03-08-2021 21:52
Cytat:"Przyjazd do Imerii
Podróż do Imerii trwała kilka dni. Wszystko zostało zawczasu przygotowane i wczesnym porankiem konwój kilkunastu samochodów oraz ciężarówek wyruszył w stronę mojego drugiego lenna. Po drodze zatrzymywaliśmy się kilka razy w uprzednio przygotowanych punktach. Dawaliśmy wtedy odpocząć maszynom i kierowcom. Mogliśmy również wyprostować nogi. Do Imerii oprócz mnie jechało kilku moich doradców oraz przedstawicieli władz Anatolii Brodryjskiej, ochrona, a także zespół mechaników, lekarz oraz inni pomocnicy.
Największą bolączką w trakcie podróży były drogi, a nawet w części przypadków ich brak. Niestety brak jest w tym regionie linii kolejowych (trzeba będzie to wkrótce zmienić…). Zła jakość dróg powodowała, że wiele razy musieliśmy nieplanowo się zatrzymywać. Nie brakowało przypadków przebitych opon oraz zakopanych maszyn. Poza tym wszystko inne dopisywało. Pogoda była odpowiednia. Słońce nie grzało za mocno, a hulający po tych okolicach wiatr pozwalał uniknąć duchoty. Zachwycały też krajobrazy. Majaczące w oddali szczyty anatolijskich gór powoli się przybliżały. Rzeźba terenu szybko zaczęła się zmieniać – z początku płaskie pola przerodziły się w łagodne pagórki, a następnie pagórki w nieco stromsze górki. Wraz ze zmianą rzeźby zmieniała się też roślinność. Bujne lasy przeszły w bardziej surowe krzewy. W powietrzu czuć było zapach kwitnących kwiatów.
Ostrzegano nas o grasujących na tych terenach dzikich zwierzętach. Na nasze szczęście nie mieliśmy jednak kontaktu z żadnym z nich. Najwyraźniej było nas zbyt wielu i robiliśmy zbyt wiele hałasu, żeby jakieś zwierzę odważyło się do nas zbliżyć wystarczająco blisko.
W ostatnim etapie podróży, kiedy zbliżaliśmy się do granic lenna, wyszli nam na spotkanie imeryjscy rolnicy pracujący na pobliskich polach. Z jednej strony spoglądali na nas z ostrożnością, z drugiej widać było w ich oczach zaciekawienie oraz pewien przebłysk nadziei. W trakcie drogi oraz bezpośrednio przed nią zapoznawałem się z materiałami o Imerii przygotowanymi przez moich wysłanników. Tutejszy zarządca, niejaki Wójt, nie dba o swoich poddanych. Twardą ręką trzyma pod swoją kontrolą całą miejscową produkcję. Ma również pod swoją władzą rzeszę wiernych żołnierzy, którzy strzegą jego imperium w tym regionie. Niełatwo będzie go złamać, ale jeszcze nie czas o tym rozmyślać.
Rolników przywitaliśmy podarunkami z Anatolii Brodryjskiej. Daliśmy im nieco naszych zapasów żywności. Byli bardzo wdzięczni. Po krótkiej przerwie i pogawędce pojechaliśmy dalej, uprzednio dopytując ich o szczegóły dalszej trasy.
Po godzinie-dwóch dojechaliśmy do wyznaczonego celu – małej miejscowości Sfaranda. Kiedy konwój zbliżał się do rynku miasteczka na ulicach zaczęli gromadzić się ludzie, którzy radowali się na nasz widok. To był niesamowity widok. Ludzie patrzyli na nas jak na wybawców.
Miasteczko Sfaranda nie było bowiem przypadkowe. To tutaj moi wysłannicy odpowiednio wcześniej nawiązali kontakt z kimś na wzór „burmistrza” – miejscowego lidera, który zarządzał miasteczkową społecznością. Kiedy usłyszał o tym, że od teraz Imeria należy do mnie i że planuje w nią zainwestować bardzo się ucieszył. Powiedział, że możemy tu odpocząć i się ulokować, a także zorganizować pierwszy punkt do dalszych wędrówek w głąb tej krainy. Moi wysłannicy zostali również ostrzeżeni o czujnym oku Wójta.
Wjeżdżając do Imerii byliśmy zatem przygotowani na każdą okoliczność. Moja ochrona była odpowiednio uzbrojona i wyposażona. Podjęte środki ostrożności okazały jednak zbędne – w Sfarandzie na pierwszy rzut oka brak było jakichkolwiek przeciwnych nam osób. Na spotkanie wyszedł nam także „burmistrz”, który powitał nas beczką lokalnego wina, chlebem i oliwkami.
Nie mogliśmy zignorować tego przejawu gościnności. Wyciągnęliśmy z wozów pozostałą nam żywność oraz trunki i zaczęliśmy się integrować z miejscowymi. To wszystko przerodziło się w coś na wzór uczty, bowiem mieszkańcy miejscowości na widok tego wszystkiego zaczęli znosić na rynek różnego rodzaju jedzenie oraz napoje. „Uczta” tym samym przeciągnęła się do późnych godzin nocnych. Po jej zakończeniu zmęczeni zalegliśmy w jednej z przygotowanej na nasz przyjazd, uprzednio wykupionej i zabezpieczonej kamienicy…"
Konwój wyjeżdża z Anatolii Brodryjskiej

![[Obrazek: 98_03_08_21_10_50_56.jpeg]](http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/noweforum/gallery/98_03_08_21_10_50_56.jpeg)