Archiwum Dziennika Królewskiego (2006-2007)

Minister osamotniony

Dodano 2007-02-08 10:47:30 przez red. IMI

W Izbie Senatorskiej dobiega końca głosowanie nad wotum nieufności dla Ministra Spraw Zagranicznych, byłego Ministra-Kanclerza Krzysztofa Koniasa. Wygląda na to, że jako główny konstruktor porozumienia z Al Rajnem minister Konias pozostał niezrozumiany i odosobniony.

Zdumiewa fakt, że stanowisko ministra w sprawie alrajńskiej nie znalazło większego zrozumienia nawet w kręgu koalicjantów. W toku debaty publicznej, która wywiązała się post factum na LDKS, minister bronił się przed zarzutami nieomal samotnie, a nieliczne głosy poparcia dla jego polityki brzmiały niemrawo na tle chóralnych wyrazów dezaprobaty i oburzenia. Pojawiały się też opinie pośrednie, a mianowicie że w sprawie alrajńskiej minister popełnił błąd, lecz nie jest to wystarczający powód, by go odwoływać.

Zarzut doprowadzenia do afery alrajńskiej, czyli bulwersującego znaczną część opinii publicznej pojednania z młodym v-krajem, z którym od kilku miesięcy mieliśmy zdecydowanie nieprzyjazne stosunki, stanowił główny powód zgłoszenia wniosku o wotum nieufności. Nie jest tajemnicą, że pomysłodawcą i największym orędownikiem tego pojednania był właśnie ustępujący Minister Spraw Zagranicznych.

Największe kontrowersje wzbudził tu sposób, w jaki się owo pojednanie dokonało - a mianowicie na zasadzie równoczesnego i równorzędnego przebaczenia win. Wkrótce po publikacji listu intencyjnego na LDKS rozgorzała dyskusja wywołana postem Elijahu Rosenkranza „VOTUM SEPARATUM”, w którym autor dystansował się od wzajemnego przebaczenia win na równych prawach i domagał się rzeczowych wyjaśnień w tej sprawie. Ponieważ minister zwlekał z przedstawieniem konkretnych powodów takiego a nie innego załatwienia sprawy z Al Rajnem, zbywając pytania ogólnikowymi i wymijającymi odpowiedziami, senator Przemysław mar. Figiel skierował do niego prośbę o wyjaśnienia w formie zapytania senatorskiego.

Lapidarna odpowiedź ministra na tę interpelację również nie zadowoliła części opinii publicznej. Elijahu Rosenkranz ogłosił więc tzw. „Artykuły sułtańskie”, będące manifestem dezaprobaty wobec potraktowania Al Rajnu jako równorzędnego partnera oraz strony na równi z Sarmacją pokrzywdzonej we wzajemnych relacjach, a także zapowiedzią bojkotu przedstawicieli tej społeczności. Pod „artykułami” podpisy złożyło piętnastu, a więc 9% obywateli Sarmacji. Zastanawiające, że wśród sygnatariuszy „artykułów sułtańskich” znalazł się nawet przedstawiciel partii rządzącej, a w debacie nad wotum nieufności w Izbie Senatorskiej ani razu nie zabrał głosu w obronie ministra podkanclerzy Kryspin hr. Bober, choć, jak sam stwierdził, „przyglądał się debacie na bieżąco”.

Wiele zdaje się więc wskazywać na to, że pojednanie Sarmacji z Al Rajnem okaże się tylko pustą formalnością, niejako czekiem niemającym pokrycia w woli i opinii aktywnych obywateli Sarmacji. Wynika to zapewne nie tyle z samej niechęci wobec tego kraju, ile z warunków, na jakich nastąpiło porozumienie i z niejasnych powodów tak pośpiesznego, by nie rzec pochopnego trybu ich przyjęcia. Czeka nas zimny pokój. A nienazwane po imieniu krzywdy i niewyjaśnione do końca urazy mogą nabrzmiewać niczym wrzód, aż pękną, zalewając nasze życie publiczne kolejną falą zadawnionych pretensji.

Komentarze

Piotr Mikołaj, dodano 2007-02-08 18:25:06:

Zainspirowany artykułem, pozwoliłem sobie napisać komentarz do ostatnich wydarzeń: http://www.sarmacja.org/strona,news,1997