>Dynamo Czekany podejmowało u siebie graczy Kotwicy Srebrny Róg. Przed
spotkaniem doszło do incydentu, zamiast flagi Teutonii wniesiono flagę
Scholandii [władze SLP kategorycznei wykluczyły możliwość powtórzenia meczu
z tego powodu] co wzbudziło protesty Teutończyków.
Mecz nie był porywającym widowiskiem, goście mieli widać bardzo ciężki
sezon przygotowawczy gdyż ledwie powłóczyli nogami, a ich dwa jedyne strzały
oddane w pierwszych minutach meczu nazywamy strzałami jedynie z
kronikarskiego obowiązku. Pierwszą bramkę zdobył już w piątej minucie Florry
Dermot wykorzystując niezdecydowanie obrońcy Kotwicy.
Kotwiczanie nie byli w stanie wyjść z akcją na połowę rywali, świetnie
funkcjonował odbiór w ekipie Dynama. W 13 minucie po zderzeniu czołowym z
sędzią liniowym z boiska zniesiono Dziedzickiego. W jego miejsce na boisku
zjawił się Cieć, niezbyt lubiany w drużynie ze Srebrnego Rogu. Nikt nie
zauważył braku sędziego liniowego, co skwapliwie wykorzystali gracze Dynama,
zdobywając drugiego gola z dwudziestometrowego spalonego. Szczęśliwcem był
Hegarty.
Trzecia bramka również padła w kuriozalnych okolicznościach, Dermot
wymieniał piłkę z Connaughtonem po czym huknął z czterdziestego metra. Nie
wiedzieć czemu bramkarz Kotwicy rzucił się w przeciwny róg - Dermot
odtańczył taniec zwycięstwa.
Po przerwie inicjatywę dalej posiadali gospodarze, jednak nie kwapili się z
dalszymi atakami. W 64 minucie rzut z autu na wysokości pola karnego gości:
piłkę wyrzuca Burke, nieporadnie interweniują obrońcy i głową kieruje piłkę
do siatki Lynch.
Kilka minut później była okazja na honorową bramkę dla gości, samobója
bliski był bramkarz RTS-u.
W 86 minucie w polu karnym Kotwicy zamieszanie - sędzia konsultuje się z
arbitrem liniowym i dyktuje rzut karny dla Dynama za wulgarne odnoszenie się
do przeciwnika. To wydarzenie bez precedensu w Sarmackiej piłce, sędzia
Grüber słynący z drobiazgowości, jednak nieco przesadził. Sprawiedliwości
stało się zadość, fatalnie spudłował Lynch, piłka trafiła w aut.
Po mało ciekawym, jednostronnym spotkaniu poznaliśmy pierwszego
samodzielnego lidera SLP. Jednak musimy przyznać że przeciwnik nie
stanowiłby wyzwania nawet dla Słoneczka Playa. Na wymagających rywali Dynamo
musi jeszcze trochę poczekać.</p>
<h3>Sieroty z Morvenau - SS Zielnybór 0:2</h3>
<p>Napisaliśmy, że mecz FC Zielnybór - SKP Lwy Krez był najnudniejszy w tej
kolejce. Żartowaliśmy. Niestety.
Szczerze mówiąc, gdy patrzymy na to z pewnej perspektywy, Zielnybór rozegrał
z Krezem całkiem niezłe spotkanie. Przynajmniej w porównaniu z tym...
Nie za bardzo chce nam się pisać o tym, co się działo na boisku. Bynajmniej
nie dlatego, że jesteśmy leniwi. Jesteśmy, ale nie do tego stopnia. Ba!
Ponieważ to pierwsza kolejka, chcemy nasza pracę wykonać jak najstaranniej.
Chcemy dostarczyć Wam jak najrzetelniejszej relacji z każdego spotkania.
Dlatego też z lupą szukaliśmy czegoś, co można by napisać o pierwszej
połowie tego meczu. I wiecie co? Znaleźliśmy! Oto kluczowe informacje dla
przebiegu spotkania do 45 minuty włącznie: zawodnicy przebiegli w sumie 2000
m, najdłuższe podanie miało 9,21m a wykonał je Maiyegun do Olise, piłka była
najdalej 35 m od bramki drużyny posiadającej piłkę. Sędzia pokazał jedną
żółtą kartkę, w 39. min za grę na czas.
Po przerwie gra nieco się ożywiła, co przejawiało się w tym, że niektóre
podania miały nawet 20 m, a zawodnicy poruszali się nieco szybciej. Pojawiły
się nawet pierwsze strzały. Najlepszą okazję dla Sierot zmarnował w 63. min
Solo, strzelając z dwóch metrów trzydzieści metrów nad pustą bramką.
SS Zielnybór rozkręcał się jednak z minuty na minutę. W końcu, w 72. min
Oraha podał prostopadle między nieporadnie ustawiające spalonego Sieroty, a
Shamuel z łatwością wykorzystał okazję. Po tym zrywie gra znowu siadła,
Morvenau nie miało pomysłu na grę, SS - chęci.
W 93. min w tempie iście spacerowym Zielnybór przeprowadził coś, co z
założenia miało być szybką kontrą. Nieniepokojony Hormis dośrodkował sprzed
linii końcowej do osamotnionego Shamuela. Tymczasem fatalnie spisująca się
obrona Sierot kryła w tym czasie obrońców Zielnyboru. Shamuel bez problemu
wygrał więc pojedynek główkowy z... Maiyegunem i zdobył drugą bramkę dla SS.</p>
<h3>KKS Zamek Grodzisk - KS Wandea 0:3</h3>
<p>Musimy państwa przeprosić. I tym razem kłamaliśmy. Mecz Sierot z SS
Zielnybor wcale nie był najnudniejszym spotkanie tej kolejki - był całkiem
niezłym meczem w porównaniu do spotkania Zamku Grodzisk z Wandeą.
Zaczęło się nieźle, gracze Zamku wyszli na boisko we frakach, odśpiewali
pięknie hymn Sarmacji i przywitali brawami gości. Aż miło było patrzeć. Jak
się okazało, później już patrzeć się nie dało. Do dwudziestej minuty sędzia
ukarał za grę na czas tylko dwóch piłkarzy. Tylko, gdyż gra była porywająca
niczym hodowla kapusty w Leblandii, a szybkością dorównywała poćwiartowanemu
Kukułowi Inkaskiemu. W 30 minucie po wymianie dwunastu podań między
obrońcami Shvetsov wykopał piłkę na oślep. Odbiła się ona od od słupka i
trafiła Maksima Krivolova w głowę. Jako że Bukowski wtedy z Krivolovem
rozmawiał, nie zauważył jak piłka zatrzepotała w siatce. To był pierwszy
"strzał" w tym spotkaniu. Do przerwy wymieniono jeszcze trzysta
siedemdziesiąt podań między obrońcami.
Po przerwie wcale nie było lepiej, gracze Wandei z powodzeniem zagadywali
piłkarzy Zamku i zdobywali kolejne gole. drugą bramkę tuż po przerwie zdobył
ponownie Krivolov. Nie atakowany spokojnie poszedł z piłką do przodu i
strzelił obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza.
Kilka minut później Wandejczykom udala się rzecz niebywała, zagadując
graczy stojących w murze zdołali ich wywabić nieco za bardzo w prawo.
Zelepukin uderzył silnie w niekrytą murem bramkę, piłka odbiła się od
Klosego i było 3:0.
Sędzia pokazał jeszcze dwie żółte kartki. Bijemy pokłon przed miłosierdziem
arbitra. My tak nie potrafimy.
Gracze Zamku Grodzisk powinni dostac nagrodę fair play - przez całe
spotkanie nie oddali żadnego strzału na bramkę rywali. A tak ładnie
śpiewali...</p>
<h3>Graybox Srebrny Róg - KS Renifery Sola 3:2</h3>
<p>Na stadionie w Srebrnym Rogu spotkały się dwie godne siebie drużyny. W
spotkaniu było wszystko: krew, pot, emocje i bramki. Ale co z tego...?
Goście wyszli na mecz zdeterminowani i dobrze zmotywowani. Mocno naciskali
gospodarzy, a ci gubili się pod pressingiem. Dupa już 11. Minucie zarobił
żółtą kartkę za ostre, ale niezłośliwe wejście między nogi Krasnala. 5 minut
później nie popisali się grayboksowi obrońcy, których Skarbek minął z gracją
kukuła inkaskiego. Kończący akcję strzał, Kucharski sparował na róg. Ten był
wykonywany przez Malinowskiego, piłka przeszła przez całe pole karne,
trafiła do zamykającego akcję Bronisza, a ten wpakował potężną bombę tuż pod
poprzeczkę.
Po tej bramce Sola cofnęła się w oczekiwaniu na kontrę. Na kontrę czekał
także Graybox. Jak się okazało, była to metoda "na kamikadze", ponieważ
obrona stanowiła najsłabszą formację obu drużyn. Za to atak Soli był
śmiertelnie niebezpieczny, Skarbek z Broniszem raz po raz przechwytywali
podania piłkarzy Srebrnego Rogu i dwójkowymi akcjami nękali bramkarza
Grayboksu.
Widząc nieporadność Srebrnego Rogu, Sola znów śmielej zaatakowała a duet
Skarbek-Bronisz, wyręczył Solibieda, który dograł piłkę dokładnie na Dupę, a
ten głową skierował piłkę do siatki.
Na drugą połowę drużyny wyszły z czytelnymi intencjami. Graybox chciał za
wszelką cenę zachować twarz, Sola - utrzymać wynik. Zawodnicy Srebrnego Rogu
dość szybko opanowali środek pola, a dziurawa jak dreamlandzki ser obrona
Soli popełniała błąd za błędem. W 56. minucie ręką w polu karnym zagrał
Chojeński, a Frisk bez wahania wskazał na 11 metr. Szczoczarz przestraszył
się jednak bliskości bramki i fatalnie przestrzelił.
Graybox nie odpuszczał, a Renifery z minuty na minutę wyglądały coraz
gorzej. W obronę własnej bramki zaangażowany był cały zespół. W 69. minucie
stało się to, co się stać musiało. Skarbek sfaulował Szczoczarza 25 metrów
od bramki. Do piłki podszedł Gołota, a ta po jego kopnięciu, jak sterowany
samolocik, jak precyzyjny pocisk, jak rakieta ziemia-powietrze, znalazła
drogę do bramki.
Utrata gola zmotywowała Renifery, które poukładały jako tako swoją grę w
środku, a Skarbek-Bronisz znów dali znać o sobie. Wyrównana gra nie trwała
jednak długo, bo już w 80. minucie Pazura z Górskim krótkimi podaniami z
klepki rozmontowali obronę Soli, a ten ostatni dosłownie wjechał z piłką do
bramki.
Trzecia, jak się okazało zwycięska, bramka dla Grayboxu padła w
niecodziennych okolicznościach. Otóż po wznowieniu, niecelne podanie
Grubskiego przejął Górski, podał krótko do Szczoczarza, a ten z ponad 40
metrów pokonał wysuniętego Głodnego.
Graybox nie odpuścił do końca, zdołał podnieść się po pierwszej, nieudanej
połowie i chwała mu za to! Trzeba jednak jasno powiedzieć, że obie drużyny
zaprezentowały tragiczną grę w obronie oraz w środku pola i z pewnością
żaden z nich nie będzie kandydatem do tytułu mistrza.</p>
<blockquote>
<p><strong>metadane</strong><br />
autor: Timios Kiechajas<br />
opublikowano: 2006.06.23<br />
link: <a href="http://groups.yahoo.com/neo/groups/sarmacja/conversations/topics/134836" rel="external">LDKS</a></p>
</blockquote></div>
		</content>
	</entry>
</feed>
