Archiwum Dziennika Królewskiego (2006-2007)

Barykady: Krwawa noc (cz. II)

Dodano 2006-12-25 19:56:48 przez red. IMI

Barykady: Krwawa noc (cz. II)

Z dedykacją dla mojej wirtualnej Mamy – Liliany de Folvil-Arped
Bo Baridas to miejsce do którego odeszły Anioły
.

Cracoffia, noc z 11/12 marca 1820
Majkel ocknął się z potwornym bólem głowy. Ręce i nogi miał skrępowane.W ustach tkwił knebel sporządzony z brudnej szmaty. Pokonując nieznośny ból spróbował rozerwać więzy. Niestety plątanina konopnych sznurów trzymała mocno. Noc miała się ku końcowi. Z rzadka słychać było jeszcze odgłosy walki, lecz po wcześniejszej wrzawie pozostało wspomnienie. Szum w uszach jak po całonocnej popijawie. Niewesołe myśli tułały się po zabrudzonej skrzepniętą krwią i błotem głowie królewskiego gwardzisty. Prawdopodobnie czekała go śmierć. Haniebna śmierć bez możliwości obrony, z rąk spragnionego krwawego widowiska motłochu. Mwzdeme ponowił próbę oswobodzenia się z więzów. Ponownie krępujące go sznury okazały się zbyt mocne. Przymknął oczy i począł sporządzać rachunek sumienia. Nie uchybił, zawsze zachowywał się jak należy. Wobec Króla, wobec rodziny, wobec przełożonych i podwładnych. Wierzył jednak, że każde, nawet najczystsze sumienie obciążają grzechy. Czasem takie z których nie zdajemy sobie sprawę. W milczeniu żując szmatę knebla żałował za grzechy. Odmawiał modlitwy. Zbierał w sobie męstwo i dumę aby z podniesionym czołem pójść na śmierć. Z skupienia wyrwał go szmer. Cichutko, kładąc palec na wyschniętych ustach i mrużąc podbite oczy zbliżała się młoda, jasnoskóra dziewczyną, która próbował uratować wcześniej. Powoli przecięła sznury na jego dłoniach i nogach. Wydobyła z jego ust knebel. Majkel szepnął: „Dziękuję”, lecz ona gestem nakazała mu milczenie. Sięgnąwszy za siebie umieściła w jego dłoni pistolet i powolnym ruchem zaczęła się oddalać. Młody szlachcic wstał powoli rozprostowując zbolałe kończyny. Pochylony jak starzec podążył za dziewczyną, aniołem krwawej nocy. Pomieszczenie okazało się budynkiem manufaktury. Długie rzędy bezczynnych maszyn tkackich ciągnęły się ginąc w mroku. Tkacze opuścili to miejsce przyłączając się do rabującego tłumu. Biorąc pomstę za lata upokorzeń. Gwardzista wyprostował się i ujął dłoń dziewczyny. Wydobędzie ją z tego piekła albo ono go pochłonie. Jeszcze tylko kilka kroków, kilka metrów… Światło księżyca wpadające przez uchylone drzwi rysowało biało-siny kształt na zakurzonej podłodze. Podobnego koloru była twarz, skóra i koszula dziewczyny. Majkel podążał za nią jak olbrzymi, mroczny cień. Z ciemnością kontrastowały jedynie jego zęby zaciśnięte w wilczym grymasie i białka oczu poznaczone czerwonymi żyłkami napięcia i zmęczenia. Delikatnym ruchem zatrzymując swoją przewodniczkę młodzieniec pierwszy przekroczył barierę ciemności. Wyszedł na cichy, przyfabryczny plac. Resztki ogniska tliły się na jego środku, otoczony wysokim parkanem sprawiał wrażenie bezpiecznego miejsca. Towarzyszka porucznika po raz pierwszy dzisiejszej nocy uśmiechnęła się lekko. Majkel odwzajemnił uśmiech… Zza parkany wychylił się młody, kilkunastoletni chłopak. Strzał zabrzmiał sucho i jakby szyderczo w nocnym powietrzu. Dziewczyna upadła nie wydając żadnego odgłosu. We wspomnieniach królewskiego gwardzisty miała na zawsze pozostać milczącym aniołem krwawej nocy. Był to początek okresu o którym po latach Majkel Mwzdeme wolałby nie pamiętać. Postrzelony z pistoletu młody zabójca cierpiał długo, bardzo długo. Był pierwszym z długiej serii ludzi których dosięgła szlachecka zemsta. Dla Majkela ta noc skończyła się wiele lat później…


Iwan Maria „Ingawaar” de Folvil-Arped, Almera 2006

PS.36 Crayzyfists - A snow capped romance- dobra płyta aby próbować pisać w tym stylu 

Nikt nie dodał komentarza do tego artykułu.