Obawiam się Piotrze, że Wasze problemy realowe wynikają właśnie ze złego rozplanowania działań oraz wykonywaniem nadmiernych ilości czynności, które jak znam życie i armię w realu nie do końca potrzebnych. O tym, że to już dawno zrobiła się "paradnaja armia" to już nie wspominam, bo jeszcze nie tak dawno pracowałem w jednostce (już oczywiście jako cywil, bo 15 rok mi na emeryturze leci) i faktycznie coś "podejrzanie" było w niej strasznie dużo "uroczystości" (za to innych działań, znanych mi z mojej wojskowej przeszłości jakby strasznie mało)... ciągle mieli jakieś "uroczyste zbiórki", coś co w "moich czasach" było od "wielkiego dzwonu" u nich było codziennością prawie. Do tego nawet stan etatowy tej Twojej kompanii nie jest zbyt duży - zwykła kompania ochrony (na lotnisku), z którą wiele lat temu miałem bliżej do czynienia liczyła ok. 160 żołnierzy.
Piotr Pawłowicz napisał(a):Dlatego proponowałbym pomyśleć o posterunkach jakie mają mieć miejsce i dopiero rozpisywać aktualny stan żołnierzy.
Tak powinno być, ale zakładam że Ametyst nie potrzebuje tej ochrony zbyt dużo i te 15 posterunków stałych oraz 10 patroli mu w zupełności wystarczy do zabezpieczenia siedziby Lwa Wolnogradu. Do tego istnieją przecież środki techniczne, które powodują, że ludzi na posterunkach stacjonarnych nie musi być nadmiernie dużo... ja oczywiście wiem, że u nas w nieistniejącym realu armia takich systemów nie docenia, a i czasem potrafi dublować takie zabezpieczenia posterunkami fizycznymi, ale w "cywilizacji" to się jednak sprawdza - może dlatego, że koszty osobowe są tam wysokie i trzeba "włączyć myślenie".
Piotr Pawłowicz napisał(a):Osobiście proponowałbym zwiększyć ilość kompanii jeśli chodzi o reprezentacyjne.
Ale to tylko wtedy gdyby Ametyst potrzebował jakąś większą ilość posterunków honorowych, bo w tym założeniu to tylko takie będą pełnione przez żołnierzy kompanii reprezentacyjnych - posterunki ochronne to już działka tego batalionu ochrony.
Jeżeli mają to być tylko posterunki honorowe w niewielkiej liczbie (bo do czego ich więcej potrzebuje?) to ilość ludzi do systemu 7/24 też jest niewielka, a reszta zabezpiecza tylko uroczystości. Przy czym niekoniecznie nawet wszystkie posterunki honorowe muszą funkcjonować przez 24 godziny na dobę. Jak sobie Ametyst wystawi dwóch ludzi przy bramie głównej i dwóch przy wejściu do "pałacu" na posterunkach honorowych to mu to w zupełności wystarczy.
Inna sprawa, że Ametyst nie musi zwiększać ilości kompanii, ale mogą one mieć odpowiednio duże stany osobowe. Bo jeżeli założymy np. 4 plutony po 40-paru ludzi to już jest ok. 200 (wliczając dowództwo i logistykę kompanii). W SZ RB (założenie sporej samodzielności niskich szczebli dowodzenia)
kompania zmechanizowana liczy 178 żołnierzy, ale w przypadku kompanii honorowej może być sobie 180-200 i niczemu to nie przeszkadza. Zasadniczo w takiej specyfice to kompania jest w zasadzie tworem administracyjnym, bo to nie pododdział bojowy, technicznych czy inny logistyczny.
Piotr Pawłowicz napisał(a):Zgadzam się z Rononem i jego pomysłem. Chociaż boli mnie ten optymizm bo w mikro jest łatwiej, niż w nieistniejącym realu.
Przez ostatnie parę lat służby robiłem w systemie "dyżurów bojowych" (Sił Powietrzne) czyli 24-godzinne dyżury oraz 16-godzin szkoleniowych w miesiącu. System etatowy 5 na 1 sprawdza się bez najmniejszego problemu - pod warunkiem, że nie ma braków etatowych (ale nawet przy niewielkich nic się nie "wali"... choćby dlatego, że ilość możliwych zwolnień lekarskich jest policzona na wyrost). Przez kolejnych ładnych parę lat kierowałem też zespołem kilkudziesięciu pracowników "w dyżurach" (12-godzinnych) i też się to sprawdza... dopóki etaty są obsadzone.
Problem zaczyna się wtedy gdy brakuje obsady do etatu - ale tutaj faktycznie możemy sobie optymistycznie założyć, że wirtualne armie/gwardie takiego problemu specjalnie nie mają... bo on występuje w nieistniejącym realu zasadzie tylko tam, gdzie wynagrodzenie i warunki pracy/służby są nieadekwatne do wymaganych kwalifikacji czy uciążliwości pracy/służby. W armiach gdzie tego problemu nie ma - to raczej braki kadrowe nie występują... Ale tutaj to już dotykamy całkowicie realowego problemu finansowania u nas "sfery budżetowej"... sam dałem sobie z nią definitywnie spokój swego czasu właśnie m.in. ze względu na niskie wynagrodzenie, zupełnie nieadekwatne do wymaganych kwalifikacji i potem na moje miejsce to ponad pół roku kogoś szukali.