13-05-2023 22:55
>Mikroświat bijąc kolejne rekordy nieaktywności przyjąć musi prawdę o nieskuteczności marketingu naszych projektów.
Przyjął tą prawdę już dawno temu. Co wcale nie oznacza, że coś się z tego nauczył.
>Dawniej, by jakieś państwo zostało uznane za mikronację musiało ono spełniać pewne wymagania, co sprawiało, że samo słowo „mikronacja” brzmiało nieco bardziej dumnie niż obecnie.
Powiem szczerze i bez bicia - gdy to przeczytałem to pierwsze co mi przyszło na myśl to ukochany Imperator Marek Lebencjusz (który wciąż, wbrew zbrodniczych twierdzeń wrogów wspaniałej Leblandii, dzielnie rządzi największą z polskich mikronacji!) i jego narzekania na łamanie Jakże Wspaniałej Doktryny Micronation (Iks Kurwa De).
>Najczęściej bezpowrotnie, bo jak budować na nowo prestiż „produktu”, który przez kilka lat rozdawany był wszystkim chętnym?
Pewno jest to możliwe, ale nikt nie próbował tego robić. Czyli, jak rozumiem idaeę autora, odcinać Nowociotom dostępu do stolca. Zwłaszcza że nikt normalny by tego nie zrobił, bo w warunkach Mirkoświata AD 2023 Nowociota raczej wtedy by po prostu zwiała za granicę, gdzie dadzą jej stołek za sam fakt bycia, niż siedziałaby X czasu czekając na możliwość zdobycia stołka w oryginalnym kraju. Albo w ogóle by zawinęła się z mikro.
>niewiele mikronacji dbało o spisywanie swojej historii w sposób atrakcyjny i możliwy do wykorzystania w budowaniu wizerunku i tożsamości atrakcyjnej dla odbiorcy promocji i nowego mikronauty.
Szczere pytanie: czy naprawdę wierzymy, że hipotetyczna Nowociota będzie czytała historię jakiejś mikronacji? Choć bardzo bym chciał żeby odpowiedź na ww. pytanie brzmiała "tak", to raczej brzmi ona "nie". Nowociocie do szczęścia nie jest potrzebna wiedza o tym, co się wydarzyło 10, 15, 20 lat temu w jakiejś mikronacji. Z historii musi co najwyżej wiedzieć, do czego odnoszą się jakieś zachowania w danej społeczności (w stylu, IDK, kontekst mojego żartu o RaKu i jego nawrotach, choć tu nawet real wystarczy by go w miarę załapać).
Przyjął tą prawdę już dawno temu. Co wcale nie oznacza, że coś się z tego nauczył.
>Dawniej, by jakieś państwo zostało uznane za mikronację musiało ono spełniać pewne wymagania, co sprawiało, że samo słowo „mikronacja” brzmiało nieco bardziej dumnie niż obecnie.
Powiem szczerze i bez bicia - gdy to przeczytałem to pierwsze co mi przyszło na myśl to ukochany Imperator Marek Lebencjusz (który wciąż, wbrew zbrodniczych twierdzeń wrogów wspaniałej Leblandii, dzielnie rządzi największą z polskich mikronacji!) i jego narzekania na łamanie Jakże Wspaniałej Doktryny Micronation (Iks Kurwa De).
>Najczęściej bezpowrotnie, bo jak budować na nowo prestiż „produktu”, który przez kilka lat rozdawany był wszystkim chętnym?
Pewno jest to możliwe, ale nikt nie próbował tego robić. Czyli, jak rozumiem idaeę autora, odcinać Nowociotom dostępu do stolca. Zwłaszcza że nikt normalny by tego nie zrobił, bo w warunkach Mirkoświata AD 2023 Nowociota raczej wtedy by po prostu zwiała za granicę, gdzie dadzą jej stołek za sam fakt bycia, niż siedziałaby X czasu czekając na możliwość zdobycia stołka w oryginalnym kraju. Albo w ogóle by zawinęła się z mikro.
>niewiele mikronacji dbało o spisywanie swojej historii w sposób atrakcyjny i możliwy do wykorzystania w budowaniu wizerunku i tożsamości atrakcyjnej dla odbiorcy promocji i nowego mikronauty.
Szczere pytanie: czy naprawdę wierzymy, że hipotetyczna Nowociota będzie czytała historię jakiejś mikronacji? Choć bardzo bym chciał żeby odpowiedź na ww. pytanie brzmiała "tak", to raczej brzmi ona "nie". Nowociocie do szczęścia nie jest potrzebna wiedza o tym, co się wydarzyło 10, 15, 20 lat temu w jakiejś mikronacji. Z historii musi co najwyżej wiedzieć, do czego odnoszą się jakieś zachowania w danej społeczności (w stylu, IDK, kontekst mojego żartu o RaKu i jego nawrotach, choć tu nawet real wystarczy by go w miarę załapać).

