Od długiego czasu, w ramach różnego rodzaju badań próbujących skategoryzować mikronacje pod względem ich najróżniejszych dokonań, na pierwszym miejscu, zapewne głównie poprzez prężnie działający Leocki Instytut Statystyki Międzynarodowej, plasuje się metodologia ilości wytworzonych postów.
Wytworzone posty, jako łatwo policzalny współczynnik, istotnie, dają szansę na pogrupowanie mikronacji wedle pewnej, szeroko rozumianej, aktywności. Tak niemniej, generują problemy podobne do tych, znanych nam głównie z realowych kanw gospodarki centralnie planowanej.
Mao Zedong, po swym dojściu do władzy (a właściwie wypełnieniu luki władzy po rządzie narodowym, który wtenczas ukryty był już na Tajwanie), zaprezentował się jako wielki poplecznik i fan Józefa Stalina. Komunizm miał wtedy status nowej, najlepszej rzeczy, głównie z racji powojennych doświadczeń faszyzmu i imperializmu zarówno nazistowskiego, jak i japońskiego. Mao Zedong był zapatrzony w sowieckiego dyktatora niczym w obrazek i zapragnął, by nowe Chiny Ludowe doścignęły Związek Radziecki, pokazując, że naród chiński jest ze wszech miar silniejszy od narodów "rosyjskich". Sposobem na doścignięcie Związku Radzieckiego były plany, a konkretnie wypełnianie określonych kwot produkcyjnych w konkretnych regionach. Te kwoty były dla ówczesnych komunistów najlepiej mierzalną formą dla oceny jakości państwa. Chiny ścigały sowietów w produkcji zboża, czy też choćby stali i ten wyścig stał się głównym celem naszego Mao Zedonga.
Aby stanąć do wyścigu, Mao, rękami swych urzędników, ustalał określone kwoty produkcyjne dla poszczególnych regionów, które otrzymały miano planów produkcyjnych. Kwoty te, obliczone na bazie odgórnie zakładanej przepustowości sumy zakładów, musiały zostać za wszelką cenę wypełnione. Za niedopilnowanie wypełnienia planu groziły poważne sankcje wobec kierownictwa, dlatego istniał odgórny przymus, by na papierze wszystko się zgadzało.
I tu okazało się, że kwoty produkcji żywności są w rzeczywistości nie do wypełnienia - aby uniknąć bata Pierwszego Sekretarza, urzędnicy kwoty zawyżyli. Tym samym magazyny zostały wypełnione wirtualnym zbożem. Niewyobrażalne nadwyżki sprzedano za granicę. Lud - głodował.
Aby wypełnić kwoty produkcji stali, miejscowi przetapiali metalowe garnki, które mieli w domostwach. Oczywiście wytworzone w ten sposób stopy, były absolutnie nieprzydatne w produkcji czegokolwiek - ale znowu, liczby zgadzały się na papierze.
Podobnie jest z nami dzisiaj. Posiadamy bardzo czuły system zliczania wytworzonych postów, który daje nam bardzo wymierne rankingi - ale jakość generowanego contentu jest globalnie najniższa od lat. Posty stają się krótsze - czasem nawet jednozdaniowe, w większości nie dające nawet szansy na dalsze pociągnięcie i rozwinięcie tematu. Następuje inflacja postów, ich sztuczne wytwarzanie, za pośrednictwem tematów jak 2000. sposobów na... etc. Należałoby znaleźć bardziej wymierne wskaźniki od tych, proponowanych nam obecnie przez Instytut Statystyki Międzynarodowej - pytanie - jakie.
Zobiektywizowany system rankingowy z pewnością musi mieć jakieś oparcie w liczbach. Preferowalnie byłyby to liczby, które świadczą bardziej o treści, niż o ilości forumowych postów. Jakimś, zdecydowanie niedoskonałym, rozwiązaniem, byłyby, na przykład, uśrednione wyrazy na post. Większe fory miałyby wtedy mikronacje, gdzie pisze się postów niewiele, ale są to posty długie. Takie rozwiązanie działałoby natomiast ze szkodą dla twórców dzieł innych niż pisane. Inną formą policzalnego badania jakości mikronacji byłby uśredniony wynik wyświetleń posta przez unikalnych użytkowników i ponownie, ten system dawałby dużą przewagę forów, które chętniej nawiedzają boty, a więc prawdopodobnie forów, które mają jakąś dłuższą historię, nie mówiąc już o problemach technicznych związanych z wdrożeniem takiego rozwiązania. Kolejną możliwością jest likwidacja tego rodzaju statystyk w ogóle, jako zawsze obarczonych swoistą niewymiernością, działającą bardziej ze szkodą niż z pożytkiem dla projektu mikronacji.
Wytworzone posty, jako łatwo policzalny współczynnik, istotnie, dają szansę na pogrupowanie mikronacji wedle pewnej, szeroko rozumianej, aktywności. Tak niemniej, generują problemy podobne do tych, znanych nam głównie z realowych kanw gospodarki centralnie planowanej.
Mao Zedong, po swym dojściu do władzy (a właściwie wypełnieniu luki władzy po rządzie narodowym, który wtenczas ukryty był już na Tajwanie), zaprezentował się jako wielki poplecznik i fan Józefa Stalina. Komunizm miał wtedy status nowej, najlepszej rzeczy, głównie z racji powojennych doświadczeń faszyzmu i imperializmu zarówno nazistowskiego, jak i japońskiego. Mao Zedong był zapatrzony w sowieckiego dyktatora niczym w obrazek i zapragnął, by nowe Chiny Ludowe doścignęły Związek Radziecki, pokazując, że naród chiński jest ze wszech miar silniejszy od narodów "rosyjskich". Sposobem na doścignięcie Związku Radzieckiego były plany, a konkretnie wypełnianie określonych kwot produkcyjnych w konkretnych regionach. Te kwoty były dla ówczesnych komunistów najlepiej mierzalną formą dla oceny jakości państwa. Chiny ścigały sowietów w produkcji zboża, czy też choćby stali i ten wyścig stał się głównym celem naszego Mao Zedonga.
Aby stanąć do wyścigu, Mao, rękami swych urzędników, ustalał określone kwoty produkcyjne dla poszczególnych regionów, które otrzymały miano planów produkcyjnych. Kwoty te, obliczone na bazie odgórnie zakładanej przepustowości sumy zakładów, musiały zostać za wszelką cenę wypełnione. Za niedopilnowanie wypełnienia planu groziły poważne sankcje wobec kierownictwa, dlatego istniał odgórny przymus, by na papierze wszystko się zgadzało.
I tu okazało się, że kwoty produkcji żywności są w rzeczywistości nie do wypełnienia - aby uniknąć bata Pierwszego Sekretarza, urzędnicy kwoty zawyżyli. Tym samym magazyny zostały wypełnione wirtualnym zbożem. Niewyobrażalne nadwyżki sprzedano za granicę. Lud - głodował.
Aby wypełnić kwoty produkcji stali, miejscowi przetapiali metalowe garnki, które mieli w domostwach. Oczywiście wytworzone w ten sposób stopy, były absolutnie nieprzydatne w produkcji czegokolwiek - ale znowu, liczby zgadzały się na papierze.
Podobnie jest z nami dzisiaj. Posiadamy bardzo czuły system zliczania wytworzonych postów, który daje nam bardzo wymierne rankingi - ale jakość generowanego contentu jest globalnie najniższa od lat. Posty stają się krótsze - czasem nawet jednozdaniowe, w większości nie dające nawet szansy na dalsze pociągnięcie i rozwinięcie tematu. Następuje inflacja postów, ich sztuczne wytwarzanie, za pośrednictwem tematów jak 2000. sposobów na... etc. Należałoby znaleźć bardziej wymierne wskaźniki od tych, proponowanych nam obecnie przez Instytut Statystyki Międzynarodowej - pytanie - jakie.
Zobiektywizowany system rankingowy z pewnością musi mieć jakieś oparcie w liczbach. Preferowalnie byłyby to liczby, które świadczą bardziej o treści, niż o ilości forumowych postów. Jakimś, zdecydowanie niedoskonałym, rozwiązaniem, byłyby, na przykład, uśrednione wyrazy na post. Większe fory miałyby wtedy mikronacje, gdzie pisze się postów niewiele, ale są to posty długie. Takie rozwiązanie działałoby natomiast ze szkodą dla twórców dzieł innych niż pisane. Inną formą policzalnego badania jakości mikronacji byłby uśredniony wynik wyświetleń posta przez unikalnych użytkowników i ponownie, ten system dawałby dużą przewagę forów, które chętniej nawiedzają boty, a więc prawdopodobnie forów, które mają jakąś dłuższą historię, nie mówiąc już o problemach technicznych związanych z wdrożeniem takiego rozwiązania. Kolejną możliwością jest likwidacja tego rodzaju statystyk w ogóle, jako zawsze obarczonych swoistą niewymiernością, działającą bardziej ze szkodą niż z pożytkiem dla projektu mikronacji.

