25-12-2019 17:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2019 17:20 przez Ametyst Faradobus.)
No dobra, skoro nikt nie choczet to ja muszę się wypowiedzieć. Przyznaję, że zadałem powyżej strasznie dużo pytań i nie chce mi się samemu na nie wszystkie odpowiadać. Jak to jednak mawiał kapitan Wagner "znam jednak wszystkie możliwe pytania i wszystkie możliwe odpowiedzi", więc jeżeli mielibyście jakieś to odpowiem.
Po pierwsze: oczywiście, że wolne miasta są potrzebne. Jest to zgodne z pierwotnymi ideałami i założeniami, jakie przyświecały mi i innym twórcom Rzeszy, która jako taka miała być konglomeratem organizmów różnego rodzaju: dużych i małych lenn, baronii i kniaźstw, wreszcie lenn (czyli czegoś na kształt wolnych państw stanowych) i wolnych miast. Źle się stało, że te ostatnie pominięto w trakcie tworzenia obecnie obowiązującej ustawy. Trzeba będzie naprawić ten błąd i wystąpić, z czym mam nadzieję problemu nie będzie, ze stosownym projektem ustawodawczym, który możemy wstępnie opracować tu, na Sejmie.
Ogólne ramy funkcjonowania wolnych miast powinny zostać oparte o dotychczasową praktykę. Z prawnego punktu widzenia byłyby tworzone przez Sejm, który mógłby od razu nadawać im statut. Ten powinien być raczej zwięzły i regulować tylko najważniejsze kwestie, aby miasta miały później więcej swobody w kształtowaniu wewnętrznego ustroju. Możemy zastanowić się, czy wymagać należy jakichś konkretnych rozwiązań ustrojowych, np demokratycznego organu uchwałodawczego albo stanowiska jednoosobowego szefa miasta, czy też należy dać wolne pole do popisu: wtedy obok siebie mogłyby powstać republiki miejskie (vide San Marino, Ateny), miasta oligarchiczne (Rzym, Florencja wczesnych Medyceuszy, Wenecja) albo monarchiczne (Sparta, Mediolan Sforzów, Watykan). Moim zdaniem byłoby to całkiem ciekawe. Mamy już w końcu Dwór Dostojewskich, który jest miastem de facto rodowym. Osobnym statusem mogłyby się cieszyć Wolnograd, zarządzany przez Lwa, oraz Port Arthurberg. Stolica ma już zresztą swój statut, a w Arthurbergu Andrzej pewnie niedługo załatwi sprawę.
Plenipotenci wolnych miast uczestniczą dziś w Sejmie niejako z woli tradycji. Tę kwestię również trzeba będzie uregulować, a także przyznać im prawo głosu. Miasto to wspólnota i my, jako obywatele Rzeszy, powinniśmy mieć jakąś korzyść z tytułu tworzenia takich wspólnot. Takim profitem mogłaby być pokaźna ilość głosów, uzależniona od liczby aktywnych obywateli. Moim wstępnym pomysłem jest to, aby plenipotent dysponował mocą o wadze połowy liczby folwarków wszystkich obywateli wolnego miasta albo aby każdy obywatel dawał miastu 10-20 folwarków. Taka kumulacja zwiększałaby moc wolnych miast, które w I Rzeszy odgrywały rolę marginalną, a głosy plenipotentów ginęły wśród głosów lenników. Problemem byłaby natomiast weryfikacja faktycznej aktywności miasta, tego czy jego istnienie naszemu krajowi i naszej Rzeszy.
Wreszcie należałoby rozważyć, czym zajmowałyby się miasta poza działaniami natury narracyjnej, które póki co prowadzę głównie ja w Wolnogradzie, który jest przypadkiem szczególnym. Z pewną propozycją wystąpił tu Janek Sapiecha:
Cytat: Przyjmijmy hipotetycznie, że na początek wybieramy sobie jakąś dużą rzekę, nad którą każdy z nas lokuje miasto. Każde z miast specjalizować się będzie w produkcji dowolnie wybranego produktu z branży spożywczej, przemysłowej bądź wydobywczej. Wytwarzana w ten sposób dla miasta A dzienna jednostka produkcyjna wygeneruje przychód pieniężny, wyłącznie gdy znajdzie się w posiadaniu miasta B,C lub D w liczbie dziesięciu jednostek produkcyjnych. Chodzi mi o to, żeby każdego dnia można było wymieniać między sobą wytwarzane dobra, gromadząc je a następnie upłynnianiając w rzeczywisty pieniądz. Nie ma natomiast znaczenia to skąd importujemy dobra do naszego miasta. Posiadając pięć jednostek produkcyjnych z jednego i pięć jednostek z drugiego miasta, i tak otrzymamy za nie gratyfikację pieniężną. W takim ujęciu, terminem miasto określone zostaną te ośrodki, które będą na siebie zarabiały.
Jeżeli chciałbyś tę myśl jeszcze rozwinąć to gorąco zachęcam. Moim zdaniem niegłupie byłoby wprowadzenie konieczności ulokowania przedsiębiorstw albo zakładów produkcyjnych w granicach jakiegoś lenna lub miasta. Granice wolnych miast nie muszą zresztą być specjalnie zawężone: nie widzę nic złego w tym, gdyby władzom Portu Arthurberg podlegał większy kawałek ziemi nad Cieśniną Bialeńską, Wolnograd objął również swój własny port - Apfelbaumstadt (to akurat luźny przykład, bardziej mam na myśli mniejsze, nołnejmowe miasteczka), a jakieś inne miasto z Bialenii wybudowało sobie na Anatolii czy w innym miejscu kilka osad, jako coś w rodzaju kolonii na wzór tych, które miała średniowieczna Wenecja. Oczywiście granice wolnych miast określałby Sejm Rzeszy albo nawet Prezydent, który określa granice lenn.
prof. dr net. mgr gen. bryg.
Ametyst Faradobus
Ametyst Faradobus
Wiceprezydent i Eksprezydent Republiki Bialeńskiej, Rektor Uniwersytetu Bialeńskiego,
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)
![[Obrazek: 85_13_12_22_10_32_48.png]](http://spolecznosc.bialenia.org.pl/gallery/85_13_12_22_10_32_48.png)

