Niesiony dziennikarskim poczuciem obowiązku, zawędrowałem wczorajszego dnia do Gelloni. Jadąc taksówką oglądałem przez okno zaśnieżone Góry Kocie, przejechałem Athos, minąłem Murowaną Wieś i dotarłem wreszcie do celu- stolicy Hrabstwa, Krezu. Miasto jest dość dużą, pełną ludności miejscowością, o czystym, prawie, że górskim powietrzu. Na przedmieściach stoi wiele budynków fabrycznych, które zdawać by się mogło, zapadły w zimowy sen. Im znajdowałem się bliżej centrum, tym śnieg dawał bardziej o sobie znać. Na szybach taksówki wycieraczki poruszały się rytmicznie, niczym kobiety z legendarnego cytatu Avatara. Zaśnieżone koła taryfy zatrzymały się przy restauracji "Minos". Zapłaciłem kierowcy, wysiadłem. Przed moimi oczami, oczami człowieka przyzwyczajonego do Zielnyborskich lasów, człowieka który jest członkiem bohemy Srebrnego Rogu, spojrzałem na wielki, nieznany dotąd świat. Pomyślicie zapewne, że nigdy po kraju nie jeździłem, nie widziałem wielu rzeczy. Tak, macie racje, kilkanaście razy opuszczałem mą rodzimą wyspę (Teutonię dla niewtajemniczonych), ale celem moich pielgrzymek był zawsze Okręg Stołeczny. Wstyd się przyznać, ale to moja pierwsza wizyta w Gelloni. Tak więc każda rzecz była dla mnie nowa, ciekawa. Najbardziej zapadło mi w pamięci powitanie Gellończyków, którzy widząc swych przyjaciół wołali: Ewrybady Kombinerki! Spojrzałem na zegarek, do umówionej godziny brakowało czterech minut. Wszedłem do środka, zostawiłem w szatni płaszcz i usiadłem przy stoliku nr 7. U obsługującej mnie kelnerki zamówiłem kawę i moje ulubione ciasto ("wuzetkę"). Wyciągnąłem krowlandzki dyktafon, notesik w kwiatki i zacząłem wertować notatki. Spojrzałem w stronę szatni i tam ujrzałem mojego gościa- hr. Poleszczyka. Gdy Kanclerz wszedł na salę, kilka osób wstało, dwójka podbiegła do niego i uścisnęła mu dłoń. Wstałem i ja, a że Bozia obdarzyła mnie pokaźnym wzrostem, hrabia od razu mnie zauważył. Usiadł przy moim stoliku, kelnerka w tym czasie podała mi wcześniej zamówioną kawę z ciastem, Skarbniq zamówił Mocnego Gellona, odpowiadając, na moje zdziwione spojrzenie: <Przyjechałem z kierowcą>. Zacząłem konwersacje od kilku wstępnych informacji, poinformowałem Kanclerza, że jest pierwszą osobą, która bierze udział w nowym cyklu "WT" pt. "Z pytaniem wśród władzy". Skarbniq życzliwie przypomniał, że nie ma za wiele czasu, gdyż śpieszy się "do robienia mostu". Poprosiłem mego gościa, aby dokończył zdania które mu podyktuje. Włączyłem dyktafon i zadałem pierwsze pytanie: Sarmacja to... Kanclerz bez zastanowienia odpowiedział: <Księstwo>. Nie umiem... <pisać zaawansowanych skryptów php>, w KS nabardziej "wciąga"... <wciągają bezsensowne dyskusje na LDKS> - brzmiała odpowiedź. Kolejne zdanie było dość podchwytliwe, mimo to zadałem je próbując kawę (swoją drogą, kawa pani Natalki z baru przy redakcji jest milion razy lepsza, może to z przyzwyczajenia tak mi się wydaje?) Scholandia to... Tu również Kanclerz nie zastanawiał się zbędnie i odpowiedział:<nasz największy przyjaciel, choć sama o tym nie wie>. Przy pytaniu: Najbardziej nie lubię... Skarbniq długo się namyślał, w końcu zaproponował przejście do następnego (Nasz klient, nasz pannnn- przypomniał mi się skecz kabaretu "Ani mru mru"). Pierwsza myśl o brzasku poranka... <czy są jakieś maile do przeczytania>. Najdziwniejsze słowo jakie usłyszałem... < mnie już nic nie dziwi> odpowiedział. Ta sama myśl naszła mnie, gdy postanowiłem spróbować "wuzetki", lecz ku mojemu zdziwieniu była bardzo dobra! Ulubiona bajka z dzieciństwa... <Wuzzle!> Imię ulubionej maskotki... <mam na telewizorze bezimiennego jeża- rękawice> - zaśmiał się Kanclerz. Kolejne pytanie tylko z pozoru było bez sensu. Moim zdaniem ciągutki... <czasem są niezbyt ciągliwe>. Władza w Księstwie to... <Ja!!!> - Zawołał skromnie hrabia. Najszczęśliwszą chwilą w Sarmacji było... Skarbniq powtarzał kilka razy <było... było... uruchomienie programu The Bat!>. Zawsze chciałem zostać... <rentierem>- odpowiedział. Na codzień... <dużo myślę na codzień>. Kanclerz niecierpliwie spoglądał na zegarek, więc postanowiłem zbliżać się powoli, acz stanowczo ku końcowi. Zadałem jeszcze kilka pytań: Jadł Pan kiedyś pumpernikla? Jeśli tak, to w jakich okolicznościach i jak smakował? <Nie jadłem nigdy świadomie pumpernikla, nie ze mną te numery>. A wie Pan co to jest pumpernikiel? <Redaktor "Wieści Teutońskich"> - odpowiedział inteligentnie. A oprócz?- Drążyłem nadal temat. <Pewnie jakieś ciasto>. Teraz zadałem pytanie które zawsze mnie nurtowało: Dlaczego Skarbniq? <Bo na wp słowo "skarbnik" było zajęte. A dlaczego skarbnik? Bo piastowałem ten urząd przez cztery lata liceum.>- Zaśmiał się rozmówca. A teraz powróćmy do pytania które zostawił Pan na koniec, a mianowice, najbardziej nienawidzę... Tym razem odpowiedź była gotowa: <komunikatu "nieznajomy przesyła wiadomość", a poza tym to chamstwa>. Skończyłem już pić kawę a "wuzetka" dawno była zjedzona, Kanclerz dopił resztkę piwa. Dziękuje za wywiad- powiedziałem. <Nie ma sprawy, wracam do mostu>. I nim się obejrzałem Skarbniq wyszedł z restauracji. Ja wyłączyłem dyktafon, pochowałem wszystko do nesesera i poszedłem do hotelu, w którym wcześniej zarezerwowałem miejsce. |