<?xml version="1.0" encoding="utf-8" ?>
<feed
 xml:base="https://wandystan.eu/"
 xml:lang="pl"
 xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom"
 xmlns:grddl='http://www.w3.org/2003/g/data-view#'
 xmlns:atomwiki="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/"
 grddl:transformation="https://wandystan.eu/varia/rdf/atom2rdf.xsl"
>
	<id>https://wandystan.eu/w/feed,NBN::PdD1.7</id>
	<title>PdD1.7</title>
	<updated>2018-03-30T23:20:14+02:00</updated>
	<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
	<link rel="self" href="/w/feed,NBN::PdD1.7" type="application/atom+xml" />
	<link rel="first" href="/w/feed,NBN::PdD1.7?page=0" type="application/atom+xml" />
	<link rel="alternate" href="/w/NBN::PdD1.7" type="text/html" />
	<icon>/favicon.ico</icon>
	<entry>
		<id>https://wandystan.eu/w/history,NBN::PdD1.7,1346</id>
		<title>PdD1.7</title>
		<updated>2018-03-30T23:20:14+02:00</updated>
		<author>
			<name>Konto systemowe</name>
			<uri>/B1000</uri>
		</author>
		<category label="Nowa Biblioteka Narodowa" scheme="https://wandystan.eu/w/namespace/" term="NBN" />
		<link rel="alternate" href="/w/history,NBN::PdD1.7,1346" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/revision-of" href="/w/NBN::PdD1.7" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/first-revision" href="/w/history,NBN::PdD1.7,1346" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/last-revision" href="/w/history,NBN::PdD1.7,1346" type="text/html" />
		<link rel="https://wandystan.eu/ns/atomwiki/history" href="/w/history,NBN::PdD1.7" type="text/html" />
		<atomwiki:revision identifier="1346" deleted="no" initial="yes" significant="yes">automatycznie zaimportowano ze starego systemu</atomwiki:revision>
		<content type="xhtml">
			<div xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"><h3>RTS Dynamo Czekany - KKS Tropicana Sola 2:2</h3>
<p>Lubimy takie mecze jak ten, można się wyspać, zerknąć od czasu do
czasu i napisać do niego komentarz. Niestety byliśmy skazani na
oglądanie tego nędznego widowiska.  </p>
<p>Pierwsza połowa należała do Dymana, które wręcz zmiażdżyło
przeciwnika. Ciągłe akcje z klepki rozbijały obronę KKS-u, który
mógł tylko się bronić. Już w 13. minucie popularne Bateryjki
zdobyły gola i kontynuowały dzieło zniszczenia. Możliwe, że
niedyspozycyjność piłkarzy z Tropiczny spowodowana była przeprowadzką
z Grodziska, ale nawet jeśli, to nie jest to zbyt dobrym
usprawiedliwieniem. A takim z pewnością byłaby bramka kontaktowa,
nawet jeśli była by tą jedyną, gdyż pozwoliłaby zachować honor i
pokazałaby, że w każdej sytuacji piłkarze KKS-u będą walczyć. No i to
się udało, 21 minuta to czas pięknej akcji, która rozpoiła się pod
bramką KKS-u. Mozolnie prowadzona piłka, bliskie podania, niezbyt
agresywne  wydawać by się mogło, że z tego nic nie będzie. I to
prawda, to było tylko złudzenie, gdyż w 22 minucie był remis
po wrzutce Warowskiego. Formalności dopełnił jego kolega z pomocy 
Grzesiek Stanisławski. I to była jedyna akcja KKS-u w tej połowie,
ale jej skuteczność była wystarczająca, gdyż piłkarze Dynama męczyli
się pod bramką przeciwników i nie mogli strzelić, mimo swojej
przewagi. Tak więc wynik z 22 minuty utrzymał się do końca pierwszej
połowy.  </p>
<p>Piłkarze, którzy schodzili do szatni niezbyt szczęśliwi, ale też nie
smutni, bo przecież wyniki 1:1 był jak na połowę satysfakcjonujący,
bo patrząc realistycznie, obie strony mają takie same szanse na
zwycięstwo.  </p>
<p>Gwizdek sędziego i rozpoczynamy drugą połowę! Tym razem KKS zabrał
się do roboty i ta połowa była już o wiele bardziej wyrównana, choć
Tropikańczycy lepiej sobie dawali radę i mieli naprawdę dużo
sytuacji. Gdy na tablicy pokazała się 72 minuta Łukaszewicz umieścił
piłkę w bramce Dyczka. Tak, umieścił było tu bardzo na miejscu, gdyż
bramkarz nawet nie interweniował. Według relacji świadków udał
się na tron, bo jak powszechnienia wiadomo, to nie człowiek rządzi
potrzebą, tylko potrzeba człowiekiem. W tym wypadku bramkarzem, co
jest bardzo podejrzane. Ale to zostawmy politykom, by my mówimy tu
przecież tylko o piłce. A ta która dziś grali, by żółto-niebieska
firmy Annike. Ale musimy pamiętać, że to nie był jeszcze koniec
meczu! Ten toczył się dalej i to bardzo zaciekle  Tropicańczycy
walczyli o większe prowadzenie  Dymano o remis lub zwycięstwo. I
stało się, w 89 minucie Bateryjki zremisowały! I tak właśnie
zaskoczył się mecz - remisem.</p>
<h3>KS Orzel Czekany - SS Zielnybor 1:1</h3>
<p>Ten mecz to był po porostu żart/dowcip/pośmiewisko/kicha/sadzenie
buraków Albo nie! Stop! Przeczytajcie najpierw komentarz i wtedy
odpowiecie na pytanie te w programie Co Z Tym Meczem? w TV Sarmackiej.  </p>
<p>Pierwsza połowa upłynęła na kopaniu piłki Zapytacie, co w tym
dziwnego, o to przecież w tym sporcie chodzi. Ja wam odpowiem, że to
nie było normalne. Czemu? Bo cała zabawa piłkarzy polegała na zabawie
w dziada(w exclusive version, specjalnie dla PdD nazwa tegoż
brzmi babcia). No więc, oni sobie grali w 11 osobowych drużynach.
Czasami tracili piłkę, bo im zabrał przeciwnik, po podanie
przechwycił, bo wyleciała na aut/korner. Dużo było takich sytuacji,
ale to przecież nie jest piłka nożna! To samo powiedział trener
Orłów  Robert Czekański, gdy wbiegł na boisko i zrządzeniem losu z
półwoleja posłał podkręconą piłkę do bramki Skarpeciarzy i to w
samo okno. Stał tam jednak jeden z Zielnyborskich skrzatów i piłka
nie przekroczyła linii bramkowej. Sędzia po długiej naradzie ze
swoimi pomocnikami zaliczył to jako strzał na bramkę. Niestety, zaraz
po tym gwizdnął i zakończył tą beznadziejną połowę.  </p>
<p>Piłkarze wybiegli na boisko, tym razem od środka grę rozpoczęli
goście i dali do zrozumienia przeciwnikom, że pograć już im nie
dadzą, póki nie strzelą bramki. I tak było Orlęta przejęły piłkę i
ruszyły na bramkę Skarpet. Nic nie mogło być bardziej głupie.
Zielnyborzanie tylko na to czekali, zabrali piłkę nieopierzonym
ptaszkom i przeprowadzili kontrę, po której pada gol. Kibice szaleją,
piłkarze Orląt patrzą na murawę, Robert Czekański płacze! Tak,
patrzcie państwo, on! Przepraszam, to nie ten film! Nie kręćcie
tego! Nie! Dobrze, możemy kontynuować. Orły zaatakowały i rwąc
pazurami koszulki przeciwników strzeliły gola po dośrodkowaniu Dymka
i bańce Kupki. Atak pozycyjny gospodarzy nadal trwał, ale razi oni
wielką nieskutecznością, co było dosyć dziwne, gdyż napastnicy,
których wystawił trener Czekańscy to strzelcy wyborowi. Niestety, nie
ustawili na dzisiejszy mecz swoich celowników, co zaowocowało remisem
1:1. Tak zakończył się ten mecz.  </p>
<p>Na koniec chcielibyśmy powrócić do sytuacji z końca pierwszej połowy,
kiedy to trener Czekański popisał się fartownym strzałem z woleja.
Piszę o tym, gdyż według naszych informatorów to właśnie za to został
trenerem kolejki jawna niesprawiedliwość! Zbyszko Browarczyk zrobił
10 000 żonglerek (piłka upadła mu na but, oczywiście całkiem
przypadkiem).</p>
<h3>Rotor Precelkhanda - FC Czarnolas 4:1</h3>
<p>Na Estadio Żenada spotkaliśmy wielu meneli, którzy proponowali nam
wspólne picie  my odmówiliśmy, gdyż byliśmy pewni, że ten mecz to
będzie coś naprawdę ciekawego.  </p>
<p>Z ostrożności wybraliśmy jednak miejsca obok naszych starych dobrych
kumpli, bo czasami instynkt zawodzi. I zawiódł. Ten mecz to była
żenada! Czarnoleska tu chyba przyjechali na trening, bo nie
wykazywali w ogóle woli walki. Nic! Zupełnie! Rotor robił z nimi co
chciał, akcje z klepki to była rzadkość. Królowały indywidualne
popisy, po których oczywiście gole paść nie mogły, gdyż robotnicy
wandejscy znani są z dryblingu, który polega się na potykaniu o
piłkę. Niektórzy nawet opanowali tą sztukę do perfekcji i przewracają
się nawet nie dotykając piłki! Ta finezja naprawdę była godna Pelego,
Marodony, Zidana i Zenka Potyczka  pomysłodawcy owego stylu gry. W
pewnym Momocie kibice zaczęli się nudzić i robotnicy ruszyli w bój
ciężki i żółtawy. Po dwóch drobnych potknięciach Rotor prowadził 2:0,
a publika szalała i skandowała: dwa gole to za mało, dwa gole to za
mało, jeszcze kilka by się nam przydało!. W tym Momocie jeden z
Wandejczyków zataczając rundkę tryumfalną (a może to było przez
pijaństwo? Nie... robotnicy nie piją...) uderzył w Czarnolesianina i
dostał za to żółtą kartkę po czym krzyknął rasistowskie hasło i udał
się na drzemkę. Pozostał tam do następnej połowy.  </p>
<p>Od nasennego gwizdu byliśmy świadkami wielkiej potyczki  przewracali
się wtedy już wszyscy: piłkarze o własne nogi, kibice ze śmiechu, a
sędziowie wylatywali w powietrze następując na miny zdenerwowanych
kibiców. Tak, to był piękny mecz, ale tylko wtedy, gdy ktoś kocha
oglądać mieszankę Szeregowca Ryana i Benny Hilla. W 83. minucie
bramkarz Rotoru odlał się pod swoją bramką i gdy po odczuciu ulgi
stanął między słupkami został zaskoczony przez ślizgającego się w
kałuży ekskrementów piłkarza z Czarnolasu, który uderzając
sznurowadłem prawego korka z prawej nogi zmienił trajektorię lotu
okrągłej kuli będącej obiektem zmagań na Estadio Żenada, czyli mówiąc
po polsku: strzelił gola. Wtedy Robotnicy obudzili się ze snu,
opróżnili w szybkim tempie zapasy piwa i dali nauki uczniom z
Czarnolasu. Ich ruchy wyglądały tak, jak gdyby grali oni na lodowisku
w trampkach, oczywiście firmy Aydas. Strzelili tak dwie bramki, w tym
jedną w 92 minucie, która jest najpóźniej strzeloną w SLP bramką.
Brawa dla piłkarza który to zrobił! Został w ten sposób
najwolniejszym z najwolniejszych!  </p>
<p>A mecz był po prostu cudny jak kwiat róży po burzy  powiedział jeden
z żuli ciągnąc ze sobą skrzynkę piwa.</p>
<h3>FC Zielnybor - KS Wandea 1:1</h3>
<p>To był mecz kolejki. Naprawdę! Nie wierzycie? No to czytajcie.  </p>
<p>Gdy weszliśmy na stadion naszym oczom ukazał się piękny widok (tak,
piękny, zanotujcie w słowniku!). Obie drużyny grały bardzo wyrównane
spotkanie, kontra, przejęcie, kontra, strzał, obrona, wybicie, atak
pozycyjny, znowu przejęcie! Tylko tak można opisywać ten mecz. Z
zamyślenia wyrwał mnie gwizdek sędziego. Przestaliśmy oglądać popisy
trampkarzy i udaliśmy się na przeznaczone specjalnie dla nas,
wygodnie moszczone fotele obite karmazynowym aksamitem.  </p>
<p>A ten mecz już taki dobry nie był, więc wyciągnęliśmy telefon,
włączyliśmy wap i weszliśmy na stronę Talka, by poczytać, czy coś
nowego w Sarmacji się nie stało. Niestety, nie było nowych newsów,
ale otworzyła się w jakiś dziwny sposób strona o zawartości &gt;18.
Zapewne stało się tak z powodu tych nowych aliasów Bobera, on nigdy
nie sprawdza, jakie reklamy się wyświetlają. Ale nie powiemy złego
słowa - znacznie umiliło nam to oglądanie... meczu oczywiście.  </p>
<p>Gdy oderwaliśmy się od telefonu zobaczyliśmy cudny widok. Sędzia
ciągle wyciągał żółte kartoniki! I to z jaką gracją! Robił to niczym
gentleman zdejmujący melonik. W pewnym momencie przestał, gdyż
zaniemówił po pierwszym strzale w tym meczu! My też. On był po prostu
zbyt zaskakujący, by tego nie zrobić! Wandejczyk uderzył z czuba
prosto w piłkę! To było tak zaskakujące, że chłopiec do piłek
zapomniał pobiec po nią do sąsiedniej wsi... Zielnyborzanie nie
chcieli być gorsi, więc Żurawski spudłował z odległości 1 metra od
pustej bramki.  </p>
<p>Druga połowa upłynęła na zabawie w dwa ognie, ale ponieważ matka,
ojciec, babcia i dziadek w jednym, czyli bramkarze byli w
beznadziejnej dyspozycji nikt nie zwracał na nich uwagi i gra
odbywała się na zasadach joga bounito, czyli kopnij, odczekaj chwilę
i możesz już złapać się za bolącą stopę. Kiedyś jednak miarka się
musiała przebrać. Wandejczycy zaatakowali i strzelili! Tak! Gol! Tak!
Spalony! Tak! Sędzią jest ślepy!  tak krzyczał stadion, tak
krzyczeliśmy my. Wtedy jednak zdenerwowany Żurawski, bo nie taka
przecież była umowa, podszedł do bramkarza rywali i uderzył go w
twarz, gdy sędzia nie patrzył. Ten nie pozostał mu dłużny i oddał z
półobrotu, tym razem jednak sędzia patrzył, więc wskazał
na jedenastkę. Żurawski uderzył pewnie i ustalił wynik tego
okrutnego meczu na 1:1.  </p>
<h3>FKK Rantiochskie Krasnoludy - KS Renifery Sola 3:2</h3>
<p>Szczerze mówiąc nie za bardzo wiemy, co napisać o tym meczu. W
statystykach wygląda on grubo, że były emocje i w ogóle  warto było
poświęcić chwilę czasu. Nam on jednak w ogóle nie wygląda. Nie
powiemy, że wynudziliśmy się setnie, bo się nie wynudziliśmy, ale
nadmiernym entuzjazmem nie tryskamy. W sumie pięć goli to ponad
średnią ligową, ale taki jakiś ten mecz był nijaki.  </p>
<p>Pierwsze czterdzieści minut najchętniej usunęlibyśmy z naszej
pamięci. Na boisku nic się nie działo, próbowaliśmy przysnąć, ale co
rusz budziły nas gwizdy a to z boiska, a to z trybun. Sędzia bowiem
nie próżnował i pokazał aż pięć żółtych niczym królik kartek. W końcu
jednak udało mu się zdjąć kapelusz, a rozentuzjazmowani tym radosnym
wydarzeniem gospodarze strzelili bramkę. Rzut wolny (z owego zdjętego
nakrycia głowy) egzekwował Manik-Ku, a udo dostawił Puha i zrobiło
się 1:0.  </p>
<p>Po przerwie Manik-Ku stanął przed niepowtarzalną okazją zdobycia
bramki. W 49. minucie sędzia podyktował rzut karny (ręka
Fafińskiego), ale wspomniany już maestro piłki fatalnie spudłował
(gdyby wiał silniejszy wiatr mógłby zaskoczyć własnego bramkarza).
Śmiemy wątpić, czy po tym numerze trener Krasnoludów pozwoli Manik-
Kowi jeszcze kiedyś coś strzelić. No chyba że baranka o ścianę...
Renifer rozpędzały się powoli niczym walec pod górę, ale w końcu i
one zaskoczyły. Przeciwników w sensie, bo myśmy to już dawno
przewidzieli. Żeby nie zanudzać: Grubski idealnym prostopadłym
podaniem obsłużył Skarbka, a ten lekko przerzucił piłkę nad mierzącym
metr dwanaście Mailanem.  </p>
<p>Jak wiadomo, rozpędzony walec bywa groźny. Biegające Renifery też. W </p>
<ol start="76">
<li>min wyszły nawet na prowadzenie, po strzale głową Bronisza, ale
dwie kontry Krasnoludów, w 80. i 87. min pokazały, kto tego dnia na
boisku był lepszy.  </li>
</ol>
<p>Bo poza nim bezapelacyjnie wygrała urocza fanka Reniferów, z którą
zrobiliśmy sobie zdjęcie, a nawet dała nam potrzymać swoje... pompony.</p>
<h3>SKS Podleszcz - Pentagram Sola 1:0</h3>
<p>Wiecie kiedy jest najciszej? Oczywiście - przed burzą. A burze będą,
oj będą. Wielkie. Z piorunami i ulewnymi deszczami. Będą pożary i
strugi wody z nieba. Jednocześnie. Nadejdą huragany i susza.
Wieszczymy  koniec świata jest tuż tuż.  </p>
<p>W tym tygodniu nie wydarzyło się nic dziwnego. Nic. Nie stłukliśmy
talerzy przy zmywaniu ani delikatnych części ciała przy jeżdżeniu na
łyżwach. Niczego nie zepsuliśmy, nie straciliśmy. Nie chodziliśmy
głodni, ani spragnieni. No nic, kompletnie. Ale my wiemy. I Wam
powiemy: brak znaków to najważniejszy znak!  </p>
<p>Co do meczu natomiast, to w zasadzie była to gra do jednej bramki.
Bez szkody dla widowiska sędzia mógł bowiem odgwizdać koniec meczu w </p>
<ol start="30">
<li>minucie. Wtedy to bowiem Podleszcze strzeliły gola.  </li>
</ol>
<p>Pamiętacie z ostatniej kolejki niejakiego Kissukwu? Tak, tego samego
który niemiłosiernie wnerwiał obronę przeciwników, zabierając jej
piłkę, a chwilę później kolegów z zespołu, marnując 200% okazje?
Teraz też zmarnował trzy takie, trafiając w sytuacjach sam na sam
kolejno w słupek, bramkarza i kolegę z zespołu.  </p>
<p>W końcu jednak w owej 30 minucie Kissukwu sprytnie zamienił się
pozycjami z Moseiyo (to wersja oficjalna - naszym zdaniem po prostu
nie zdążył się ustawić), który przejął bezpańską piłkę, podbiegł z
nią parę metrów i odegrał naszemu ulubieńcowi, który w końcu uderzył
tak, jak powinien był zrobić to już dawno. Czyli celnie. 1:0 dla
Podleszczy i koniec meczu.  </p>
<p>Po co zawodnicy wybiegli na drugą połowę pozostanie ich słodką
tajemnicą, bowiem w ciągu tych 45 minut oddali oni (uwaga!) JEDEN
(słownie: 1) strzał. Zrobił to zespół gospodarzy, strącając tym
uderzeniem operatora kamery (ponoć wykrzykiwał on, że Coutho psuje mu
ujęcie).   </p>
<p>Strzeżcie się, albowiem wieszczymy: koniec świata nadchodzi!</p>
<h3>SKS Srebrny Róg - Kotwica Srebrny Róg 4:2</h3>
<p>Wiecie ile ciekawych rzeczy można zrobić w ciągu półtorej godziny? Z
tych bardziej przyziemnych: skopać kawałek ogródka, opalać się na
plaży czy umyć podłogę w kuchni. Z tych mniej  zrobić latawiec czy
polatać balonem. Z tych najwznioślejszych  opanowywać świat albo
spowodować zagładę cywilizacji. Są jednak ludzie, którzy te 90 minut
wolą poświęcić na bieganie w te i z powrotem po trawie, na
powierzchni pobielanej wapnem i kopać coś, co z grubsza przypomina
kulkę. Ale wiecie co jest najdziwniejsze? Więc jest takich, którzy
płacą, by móc na to spojrzeć.  </p>
<p>Przyznajemy, że tego nie rozumiemy. Nie lubimy piłki nożnej, tak jak
małe dzieci nie lubią szpinaku. No ale  nać klient naćpan jak
powiadają, więc dla Was męczymy się oglądając niekompletnie ubrane
męskie ciała na boisku i równie niekompletnie przyodziane kobiece na
widowni. Swoją drogą  zgadnijcie, na co poświęcamy więcej czasu...
Wracając jednak do kwestii owych 90 minut. Załóżmy, że miałyby to być
ostatnie minuty Waszego życia. Nie wierzymy, by ktokolwiek z Was
chciałby owe ostatnie 90 minut życia spędzić na twardej ławce (albo
stojąc) zdzierając sobie gardło i uważając, czy przez przypadek nie
lecą w Waszą stronę fragmenty stadionowej infrastruktury. Śmiemy
twierdzić, że owa rozrywka znalazłaby się gdzieś w ogonie. A mimo to
stadion w Srebrnym Rogu był pełny.  </p>
<p>Pierwsza rzecz, która nas zaskoczyła i, nie bójmy się tego
powiedzieć  zawiodła, było ustawienie Rożena w pomocy. Jak można tak
traktować rasowego napastnika?!  </p>
<p>Mecz zaczęła Kotwica, bez żadnego respektu dla walczącego o
utrzymanie SKS-u. W pierwszych 10 minutach przeprowadziła dwie BARDZO
groźne akcje, niestety jej zawodnikom brakowało zimnej krwi. Wynik
otworzył jednak Srebrny Róg, bramką z niczego. Wot, na 35. metrze
Bronisz posłał Smoczyńskiego na deski, do piłki podszedł Moczygęba i
uderzył tak, że sam się zdziwił, gdy piłka wpadła. No ale wpadła. Na
szczęście na odpowiedź Kotwicy czekaliśmy tylko dwie minuty. Świetne
podanie Mieleckiego wykorzystał Krancja i mieliśmy remis (i mecz
zaczynaliśmy od początku, jak to mówi jeden z naszych ulubionych
komentatorów).  </p>
<p>Kolejne bramki wisiały w powietrzu, tylko nie za bardzo było wiadomo
dla kogo. Nie zawiodła nas Kotwica, która sprytnie rozegrała rzut
wolny (dwa razy do tyłu). Gamoń dostał piłkę i jak przypier...
strzelił tak i wpadła.  </p>
<p>Niestety, świetnie dysponowany był w tym dniu Smoczyński, który
właściwie wygrał ten mecz w imieniu SKS-u. Najpierw znakomicie
przyjął piłkę na długim słupku i wepchnął ją do bramki, a w 78. i 84.
min podawał tak, że wystarczyło po prostu dostawić nogę.
Kotwica w drugiej połowie kompletnie się pogubiła. Dość powiedzieć,
że nie oddała w jej trakcie żadnego strzału na bramkę rywali. A jak
się nie strzela na bramkę to wiecie... Wanda kule nosi.  </p>
<h3>SKP Lwy Krez - Graybox Srebrny Róg 1:0</h3>
<p>Jak znaczna część z Was wie mamy wakacje w związku z tym staramy się
czas jakoś urozmaicać. A to partyjka golfa, polo lub innego krykieta
z zaprzyjaźnionym szejkiem, a to szejk w zaprzyjaźnionej
kawiarence... Coś nas jednak czasem podkusi, licho jakoweś się w nas
odezwie i zabieramy się za zajęcia absolutnie i całkowicie
niezajmujące, a mówiąc po naszemu  nudne. Razu pewnego zachciało nam
się pojechać pociągiem. Ekspresem (promocja była). Mieliśmy jechać
około godzinki. Wsiedliśmy... i półtorej godzinie staliśmy na
peronie, bo coś się zepsuło.  </p>
<p>Przypomnieliśmy sobie o tym zdarzeniu mniej więcej pod koniec
pierwszej połowy i zaczęliśmy snuć rozważania, co by to było, gdyby w
owym feralnym pociągu jechali piłkarze Srebrnego Rogu na mecz w
Krezie i wyszło nam, że uszczęśliwiliby w ten sposób kilka tysięcy
ludzi. Wszak zamiast marnować półtorej godziny na stadionie,
odczekaliby kwadrans, sędzia odgwizdałby walkowera, a ludzie mogliby
wykorzystać zyskany w ten sposób czas np. na oglądanie telewizji. No
cóż, marzenia to piękna rzecz, ale teraz musimy wrócić do
rzeczywistości.  </p>
<p>Na boisku tak naprawdę działo się sporo. Najpierw na murawę wbiegła
przerośnięta wiewiórka, która zaczęła dobierać się do orzeszków
zawodników Krezu. Wiewiórkę pogoniła maskotka gospodarzy 
niedowidzący i ogólnie kulejący lew Ubuntu, a tego z kolei 
porządkowi. Na porządkowych zasadził się natomiast pewien fan
ultraprzewiewnej odzieży, fason adamowy, który wzbudził całkowicie
uzasadnioną wesołość (bo przecież nie zachwyt...) wśród kibiców.  </p>
<p>Piłkarze natomiast... No cóż  zdaje się, że byli. Zdaje się,
ponieważ w ogólnym bałaganie raczej mało było ich widać. Istniała
natomiast piłka, która sobie tylko znanym sposobem wtoczyła się do
bramki Grayboxu w 13. min meczu. Tak naprawdę jednak nikt się tym nie
przejął, a piłka korzystała z wolności i swobody, latając w różnych,
losowo dobieranych kierunkach. Dość powiedzieć, że najcelniejszy
strzał meczu strącił papierową czapeczkę z głowy kibica dwa rzędy za
nami. A siedzieliśmy daleko. W dodatku na wysokości linii środkowej.</p>
<p>--<br />
Pozdro ziomy,<br />
PdD  </p>
<blockquote>
<p><strong>metadane</strong><br />
autor: Czarnuch&amp;Smok  (Michał Czarnecki i Przemysław Figiel)<br />
opublikowano: 2006.08.17
link: <a href="http://groups.yahoo.com/neo/groups/sarmacja/conversations/messages/137610" rel="external">LDKS</a></p>
</blockquote></div>
		</content>
	</entry>
</feed>
