<?xml version="1.0" encoding="utf-8" ?>
<feed
 xml:base="https://wandystan.eu/"
 xml:lang="pl"
 xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom"
 xmlns:grddl='http://www.w3.org/2003/g/data-view#'
 xmlns:atomwiki="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/"
 grddl:transformation="https://wandystan.eu/varia/rdf/atom2rdf.xsl"
>
	<id>https://wandystan.eu/w/feed,NBN::PdD1.5</id>
	<title>PdD1.5</title>
	<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
	<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
	<link rel="self" href="/w/feed,NBN::PdD1.5" type="application/atom+xml" />
	<link rel="first" href="/w/feed,NBN::PdD1.5?page=0" type="application/atom+xml" />
	<link rel="alternate" href="/w/NBN::PdD1.5" type="text/html" />
	<icon>/favicon.ico</icon>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::PdD1.5,1168</id>
		<title>PdD1.5</title>
		<updated>2018-03-30T23:20:13+02:00</updated>
		<author>
			<name>Konto systemowe</name>
			<uri>/B1000</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::PdD1.5,1168" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::PdD1.5" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::PdD1.5,1168" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::PdD1.5,1168" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::PdD1.5" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1168" deleted="no" initial="yes" significant="yes">automatycznie zaimportowano ze starego systemu</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><h3>SS Zielnybor - SKP Lwy Krez 1:1</h3>
<p>Może wyda się Wam to dziwne, ale głęboko w sercach jesteśmy
pacyfistami. To nic, że nosimy przy sobie broń rozmiarów średniej armaty i
że robimy zadymy w pubach tudzież innych lokalach rozrywkowych. Tak naprawdę
nie lubimy przemocy w żadnym jej przejawie, miłość do bliźniego tryska nam
nosem, a przy wyższych stanach - także uszami, co bywa nieprzyjemne, gdyż
owa miłość strasznie brudzi i ciężko ją odeprać. Na ulicy wykonujemy
pokojowe gesty, przepuszczamy przodem autobusy, tramwaje, rowery i ruszające
z piskiem opon walce. Po prostu cud, miód i orzeszki. Dlatego też z tego
miejsca chcielibyśmy wyrazić nasze oburzenie i potępić prezentowane przez
obie drużyny postawy. Zapowiadamy, że jeżeli nie nauczą się oni czym jest
szacunek dla drugiego człowieka, następnym razem publicznie ich zbluzgamy.
Przepraszamy, ale naprawdę ten mecz nadaje się raczej jako instruktaż dla
rzeźników, a nie piłkarzy. Nasze delikatne i wrażliwe umysły nie były na to
przygotowane.
Zaczęło się niewinnie. Kapitanowie podali sobie ręce,
poklepali się po tyłkach, wymienili kilka uwag i proporczyki. Sędzia
gwizdnął i się zaczęło... Pierwsza akcja Lwów, niezbyt dynamiczna, no ale
jednak akcja, zakończona niecelnym strzałem Dzikiego. Drugi atak został
rozegrany znacznie szybciej, obrońcy Zielnyboru byli w zasadzie bezradni.
Piłka krążyła między Lwami, w końcu Wachowski odegrał ją Cierzniakowi, a ten
mocnym strzałem po ziemi skierował ją do bramki Zielnyboru, bronionej przez
piłkarza o nazwisku niemożliwym do wymówienia.
W tym momencie skończył się mecz piłkarski, a zaczął... W
zasadzie nie wiemy jak nazwać to coś. Najbliższym określeniem byłaby bardzo
rozłożona w czasie bójka. Zawodnicy starali się tak uderzyć przeciwnika, aby
sędzia tego nie widział. Pierwszy skuchę zaliczył Rhawi. Sędzia przyłapał
go, gdy próbował urwać ucho Wachowskiemu i ukarał żółtą kartką. Trzy minuty
później tenże Rhawi podał na głowę Shamuela, który skierował ją w samo
okienko bramki Lwów.
Do końca meczu na boisku zawodnicy ganiali się w morderczych
zamiarach. W efekcie tego najpierw Gamon złamał żebro Mahakiemu, a siedem
minut później boisko opuścił Dudek ze złamaną przez Shamuela ręką. Niemal
każdy zawodnik został w tym meczu mniej lub bardziej dotkliwie sfaulowany, a
boisko w Zielnyborze zabarwiło się rdzawą posoką. Chyba jednak nie do końca
to mieliśmy na myśli, pisząc, że w meczach jest za mało walki...</p>
<h3>KS Orzel Czekany - RTS Dynamo Czekany 2:1</h3>
<p>Na derby Czekan z utęsknieniem czekały chyba tylko dwie osoby - trenerzy i
prezesi obu klubów, będący prywatnie ojcem i synem. Zainteresowanie kibiców
spotkaniem było bardzo przeciętne, nie mamy czemu się dziwić, patrząc na
poziom dotychczasowych meczów obu drużyn.
Od razu dostrzegliśmy pewną anomalię - otóż trenerzy i sztab
szkoleniowy OBU drużyn siedzieli na jednej ławce, natomiast na drugiej ławce
zawodnicy. Nie wiemy czemu to miało służyć i nie chcemy wiedzieć. Podobny
manewr próbowano zastosować z kibicami, ale prób tych zaprzestano gdy służba
porządkowa została wybita do nogi przez fanów obu klubów.
Nie zdążyliśmy nawet otworzyć orzeszków gdy tablica świetlna
zamigotała i jedynka pojawiła się przy napisie GOSPODARZE. Byliśmy
zaszokowani, bo oto ledwo Kupka rozpoczął mecz podając do Kasprzaka, a ten
momentalnie uderzył piłkę. Z przerażeniem ujrzeliśmy że w bramce nie ma
Rosslare'a i piłka, choć uderzona nieco za słabo, wtoczyła się do bramki.
Jak się okazało później Rosslare'owi przylepił się proporczyk Orła do ręki i
zdejmował go razem z trenerem Dynama.
Wkrótce po golu doszło do szamotaniny między trenerami, w porę
przerwanej przez arbitra technicznego. Do odrabiania strat rzucili się
gracze RTS-u, którzy szybko zdominowali przeciwnika, nie potrafiącego się
przeciwstawić szybkim atakom ze skrzydeł. W 13 minucie po jednym z takich
ataków w polu karnym pada ścięty Connaug­hton i mamy rzut karny. Calbhach
jako obrońca przyzwyczajony jest do częstych wymian piłek z bramkarzem i
wiedziony instynktem podaje piłkę Sypniewskiemu. Gdybyście widzieli minę
tego chłopaka gdy Sypniewski zamiast mu ponownie odegrać złapał ją pewnie w
ręce to rozpłakalibyście się. Dokładnie tak jak część z nas.
No i to by było na tyle jeśli chodzi o opis pierwszej połowy
gdyż później zawodnicy oddawali się swoim duszom marzycieli hasając sobie
beztrosko po boisku. Jesteśmy przekonani, że gdyby motyle były głupie to by
przyleciały na ten mecz i zawodnicy mogliby je łapać.
Druga połowa zgodnie z naszymi przewidywaniami [jej, jacy my
jesteśmy mądrzy] nie była lepsza. Gracze ponownie myśleli o strzelaniu
bramek zamiast strzelać. Trwało to sobie do 60 minuty kiedy to O'Connor
skacząc jak sarenka przytuptał pod pole karne gości i chyba widząc Crane'a
spłoszył się i odbiegł raźno, przewracając się niestety o słupek bramki
Dynama. Sędzia nie miał wątpliwości - słupek Dynama zablokował drogę
napastnikowi Orła. Faul i rzut karny. Dziki nie marnuje takich okazji i mamy
2:0. Trener Czekański nie posiadał się ze szczęścia, natomiast trener
Czekański wyglądał jakby miał ochotę wbić w oko Czekańskiego nóż, który już
od jakiegoś czasu spoczywał mu w dłoni.
Sielanka jednak nie trwała długo bo oto Górski podbiega do
myślącego o motylach Tetznera i wymierza mu solidnego kopniaka z półobrotu w
nos. Nie dowiedzieliśmy się o co poszło, ale Górski dostał czerwień.
Dynamu udało się zdobyć jeszcze kontaktowego gola, ale na więcej
ich stać nie było. Nieloty wygrały z Bateryjkami. Piłkarze w nagrodę
otrzymali bilety do instytutu etymologii w Grodzisku.</p>
<p>FKK Rantiochskie Kr. - SKS Srebrny Róg 0:0</p>
<p>Ostatnio zwrócił się do nas trener SKS-u sugerując, że w naszych relacjach
brakuje emocji i uczuć. Otóż jest to całkowita i absolutna nieprawda. My,
oddani Wam reporterzy, przelewamy na ekran komputera nie tylko słowa, ale
przede wszystkim rozsadzające nas od środka doznania, które bulgocą w
naszych wnętrzach po każdym meczu. Staramy się, byście czuli zapach
wypływającej z nas żółci i pryskającą wokół złośliwą ślinę. Robimy co w
naszej mocy, aby obrażać, znieważać i bulwersować. Tymczasem przychodzi taki
ludzik i zarzuca nam brak emocjonalnego zaangażowania i głębszego związku
uczuciowego z jego drużyną. Nie oświadczaliśmy się jeszcze, to fakt. Ale czy
od razu oznacza to, że nam nie zależy? Że się nie staramy? Że niczego nie
odczuwamy? Że jesteśmy maszynami, które umieją tylko liczyć? Otóż nie! My
również potrafimy wzbudzić w sobie niechęć, złość, gniew. Możemy być
rozczarowani i zniechęceni. Naprawdę tego nie okazujemy?
W tym miejscu wiadomość dla Was: piszcie do nas! Wprawdzie Wasza opinia
wiele nie zmieni, ale każdy mail czy uwaga na GieGie lub Tlenie pozwala nam
pielęgnować w sobie pychę i samouwielbienie.
Po tym krótkim wstępie chcielibyśmy złożyć wymienionemu już trenerowi
serdeczne gratulacje z okazji podwójnego sukcesu. Na czym ten sukces polega?
Otóż osoba ta w rzeczonej sugestii raczyła była wyrazić zdziwienie, że nie
chwalimy Srebrnego Rogu za remis, bo wszak, cytujemy "remis to sukces".
Szczerze mówiąc myśmy myśleli, że SKS ma aspiracje mistrzowskie i na remisy
raczej nie może sobie pozwolić. Teraz jednak zrewidowaliśmy nasze poglądy w
kontekście wypowiedzi trenera i doszliśmy do wniosku, że Srebrny Róg walczy
raczej o utrzymanie się w lidze. Musimy więc przyznać, że jako przyszły
spadkowicz, SKS wypadł w tym meczu wręcz doskonale. Jeszcze raz gratulujemy!
Drugi sukces polega na tym, że SKS w tym meczu nie stracił bramki. Co prawda
trener nie wspomniał o tym, że mało straconych bramek również należy uznawać
za sukces, ale uznajcie to za naszą inicjatywę.
Skoro nam tak dobrze idzie, to prywaty ciąg dalszy. Chcielibyśmy bardzo
podziękować Krasnoludom, które w poniedziałek dostarczyły nam drogą
powietrzną zapasu kiełbasy czosnkowej. Przyda nam się na święta. Będzie czym
karmić rodzinę.
Ok, a teraz do meczu. Hmm... Tak, mecz. Zaraz, gdzieś tu miałem notatki. No
właśnie. Bo nie wiem czy wiecie, ale my z każdego meczu robimy bardzo
szczegółowe zapiski. Wręcz minuta po minucie. Znalazłem. Co my tu mamy?
Hmm... To może ja Wam przepiszę, co mam napisane:  </p>
<ol start="3">
<li>minuta - Lachman w trybuny  </li>
<li>minuta - Puha w słupek  </li>
<li>minuta - Orala w Cielenskiego  </li>
<li>minuta - Krobanowski za Moczygębę (skręcona kostka)  </li>
<li>minuta - Brożek - zółta kartka  </li>
<li>minuta - Tossavainen z wolnego w mur<br />
Chcielibyśmy też zauważyć, że Krasnoludy wybiegły w bardzo
niekonwencjonalnym ustawieniu 5-2-3 i ich trzy strzały są bardzo dobrym
wynikiem. Nie wyobrażamy sobie jak można grać praktycznie bez drugiej linii.
Ale widać są na tym świecie rzeczy...</li>
</ol>
<h3>Rotor Precelkhanda - Kotwica Srebrny Róg 1:0</h3>
<p>Przed meczem na stadionie Rotoru odbyła się uroczystość poświecczenia
sekatora i nowej kosiarki spalinowej, które zarząd klubu ufundował na
70-lecie pracy na Estadio Żenada ogrodnikowi Solidariuszowi Brzetysło.
Starszy pan był wyraźnie wzruszony całą pompą i rozmachem uroczystości, sam
Mandragor przypiął mu do piersi medal i wręczył goździka, gdyż okoliczne
dziewki nie mogły podchodzić do jubilata, jako że znany jest on ze swoich
straszliwych skłonności. Następnie jak to w Wandystanie - zaczął się kontest
w piciu leblandzkiego denaturatu z różową etykietą. Konkurs wygrał
oczywiście jeden z nas, wszystko przez inną przemianę materii. Nigdy się
nie nauczą, heh. W nagrodę dostaliśmy zniżkę na strzelnicę gdzie udało nam
się ustrzelić parę pluszowych smoków i owieczkę. Potem handlarz nas wygnał.
Wtedy zaczęły nas gonić dzieci w maskach tow. Wandy. Strzelały też do nas z
kałasznikowów na kapiszony. Byliśmy wzruszeni.
Udaliśmy się do kina na premierowy pokaz filmu z 1953 roku "Dmuchawiec"
opowiadający o losie "Jadwigi" - taki pseudonim nosiła
siedemdziesięcioletnia przedszkolanka, dowódca akcji mającej na celu
pochwycenie i eliminację scholandfuhrera von Schwolotza.
Całkiem nieźle się bawiliśmy, musimy przyznać. Ah, mecz no tak. o czymś
zapomnieliśmy. Dotarło to do nas gdy odprowadzaliśmy się do domu. Heh, 1:0
było. Dla Rotoru. Przeczytaliśmy na telegazecie.</p>
<h3>KS Wandea - KS Renifery Sola 4:1</h3>
<p>Czasami, prując fale oceanu na naszym pełnomorskim jachcie, zastanawiamy się
nad naszą przyszłością. Oczami wyobraźni widzimy się jako zgrzybiałych
starców, ironicznych i sarkastycznych, którzy przez cały czas tylko
narzekają i narzekają. I w dodatku narzekają całkiem słusznie. Sarmacka liga
jest w tym wypadku w czołówce, bo większość meczów daje nam podstawy do
zrzędzenia. Na szczęście są wydarzenia, które wlewają w nas odrobinę
nadziei. A to rosnąca trawka, a to smaczny obiad, a to długonogie kelnerki.
A to dobry mecz. Taki jak ten.
Szczerze mówiąc liczyliśmy na to, że Renifery spróbują przynajmniej nawiązać
walkę i w zasadzie nas nie zawiodły, bo od pierwszych minut zaatakowały.
Wandea stała, niczym skazaniec przyparty do muru, a KS próbował ją
rozstrzelać. Tylko że albo strzelby były ślepe, albo naboje niecelne, bo z
przewagi Soli wynikało niewiele. W końcu jednak piłka, przez gapiostwo
zawodników, znalazła się w bramce Wandei. Otóż rzut wolny z około 45 metrów
wykonywał Lubomirski. Kalinichenko zaczął ustawiać mur, ale sędzia pozwolił
rozegrać stały fragment gry bez czekania na gwizdek. Widząc zamieszanie w
polu karnym, Lubomirski podał Bukowskiemu, a ten z około 30 metrów zdobył
bramkę.
Po tym wydarzeniu Renifery cofnęły się. Wandea również przeszła do obrony,
tyle że zgodnej z powiedzeniem, że "najlepszą obroną jest atak". No i zaczął
się istny szturm na bramkę Soli. Wandowie szli tyralierą, a przerażone
Renifery szukały drogi ucieczki. Jeden z zawodników sforsował nawet
ponaddwumetrowy płot zwieńczony drutem kolczastym, okalający boisko. Miał
jednak pecha, bo trafił wprost do sektora gospodarzy.
Wandea zdobywała bramki w 34., 65., 74. i 75. minucie. Pójdziemy na łatwiznę
i nie opiszemy ich szczegółowo, bo po co? Opis meczu niepotrzebnie by się
wydłużył i mógłby stać się nudnawy. Chcielibyśmy opowiedzieć Wam jakąś
zabawną historię, ale nie mamy pomysłu. Dochodzimy jednak do wniosku, że nie
lubimy ciekawych meczów, bo wychodzą z nich drętwe, żeby nie rzec -
drewniane, relacje. Bo jak jest tak pięknie to nie ma się do czego
przyczepić. Oby więcej takich meczów... NIE BYŁO!</p>
<h3>FC Czarnolas - Graybox Srebrny Róg 1:2</h3>
<p>Zastanawialiśmy się czy jest to możliwe. Mówiliśmy, że owszem, ale pod
pewnym warunkiem (wiecie - różnie to bywa) i mieliśmy rację. Znowu. Do czego
pijemy? Otóż pojawiła się, oczekiwana przez nas niczym Bravogirl na
Conclaffe drużyna gorsza od Podleszczy. To był szok dla kibiców, bo nikt ich
nie ostrzegł. Hłehłe, tacy już wredni jesteśmy.
Tak fatalnie grającej drużyny to jeszcze w WT Ekstraklasie nie było. FC
Czarnolas przebił wszystkich i wszystko co widzieliśmy do tej pory. Nawet
Senator Annike. Piłkarze potykali się o własne nogi, pudłowali z 2 metrów w
aut, kilkakrotnie faulowali się wzajemnie. Słowem - sieroty. A w sumie
gorzej, dużo gorzej.
Gracze Szarych Pudełek przygotowywali się na ciężką przeprawę na wyjeździe,
dlatego byli równie zdziwieni jak kibice. Piłkarze gospodarzy próbowali
wykorzystać ich zaskoczenie i zaatakowali. Jedynym ich sukcesem była
kontuzja Kowalczyka, którego sprowadził do parteru ciosem w śledzionę
Barness. Myśleliśmy, że szybko Graybox się pozbiera ale stupor okazał się
zbyt silny. Z tego powodu mieliśmy bardzo 'stoicką' grę do przerwy [wiecie,
zawodnicy rozwijali życie duchowe, nie przejmowali się za bardzo doczesnymi
wydarzeniami na boisku i skupiali się na cnocie bramkarzy].
Opiernicz od trenera podziałał na Pudełka kojąco, bo tuż po przerwie
rozpoczęła się kanonada trwająca 45 minut. Czarnolas nie wiedział co się
dzieje, jego piłkarze zostali zepchnięci w obręb własnego pola karnego w
ciągu niespełna pół minuty! Graybox wyprowadzał zabójczy atak za morderczym
atakiem. Przerażenie bramkarza Czarnolesian sięgnęło zenitu w 50 minucie,
gdy Szczoczarz urwał się obrońcom [stosujemy ten termin z braku laku,
chociaż powinniśmy napisać raczej "wyminął pomnik Obrońców Czarnolasu"]
strzelił mocno w Pottsa, który wypiąstkował piłkę do przodu. Napastnik
Grayboxu nie przejął się tym i strącił wybitą piłkę wprost w lewy róg
bramki.
A Pudełka ciągle atakowały, mecz zaczął przypominać starcie kutra rybackiego
z Czerwonym. przepraszamy, Szarym Październikiem. Kolejne akcje cudem nie
przynosiły bramki Srebrnorożanom. Z niedowierzaniem patrzyliśmy gdy piłka
śmigła od słupka do poprzeczki - co akcje powtarzał się znamienny wyraz ulgi
na twarzy Pottsa. Ale w 55 minucie kolejny atak Grayboxu, tym razem
skrzydłem - do piłki wyskakuje Szczoczarz i mamy drugą bramkę dla Grayboxu.
Potts chce [Word nam Pottsa zmienia w Potasa, cholera ] opieprzyć obrońców,
ale oni w porę odbiegli.
Szary Październik po wystrzeleniu drugiej torpedy zanurzył się na głębokość
peryskopową i od czasu do czasu wynurzał się by postraszyć pozostałości
kutra. Tymczasem Czarnolas zdobył bramkę, ale okoliczności są tak
nieprawdopodobne że nie będziemy ich przytaczać. Proponujemy żebyście
zapomnieli że taka bramka w ogóle padła i uznali za wiążący wynik 0:2.
Chociaż powinno być 0:7. Gratulacje dla gospodarzy, wielu sądziło że nie ma
gorszego zespołu od Podleszczy. Mylili się - jest nim FC Czarnolas.</p>
<h3>SKS Podleszcz - FC Zielnybor 1:1</h3>
<p>Tydzień temu SKS zdobył swoje pierwsze (dwie!) bramki w lidze, a my z tego
miejsca wieszczyliśmy, że koniec świata jest bliski. No i proszę - nasza
przepowiednia zaczyna się sprawdzać. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że
niedzielna PdD nie wyszła, a obecna ma takie opóźnienie? Co więcej - nawet
my nie sadziliśmy, że afera zatacza tak szerokie kręgi i będzie miała swoje
skutki w tzw. realu. Bo oto nie minęło kilka godzin, a RP nawiedziła fala
powodzi. Dzisiaj Opatrzność zsyła nam kolejny znak, że jeszcze nie jest za
późno, aby pomyśleć o duchowym oczyszczeniu i dostąpienia możliwości
przekroczenia wrót Raju. Oto Podleszcze z nikąd zdobyły swój pierwszy punkt
w lidze! Wieszczymy - koniec świata jest tuż, tuż.
Fenomen tego spotkania polega nie tylko na tym, że Sierotki zdobyły punkt.
Zadziwiająca i zatrważająca zatwardziałych grzeszników jest gra SKS-u, który
zaprezentował się (nie myśleliśmy, że kiedyś to napiszemy) bardzo dobrze. I
spokojnie mógł wygrać. Ba! Mógł wygrać nie tylko 2:1, ale w ich zasięgu było
nawet 4:0, a nawet 7:0 (!). Szansy jednak nie wykorzystali.
Pierwsza połowa do ok. 30. minuty przebiegała planowo. Zielnyborzanie mieli
piłkę, a Podleszcze patrzyły na nich z zazdrością. Patrzyły tak nawet wtedy,
gdy w 24. minucie po egzekwowanym przez Chojeńskiego rzucie rożnym piłkę
przejął zupełnie niepilnowany Chytry i strzałem w okienko umieścił piłkę w
siatce.
W okolicy 30. minuty wszystko się zmieniło. Trener SKS-u podał Inoussie małą
karteczkę i już po chwili Podleszcze wyprowadziły swój pierwszy atak. Po
chwili drugi i trzeci. Podejrzewaliśmy jakiś głupi dowcip, że na chwilę
zasnęliśmy, a na boisko wybiegli podstawieni aktorzy. Ale nie. To naprawdę
były Podleszcze.
Druga połowa miała identyczny przebieg. Na bramkę Zielnyboru sunął atak za
atakiem, jednak Sierotki pod bramką spisywały się fatalnie. Seryjnie wręcz
marnowały sytuację sam na sam z bramkarzem (a nawet bramką). W końcu jednak
strzałem głową po dośrodkowaniu Coutho Pierdasa (który zastąpił
kontuzjowanego Buczkę) pokonał Goitom.
Po meczu, wdeptaną w murawę, odnaleźliśmy małą, białą karteczkę. Była na
niej narysowana piłka i podpis: "To kopać".</p>
<h3>Pentagram Sola - KKS Zamek Grodzisk 2:0</h3>
<p>Czasami chcemy być kimś innym. Bardzo rzadko ale jednak. Gdy wysiedliśmy z
samolotu w Soli poczuliśmy wiatr zmian. Słoneczko grzało. Kupiliśmy cygara.
I ładne berety khaki. Staliśmy się kimś innym, na ten jeden dzień. Szybko
znaleźliśmy fałszerzy wejściówek. Tamtego dnia byliśmy kimś innym. Santiago
Limonesem, rewolucjonistą.
Weszliśmy na trybunę zarezerwowaną dla Los Antraxos - najwierniejszych fanów
Pentagramu. Od razu wzbudziliśmy szacunek wśród miejscowych. Dostrzegli w
nas przywódcę, lidera, zwiastuna wolności. Rozkoszując się cygarem
zaczęliśmy rozmawiać z przywódcą bojówki socjalistycznej niejakiego
Moralesa, którego bezbłędnie zidentyfikowaliśmy. Poczęstował nas drinkiem (z
parasolką i kawałkiem ananasa). Zaczęliśmy snuć plany, ale przerwał je
początek spotkania.
Oglądaliśmy je po raz pierwszy z najlepszych miejsc na stadionie.
Obejrzeliśmy ciekawe widowisko, gracze Pentagramu grali tak jak mieli
grać - po partyzancku. Z nienacka powalali graczy Grodziska gdy sędziowie
nie widzieli, bądź bali się zobaczyć. Gracze KKS szybko zrozumieli, że jeśli
chcą ujść z Soli z życiem to nie mogą przeszkadzać Pentagramowi i poza
pierwszymi dwoma próbami nie zagrozili już w żaden sposób bramce Pentagramu.
Dostrzegliśmy cień zadowolenia na twarzy Moralesa. Solańczycy spokojnie
zatem rozgrywali swoje akcje, nie spiesząc się oddawali wiele strzałów; dwa
z nich okazały się celne. 3 punkty poszły na konto Solańczyków.
Morales wprowadził nas potem w swój plan. Dokładnie w takim sam sposób jak
dzisiaj Pentagram pokonał Zamek ma się rozegrać Rewolucja Słoneczna, czyli
odzyskanie niepodległości przez Tropicanę. Subtelne metody zdobywania
lojalności poprzez nagrody i zastraszanie. Wiedzieliśmy, że to się może
udać. Nagle nasz towarzysz padł na podłogę, martwy. Szybko wybiegliśmy ze
stadionu, spaliliśmy berety i dokumenty. Koniec z Salvadorem Limonesem. Ale
wiedzieliśmy, że gdzieś, kiedyś może stać się nam coś nieprzyjemnego.</p>
<p>--<br />
Uzdrawiamy,<br />
Redakcja PdD.  </p>
<blockquote>
<p><strong>metadane</strong><br />
autor: Rittermeister&amp;Smok  (Timios Kiechajas i Przemysław Figiel)<br />
opublikowano: 2006.08.10<br />
link: <a href="http://groups.yahoo.com/neo/groups/sarmacja/conversations/messages/137082" rel="external">LDKS</a></p>
</blockquote></div>
		</content>
	</entry>
</feed>
