Numer 2/1
Arona 21.07.2001
PWW "PRASA"
Copyright © eMBe
Prawo autorskie w Dreamlandzie
Jako redaktor "Głosu Weblandu" i webmaster, sen z powiek spędza mi sprawa łamania praw autorskich w Dreamlandzie, ale nie dziwmy się temu bo nie ma żadnych regualcji prawnych w tej dziedzinie. Aktualnie mamy sytuacje pozwalającą każdemu na dokonywanie plagiatów i kopiowanie pomysłów. Ale jest szansa na zmiane tej sytuacji, a dokładnie mówiąc w sejmie czeka projekt ustawy chroniącej prawa autorskie w Dreamlandzie, pomysłodawcą projektu jest redaktor i wydawca PLEGOLAL-u Pan Bzerolek de Kakuć. ( eMBe )
Wywiad z Panem Bzerolkiem de Kakuć
eMBe : Witam
Bzerolek de Kakuć : Witam,
Panie Redaktorze.
eMBe : Prosze mi powiedzieć, co skłoniło Pana
do stworzenia projektu ustawy dotyczącej praw autorskich ?
B.d.K.
: Moim zdaniem są tylko 2 przyczyny, które sprawiają, że ludzie wymyślają nowe
prawa: brak lepszego zajęcia albo strach, że może być gorzej. W tym wypadku
przyczyną był strach. Proszę zauważyć, że w Dreamlandzie cudza własność
intelektualna nie jest bynajmniej świętością. Firmy z upodobaniem w większym lub
mniejszym stopniu kopiują witryny internetowe konkurencji. Co prawda
przynajmniej w dziedzinie tekstów literackich czy publicystycznych nie mamy
jeszcze do czynienia z plagiatami, ale jak powiedziałem, kto wie, czy kiedyś nie
będzie gorzej. Zwłaszcza że rynek wydawniczy rozwija się dynamiczniej niż
kiedykolwiek. Jako wydawca i redaktor naczelny PLEGOLAL-u uznałem, że muszę w
jakiś sposób zabezpieczyć własność autorów, własność swoją, a także innych moich
kolegów wydawców. Stąd ta inicjatywa.
eMBe : Czy ustawa ta jest w
stanie stworzyć regulacje dotyczącą rozliczeń autorów z wydawnictwami Dreamlandu
?
B.d.K. : Bardzo chciałem, żeby tak było, jednak po zasięgnięciu
opinii innych wydawców postanowiłem skreślić punkt dotyczący szczegółów wartości
honorariów. Pozostał jedynie zapis, że autor za swoją pracę ma prawo domagać się
wynagrodzenia. Jednak szczegółowa regulacja cen mogłaby zaszkodzić zarówno
interesom wydawców, jak i w konsekwencji autorów i czytelników. W praktyce bywa
często tak, że wydawcy kooperują ze sobą, przekazując sobie nawzajem teksty na
zasadzie koleżeńskiej przysługi bez honorarium. Z drugiej strony trudno w ramach
prawa "zważyć" wartość dzieła autora, jak też kondycję finansową wydawnictwa.
Natomiast cały czas stoję na stanowisku, że autorzy powinni zarabiać, bo tylko
dzięki temu dreamlandzka kultura będzie miała szansę
rozwoju.
eMBe : A co z bibliotekami publicznymi
?
B.d.K. : Oczywiście projekt ustawy przewiduje również interesy
bibliotek. Znajduje się w nim zapis analogiczny jak w realu, gdzie wydawca ma
obowiązek wysłać egzemplarz książki wskazanym bibliotekom.
...cd wywiadu
W Dreamlandzie jest to tym ważniejsze, że mimo wielu lat istnienia
państwa, powstała i to dopiero niedawno jedna biblioteka. Kto wie, ile tekstów
zostało przez to bezpowrotnie straconych! To wielka szkoda i dla czytelników, i
dla historyków, i dla całej naszej kultury. Dzięki ustawie każdy wydawca będzie
miał obowiązek poinformowania wybranej biblioteki o nowej publikacji, w zamian
za co biblioteka zamieści link do jego strony, gdzie ta publikacja się znajduje.
Gdyby wydawnictwo upadło, biblioteka przejmie cały jego księgozbiór. Dzięki temu
ktoś, kto zostanie Dreamlandczykiem np. za 2 lata, będzie mógł wejść na stronę
biblioteki i przeczytać wszystkie książki, jakie do tego czasu powstaną. Nic nie
zginie, nic nie zniknie. Oczywiście mówię o tym tak, jakby ustawa była faktem,
choć na razie to tylko oficjalny projekt.
eMBe : Czy projekt nie
ogranicza ewentualnej publikacji materiałów na innych stronach w sieci
?
B.d.K. : To oczywiście zależy od tego, czy autor sprzeda prawa
autorskie, czy tylko prawo do publikacji. Ale w standardowym przypadku, gdy
umowa między twórcą a wydawcą będzie dotyczyła tylko praw do publikacji w
Dreamlandzie, nic takiego się nie stanie. Wszędzie poza Dreamlandem autor będzie
mógł dowolnie rozporządzać swoim dziełem, a więc np. może umieścić je na swojej
stronie domowej lub opublikować w piśmie w realu czy w książce. Dodam jeszcze,
że ustawa nie zabrania cytowania dzieł wydanych przez inne wydawnictwo,
oczywiście za podaniem źródła, czyli linku.
eMBe : A co Pan sądzi
o aktualnie panującej sytuacji w dziedzinie praw autorskich w Dreamlandzie
?
B.d.K. : To ważne pytanie, panie redaktorze. Przywołało mnie
trochę do porządku i do oddania sprawiedliwości Dreamlandczykom. Bo choć z
jednej strony, jak już wspomniałem, prawo autorskie nie jest szanowaną przez
wszystkich świętością - co niestety należy do powszechnych zwyczajów w sieci,
ale z drugiej - na tym tle Dreamland wypada i tak dość przyzwoicie. Bo choć
trudno respektować prawo, którego tak naprawdę nie ma, nie słyszałem jeszcze o
tym, żeby ktoś skopiował bez wiedzy autora czyjś tekst. No ale z ochroną
wizerunku witryn jest niestety znacznie gorzej. Tyle że w moim przekonaniu nie
jest to świadomy zamach na czyjąś własność. Co prawda każdy pisze na stronie, że
"copyright" i że "wszelkie prawa zastrzeżone", ale w sieci niestety mało kto
zwraca na to uwagę. Dlatego sądzę, że przynajmniej większość dotychczasowych
plagiatów, półplagiatów czy ćwierćplagiatów wynika po prostu z nieświadomości. I
to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że ta ustawa jest Dreamlandowi bardzo
potrzebna.
eMBe : Dziękuje za rozmowe, do
widzenia.
B.d.K. : Ja również bardzo dziękuję. Do
widzenia.
Skład redakcji "Głosu Weblandu" :
Redaktor Naczelny eMBe,
Redaktor Luna, Redaktor Evo,