![]() |
|
Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Wersja do druku +- Forum Republiki Bialeńskiej (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc) +-- Dział: Kultura i społeczeństwo (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/forum-4.html) +--- Dział: Kawiarnia Artystyczna "Kulturalna" (https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/bialenia/spolecznosc/forum-78.html) +--- Wątek: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie (/thread-32.html) |
Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 07.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 10.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinny potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 10.12.2013 Cytat:Lecz ona tak niewinny potrząsa rzęsą,Niewinnie? Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 10.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" Cytat:Lecz ona tak niewinny potrząsa rzęsą,Tak, oczywiście, głupia literówka.
Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 14.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 14.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 14.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 15.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 21.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 21.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 21.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 21.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 22.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Licząc na rozpędzenie Khmerów jak trusów. Jednak kupiecka robota mozolna, Odwagi przydaje każdemu. Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 22.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Licząc na rozpędzenie Khmerów jak trusów. Jednak kupiecka robota mozolna, Odwagi przydaje każdemu. Do Khmerów dochodzą posiłki z wolna, Wszyscy przyglądają się ze strachem złemu Alred; Polityk z Khmerów ojczyzny. Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 22.12.2013 Trochę mało poetów w Bialenii... Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Licząc na rozpędzenie Khmerów jak trusów. Jednak kupiecka robota mozolna, Odwagi przydaje każdemu. Do Khmerów dochodzą posiłki z wolna, Wszyscy przyglądają się ze strachem złemu Alred; Polityk z Khmerów ojczyzny. Złowrogi, wygolony balistyk, Za nim podążają konni z artylerią, Arystokrata pocić się zaczyna, Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 22.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Licząc na rozpędzenie Khmerów jak trusów. Jednak kupiecka robota mozolna, Odwagi przydaje każdemu. Do Khmerów dochodzą posiłki z wolna, Wszyscy przyglądają się ze strachem złemu Alred; Polityk z Khmerów ojczyzny. Złowrogi, wygolony balistyk, Za nim podążają konni z artylerią, Arystokrata pocić się zaczyna, Wśród ludu panuje histeria. Walczyć chce już cała gmina, Złapać tego psiego syna! Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 23.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Licząc na rozpędzenie Khmerów jak trusów. Jednak kupiecka robota mozolna, Odwagi przydaje każdemu. Do Khmerów dochodzą posiłki z wolna, Wszyscy przyglądają się ze strachem złemu Alred; Polityk z Khmerów ojczyzny. Złowrogi, wygolony balistyk, Za nim podążają konni z artylerią, Arystokrata pocić się zaczyna, Wśród ludu panuje histeria. Walczyć chce już cała gmina, Złapać tego psiego syna! Lecz Khmerzy są jak dla bezrękiego draperia, Do złapania ni w ząb! Nawet wśród wycia trąb! Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 23.12.2013 Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Licząc na rozpędzenie Khmerów jak trusów. Jednak kupiecka robota mozolna, Odwagi przydaje każdemu. Do Khmerów dochodzą posiłki z wolna, Wszyscy przyglądają się ze strachem złemu Alfredowi; Politykowi z Khmerów ojczyzny. Złowrogi, wygolony balistyk, Za nim podążają konni z artylerią, Arystokrata pocić się zaczyna, Wśród ludu panuje histeria. Walczyć chce już cała gmina, Złapać tego psiego syna! Lecz Khmerzy są jak dla bezrękiego draperia, Do złapania ni w ząb! Nawet wśród wycia trąb! Alfred ogłasza co następuje, Targ cały się rozwiązuje. Natychmiast, z dniem ogłoszenia! Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - AndrzejSwarzewski - 23.12.2013 Nie można edytować postów, a dopiero teraz zauważyłem, że mamy już ponad 100 wersów, konkretnie 102. Chyba napisaliśmy już najdłuższy wiersz w mikroświecie. ![]() Piszemy dalej, czy powoli już kończymy? W razie czego, zawsze będzie można wznowić.
Re: Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie - Maciej Kamiński - 24.12.2013 Proponuję pisać, póki my dwaj mamy zapał. A edytowania postów nie można włączyć? Pewnego dnia w stolicy, Stał arystokrata i jego najemnicy. Jeden z żołnierzy spojrzał na targ, Gdzie to obok kamienicy Chłop zapadał w letarg Otóż to, szlachetka pyta: "Czy to armata ukryta?!" Stary pułkownik bierze karabin, Nagle szarpie go rabin, "Tożto ty Sabin!" My tu się z powstaniem Gdzież to wielkim zmaganiem Nagle w zgiełk wbiega arystokrata, "Dla mnie powstanie to nazbyt strata, Wycofuję więc swych żołnierzy..." Tużto nagle kupcy - Khmerzy A od nich włos się jeży; do Sabina "A cóżto za rozmowa?" Nagle w stragan Żyd uderzył, "O waszych rządach, surowa" Wtedy kupiec do Samphana: "Gdzież tu karawana? przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana Ale nie brak przywary na Samphana Mości panie, to wojowie Natana! Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu." A na to rzekł szlachetka: "Dosyć tego motłochu!" Tęga była jego sylwetka, Wydobył miecz z pochwy, Mąż dziarski i mocny, Zamachnął nim groźnie, Po czym na wojów ryknął: "Cóż czynicie bezbożnie!" Po czym do żony syknął: "Już czas!" Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł, Zacnych mężów w furię wpędzając, Bo bohatera uraża prostota, Wówczas żona szlachetki wstając: "Kupcy rzeczą, żem brzydota, Lecz przez ich do Khmerów uległość, I również tychże przybycia nagłość, Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili, Nagle, jak starzec ten padół. A wówczas Khmerzy u nas stworzyli, Totalitaryzmu swojego pół." Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą, A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron, Serca szybciej dzielnym mężom biją, A dłonie ich nad szablami się trzęsą, Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją, Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą, Co jej mężowi się nie widzi, Zaś jednego Khmera brzydzi, I wnet ten głową nerwowo potrząsa, Po czym powiada: "Chłopy, niech Was lekarz zbada! Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie, Przecież ona z podłego plemienia!" A na to jej mąż, pełen oburzenia: "Podliście Wy, psubraty! A nie nasze cne niewiasty!" I tak to miast strzelać z armaty, I później zwycięskie wznosić toasty, Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę! Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel, By bezpiecznie podziwiać te boje, O honor mężów tej ziemi. Już najemnicy wkładają zbroje, By walczyć z khmerskimi wszami, I ich kupiecką piątą kolumną. Już rozbrzmiewają bębny, Już słychać trąby, Już nogi poszły w dziki tupot, Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby, Bo szlachetka zakończył swój żywot! Otruty przez khmerskiego szpiega, Którym był jego fałszywy kolega, Rabin, padalec kłamliwy, Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli. Wnet wybuchł alarm fałszywy, Że szlachetka nie żyje od niedzieli. Arystokrata w bój rzuca najemników, Licząc na rozpędzenie Khmerów jak trusów. Jednak kupiecka robota mozolna, Odwagi przydaje każdemu. Do Khmerów dochodzą posiłki z wolna, Wszyscy przyglądają się ze strachem złemu Alfredowi; Politykowi z Khmerów ojczyzny. Złowrogi, wygolony balistyk, Za nim podążają konni z artylerią, Arystokrata pocić się zaczyna, Wśród ludu panuje histeria. Walczyć chce już cała gmina, Złapać tego psiego syna! Lecz Khmerzy są jak dla bezrękiego draperia, Do złapania ni w ząb! Nawet wśród wycia trąb! Alfred ogłasza co następuje, Targ cały się rozwiązuje. Natychmiast, z dniem ogłoszenia! Wtem wkracza dziedzic pradawnego Rosienia, Adam Janowicz, mąż zacny, acz ubogi, I swym donośnym głosem rzecze: |