Dodano 2007-03-06 03:49:16 przez red. IMI
Iwan Maria "Ingawaar" de Folvil-Arped
Wanda Wars. Epizod I
Grodzisk. Późne godziny popołudniowe. Ajwan Igiłoker wyszedł właśnie ze Stołówki Koszernej gdzie spożył był posiłek. Wolnym krokiem podążał w stronę Senatu kiedy otoczyła go grupka odzianych w czarne szaty, krótko ostrzyżonych młodzieńców. W pierwszym momencie pomyślał, że to członkowie Wande Kryszna zmienili kolor z pomarańczowego. Jednak ci tutaj nie napieprzali w bębenki i nie zawodzili monotonnych pieśni przywodzących na myśl ryk godowy bawołu baridajskiego. Najwyższy i znacznie inteligentniejszy z twarzy niż reszta zbliżył się i gardłowym głosem oznajmił:
- "Ajem Dath Czarnuch. Dżojn mi end maj Master or daj!".
Ingiłoker wyszarpnął swój miecz świetlny. Dłuższą chwilę męczył się z pokrętłem od zmiany koloru. Zastanawiało go czemu zawsze w takich momentach włącza mu się czerwony kolor. Tymczasem Darth Czarnuch za nic nie mógł ustawić innej barwy niż odcienie zielonego. Popatrzyli na siebie przez dłuższą chwilę i szybkim ruchem wymienili się bronią.
- "Ałil newer dżojn ju!" - powiedział Ajwan i z dzikim wyciem uderzył na przeciwnika.
Walka była wyrównana. Kawałki płyt chodnikowych, karoserii samochodowych i latarni ulicznych fruwały w powietrzu. W pewnym momencie Czarnuch zahaczył o platynowe gumowiaki baridajczyka i pozwolił aby jego miecz upadł na ziemię. Ingiłoker zamachnął się aby skończyć z nim, lecz powstrzymał swą dłoń. Mięśnie jego twarzy drżały zdradzając toczącą się w jego wnętrzu walkę. Pamiętał słowa jakie rzekł był niegdyś do niego Mistrz Khand Kenobi: "Pamiętaj młody Patafianie! Silna ciemna stona mocy jest a najlepsze kasztany rosną na placu Pigal" Szybko zgromadziła się grupka gapiów. Ludzie obstawiali: Zabije czy oszczędzi Czarnucha. Wtem tłum śmiertelników rozstąpił się niczym Ocean Wirtualny przed Towarzyszem Wandą. Ulicą kroczył Lord Darth diuk Wander, który tego pamiętnego dnia dzięki swoim intrygom został Marszałkiem Galaktycznego Senatu.
- "Hrzwrzszcmwrrzrz-iiiii-rzczcz!" - powiedział. Wzruszywszy ramionami wyrwał najbliżej stojącą budkę telefoniczną i uderzył się w potylicę.
- "Tania wandejska elektronika. Modulator głosu mi siada... O czym to ja...? A tak! "Aj si grejt potensłał in ju" Ajwan poczuł że jego ręka ciąży mu a umysł przepełnia wizja służby Wanderowi w miejsce Dartha Czarnucha. Przed oczami miał jednak twarz Lili.
- "Newa!" - krzyknął - "Pierwej kukuł inkaski przeleci niezraniony przez turbinę dżambodżeta a piesek scholandzki dopłynie wpław do Natani niźli ja dołacze do ciebie!"
- "Dżojn mi! Ju ar blek- as is de dark sajd!"
- "Newa!" - odparł krótko Ajwan lecz w jego głowie kiełkowały zgubne myśli. Nie dało się zaprzeczyć, że był czarny. Ba! Był nawet z tego dumny! Zawahał się... Moment ten wykorzystał mroczny Lord:
- "Ol Baridian szud dżojn dark sajd in der blekness!"
- "A żeby cię tak [fragment ocenzurowany] ty [[fragment ocenzurowany] w twoim [fragment ocenzurowany] i twojego [fragment ocenzurowany]! Żebyś tak [fragment ocenzurowany] razem z [fragment ocenzurowany] i musiał [fragment ocenzurowany] ty [fragment ocenzurowany], [fragment ocenzurowany], [fragment ocenzurowany]!
Wander zacharczał spod maski co pewnie w jego mniemaniu miało oznaczać szyderczy śmiech, ale dla osób postronnych brzmiało bardziej jak samochód małolitrażowy w mroźny poranek. Ajwan wykorzystał chwilę konsternacji i wymienił baterie w mieczu świetlnym. "Muszę sobie djurasele jakieś kupić" - pomyślał. Wander tymczasem już wymachiwał przed jego twarzą jednocześnie dwiema potężnymi [fragment ocenzurowany]. Po chwili wyciągnął też swój miecz. "Dżooojn miiiiiiii!" Walka trwała długo. Walczyli w milczeniu. Do narożnika schodzili tylko na chwilę, aby przepłukać gardo czymś mocniejszym. Po dziesiątej rundzie w punktach prowadził Wander, choć lepsze noty za styl otrzymywał Ingiłoker. Śnieg powolnymi płatkami przykrywał ten paskudny świat w którym patafian występował przeciw patafianowi, mąż przeciw mężowi, a żona naprzeciw prośbom nieznajomych... Ajwan rozmyślał nad tym a jego głowa stawała się coraz cięższa. Wander mówił coraz wolniej i wolniej.
Nad ranem oczom grodziszczan ukazał się widok dwóch pijanych rycerzy opartych o siebie i wciąż stojących na środku zdemolowanej dzielnicy zastygłych w śmiertelnej walce niczym posągi starożytnych wojowniczek. Tramwaje omijały ich szerokim ruchem a turyści robili sobie z nimi zdjęcia...
Tak oto kończy się Wanda Wars (TM) Epizod I.
(fragmenty oryginalnych kwesti Datha Wandera dzięki uprzejmości Dartha Wandera, redakcja nie ponosi odpowiedzialności za szkody (m)oralne spowodowane niniejszą lekturą) Komentarze
Piotr Mikołaj, dodano 2007-03-06 21:48:19:
Krótki, treściwy komentarz. Świetne! Powiedziałbym nawet, że [fragment ocenzurowany]!
map, dodano 2007-03-06 21:55:23:
Nie no [fragment ocenzurowany] takie [fragment ocenzurowany], że [fragment ocenzurowany] hej! Czekam na więcej :D
Lord, Dark Lord, dodano 2007-03-07 01:30:25:
:D:DD:D Genialne